Konkurs Świąteczny - Bezimienny Duch

Konoha wyglądała przecudnie. Delikatne płatki śniegu zdobiły jej ulice i dachy. Liczne lampki i światełka odbijały sie w mroku nocy, a zaaferowani shinobi kżątali sie pomiędzy sklepami. Z tego wzniesienia mogłem spokojnie przyglądać się świętą.
Ten widok napawał mnie spokojem, którego nie doznałem tak dawno. Wojna była okrutna i bezlitosna. Pamiętam ból, wrzaski i łzy. Taki krajobraz nie znalazłby chodźby cienia porównania z tym tu: ubogim i optymistycznym. Zsunąłem sie z wzniesienia delikatnie lądują wśród ludzi. Jeden z nich nucił pod nosem melodyjną kolende, drugi podskakiwał wesoło. Stałem na środku, przenikany przez dziesiątki przechodniów, za każdym razem doznają ich uczuć. Nagle poczułem smutek i żal. Zaintrygowany zacząłem zmierzać za małym chłopakiem- właścicielem tych odczuć. Miał on blond włosy, które przywodziły mi na myśl odległe wspomnienia, kogoś mi ważnego. Nie pamiętam żadnego imienia, twarzy, czy choćby głosu... ale to mi nie przeszkadzało. Był naprawę wspaniały dzień, a te dziecko było rozgoryczone...
Chłopak wtargnął za duże drzwi do pomieszczenia Hokage. Trzasnął nimi i uderzył w biurko.
-Boruto!-jenknął mężczyzna zza sterty papierów.
-Tato czemu jeszcze tu siedzisz? Są świata!
-W święta też jest robota!- wziął dech i wydech, by móc kontynuować z spokojem- Mówiłem mamie, że będę późno.
-Ale...- zapadła niezręczna cisza. Obecny Hokage nie wydawał sie zadowolony z takiego obrotu spraw. Miałem wrażenie, że jest on typem człowieka, który nie lubi papierkowej roboty, a szczególnie wtedy, gdy mógł by spędzić ten czas z rodziną. Wtedy wpadłem na genialny pomysł.
-Co?!- okrzyk zdziwienia wydobył sie z starszego blondyna, gdy zobaczył jak dokumenty rozlatują sie po pokoju. Jeden tam, drugi siam, a trzeci do tył. Wszystko z biurka rzuciłem na podłogę. Chłopak zamrugał, po czym wykrzyknął uradowany:
-Widzisz?! Nawet robota nie chce byś przy niej siedział.
-To twoja sprawka?- Hokage szybko zaczął zbierać papiery, ale ja równie szybko wydmuchiwałem mu je z rąk.
-Nie! To pewnie ducha świat!
-Boruto... proszę cię coś takiego nie istnieje!- zdesperowany stanął na środku. Nie mogąc odłożyć na miejsce chodźby jednej kartki.
-Ale tato!
-Pomógł byś mi...
-Nie.- przerwał stanowczo w połowie zdania- Dziś nie.
-Ehhh...- westchnął zrezygnowany- Czyli muszę zostać dłużej... Albo...- chwycił chłopaka i z rozbawieniem wybiegł na dwór, krzycząc przy tym- Albo zostawić tak jak jest!- osiągnąłem swój cel. Uniósłem sie za nimi zadowolony. Towarzyszyłem blondynom przez całą radosną drogę do domu. Mijałem przy tym setki okien, za którymi widać było obfite stoły i dostojne świąteczne drzewka. Było tak miło, tak spokojnie... Czemu świata nie trwają cały rok? Czemu nie mogą być zawsze? Czemu?
Gdy tak prozmyslałem straciłem z oczu ojca i syna. Ehh... Cóż poradzić? Pierwszy dom po lewej wydawał mi sie szczególnie ważny. Długo sie nie zastanawiałem sie i już byłem w jego salonie. Jedno z miejsc przy stole było wolne, przy pozostałych siedziały moje zguby, dziewczynka i... Piękna kobieta, z promiennym uśmiechem na twarzy. Wydawała mi arie tak bliska i droga... Jej oczy były białe, acz ciepłe. Jej włosy długie, acz lekkie. Jej usta przeciętne, acz wspaniałe. Uśmiechnęłem sie do siebie i usiadwszy na wolnym miejscu, przysłuchałem sie rozmowie:
-Mamo a wiesz, że duch porozrzucał tacie papiery, by je zostawił?
-To był pewnie przeciąg.- poprawił Hokage.
-Tato!- skręciła go dziewczynka gdy sięgnął po jedzenie. Ten cofnął sfrustrowany rękę.
-A ja myślę, że to był duch.- stwierdziła poważnie kobieta.
-Ty też... Błagam was!- jęknął starszy blondyn.
-Myślę, że to był nasz Neji.- uśmiechnęła sie delikatnie w stronę męża. Dzieci pokonały energicznie głową.
-Wujek wie, co.dobre.- potwierdził Boruto.
-Niech wam będzie.- zgodził sie Hokage. Kim był Neji? Ją nie wiem. Resztę wieczora spędziłem w domu tej rodziny, obserwując ich poczynania. Na przemian jedli, śpiewali, dowcipkowali. Stwarzali przy tym błogą atmosferę, która przebiegała przez zemnie. Ten spokój... czułem sie szczęśliwy.
Nic nie pamiętam, nie żyje. Nie znam nawet własnego imienia. Ale jedno jest mi pewne- z chęcią zostanę duchem rodzinnych świąt.
Praca własna Komentarzy: 0 12 Styczeń 2015
Dodane przez: RiinUchiha