,,Miłość nie mająca prawa istnieć...'' - Rozdział 2

-Kim jesteś? - książę nastroszył uszy i wciąż siedząc, odwrócił się w stronę miejsca, z którego dochodził głos. Jego szmaragdowe spojrzenie badało postać, opartą jedną ręką o framugę drzwi. Była to dziewczyna o długich do bioder, czarnych włosach. Z końcówek jej lśniących, prostych włosów skapywały na ziemię kropelki wody. Ubrana była w czarną koszulkę z krótkim rękawkiem oraz szorty tego samego koloru. Jego wzrok zatrzymał się na jej klatce piersiowej.
-Deska. - wymamrotał, co na jego nieszczęście panna usłyszała.
Nagle odwróciła się i wybiegła, zostawiając za sobą mokre ślady. Po chwili wróciła trzymając w ręku kij od miotły.
-Kim jesteś zboczeńcu gapiący się na cudze piersi do cholery? Mów jak się pytam! - wykrzyczała i zamachując się, wypieprzył@ księciu w głowę. Biedak próbował się zasłonić, ale na nic mu się to zdało. Do czego to doszło, żeby jakaś dziewczyna biła księcia miotłą?
-Przestań głupia, to boli! - powiedział podniesionym tonem, wciąż zasłaniając głowę. Leżał skulony na ziemi, będąc przez nią okładanym.
-To dlaczego nie mówisz mi kim jesteś, co?!
-Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo zaczęłaś mnie lać! - słysząc to dziewczyna zaprzestała go tłuc i odsunęła się na bezpieczną odległość opierając kijek o ziemię.
-Ups... moja wina, heh. - zaśmiała się głupkowato, uderzając się delikatnie pięścią w głowę. Haruto wstając został posłany z powrotem na ziemię.
-Nie mówiłam, że możesz wstać, dupku!
-Jesteś głupia! - powiedział po czym znowu dostał w łeb. Jęknął z bólu i złapał się za bolące miejsce.
-Siedź tam i mów kim jesteś. - rzekła, stojąc z wciąż przygotowaną miotłą, tak na wszelki wypadek.
Shimakage pokiwał głową z dezaprobatą i siedząc po turecku zaczął się przedstawiać.
-Nazywam się Shimakage Haruto i pochodzę z planety Ookamiya. Mam dwadzieścia lat i jestem następcą tronu, zadowolona? - powiedział opierając jedną rękę o kolano.
-Czyli w skrócie zboczeniec.
-Jakaś ty miła, dziękuję.
-Proszę bardzo. A tak na serio?
-No serio.
-Nie wierzę.
-To uwierz.
-Nie.
-Tak.
-NIE.
-TAK! - wykrzyczał książę i dostał miotłą w nogę.
-Dobra, powiedzmy że ci wierzę ''wasza wysokość''. Co ktoś taki jak ty tu robi?
-Może wypadałoby się również przedstawić? - powiedział, odwracając wzrok.
-Komuś takiemu jak ty? Pomyślę nad tym. - dodała z uśmiechem i usiadła na krześle, stojącym obok stolika. Założyła jedną nogę na drugą i obserwowała gościa.
-Dzięki wielkie. - wydukał z naburmuszoną miną.
-Wracając do pytania, co ty tu robisz zboczeńcu? W ogóle co to za uszy i ogon? Jakiś cosplay czy coś?
-Uciekłem ze swojej planety, na której miałem być zmuszony wziąć ślub z kobietą, do której praktycznie nic nie czuję. Uszy i ogon są charakterystyczne dla rasy ludzkości z mojej planety. TO NIE COSPLAY. - powiedział na jednym wdechu i czekał na reakcję.
-Dobra... zaraz sama sprawdzę. - mówiąc to wstała i podeszła do wciąż siedzącego na podłodze Haruto i dotknęła jego uszu.
-Może byś się chociaż spytała o zgodę, co? - powiedział zirytowanym głosem, trzepiąc uszami wrażliwymi na dotyk.
-Mogę zboczeńcu? Dzięki. - powiedziała szybko i całkowicie go zignorowała, dalej badając jego futerko.
-Byłabyś taka łaskawa i przestała nazywać mnie zboczeńcem? Ależ proszę bardzo. - powiedział do siebie pod nosem.
-Rzeczywiście, wyglądają na prawdziwe. - odrzekła i usiadła z powrotem na swoje miejsce.
-Mówiłem przecież.
-Gdzie je dostałeś? - zapytała, a książę złapał się za głowę. Co z nią jest nie tak? Pomyślał i westchnął. Dziewczyna obrzuciła go swoim rubinowym wzrokiem i postanowiła się przedstawić.
-Kazuki Onodera, lat dziewiętnaście. Więcej nie trzeba.
-Dziękuję za twoją wspaniałomyślność, ''Onodera-sama''. - ukłonił się kpiąco i wstał.
-Co teraz zamierzasz?
-Nie wiem, poszwendam się gdzieś i jakoś to będzie.
-Czyli nic nie zaplanowałeś?! Przyleciałeś na Ziemię i nawet nie pomyślałeś, gdzie się udasz albo coś? - spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-No jakoś tak nie miałem czasu się zastanawiać. - rzekł i wzruszył ramionami, siadając na łóżku.
-Jesteś głupi.
-A ty płaska. - napuszył się i wstał, kierując się w stronę wyjścia.
-Gdzie zamierzasz iść? - spytała, ignorując jego wcześniejszą wypowiedź i nie spuszczając z niego wzroku.
-Przed siebie.
-Dobra, nie zostawię cię tak przecież. Jak chcesz możesz tu przenocować. - zaproponowała, oczekując odpowiedzi.
-Nie chcę ci sprawiać problemów. Dam sobie radę.
-Niby jak, nawet jedzenia nie masz. Zostajesz. - rzekła głosem nieznoszącym sprzeciwu.
-No to w takim razie skorzystam. Dziękuję za twoją dobroć ONODERA-SAMA. - powiedział, śmiejąc się odrobinę. Po chwili poczuł uderzenie w brzuch.
-Ależ nie ma za co. - uśmiechnęła się, zadowolona ze swojego czynu.
Praca własna Komentarzy: 0 10 Sierpień 2015
Dodane przez: xGosiuniAx