Eriessette - Deus Ex Machina, odcinek 3

Odcinek 3
,,System UHC''
Zamaskowany mężczyzna nagle wyskoczył ze swojego gołębia a jemu samemu rozkazał zaatakowanie mnie. Udało mi się na niego na szczęście wskoczyć, przez chwilę poczułem wiatr we włosach (gdyby je jeszcze miał), niestety długo to nie trwało, bo zwierzak się szarpał i wywalił mnie chwilę przed tym jak sam dobił do budynku Protektoratu.
- Szczwany z Ciebie dzieciaczek. Pozwól, że się trochę z Tobą zabawię ^^
- Kim jesteś?
- WYPLEWIENIE! - krzyknął po czym gołąb zamienił się w kupkę nic nie znaczącego czarnego atramentu, który wolno spływał po ścianie na ziemię, a następnie przy pomocy bardzo sprawnie poruszającego się pędzla namalował na swojej kartce gigantycznego cyber golema, który w jednej chwili stał się żywy. Twór zamaskowanego szaleńca odbił się od ziemi swoją jedyną nogę i z wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemię leciał prosto na mnie.
- Golem interaktywny. Rasa: cyborg. Trwa rozpoznanie możliwości...
- Zaraz będzie z niego mokra plama. Chyba, że...
- Analiza zakończona, kod kontroli absolutnej: V4Gf633c. Rozkaz: autodestrukcja.
Zanim golem doleciał do mnie, mój umysł rozpoznał jej system operacyjny, a następnie go zhackował. Porywacz stał jak wryty patrząc jak jego twór rozsadza się na milion drobnych kawałeczków. Nie tracąc jednak ani chwili, sięga po kolejną kartkę i tym razem maluje chordę zombie. Blisko trzytysięczna armia pojawia się na placu Protektoratu i zmierza w moją stronę.
- Armia ciał ożywionych magią. System operacyjny - ten sam, trwa rozpoznanie możliwości...
- Cholera one są za wolne, ale nie uda mu się powstrzymać wszystkich na raz, khihih...
- Analiza zakończona, kod kontroli protoplasty: B4Gf633. Rozkaz: Sabotaż grupy.
W jednej chwili kilku inaczej ubranych zombie zaczęło atakować pozostałych. Wygryźli się nawzajem zanim dotarły do mnie.
- J-jak to odkryłeś?
- Co? Że tych czterech było przywódcami chordy zombie?
- Yhm...- To proste. Int to miasto wynalazków. Skoro udało się panu przedostać przez barierę Protektoratu do mnie to znaczy, że używał pan magii, ale aby odblokować magię w tym mieści potrzeba technologii. Technologią w tym przypadku jest pański pędzel, zatem nie mógł pan stworzyć kilkutysięczną armię magiczną nie do opanowania, bo by się rozproszyły. Zastosował pan jedynie element zaskoczenia na mnie, bym nie zorientował się, że Ci ,,przykryci'' ciałami innych zombie to szefowie. Wystarczyło zniszczyć system ich działania, żeby dobrać się do pozostałych, ponieważ...
- Nie zostali stworzeni magią, a nauką...Sprytne, ale ja mam jeszcze naprawdę wiele makulatury na Ciebie^^
(Centrum Int'u. 14:35 po południu, czasu Amstrong)
Miasto wciąż jest doszczętnie niszczone przez zwierzęta zamaskowanego mężczyzny, tymczasem jego wspólnik również nie próżnuje. Patryk zdejmuje rozpętuje prawdziwe tornada, które wyłaniają się z jego rękawów. Skutecznie powstrzymują je dopiero oddziały specjalne Hettler-Sów. Przywódcą specjalnej grupy Intowskiej ponownie zostaje Shin. Mężczyzna skutecznym atakiem odcina rękawy napastnika, a małe tornada przestają rozprzestrzeniać się po ulicach miasta. Przypadkiem kaptur Patryka równiesz ulega zniszczeniu, a jego twarz wreszcie uzyskuje światło dzienne.
- T-to przecież...
- Pan go zna, sir?
- Patrycjuszu co ty tutaj robisz?
- To przeznaczenie, że ponownie się widzimy w tych jakże nie przyjemnych okolcznościach profesorze Shin? ^^ - Mężczyzna uśmiecha się do przywódcy Hettler-Sów, który najwyraźniej nie jest zachwycony ich spotkaniem. Jego czarne jak smoła włosy tańczą na wietrze, a dziurawe rękawy szybko wypełniają dłonie, które wcześniej były w nich ukryte.
- Czy może mi pan to wszystko wyjaśnić?
- Kiedyś, zanim byłem przywódcą sił Int'u, pracowałem w dobrze prosperującej akademii magii i rzemiosła.
- Byłeś bardzo szanującym się profesorem.^^ - ludzie Shina okrążyli napastnika i wycelowali bronie w jego stronę.
- Jesteś zatrzymany, poddaj się.
- Puhuhu...ty chyba im jeszcze nie do końca zdaje się wyjaśniłeś kim jestem^^ - powiedział pewny siebie mężczyzna i podniósł prawą dłoń po czym rzekł:
- Przybądź Antyfono. - ziemia ponownie zatrzęsła się, a po chwili z nieba spadła mała, ale atrakcyjna brunetka w podobnym płaszczu co przywołujący.
- Antyfona zgłasza się do służby ^^
- Zabij ich skarbie^o^
- Do wszystkich jednostek! Uciekajcie jak najdalej od niej! - Shin nie zdążył dokończyć ostrzec swój oddział. Kobieta stanęła naprzeciw żołnierzy i zaczęła śpiewać krótkie utwory, których dźwięki doszczętnie masakrowały wszystko co stanęło im na drodze. Szef odciął fale uderzeniowe Antyfony swym złocistym mieczem i rozkazał ocalałym dać się do schronu. Na polu bitwy pozostał jedynie jego pomocnik i prawa ręka w jednym - Akise.
- Co to miało być do cholery?! Kim jest ten człowiek sir?:O
- To Patrycjusz. Należy do Chorału gregoriańskiego. Potrafi władać Antyfoną i Psalmodią. Jego elementem natury jest powietrze. Legendy głoszą, że z jego pomocą potrafi wytwarzać nawet cyklony. Wszystkie powietrzne techniki wytwarza dzięki specjalnym rękawom przymocowanym do jego ciała.
- Piękna biografia moich umiejętności w pigułce profesorze, ale od czasów studiów nieco...- wtem tuż za jego plecami z ziemi wyrosły kolejne małe tornada.
-...więcej niż ostatnio. ^^
- Pilnuj się Akise. Ja biorę go na siebie, ale ty będziesz musiał zająć się Antyfoną.
- Tak jest.
(Plac Protektoratu Naczelnych. W tym samym czasie, czasu Amstrong)
Jego zdolności i precyzja w wykonywaniu rysunków muszą świadczyć, że nie jest to pierwszy lepszy malarz. Pomyślałem, że nie powinienem bagatelizować jego umiejętności i zachowałem szczególną ostrożność.
- Nie ciesz się za bardzo chłopcze. Co powiesz na to?^o^ - Zamaskowany mężczyzna tym razem namalował wielką oponę, która zwisała jedynie kilka metrów nade mną. W ostatniej chwili udało mi się od niej odskoczyć. Siła uderzeniowa odrzuciła mnie jednak nieco dalej.
- To jeszcze nie koniec smyku. - Opona sama z siebie wstała i zaczęła się toczyć w moją stronę. Ja ponownie wykorzystałem kod opanowujący mechanizm działania i rozkazałem kołpakowi samemu się odkręcić. Zanim opona do mnie dotarła to jej trajektoria została naruszona i skręciła w lewo.
- Więc nie potrzebujesz ,,przeanalizowania możliwości''?:O
- Hihi...tu nie ma czego analizować. Jak dotąd wykorzystywał pan technologię połączoną z mistycznymi stworzeniami, lub takimi, które dawno wymarły. Opona nie ma rasy, mogę nią kontrolować nawet bez dotyku ponieważ wiem jak funkcjonuje^^
- Technologia mówisz? Hihi To podwyższmy poprzeczkę.
Mężczyzna w masce odskoczył na gałąź najbliższego drzewa. Nie byłem do końca pewien po co to zrobił póki kolejny jego twór nie ujrzał światła dziennego. Była to...
- Gigantyczna proca zrobiona z pająków, która wystrzeli cepy prosto w Twoją stronę! Hahahaha - Od tej pory nie było przelewek. Nie byłą to żadna technologia ponieważ proca była napędzana pająkami - tworzywem naturalnym do którego nie mam żadnych kodów. W dodatku cep, a nie ma nic prostszego od konstrukcji tego wynalazku -,-
- I co teraz zhackujesz? khihihi...OGNIA! - Gigantyczny cep wielkości dwudziestopiętrowego leciał prosto w moją stronę. O ile nie było trudno go wyminąć, ponieważ był tak wielki, że nie w sposób było nie zobaczyć w jakim kierunku należy uciekać, o tyle każde następne były szybsze od poprzedniego i były coraz bliżej mnie. To niestety spowodowało, że został uruchomiony program, którego nienawidzę w sobie jeszcze bardziej niż przemiany w ludzką formę.
- Przechodzę w system UHC. Przygotowania do zmiany częstotliwości nadawania.
- Co? O czym ten dzieciak mówi.
- Cholera! Przybyłem za późno ^^"
- A ty kim jesteś?!:O
- Jestem doktorem Evenentem, twórcą i ojcem Eriessette^^
- Po co Ci ten młotek?
- No właśnie po to, aby powstrzymać system UHC. - Płomiennowłosy profesorek w dziarskich okularkach przybył o jakąś minutę, czterdzieści sekund za późno. Z każdą następną sekundą czułem coraz mniej. Obraz świata na nowo mi się zamazywał, a moje oczy zaczey świecić na złoto, a wokół mojej głowy unosiła się jasnobłękitna smuga światła.
- System operacyjny UHC gotowy do służby. Uruchamiam moduł obronny tarczy balistycznej. Kod potwierdzający: CCC6d6f6gX.
Następny pocisk został skutecznie powstrzymany przez tarczę, która była tak wytrzymała, że roztrzaskała cep w drobny mak, a na niej nie pojawiła się nawet najdrobniejsza ryska. Zaskoczony mężczyzna w kapturze zeskoczył z drzewa kiedy zauważył, że odłamek cepa zmierzał w jego stronę.
- U licha, czym jest dokładnie system UHC?!
- To skrót od Ultra Hack Control. W tym trybie Eriessette kompletnie nic nie czuje. Zachowuje się jak maszyna i w prawie 100% potrafi wykorzystać kod, który byłby idealną kontrą do ataku wroga. Jest praktycznie nietykalny.
- Jak takie coś powstrzymać?
- Jest jeden sposób, ale...
- Co? No mówże człowieku!
- Szansa na jego niepowodzenie wynosi 99,99%...
(Centrum Int'u. 15:10, czasu Amstrong)
W międzyczasie dwie bitwy w innej części Int'u trwa się w zaparte. Antyfona skutecznie odparowuje ataki Akise swoimi falami uderzeniowymi. Mimo licznych możliwości ofensywnych kombinezonu chłopak, ta wciąż jest górą.
- Jeszcze Ci mało chłopczyku? Ja mogę tak śpiewać bez końca hihi...
- Ooo spokojnie mała, dopiero się rozkręcam. - Na twarzy żołnierza pojawił się uśmiech. Zdezorientowana dziewczyna a późno zorientowała się, że kilka srebrnego koloru, grubych pasków zacisnęło się na szyi kobiety.
- J..iak...ekghhh...
- To nie magia, to czysta nauka. Właśnie moje maluteńkie larwy sterowane nanotechnologią przyssały Ci się do szyi przez co nie będziesz już mogła wydobywać żadnego dźwięku.
Prawa ręka przywódcy oddziału Hettler-Sów sprytnie wykorzystała chwilową nieuwagę przeciwniczki, tymczasem kilka metrów dalej toczyła się bitwa między magiem powietrznym, a naukowcem. W między czasie pozostałości cywilów było przetransportowywane do swoich domów przez Hirou-Sów.
- Nic się nie zmieniłeś profesorze Shin. Od zawsze najpierw liczyli się dla Ciebie ,,niewinni ludzie'', a dopiero potem przyjaciele.
- Nie moja wina, że otaczali mnie sami fałszywi przyjaciele.^^ - Mężczyzna odcinał każde następne pojawiający się tornado w zasięgu do pięćdziesięciu metrów od miejsca w którym aktualnie przebywał.
- Jak pan to robi profesorze. Za moich czasów to tornada odcinały ludzi od siebie, a nie na odwrót ^^
- Tornada to nic innego jak gigantyczne pasmo połączone z ziemią i podstawą cumulonimbusa. Dawniej ludzie nie mogli znaleźć siły zbliżonej do skumulowanej trąby powietrznej, teraz też tego nie potrafimy, ale dzięki technologi, którą mam umieszczoną w moich rękawicach mogę kontrolować odłamki pyłów, które stanowią dolną część Twoich tornad Patrycjuszu.
- Rozumiem, to coś a' la magnetyzm, tylko nie na metal, a ,,inne składniki'' znajdujące się w moich dziełach powietrznych. Rozpraszając ich polaryzacje powodujesz, że konstrukcja kolumny ulega zniszczeniu, a reszta przecina się jak domek z kart. To co powiesz na to?! ^^ - złowieszczy uśmieszek Patrycjusza sprawiał wrażenie jakby ten wykombinował coś nowego. Jego nogi zniknęły w dolnej części płaszcza a w ich miejsce pojawiła się kolejna wichura. Mężczyzna uniósł się aż do samego nieba i wysunął obie ręce ku górze.
- Poczuj prawdziwą magię tego jakże widowiskowego żywiołu Shin. Ocen ją skalą Fujity, TORRO, nie ważne. I tak jej nie powstrzymasz!
Niebo nad miastem stało się ciemne jak włosy szalonego, byłego ucznia wojskowego. Szok na twarzy wojownika rósł z każdą minutą kiedy zagrożenie sięgało po za jego możliwości. Całe niebo połączyło się z włosami Patrycjusza, a po chwili stały się one jednością. Gigantyczne włosy zaczęły przeistaczać się w coś dużo straszniejszego niż tornado.
- Poznaj moją najpotężniejszą tajną broń - Rita, oko cyklonu przybywaj!
(Ulice Int'u. Około 16:00, czasu Amstrong)
Michael i doktor Evenent postanowili połączyć siły, aby wspólnymi siłami powstrzymać system UHC. Za transport do ucieczki przed Eriessette służy im feniks. Idealny twór czerwonowłosego mężczyzny nie daje jednak za wygraną.
- Rozpoznanie zagrożenia. Cyklon Rita, klimat: tropikalny, dane szczegółowe: PRĘDKOŚĆ: 290 km/h, najwyższe ciśnienie: 856 hPa. Kod neutralizujący: Brak. Zastosować środki bezpieczeństwa w postaci kodu H1M556cd.
- O Nie!
- Co to za kod doktorze?
- Eriessette chce uruchomić budynek centralny Protektoratu Naczelnych.
- Co proszę?! No bez jaj...
- Int to nie tylko jego dom. To przede wszystkim jego ,,tarcza obronna'' na wypadek gdyby wszystkie inne służby porządkowe zawiodły. Wszystko to zostało stworzone z myślą o bezpieczeństwie tego chłopaka.
- Co się teraz stanie?
- Prawdopodobnie... - obawy Evenenta sprawdziły się. System UHC Eriessette włamał się do głównej centrali Protektoratu Naczelnych i uruchomił Kod czarny. Budynek zaczął wysuwać się z ziemi i przeistaczać w gigantyczne działko plazmowe. Lufa o średnicy kilku kilometrów została wycelowana w dwóch uciekinierów na feniksie. Zamaskowany przeciwnik postanowił wykorzystać wszystkie zasoby energii mistycznego ptaka i wystrzelił gigantyczną kulę ognia w stronę działka nim to zostało uruchomione. Niestety atak nie zrobił za wiele mechanizmowi.
- Cholera, feniksie ty lamusie! ToT
- Chyba mam pomysł. Podleć do tamtego chłopaka i tej zakneblowanej laski - powiedział doktor Evenent do swojego tymczasowego wspólnika.
- Witaj Akise, przepraszam, że w takich nie miłych okolicznościach, ale ty i Twoja paniusia musicie nam pomóc powstrzymać Eriessette ^ ^"
- Ależ doktorze, żaden problem. To system UHC prawda?
- Tak. Posłuchaj. Uwolnij Antyfonę i poproś ją żeby w odpowiednim momencie uruchomiła swoje strunki głosowe i jak najpotężniejszą falą uderzeniową walnęła w cyklon Ritę, a ty Michaelu masz. To mój młot anty systemowy. Jedyne co musisz nim zrobić to w odpowiednim momencie kiedy Ci powiem walnąć chłopaka w sam środek łba.
Eriessette zbliżał się wielkimi krokami. Jego działko plazmowe zaczęło ładować swoją moc, natomiast wszystkie ważne osobistości, które zostały wewnątrz przerobionego budynku walały się po ścianach. Krzesła, stoliki, stary zegar, wszystko to niczym bezwładna kukiełka latało po całym pomieszczeniu. - Zezwolenie do uruchomienia działa plazmatycznego nastąpi za: 10...9...8...7...6...5...4...3...2...1. - Działo uderzyło prosto w cyklon Patrycjusza, w tym samym czasie z gardła Antyfony zostały zabrane larwy Akise, dziewczyna uderzyła potężną wiązką fali uderzeniowej w drugi koniec natężonego powietrza, w skutek czego dym rozprzestrzenił się po całym mieście. Shin zakrył swoich żołnierzy, Akise osłonił Antyfonę i doktora Evenenta, a Michael zszedł zsunął się po gigantycznej tęczy własnej roboty. W odpowiednim momencie zeskoczył z niej i trzymając młot w dłoniach z całych sił uderzył w łysą przestrzeń na głowie Eriessette.
- Wykryto zagrożenie. Uruchamiaauuuurrrrrrrrrrrrr...System UHC został przerwany pomyślnie. Życzę miłego dnia. - Oczy Eriessette przestały świecić na złoty kolor, a jasnobłękitna aura prześwitująca głowę również zniknęła. Chłopak zamknął oczy i upadł na ziemie. po krótkiej chwili cyklon rozproszył się, a na niebie znów zawitało słońce. Z jednej z kolumn Protektoratu Naczelnych spadła dachówka, która trafiła prosto w głowę Patrycjusza i spowodowała, że mężczyzna stracił przytomność. W ostatniej chwili złapał go Shin.
Widzący całe zdarzenie mieszkańcy, zaraz po tym jak wszystko ucichło, wyszli ze swoich schronów i stworzyli gigantyczne koło otaczając drugiego zbiega tak by nie miał żadnych szans na ucieczkę.
- To koniec. Zostajesz aresztowany za próbę porwania Eriessette. - Powiedział Shin.
- Puść mnie dupku! - wykrzyknęła Antygona do Akise, który wciąż trzymał ją osłaniając własnym ciałem. Zadała mu jeden, ale jakże bolesny cios w kark, a chłopak się zarumienił.
- P-przepraszam, ja tylko robiłem co mnie uczono w wojsku >o>"
- Ta jasne daruj sobie ,,bohaterze'' -,- Ja stąd spadam. - i znikła.
- Myślę, że na mnie też już pora moi mili ^^ - jak powiedział tak zrobił. Michael namalował czarna dziurę, która następnie pojawiła się dokładnie pod nim i wciągnęła go do siebie. Żołnierzom Intu nie udało się go dogonić w porę. W między czasie doktor Evenent starał się przebudzić swojego syna starą, ale wciąż skuteczną próbą obudzenia poprzez sukcesywne atakowanie jego policzków otwartą dłonią.
- Wstawaj Eriessette! Ile mam Ci jeszcze dawać z liścia byś się wreszcie przebudził?! \_/.
- Buu...jeszcze pięć minut tato! ToT - Mieszkańcy byli świadkami tego jak miasto wraca do dawnej świetności jak przy pomocy magicznej różdżki.
Kilka metrów od miejsca zdarzenia ktoś jeszcze przyglądał się próbie przebudzenia Eriessette przez jego mistrza oraz innym gapiom. Była to wiedźma Behid, która swoją drogą była niezwykle zdziwiona mocą jaka dysponuje ten na pozór niewinnie wyglądający karzełek.
- Matko, czym oni karmią dzieci w tych czasach O_o Brawo chłopcze^^ - i zniknęła.
~Koniec części trzeciej~
Ending...
Praca własna Komentarzy: 0 01 Kwiecień 2013
Dodane przez: Eriessette