Eiserne J Rozdział 3 ,,Popołudniowa przechadzka po piasku''

Popołudnie. Tajemniczym informatorami okazali się Kankuro i jego starsza siostra Temari. To, co miało do powiedzenia tych dwojga, było rozpatrywane przez Sasuke z lekkim niedowierzaniem. Chłopak wciąż żywił głęboki uraz do Piasku za potyczkę, jaka miała miejsce całkiem niedawno, w wyniku którego zdziesiątkowano Konohe. Ostatecznie, wciąż narastającą wściekłość młodego Uchiha została skutecznie obniżona przez Ikuto, który mimo iż też żywił urazę do byłych pobratymców, jako pierwszy podał im dłoń na zgodę. W zamian Temari opowiedziała, co działo się z nią i jej rodzeństwem po konflikcie. Młodzi shinobi zawarli sojusz, by wspólnymi siłami odkryć, kim są zamaskowani ludzie i powstrzymać ich przed następnymi rabunkami i porwaniami.
Niestety. Gdy tylko funkcjonariusze i informatorzy rozeszli się, kilku zabandażowanych wojowników niespodziewanie zaatakowało Sasuke i Ikuto. Shinobi zaczęli żałować, że zbyt pochopnie uwierzyli tym dwojgu i przystąpili do ataku.

~~**~~**~~

- Gdzie oni się podziali? Byli tu dosłownie przed momentem...- zapytał zaniepokojony Ikuto.
- Nadal tu są, ale wykryli, że jesteś w stanie ich wyczuć, jak zawodowi sensorzy. Po prostu zmienili taktykę, więc miej oczy szeroko otwarte.
Na polu, gdzie jeszcze niedawno zaatakowano dwóch Uchiha nastała błoga cisza. Nie było słychać nic poza delikatnie szumiącym piaskiem pod wpływem spokojnego powiewu. Sasuke dokładnie obserwował każdy segment miejsca w którym się znaleźli. Pomimo, że większość terenu większość pokrywał piach, nigdzie nie dostrzegł śladów stóp. I choć nie było zbyt wielu miejsc, gdzie można by się było skryć, nigdzie nie dostrzegli wroga. W pewnym momencie maluteńki kamyk wysunął się ze szczeliny tego większego i upadł na ziemię, wówczas kocie uszka Ikuto poruszyły się. To wywołało lawinę szybkich zdarzeń, które wprawiły mniej doświadczonego shinobi w zakłopotanie. Wtem skamieniała ręka z drobnymi pęknięciami między palcami wyłoniła się spod góry piachu, na której stali Uchiha. Chwyciła lewą nogę kociego ninja i próbowała wciągnąć do środka. Sasuke podskoczył na wysokość kilku metrów nad ziemię i bez wahania uporał się z owym problemem wykonując bezbłędnie Katon: Gōkakyū no Jutsu. Przednia warstwa piachu rozproszyła się po bokach, z kolei Ikuto upadł na poboczu i zaczął dmuchać swoją lekko podpaloną nogę.
-Yaaaaghhh!!! Oszalałeś Sasuke-chi! Mogłem spłonąć mru!~
- Za tobą, kocie! - krzyknął lider w obawie, że rozkojarzenie partnera znów zaważy na jego życiu. Tym razem, ku zaskoczeniu, zareagował prawidłowo i z dokładnym wyczuciem czasu wycelował z całych sił zaciśniętą pięść w brzuch skamieniałej postaci. W wyniku tak udanego ciosu wróg poleciał kilka metrów w przód i dobił do najbliższej skały kształtem przypominający bochenek chleba.
- D-dobra robota...
- Auu..ała..ajj..ale boli mnie łapka! - pojękiwał Ikuto, który znów dmuchał, lecz tym razem w dłoń.
- ...brachu...- dokończył zażenowany Sasuke.
Nie było czasu na dłuższą rozmowę, ponieważ wrogowie, zdradziwszy swoje pozycje, wyłaniali się spod ziemi i zza skał niczym króliki z kapelusza. Obaj młodzieńcy aktywowali Sharingana w tym samym momencie, dzięki czemu skopiowali ruchy kolejno pojawiających się wrogów w bliskim zasięgu. Kiedy ich liczba była zbyt duża do manewru pięściami, w dodatku zostali otoczeni przez nieznajomych oponentów, wykonawszy Kusanagi no Tsurugi: Chidorigatana, Sasuke zadał kilka precyzyjnych cięć swoim świetlnym, naelektryzowanym mieczem. Przeciął na pół najbliżej stojącego wroga, a potem w okolicach klatki piersiowej kolejno przeciwników stojących za plecami Ikuto. Ruszył do przodu i zaatakował następnych. Jego partner praktycznie został bez ani jednego atakującego wokół siebie. Mógł przyjrzeć się zawodowym ruchom lidera. W trakcie podziwiania masakry w wykonaniu idealnych pod każdym względem cięć miecza Sasuka, zauważył coś jeszcze. Momentalnie ciała, które upadały na ziemię zamieniały się w grudkę piasku.
- Co jest grane? - zapytał zdezorientowany Ikuto.
- Coś nie tak? - zdziwił się Sasuke, bez najmniejszego trudu rozprawiając się z ostatnim wrogiem, po rozpłataniu nieszczęśnikowi prawej dłoni.
- To nawet nie są ludzie. Kto ich na nas nasłał?
- W jakim ty świecie żyjesz? Wiadomo, że to tamci. - odpowiedział, próbując rozwiać wszelkie wątpliwości partnera, młody Uchiha. - Zgrywali przyjaciół, by nas tutaj zwabić, a potem nasłali ich, bo myśleli, że jak obniżą naszą czujność to poradzą sobie z nami raz dwa. Nie ze mną te numery, słyszycie? Nie dopadniecie nas żywcem!
- Wiesz, może to zabrzmi głupio, ale...myślę, że to nie oni.
- Masz rację...
- Naprawdę Sasuke-chi!? Awww~
- ...to zabrzmiało głupio.
- Ej, kiedy to może być prawda! Tak mi podpowiada mój koci zmysł, mraaw! - starał się uzmysłowić Ikuto.
- Jesteś głupszy niż myślałem... Ale jak nie oni, to kto? - zapytał wkurzony i wycelował małą iskierkę z miecza w stronę pośladka partnera w skutek czego włoski na ciele mu się uniosły i zawarczał.
- Au! nie tak brutalnie Sas~ Skoro tak upierasz się, że to oni to jak wyjaśnisz, że zostaliśmy zaatakowani dopiero teraz? Przecież gdyby chodziło im tylko o obniżenie naszej czujności to mogliby spokojnie nas zaatakować gdy wychodziliśmy z groty. - słowa ciamajdowatego pomocnika nie przekonywały lidera. Kiedy ten już miał zamiar wrócić na miejsca spotkania i dopaść Kankuro i Temari, Ikuto wykonał Kuchiyose no Jutsu i przywołał swoją wierną przyjaciółkę Sobę. W rezultacie był to naturalnych rozmiarów zielonkawy krótkowłosy kot w yukacie, za którym niespecjalnie przepadał Sasuke.
- Eh...znowu ten sierściuch! Nie traćmy czasu na głupie pogaduchy, bo nam zwieją! - ciemnowłosy chłopak próbował przemówić do rozsądku koledze.
- No witaj Ikusiu!
- Cześć Soba! Chodź zrobić hug no jutsu ze swoim tatusiem! - rzekł ze łzami w oczach.
- Jeśli chcecie mi coś udowodnić to to jest dobra chwila...- próbował przerwać czułe spotkanie lider z lekkim zażenowaniem w głosie.
- Oj już nie bądź taki tsundere! - odpowiedziała pogniewana kotka, a w tym samym czasie na policzkach Sasuke pojawił się mały rumieniec. Chłopak z pretensjonalną miną i założonymi rękoma wciąż czekał na kompana.
- Lepiej go nie denerwuj. Wstał dziś lewą łapką, mru...
- On zawsze wstaje lewą łapką, bu! Może poprawi mu się humor jak powiem wam co zaobserwowałam! - A właśnie Sasuke! Zapomniałem Ci powiedzieć, że przywołałem Sobę, gdy wychodziliśmy stamtąd. Po tym jak usłyszeliśmy od Temari o ich zbiegłym braciszku to martwiłem się, że będzie chciał ich dopaść, dlatego... poprosiłem ją by ich trochę poobserwowała - dokończył.

~~**~~**~~

Przypuszczenia Sasuke nie zostały odzwierciedlone w rzeczywistości, a przezorność Ikuto tym razem stała się kluczem do prawidłowego rozwiązania. Soba złożyła wyczerpujące zeznania z których jasno wynikało, że niedługo po rozstaniu Temari i Kankuro również zostali zaatakowani przez klony z piasku. Cała trójka udała się czym prędzej na miejsce spotkania w obawie, że tamtym grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. W głowie Sasuke roiło się od różnych scenariuszy, niektóre były bardziej optymistyczne, inne mniej. Jedno było pewne. Jakimi by zdrajcami nie okazało się to rodzeństwo w przeszłości, w tym momencie byli bardzo potrzebni, aby zbudować lepszą przyszłość.
Na miejscu pierwsza dotarła kocica, zaraz za nią Sasuke, a na samym końcu Ikuto, który tym razem miał dobre hamowanie. To, co ujrzeli przerosło najśmielsze oczekiwania konoszańskich funkcjonariuszy. Dwójka rodzeństwa z Wioski Piasku brawurowo poradziła sobie z problemem. Stos ciał leżących wokoło kobiety, która w rękach trzymała gigantyczny żelazny wachlarz z widocznymi dwoma fioletowymi kolistymi figurami, zrobił spore wrażenie nawet na liderze. Nie inaczej było w przypadku jej młodszego brata. Dobijał właśnie ostatniego przeciwnika, wykonując Kurohigi Kiki Ippatsu. Marionetka zwana ,,Czarna mrówką'' zacisnęła swoje części ciała, nie pozostawiając najmniejszych szans na przeżycie ofierze. Jednakże, gdy mechanizm otworzył się, władca marionetki w środku zaznał tylko kupkę piasku swobodnie wysypującą się na zewnątrz.
- Ale weszliśmy...- odparł zrezygnowanym głosem Sasuke.
- Teraz już nam wierzysz? Nie jesteśmy twoimi wrogami.
- Skoro to nie wy, mam rozumieć, że...- nie dokończył zdania. Widząc przygnębienie w oczach Temari postanowił darować sobie wypowiedzenie na głos jego imienia. I tak każdy wiedział, o kogo tutaj chodzi.
Wtem kunoichi zrobiła kilka kroków ku przodowi i wykrzyknęła jego imię z całych sił. Następnie nastała cisza. Słychać było jedynie szelest, który wykonywał poruszający się piasek. Trójka mężczyzn i mały kotek przyglądali się niej, a następnie popatrzyli w stronę pustego miejsca, w które i ona spoglądała. Nie był to jednak przypadek. Mieszkanka Piasku doskonale wiedziała, że gdzieś tam, niekoniecznie daleko od nich, ukrywa się ON.
- Gaara, wiem, że mnie słyszysz! - powtórzyła donośnym głosem Temari. W między czasie uśmiech na twarzy czerwonowłosego chłopaka zniknął. Pojawił się lekki grymas. - Jeśli nie chcesz się nam pokazać to chociaż wysłuchaj. To nie było dla nas łatwe, by podjąć taką, a nie inną decyzję! Nie mięliśmy wyboru. Doskonale wiedziałeś, że twój brak kontroli stwarzał zagrożenie dla ludzi... Chłopak zacisnął pięść wówczas wokół niego unosiły się małe drobinki piasku, które otoczyły go ze wszystkich stron. - ...zapewne czujesz się teraz bardzo zagubiony. Żałuję, że nie mogłam towarzyszyć ci przy licznych próbach opanowania złości. Może, gdybym wiedziała, że to się tak skończy, teraz wszystko wyglądałoby inaczej. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak czuje się porzucony Jinchuuriki, ale chcę byś wiedział, że jeśli teraz nam zaufasz, to mogę ci przysięgnąć na wszystko co kocham, że nigdy więcej cię nie zostawię!
W oczach samotnika pojawiły się łzy. Czym prędzej przetarł oczy i zniknął. Całe jego ciało zamieniło się w piasek, który otacza cały teren, a po chwili momentalnie rozproszył się pod wpływem wiatru. Tymczasem słowa Temari dotknęła również Sasuke. Przypomniał sobie, jak to kilka lat temu, zanim Naruto opuścił wioskę, padły podobne słowa.
(- Uzumaki Naruto. Zaczekaj!)
(- Ty nigdy nie zrozumiesz, co czuje Jinchuuriki taki jak ja)
(- Masz rację, ale...)
(- Ale? Jakie ,,ale''? Widziałeś gniew w ich oczach. Widziałeś ból w moich. To chyba oczywiste, że nie ma tu miejsca dla kogoś takiego jak ja.)
Młody Uchiha spuścił głowę i spojrzał na jeden malutki listek, który pod wpływem wiatru beztrosko wirował po ziemi. Choć wokoło nie było żadnych drzew, ten jeden jakimś cudem znalazł się tutaj, zupełnie sam. Wtem mała kupka piachu upadła na owy listek i przykryła go do połowy, nie pozwalając mu dalej swobodnie lecieć zdając się na wiatr. Ikuto spojrzał na Sasuke. Wiedział, co w takich chwilach czuje i nie mogąc dłużej się temu jedynie przyglądać, podszedł do zadręczonego w myślach przyjaciela i go poklepał po ramieniu, dodając półgłosem: - Wracamy do domu.

~~**~~**~~

Dwójka funkcjonariuszy wykonała powierzone im zadanie szybciej, niżby się tego spodziewali. Zdali raport zaraz po dotarciu do osady. Oczywiście, ze względu na prośbę informatorów, piąta Hokage nie dowiedziała się, kim jest owy nadawca listu. Resztę popołudnia ciemnowłosy chłopak planował spędzić w samotności, zatapiając wszelakie przemyślenia w czerwonym jak jego sharinganowe oczy winie. W trakcie sączenia kieliszka wspominał szczenięce lata wspólnych treningów z blondynem o jasnobłękitnych oczach. Te pełne szczęścia, beztroskie chwile sprawiały, że młody Uchiha czuł się w jego towarzystwie naprawdę sobą. Niestety z powodu braku akceptacji osób trzecich, samotnik wyruszył w świat i słuch o nim zaginął. Wraz z nim odeszło także dzieciństwo obojga chłopców. Zarówno Sasuke jak i Naruto dostali prawdziwy trening od życia. Każdy dokształcał się w swojej dziedzinie i rozprawiał się ze swoimi problemami na swój unikatowy sposób.
- Eh Młotku, gdzie teraz jesteś? - zadał pytanie, na które niestety, choćby bardzo chciał, nie znał odpowiedzi. Chwycił kieliszek w dłoń, nalał do połowy jeszcze jeden raz. Kiedy już miał wypić zawartość kieliszka, usłyszał cichy stukot w framugę okna. Tak jakby odgłos małego kamienia. Postanowił to sprawdzić. Otworzył okno i rozejrzał się. Jego instynkt nie wyczuwał żadnego zagrożenia, dlatego przeskoczył na balkon. Rozejrzał się po okolicy z góry, lecz na drodze nie było żywej duszy. Obrócił się, lecz wokoło również nikogo nie było. Wtem tuż obok jego ucha rozbrzmiał cienki, piskliwy głosik. Była to Soba, która z uśmiechem na twarzy chciała przywitać się z chłopakiem, licząc, że jej nagłe wejście podniesie mu adrenalinę.
- Grrr...ty durny sierściuchu! Czego tu szukasz? Mieszkanie Ikuto jest kilka przecznic stąd.
- Ale ja właśnie do ciebie, mrau! Mam ci coś ważnego do powiedzenia, więc odrobinę szacunku mru~
- Lepiej, żeby to było coś ważnego - powiedział zupełnie poważnie chwytając swojego kunai na wszelką ewentualność. Kotka podskoczyła do jego ramienia i przybliżyła pyszczek do ucha by dyskretnie przekazać informacje. Po ich usłyszeniu, oczy Sasuke otworzyły się szeroko ze zdziwienia.
Zabrawszy ze sobą zielonkawą kamizelkę i rękawice jako nieodzowny element stroju każdego shinobi Liścia na służbie, natychmiast wyruszył do urzędu, skąd sprawowała władzę Tsunade. Przeskakując z dachu na dach, szukał wszelkich skrótów, by dotrzeć tam jak najprędzej. W jego oku odbijał się wciąż wznoszący się ku górze księżyc w pełni, który zwiastował rozpoczęcie naprawdę długiej nocy. Już po samych ruchach Sasuke było wyczuć zmęczenie. Nic dziwnego, skoro ten dzień można było zaliczyć do najbardziej aktywnych w przeciągu ostatniego miesiąca. Gdy sprawy miały się ku lepszemu, wszystko nagle pokomplikowało się jeszcze bardziej po przekazaniu mu przez Sobę informacji.
W końcu dotarł na miejsce. Ominąwszy straż na dole, przeskoczył do okna na jednym z wyższych pięter i biegł lekko zawijanym na wzór muszli ślimaka korytarzem do biura zleceniodawczyni. Cały zmachany chwycił się ozłacanej klamki i zamknął na chwilę oczy, by się wewnętrznie wyciszyć i wziąć głęboki oddech. Ostrożnie przekręcił ją ku dołowi i delikatnie odepchnął od siebie drzwi. Najczarniejszy scenariusz sprawdził się. Oto ten, który od zawsze we wszystkim był lepszy od niego. Ten który, odkąd sięgał pamięcią, zakrywał swoimi szlachetnymi uczynkami i przebiegłością, nie wspominając o wysokich umiejętnościach, wszystko czego dokonał Sasuke. Przed jego oczyma ukazała się postać z powodu której był jedynie traktowany jako cień własnego klanu. Mężczyzna obrócił się w stronę Sasuke, jego powalające spojrzenie i delikatny uśmiech towarzyszyły wybitnej harmonii ducha jaką prezentował.
- Ooo...witam ,,szanownego'' zastępce czcigodnej organizacji charytatywnej - Akatsuki. - odparł szyderczym głosem młody Uchiha.
- Cześć, młodszy bracie...
Praca własna Komentarzy: 7 29 Wrzesień 2013
Dodane przez: Eriessette
  • Katarina
    Katarina

    @shimetsu Yaoistka, dzień dobry ^.^

    To co się zobaczyło nie zostanie już odzobaczone
  • shimetsu
    shimetsu

    @Katarina skąd możesz mieć pewność, że wiem mniej, o, jak to nazwałem, "granicach pedalstwa", niż ty?

  • Katarina
    Katarina

    @shimetsu To, co napisałam ;>

    To co się zobaczyło nie zostanie już odzobaczone
  • shimetsu
    shimetsu

    @Katarina

    Co ty wiesz o granicach pedalstwa...

    co masz na myśli?
  • Katarina
    Katarina

    @shimetsu


    zapytał wkurzony i wycelował małą iskierkę z miecza w stronę pośladka partnera w skutek czego włoski na ciele mu się uniosły i zawarczał.


    Już Ikuto był zmanierowany, co było nawet śmieszne, ale twój fanik właśnie osiągnął granice pedalstwa :D


    Co ty wiesz o granicach pedalstwa...
    To co się zobaczyło nie zostanie już odzobaczone
  • Eriessette
    Eriessette

    @shimetsu
    faktycznie powtórzenie...

    ,,chi'' wymyśliła @Katarina, ale ja zrozumiałem to jako ,,radosne zdrobnienie'' imienia. Coś a' la
    ,,Sasuś♥'' A Ikuto nie jest innej orientacji seksualnej tylko pozytywnie nastawionym do życia ninja. Coś jak Tobi na początku swojej kariery ;) Nie są braćmi, ale są z tego samego klanu. W tej rzeczywistości nie było masakry Uchiha.

    Ten stos ciał miało się rozumieć jako, że już zaczęły się sypać, ale jak je zauważyli to jeszcze były w całości :) Tak jakby od dołu zaczęły się kruszyć, ale tego nie opisałem tak dokładnie, więc tutaj mój błąd ^ ^"

    z kieliszka - masz rację:)

    Nuu Sasuke mimo innego życia jest dość podobny do swojego oryginału, ale nie taki sam, więc może czytelnicy polubią tę postać dzięki mojej opowieści :D

    Dzięki Dragon Ball dowiedziałem się, co to anime (choć nie do końca, bo wcześniej był Slayer, detektyw Conan :D). Dzięki Umineko no Naku Koro ni wreszcie wiem, że nie tylko ja jestem zdrowo stuknięty ^o^ A dzięki Naruto...tu wypowiem się na koniec ;)
  • shimetsu
    shimetsu

    Pomimo, że większość terenu większość pokrywał piach,

    powtórzenie

    Sasuke-chi

    co ma oznaczać przyrostek "chi", bo nie znam takowego. Chyba, że masz na myśli chin/cchi, to w takim razie literówka.

    zapytał wkurzony i wycelował małą iskierkę z miecza w stronę pośladka partnera w skutek czego włoski na ciele mu się uniosły i zawarczał.

    Już Ikuto był zmanierowany, co było nawet śmieszne, ale twój fanik właśnie osiągnął granice pedalstwa :D

    Stos ciał leżących wokoło kobiety,

    Przecież Ikuto zaobserwował, że przeciwnicy po uderzeniu zaraz zamieniali się w piasek (tak zresztą reagują piaskowe klony), więc jaki stos ciał?

    przyglądali się niej,

    jej

    Btw, bo może nie zarejestrowałem. Ikuto jest bratem Sasuke? Jeśli tak, to jak przeżył masakrę klanu Uchiha?

    W trakcie sączenia kieliszka

    "z kieliszka", jakby sączył kieliszek, to byłby badassem z pociętym językiem i gardłem ^^

    Itachi, robi się interesująco ;) Nie cierpię Sasuke, bo jest zapatrzoną w siebie, marudzącą, rozlazłą cipą, ale za to Itachi to jego całkowite przeciwieństwo ;)