Eriessette - Deus Ex Machina

Eriessette
Deus Ex Machina

Wędrująca swobodnym krokiem po komnacie pokrytej zardzewiałą kupą żelastwa, istota odziana jedynie w popielato fioletową szatę i błękitne spodnie dresowe, stąpa prostą drogą swoimi delikatnymi, białymi stopami w celu odnalezienia rdzenia. Jej biała jak płatek śniegu grzywka bezwładnie dryfuje na twarzy, a krystalicznie zielone oczy wpatrzone są w jeden punkt. W końcu po jakimś czasie dochodzi do tych właściwych drzwi. Wokoło czerwona aura pokrywa nawet najodleglejsze zakątki tego jakże długiego korytarza, a niezbadane źródło światła zmierza właśnie w stronę nieświadomej istoty.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Nie znajdziesz Eriessette. Nie wiesz jak on wygląda. Tak, nie przesłyszałeś się...*uśmiech*
- Niemożliwe...stworzyłeś...
- Istotę doskonałą?
W innej części tego olbrzymiego promu kosmicznego, choć nie tak daleko od dwóch panów przeprowadzających powyższą rozmowę, istota w popielato fioletowych szatach wyjmuje szkatułkę i otwiera ją, a w niej lśniący przeróżnymi kolorami kryształ, który po niedługim czasie staje się jego własnością. Światło przebija uprzednio czerwoną aurę i pokrywa cały prom. Po chwili poświata dochodzi do dwóch mężczyzn.
- Co to za światło? Nie mów, że?!
- Tak. Stworzyłem istotę doskonałą. - Na twarzy tajemniczego mężczyzny pojawił się łagodny uśmiech, który był ostatnią rzeczą jaką można było dostrzec nim światło pokryło cały teren.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Odcinek: 1 ,,Człowiek idealny''

,,Nazywam się Eriessette i jestem człowiekiem idealnym. Choć tak właściwie trudno nazwać mnie człowiekiem, dlatego miejscowi zwą mnie po prostu ,,istotą'', albo ,,tworem osobnym'', bo jak twierdzi mój twórca ,,Jesteś jedyny w swoim rodzaju, nie ma nikogo, kto byłby przedstawicielem Twojej rasy'' bla bla. I w tym tkwi cały problem. Ponieważ każdego dnia wspólnie z moimi przyjaciółmi i protektorem staramy się ustalić mi wizę na...''
- Tobie już dziękujemy Eriessette, siadaj do ławki.
- Ale nie skończyłem czytać mojgo życiorysu!
- To miało być wypracowanie o wybranym dniu z życia i opisaniu go w języku Carddath, a to było zbyt chaotyczne i nie po kolei. Siadaj, poprawisz na następnej lekcji.
- Już dobrze -,- (To był właśnie mój nauczyciel języka Carddath - ojczystego języka naszego miasta. Zazwyczaj jest spokojny, chociaż jakoś wyjątkowo nie darzy sympatią mojej osoby, ale od początku...)
Rzeczywiście jestem istotą idealną bez swoich korzeni, ale o sensie mojego istnienia później. Stworzył mnie doktor Evenent. Mieszkamy we dwójkę w mieście zwany Int, które słynie z tego, że jest największą na świecie przechowalnią super intelektualistów na świecie, oraz z tego, że słyniemy z najlepszych wytwórni babeczek. Zaraz po szóstym końcu świata trzeciej ziemi przeprowadziliśmy się tu po tym jak protektorat naczelnych (pełnią rolę najwyższych urzędników w mieście i to oni o wszystkim decydują) ustalił ojcostwo i opiekę nade mną panu Evenencie. Aktualnie jest rok 3013 i mija dokładnie tysiąc lat od tajemniczego wybuchu pierwszej ziemi. Przyznam szczerze, że bardzo interesuje się losami ziemi po 2013 i tylko dlatego uczęszczam na zajęcia pana Coverta (ten od języka Carddath), ale jako istota idealna jestem w stanie zapamiętać każdy kod jak ujrzą moje oczy. Z tego powodu moi przyjaciele nadali mi przezwisko ,,Intowska baza danych''.
Jednakże począwszy od tej dobrej strony bycia mną, pora przejść do drugiej, mniej fajnej. Jako idealna osoba z perfekcyjną pamięcią i zdolnością rozłamania każdego kodu na podstawie jakiego funkcjonuje wybrany element świata, często jestem obiektem lub główną częścią planu zawładnięcia światem przez zbirów wszelkiej maści z całego świata i jeszcze dalej. Dlatego przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, każdego, dosłownie każdego dnia, tygodnia, miesiąca, innymi słowy CAŁY CZAS muszę przebywać w Incie. Int to prócz tego, że wspaniałe miasto i wylęgarnia super nudnych osób, jest jeszcze moim więzieniem. Każdego dnia muszę robić dokładnie to samo, a co konkretnie? Już mówię:
(Mieszkanie Dr. Evenenta. 8:00 rano, czasu Carddath)
Wstaję z łóżka, idę do identyfikatora danych osobowych (który od wielkiej wojny klonów z 2889 roku każdy musi mieć w swoim mieszkaniu) po czym identyfikator oznajmia, że podczas procedury ustalenia mojej rasy wystąpił błąd i przekierowuje mnie z kwitkiem do Protektoratu naczelnych (o nich zaraz). Wychodzę z pokoju i schodzę na dół by przywitać się z doktorkiem. Zazwyczaj przerywam mu w jakimś iście ważnym eksperymencie i za kare każe mi iść wynieść śmieci.
(Uniwersytet Intowski. 9:30 rano, czasu Carddath)
Po tej jakże nie przyjemnej czynności idę do szkoły przywitać się z moimi kumplami Abo i Gado. Zazwyczaj natrafiam na lekcje typu W.O.S (Wiedza o skafandrach) albo ćwiczenia szkoleniowe w razie napadu na miasto, ale są też ciekawsze lekcje jak takie które prowadzi panna Hachkins.
- Rok 2012 - tajemniczy wirus zainfekował stany zjednoczone, a jego złoża znaleziono na Grenlandii. - Ta kobieta robi świetne notatki o historii ziemi przed końcem świata. Zawsze na jej lekcjach starannie robię notatki, a moja uwaga w pełni zostaje poświęcona jej wykładom. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Lekcje mijają, a przyjaciele muszą pędzić na szkolenie w akademii Hirou-Sów do którego nie mam wstępu.
(Akademia Hirou-Si. 12:05 w południe, czasu Amstrong)
Każdy niepełnoletni zjawia się tutaj w samo południe by nauczyć się podstaw w samoobronie oraz obronie mnie w razie gdyby ktoś próbował porwać ,,idealną istotę''. Nie mam prawa tutaj być ponieważ są tutaj omawiane schematy, które i tak gdzieś w mojej podświadomości istnieją.
- Kto mi wymieni szesnaście punktów kontrolnych energii wroga jeśli nie posiada zasobów magicznych?
- Ja wiem
- Ja też! - I tak mogę przyglądać się im tylko przez chwilę, gdyż o trzynastej mam wizytę w protektoracie.
(Protektorat najwyższych. 13:00 po południu, czasu Amstrong)
Z kolei tutaj odbywa się jedna i ta sama inicjacja mojej osoby. Ja pokazuje im kwitek, który otrzymałem po skanowaniu w celu ustalenia swojej rasy, oni mówią coś w tym stylu: - Niestety wciąż nie jesteśmy w stanie określić to kim jesteś Eriessette, przykro mi...
A następnie przez najbliższe godziny (czasem jedna, czasem nawet trzy) rozmawiają o prawdopodobieństwach mojego istnienia w poszczególnych rasach a ja siedzę wygodnie na krzesełku gdzieś z boku i wcinam popcorn spoglądając na gigantyczny złoty zegar powieszony nad głowami radnych protektoratu, którego skonstruowała ta sama rasa istot z której pochodzi mój twórca. Tak mija mi całe wolne popołudnie, a spotkanie kończymy równie prosto jak zaczęliśmy:
- To wszystko na dziś Eriessette, jesteś wolny.
- Dziękuję pani panu i pani paniowatej do widzenia ^^ - lubię wymyślać nowe wyrazy. To jedyna rozrywka (prócz wyżej wymienionych) w takim miejscu jak protektorat naczelnych.
(Ulice Int-u. 16:50 po południu, czasu Amstrong)
W drodze powrotnej do domu doskonale wiem co mnie czeka u doktora Evenenta i nie jest to leniuchowanie na tapczanie przed telewizorkiem, dlatego aby przedłużyć sobie powrót zmierzam dłuższymi uliczkami przy okazji podziwiając jak miasto tętni życiem i każdy ma coś do roboty. Wtedy zazwyczaj dopada mnie dołek, ponieważ czuję się nie fair w stosunku do ludzi, którzy pracuja całe życie żeby się czegoś dowiedzieć, a w moim przypadku wystarczy, że tylko raz na coś spojrzę i już mój umysł podświadomie rozpracowuje mechanizm działania tego ,,czegoś''. Przed nowymi zajęciami udaję się w bardziej niebezpieczne tereny miasta, żeby przyjrzeć się wartkiej akcji jaką zapewnią mi Hettler-Si (wyżej postawieni rangą i doświadczeniami wojskowi chroniący cywili i mnie przed różnymi niebezpieczeństwami). Dzisiaj miałem wyjątkowe szczęście, zjawiłem się akurat w sam środek ataku na bank danych miasta. Kilku zaawansowanych strażników, a wśród nich mój ulubieniec - Shin (Dowódca trzeciego plutonu klanu Wabisabi, którzy słyną z władaniem magnetyzmem) mają za zadanie unicestwienie dwa androidy, które stoją na straży przy wejściu do banku, kiedy trójka pozostałych rabusiów kradnie dane miasta. Nie mogłem się temu tak bezczynnie przyglądać, dlatego mimo zakazów doktora i innych wkroczyłem do akcji.
Najpierw podszedłem bliżej budynku i korzystając z jedynych, ale jakże czyniących mnie wyjątkowym na tle innych, umiejętności łamania kodów w moim mózgu, udałem się do okolicznych krzaków skąd bacznie obserwowałem każdy ruch androidów. W jednej chwili zapamiętałem sekwencje co najmniej trzech milionów zaaplikowanych w nich kodach dzięki którymi się poruszają i teraz pozostało tylko jedno. Wykorzystałem moment nieuwagi tych tępych blaszaków i podbiegłem do jednego z nich. Dotknąłem jego dłoni dzięki czemu mogłem wejść do środka rdzenia i bezpośrednio wydawać mu rozkazy. Niestety jak to bywa przy tak nieprzemyślanych misjach, zaliczyłem wtopę. Drugi z androidów uderzył mnie z całych sił, a siła jaka we mnie wpakował odesłała mnie na pobliskie kontenery na śmieci.
- Zaraz zaraz, co to za dziecko?! - Powiedział jeden z podwładnych Shina patrząc przez lornetkę na przebieg akcji obok wejścia do banku.
- Co? Jakie dziecko? Pokaż to...MATKO BOSKA!
- Co się stało sir?
- To Eriessette. Do wszystkich jednostek. Kod fioletowy!
Jak tylko Shin zorientował się, że androidy zaczęły mnie atakować, od razu uruchomili kod fioletowy (polega on na natychmiastowym zwołaniu pięciu najbliższych oddziałów z miasta i wyeliminowaniu rzeczy, która zagraża mojemu życiu lub zdrowiu). W niespełna kilka sekund nad miastem pojawiły się statki kilkunastu Hettler-Sów, mężczyźni wybiegli i zaczęli strzelać do androidów. Tymczasem jeden z nich chwycił mnie za rękę i próbował mną rzucić o ścianę. Wtedy drugi android rzucił się na niego. Wtedy już wiedziałem, że mój umysł podświadomie rozkazał temu drugiemu, którego wcześniej dotknąłem, aby zaatakował pierwszego, który mi zagrażał.
- Kod przejęcia transferu Androida ,,Helieton'' : V4Gf633. Lewa noga w prawo i kopniak z półobrotu. - powiedziałem, po czym android zrobił to o co poprosiłem. Jego pomocnik dostał takiego kopa, że odbił się od ściany banku i upadł na ziemię. Ten jednak szybko wstał i i przerobił swoją rękę na działko fotonowe. W takiej sytuacji użyłem innego kodu.
- Tułów: Unik, a następnie odskok w górę. Bombardowanie z lotu ptaka, kod 116c. - Android zaskoczył tego drugiego i zrobił dokładnie co mu kazałem. Nim ten zorientował się w jak nieciekawej sytuacji się znalazł, jego kompan zbombardował połowę jego ciała. Stan jego użyteczności szacował się w zaledwie 12%, co tym bardziej nie było dziwnym, że chwilę potem zagrożenie ustało, a android upadł na ziemię zanim wycelował działkiem w moją stronę. Mój sługa wylądował na ziemię i czekał na dalsze rozkazy. Wtedy to oddział ratujący otoczył androida i doszczętnie go zmasakrował.
- Zostawcie go! On mi tylko pomagał! ;c - Zareagowałem panicznie, ale doskonale znałem procedury i wiedziałem, że Hettler-Si i tak przejmą ich egzoszkielety do badań. Jak już było po wszystkim, moją idealną drogę ucieczki zagrodził mi Shin. Jego mina wskazywała na lekko niezadowolona...
- ERIESSETTE DO CIĘŻKIEJ CHOLERY CO TO MIAŁO BYĆ! MOGŁEŚ ZGINĄĆ!
- Etto...^ ^" he he he...
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! To ja tu sobie wypruwam flaki byś miał życie jak w anime, a ty idziesz na żywca w stronę wroga!? Przecież nie jesteś niezniszczalny i mógł to działko użyć dużo wcześniej! - I tak by zapewne ględził przez całą drogę powrotną do domu, gdyby nie jego wspólnik z ważnymi informacjami o przebiegu akcji.
- Szefie, udało nam się złapać czterech z pięciu zbirów.
- Kim jest ostatni?
- Nie wiemy. Za to udało nam się odzyskać prawie wszystkie pliki z banku danych Intu...
- Zdaj raport panu Tokio Homiłov (Główny przywódca Hettler-Sów) i powiedz, że złożę mu wizytę jutro z samego rana.
- Ok.
(Mieszkanie Evenenta. 18:50 wieczorem, czasu Gorlight)
W obawie przed tym, że w drodze do domu mogę odwinąć jeszcze większy numer, pan Shin osobiście zaoferował mi środek transportu aż pod same drzwi. A nawet wszedł ze mną do środka mieszkania. Moja dobra mina do złej gry również nie sprawdziła się podczas rozmowy z doktorkiem.
- Rany rany Eriessette, ty kiedyś mnie doprowadzisz do śmierci...Co Ci przyszło do głowy by pomagać oddziałom specjalnym w ICH misji? ._.
- Ale, ale ale ToT
- Żadnych ,,ale'' nie chcę słyszeć. Jutro w ramach kary pójdziesz do pana Tokio i pomożesz jego żonie Aliens przy grządkach, zrozumiano?
- Tak... - Doktor Evenent nie jest surowy. To bardzo sympatyczny mężczyzna, który zapewne byłby bardziej sympatyczny gdyby podczas wielkiej wojny która miała miejsce w 2840 roku nie stracił żonę i córkę. Wiem wiem, zapewne pytacie...,,to ile ten koleś może mieć lat, skoro miał żonę i córkę ponad 200 lat temu. Odkąd pamiętam to jego wygląd zawsze był taki. Nie postarzał, ani nie był młodszy nigdy. Być może to za sprawą ,,Kontrolera czasu'', którym posługuje się jego rasa. Niektóre pogłoski mówią nawet, że Dr. Evenent wynalazł lek na wieczne życie, a inni uważają go za dziwaka. Ja osobiście uważam, że to wcale nie byłoby nie normalne. W końcu to on stworzył...mnie. A teraz zmierzam w stronę swojego kochanego wyrka. Jutro czeka mnie strasznie dużo roboty, a jeszcze za godzinę zaczynamy ćwiczenia nad moją pamięcią, jak co ,,dwudziestą'' każdego dnia.
Tymczasem w zupełnie innym regionie miasta dwaj mężczyźni ubrani w ciemnobrązowe szaty z kapturami na głowach wtargnęli właśnie na posesje Protektoratu Naczelnych. Jeden z nich, zamaskowany, uzbrojony jedynie w pędzel i paletę różnych odcieni koloru czarnego, oraz drugi, lekko unoszący się nad ziemią.- To tutaj aktualnie przebywa nasz cel?- Dokładnie Michaelu, Eriessette jest w zasięgu naszej ręki ^u^

~Koniec części pierwszej~
Ending...
Praca własna Komentarzy: 2 24 Marzec 2013
Dodane przez: Eriessette
  • tayuya
    tayuya

    Niezłe. ^^ Mi się spodobało. =)

    ,,Z moją nienawiścią zmienię iluzję w rzeczywistość'' Sasuke
  • Eriessette
    Eriessette

    Na wstępie tak małą uwaga ^o^
    ,,Eriessette'' wymyśliłem kilka lat temu, ale wówczas rozwinęło się we mnie zamiłowanie do kryminałów i to ono ,,zwyciężyło'' jako motyw przewodni w moich opowieściach. Już wkrótce ukończę ,,No name'', ale póki co postanowiłem wrócić do starego zakurzonego i zapomnianego projektu w momencie gdy robiłem porządki z moimi prackami sprzed 5-10 l. i przypadkiem napotkałem się właśnie na ,,Eriessette''. Aż się łezka w oku zakręciła (ze śmiechu) jak to czytałem dlatego postanowiłem niecpo podrasować historię i ją zapisać w nieco (jak widzicie) nie typowej dla pisania powieści formie. Każdego tygodnia co poniedziałek i piątek (dziś jest wyjątek premierowy ^^") będę wystawiał tutaj jeden odcinek i zobaczę czy Wam się spodoba. Jest mi nie zmiernie miło za każdą szczerą ocenę i komentarz ^u^
    Także z góry dziękuję i miłego czytania życzę! :)

    Ps. Wszelkie uwagi proszę pisać w 'komciach' ^^

    Dzięki Dragon Ball dowiedziałem się, co to anime (choć nie do końca, bo wcześniej był Slayer, detektyw Conan :D). Dzięki Umineko no Naku Koro ni wreszcie wiem, że nie tylko ja jestem zdrowo stuknięty ^o^ A dzięki Naruto...tu wypowiem się na koniec ;)