1- Przywiązanie jest ograniczeniem samego siebie.

Przyznaję, że nie jestem zadowolona z tego pierwszego rozdziału, no ale cóż.... nigdy nie radziłam sobie z początkami. Przepraszam również, jeśli napotkacie jakieś błędy, starałam się je wyłapać ale jakoś nie jestem w tym najlepsza.
___________________________________-
-Katara! Wstawaj spóźnisz się …
Nie było mowy o tym, abym to zrobiła. Po prostu nie ma mowy. Przewróciłam się na drugi bok naciągając pościel mocniej na głowę.
-Nie będę powtarzać, dziewczyno znowu się spóźnisz! - Delikatna dłoń złapała mnie za kostkę, by po chwili zrzucić mnie na ziemię. - Jesteś taka sama jak Hokage.
-Dobra już wstaję- mruknęłam z uśmiechem rzucając w jej stronę poduszkę – Ale nie waż mi się tego więcej powtarzać.
Shizune posłała mi promienny, porozumiewawczy uśmiech i opuściła moją sypialnie. Niezgrabnie wstałam z podłogi otrzepując plecy z kurzu, aby ruszyć do łazienki. Zimna woda pobudzała moje mięśnie do działania i rozjaśniła umysł do tego stopnia, że zdałam sobie sprawę z mojego półgodzinnego spóźnienia.
Jak najszybciej wypadłam spod prysznica idąc owinięta ręcznikiem w stronę szafy. Już po paru minutach ubrana i umyta rozczesywałam włosy tylko po to, aby związać je w luźnego koka.
Wioska dopiero co budziła się do życia. Na uliczkach mijałam pierwszych ludzi zmierzających do pracy, pierwsze strzępki rozmów zaczynające późniejszy gwar ulicy.
Zmierzając do największego budynku w wiosce, przeczuwałam, że nie będzie to wcale tak łatwy i piękny dzień na jaki się zapowiadał.
-Wejść!- za pozwoleniem przeszłam przez próg drewnianych drzwi- A to ty.
Pomieszczenie jak zwykle było wypełnione światłem wschodzącego słońca, które wlewało się przez wielkie okno na którym tle odbijała się ciemna sylwetka kobiety. Piąta zawsze była specyficzną osobą, widok jej o tak wczesnej porze zawalonej papierami był nieczęsty.
-Przepraszam za spóźnienie- blondynka jedynie machnęła dłonią.
-Nie jesteś spóźniona, szczerze mówiąc tobie podałam wcześniejszą godzinę, a innym...
-Tą na którą miałabym przyjść naprawdę- założyłam dłonie na biodra prychając śmiechem.
Blondynka odwzajemniła mój uśmiech biorąc głęboki wdech. Splotła palce opierając łokcie na mocnym, dębowym biurku. Od zawsze zastanawiałam się jakim cudem mebel po dziesiątkach lat może dalej roztaczać wokół siebie tak przyjemny zapach.
-Katara, wiem że nie przepadasz za takimi misjami, ale obecnie wszyscy inni są zajęci- skrzyżowałyśmy spojrzenia, piękne jasne oczy Hokage wdzierały się w moje ciemne niczym smoła tęczówki. Zazdrościłam jej tego... tego pięknego błękitu nieba w oczach.- Chciałabym cię prosić, abyś razem z Itachim kogoś eskortowała.
-Eskortować.... błagam, nie ma czegoś bardziej... hmmm... ambitnego? - Uniosłam głowę odchylając ją w tył, od razu się wzdrygając- Boże nie strasz mnie!
Odwróciłam się uderzając delikatnie pięścią w klatkę piersiową chłopaka, który jeszcze przed sekundą spoglądał mi w oczy. Dlaczego musi być taki wysoki?
-Będzie fajnie- o mały włos nie zakrztusiłam się słysząc te słowa.
Piąta zawsze wiedziała, że nie jestem stworzona do tego typu misji. Ci ludzie zazwyczaj są wredni, mało co się dzieje, a im dalej masz ich prowadzić tym dłużej jesteś skazana na powolny marsz.
-Naprawdę nie wiesz co mówisz- z naburmuszoną miną i ramionami skrzyżowanymi na piersiach zwróciłam się do przywódczyni- Naprawdę muszę?
Poczułam jak smukłe palce Itachiego wplątują się w mojego koka tylko po to, aby jeszcze bardziej mnie poddenerwować. Uwielbiał to robić. To był sens jego życia, ale... ja także to uwielbiałam. Na ten gest zilustrowałam go od stóp po samą głowę. Był taki jak zawsze... wysoki, szczupły, lecz bardzo dobrze zbudowany, ciemne włosy związane w kitkę i ciemne oczy.
-Nie będzie tak źle, będziesz miała mnie- wyszczerzył się wskazując na siebie palcem.
-Proszę i właśnie o to w tym wszystkim chodzi – zakryłam twarz teczką z dokumentami, którą odebrałam sekundę wcześniejszej od Tsunade.
-Dobrze, kiedy mamy wyruszać?
-Za jakąś godzinę, wasza podopieczna będzie czekać pod bramami wioski. Uważajcie na siebie.
* * *
-Jadłaś śniadanie?- pokręciłam przecząco głową ściągając swoje buty w przedpokoju. Śledziłam ruchy chłopaka, który poszedł do kuchni- A w lodówce masz tylko jogurt, trzy marchewki i sake. Słyszałaś o czymś takim jak zakupy? Bardzo ciekawa i przydatna rzecz.
- Też cię lubię!- krzyknęłam i czym prędzej wspięłam się po schodach do pokoju, aby się spakować. Znałam go już tak długo, że nie zdziwił mnie trzask zamykanych drzwi frontowych, który puściłam mimo uszu i zaczęłam się pakować. Zebrałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i zbiegłam z powrotem na parter.
-Jedz- ciemnowłosy postawił przede mną talerz z kanapkami- kupiłem ci parę rzeczy.
-Dzięki- chwyciłam pierwszą kromkę chleba podsuwając talerz bliżej jego osoby, aby też zjadł. - Jestem ciekawa kogo tym razem będziemy niańczyć.
-Nie będzie tak źle... naprawdę. Sprawdziłem dokumenty- obszedł aneks podchodząc do okna by rozsunąć zasłony i wpuścić światło- to córka pana Feudalnego.
-Dziecko...- powiedziałam prawie, że płacząc.
-Kocham twoje podejście do życia- mruknął sarkastycznie wtykając palec w mój policzek.
Nie był taki względem innych ludzi. Szanował swoich rodziców i kochał brata, ale dla reszty był raczej oziębły. Kiedy Hokage znalazł mnie w lesie podczas tego dnia, nie spodziewałam się, że po stracie rodziców, czyli jedynej rodziny będę w stanie odnaleźć przyjaciela, który stanie się dla mnie bratem. Kogoś kto bez problemu będzie w stanie się mną zaopiekować, ponieważ pomimo 18 lat jestem jaka jestem. Dobrze pamiętam moment naszego pierwszego spotkania. Już wtedy jego ruchy były płynne i pełne energii, a...
-Katara słuchasz mnie w ogóle?
Nie wiem kiedy znalazł się tak blisko. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się wspomnień.
-Nie- zerknęłam na zegar i odłożyłam do połowy zjedzoną kanapkę na talerz. - Musimy iść.
-Nawet nie skończyłaś...
-Przestań.

-Itachi-
Obserwowałem ją jak idzie przodem. Ciemne włosy zawsze spięte w tego samego koka wyróżniały się na tle bladej cery ramion, zbyt kościstych jak na moje oko. Właśnie... od pewnego czasu zauważyłem jak bardzo jej wygląd się zmienił. Już nie przypomina tej siedmioletniej dziewczynki o pyzatych policzkach. Teraz jej twarz nabrała ostrzejszych rysów, a sylwetka zeszczuplała... problem polegał na tym, że za bardzo. Przez ostatnie miesiące bardzo rzadko widywałem ją kiedy coś jadła, a kości, które zaczynały się pokazywać pod cienką powłoką skóry zaczynały coraz to bardziej się wyróżniać.
-Dzień dobry Kataro- przystanąłem przy przyjaciółce obserwując jej rozmowę z staruszką- miałam nadzieję, że do mnie wpadniesz na herbatę.
-Przepraszam pani Nerro, ale wyruszam poza granice Wioski- skinąłem głową kiedy napotkałem spojrzenie starszej kobiety. - Właściwie trochę się spieszymy, obiecuję, że przyjdę do pani zaraz po powrocie. Do widzenia.
Pomachała ręką na pożegnanie i zaczęła się oddalać. Dopiero po paru chwilach zorientowałem się, że stoję w miejscu.
-Tak...- mruknąłem i nie zważając na kobietę ruszyłem za dziewczyną.- Dlaczego ona zawsze cię zaczepia.
-Nie bądź taki naburmuszony, zastępuje mi babcie, uwielbiam....
-Tak wiem, wiem... ale nie lubię gdy się koło ciebie kręci wydaje się być jakaś dziwna. Nie za bardzo interesuje się twoim życiem?
-Itachi, jakbyś nie zauważył jestem już dorosła, a to jest zwykłą starsza pani, która chciałaby od czasu do czasu z kimś porozmawiać, aby nie być sama. Ja też nie mam nikogo, więc ją rozumiem, zresztą...
Wypuściła głośno powietrze widząc już na horyzoncie zarysy bramy i stojących pod nią grupki ludzi. Wyprostowała się tylko po to, aby pokazać swoją niechęć kiedy ponownie się przygarbiła.
-Naprawdę musimy?
-Nie marudź już tak, idziemy.
Chwyciłem jej dłoń by pociągnąć ją w stronę czekających na nas ludzi. Była zaskakująco lekka, praktycznie nie czułem jej kiedy tak ciągnąłem ją za sobą. To spotęgowało jeszcze bardziej moje obawy, że coś się dzieje.-Dobra już wstaję- mruknęłam z uśmiechem rzucając w jej stronę poduszkę – Ale nie waż mi się tego więcej powtarzać.
Shizune posłała mi promienny, porozumiewawczy uśmiech i opuściła moją sypialnie. Niezgrabnie wstałam z podłogi otrzepując plecy z kurzu, aby ruszyć do łazienki. Zimna woda pobudzała moje mięśnie do działania i rozjaśniła umysł do tego stopnia, że zdałam sobie sprawę z mojego półgodzinnego spóźnienia.
Jak najszybciej wypadłam spod prysznica idąc owinięta ręcznikiem w stronę szafy. Już po paru minutach ubrana i umyta rozczesywałam włosy tylko po to, aby związać je w luźnego koka.
Wioska dopiero co budziła się do życia. Na uliczkach mijałam pierwszych ludzi zmierzających do pracy, pierwsze strzępki rozmów zaczynające późniejszy gwar ulicy.
Zmierzając do największego budynku w wiosce, przeczuwałam, że nie będzie to wcale tak łatwy i piękny dzień na jaki się zapowiadał.
-Wejść!- za pozwoleniem przeszłam przez próg drewnianych drzwi- A to ty.
Pomieszczenie jak zwykle było wypełnione światłem wschodzącego słońca, które wlewało się przez wielkie okno na którym tle odbijała się ciemna sylwetka kobiety. Piąta zawsze była specyficzną osobą, widok jej o tak wczesnej porze zawalonej papierami był nieczęsty.
-Przepraszam za spóźnienie- blondynka jedynie machnęła dłonią.
-Nie jesteś spóźniona, szczerze mówiąc tobie podałam wcześniejszą godzinę, a innym...
-Tą na którą miałabym przyjść naprawdę- założyłam dłonie na biodra prychając śmiechem.
Blondynka odwzajemniła mój uśmiech biorąc głęboki wdech. Splotła palce opierając łokcie na mocnym, dębowym biurku. Od zawsze zastanawiałam się jakim cudem mebel po dziesiątkach lat może dalej roztaczać wokół siebie tak przyjemny zapach.
-Katara, wiem że nie przepadasz za takimi misjami, ale obecnie wszyscy inni są zajęci- skrzyżowałyśmy spojrzenia, piękne jasne oczy Hokage wdzierały się w moje ciemne niczym smoła tęczówki. Zazdrościłam jej tego... tego pięknego błękitu nieba w oczach.- Chciałabym cię prosić, abyś razem z Itachim kogoś eskortowała.
-Eskortować.... błagam, nie ma czegoś bardziej... hmmm... ambitnego? - Uniosłam głowę odchylając ją w tył, od razu się wzdrygając- Boże nie strasz mnie!
Odwróciłam się uderzając delikatnie pięścią w klatkę piersiową chłopaka, który jeszcze przed sekundą spoglądał mi w oczy. Dlaczego musi być taki wysoki?
-Będzie fajnie- o mały włos nie zakrztusiłam się słysząc te słowa.
Piąta zawsze wiedziała, że nie jestem stworzona do tego typu misji. Ci ludzie zazwyczaj są wredni, mało co się dzieje, a im dalej masz ich prowadzić tym dłużej jesteś skazana na powolny marsz.
-Naprawdę nie wiesz co mówisz- z naburmuszoną miną i ramionami skrzyżowanymi na piersiach zwróciłam się do przywódczyni- Naprawdę muszę?
Poczułam jak smukłe palce Itachiego wplątują się w mojego koka tylko po to, aby jeszcze bardziej mnie poddenerwować. Uwielbiał to robić. To był sens jego życia, ale... ja także to uwielbiałam. Na ten gest zilustrowałam go od stóp po samą głowę. Był taki jak zawsze... wysoki, szczupły, lecz bardzo dobrze zbudowany, ciemne włosy związane w kitkę i ciemne oczy.
-Nie będzie tak źle, będziesz miała mnie- wyszczerzył się wskazując na siebie palcem.
-Proszę i właśnie o to w tym wszystkim chodzi – zakryłam twarz teczką z dokumentami, którą odebrałam sekundę wcześniejszej od Tsunade.
-Dobrze, kiedy mamy wyruszać?
-Za jakąś godzinę, wasza podopieczna będzie czekać pod bramami wioski. Uważajcie na siebie.
* * *
-Jadłaś śniadanie?- pokręciłam przecząco głową ściągając swoje buty w przedpokoju. Śledziłam ruchy chłopaka, który poszedł do kuchni- A w lodówce masz tylko jogurt, trzy marchewki i sake. Słyszałaś o czymś takim jak zakupy? Bardzo ciekawa i przydatna rzecz.
- Też cię lubię!- krzyknęłam i czym prędzej wspięłam się po schodach do pokoju, aby się spakować. Znałam go już tak długo, że nie zdziwił mnie trzask zamykanych drzwi frontowych, który puściłam mimo uszu i zaczęłam się pakować. Zebrałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i zbiegłam z powrotem na parter.
-Jedz- ciemnowłosy postawił przede mną talerz z kanapkami- kupiłem ci parę rzeczy.
-Dzięki- chwyciłam pierwszą kromkę chleba podsuwając talerz bliżej jego osoby, aby też zjadł. - Jestem ciekawa kogo tym razem będziemy niańczyć.
-Nie będzie tak źle... naprawdę. Sprawdziłem dokumenty- obszedł aneks podchodząc do okna by rozsunąć zasłony i wpuścić światło- to córka pana Feudalnego.
-Dziecko...- powiedziałam prawie, że płacząc.
-Kocham twoje podejście do życia- mruknął sarkastycznie wtykając palec w mój policzek.
Nie był taki względem innych ludzi. Szanował swoich rodziców i kochał brata, ale dla reszty był raczej oziębły. Kiedy Hokage znalazł mnie w lesie podczas tego dnia, nie spodziewałam się, że po stracie rodziców, czyli jedynej rodziny będę w stanie odnaleźć przyjaciela, który stanie się dla mnie bratem. Kogoś kto bez problemu będzie w stanie się mną zaopiekować, ponieważ pomimo 18 lat jestem jaka jestem. Dobrze pamiętam moment naszego pierwszego spotkania. Już wtedy jego ruchy były płynne i pełne energii, a...
-Katara słuchasz mnie w ogóle?
Nie wiem kiedy znalazł się tak blisko. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się wspomnień.
-Nie- zerknęłam na zegar i odłożyłam do połowy zjedzoną kanapkę na talerz. - Musimy iść.
-Nawet nie skończyłaś...
-Przestań.

-Itachi-
Obserwowałem ją jak idzie przodem. Ciemne włosy zawsze spięte w tego samego koka wyróżniały się na tle bladej cery ramion, zbyt kościstych jak na moje oko. Właśnie... od pewnego czasu zauważyłem jak bardzo jej wygląd się zmienił. Już nie przypomina tej siedmioletniej dziewczynki o pyzatych policzkach. Teraz jej twarz nabrała ostrzejszych rysów, a sylwetka zeszczuplała... problem polegał na tym, że za bardzo. Przez ostatnie miesiące bardzo rzadko widywałem ją kiedy coś jadła, a kości, które zaczynały się pokazywać pod cienką powłoką skóry zaczynały coraz to bardziej się wyróżniać.
-Dzień dobry Kataro- przystanąłem przy przyjaciółce obserwując jej rozmowę z staruszką- miałam nadzieję, że do mnie wpadniesz na herbatę.
-Przepraszam pani Nerro, ale wyruszam poza granice Wioski- skinąłem głową kiedy napotkałem spojrzenie starszej kobiety. - Właściwie trochę się spieszymy, obiecuję, że przyjdę do pani zaraz po powrocie. Do widzenia.
Pomachała ręką na pożegnanie i zaczęła się oddalać. Dopiero po paru chwilach zorientowałem się, że stoję w miejscu.
-Tak...- mruknąłem i nie zważając na kobietę ruszyłem za dziewczyną.- Dlaczego ona zawsze cię zaczepia.
-Nie bądź taki naburmuszony, zastępuje mi babcie, uwielbiam....
-Tak wiem, wiem... ale nie lubię gdy się koło ciebie kręci wydaje się być jakaś dziwna. Nie za bardzo interesuje się twoim życiem?
-Itachi, jakbyś nie zauważył jestem już dorosła, a to jest zwykłą starsza pani, która chciałaby od czasu do czasu z kimś porozmawiać, aby nie być sama. Ja też nie mam nikogo, więc ją rozumiem, zresztą...
Wypuściła głośno powietrze widząc już na horyzoncie zarysy bramy i stojących pod nią grupki ludzi. Wyprostowała się tylko po to, aby pokazać swoją niechęć kiedy ponownie się przygarbiła.
-Naprawdę musimy?
-Nie marudź już tak, idziemy.
Chwyciłem jej dłoń by pociągnąć ją w stronę czekających na nas ludzi. Była zaskakująco lekka, praktycznie nie czułem jej kiedy tak ciągnąłem ją za sobą. To spotęgowało jeszcze bardziej moje obawy, że coś się dzieje.
Praca własna Komentarzy: 1 07 Listopad 2016
Dodane przez: Nan
  • KanaHatakeUchiha
    KanaHatakeUchiha

    Ciekawie się zapowiada ;)Czekam na next i życzę dużo weny:).