Rozdział o
Cudach
z perspektywy Lindy

Gdy byłem mały widziałem wiele rzeczy których dziecko widzieć nie winno lecz za każdym razem starałem się zachować spokój i iść prosto przed siebie. Pewnego dnia za oknem ujrzałem migające światła. Byłem bardzo ciekaw tego zjawiska dlatego podszedłem bliżej. Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłem małą zmarzniętą dziewczynkę, prawdopodobnie była bezdomna a że na dworze było kilka stopni poniżej zera to bez wiedzy rodziców wpuściłem ją do środka. Dałem swoje ubrania gdyż jej były całe potargane, odstąpiłem jej swojej kolacji ponieważ była głodna, dałem jej też ostatnią butelkę wody mineralnej gdyż była spragniona. Dopiero wtedy dziewczynka przestała płakać. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek. Bardzo się wtedy zawstydziłem, ale to było przyjemne. Po raz pierwszy poczułem, że moje istnienie dla kogoś cokolwiek znaczy. Niestety więcej dziewczynki już nie ujrzałem, ponieważ następnego ranka zaginęła...Wielu ludzi przestało wierzyć w to, że uda się ją kiedykolwiek odnaleźć ale ja nie poddałem się. Przyrzekłem wtedy wszystkim mieszkańcom, że nie spocznę póki nie wróci ona do nas cała i zdrowa. Mijały dni, miesiące, lata a dziewczynka jakby zapadła się pod ziemię. Właśnie wtedy zapadły się pod ziemię również moje uczucia. Opuściłem rodzinne gniazdo i ruszyłem w świat na tym samym poziomie społecznym jak ta dziewczynka, która zaginęła. Odszedłem jako nikt ważny.
- Rozumiem i wtedy nazwał się pan No name?
- No name to nie moje imię, czy przezwisko. No name to mój styl życia.
- Nie uważam by był pan nikim dla każdego kogo pan spotkał na swojej drodze. Wielu zapewne pan pomógł tak jak mi teraz.
- A w czym ja Ci pomagam Skrzaciku?
- Dzięki panu...pokonałam swoją śmierć.
- Jak to?
- Wcześniej poddałam się już na starcie. Byłam samolubna, egoistyczna i nic a nic nie interesowało mnie ludzkie życie, ale pan stał się dla mnie inspiracją by tworzyć.
- To nie przywróci Ci życia Skrzaciku. Pomogłem Ci tylko dlatego ponieważ ty słuchasz.
- Każdy już słucha pana opowieści. Ona stała się hitem w naszym szpitalu.
- Nie o tym mówię. Oni tylko słyszą tą opowieść, ale to ty tak naprawdę ją słuchasz Skrzaciku.
- A ja myślę, że opiekując się mną rekompensuje sobie pan utratę tamtej dziewczynki.
- Sprężajmy się. Zostało Ci około 2 tygodnie życia.
To dziwne. Zazwyczaj te słowa bolą, ale Skrzacik zachował stoicki spokój a nawet lekko się uśmiechnął. Co jest z tą dziewczyną?
*start*
To bardzo dziwne. Czy człowiek może aż tak zmienić się w przeciągu pięciu lat? Ba ja te zmiany dostrzegłam już dawno temu. Inaczej jest oceniać drugą osobą, a inaczej jest oceniać drugą osobę z rodziny. A ja osobiście ciężko znosiłam to apatyczne zachowanie brata odkąd umarła nam mama. Teraz jestem świadkiem tego jak brat szarpie się ze swoim byłym najlepszym przyjacielem. Pomyśleć, że kiedyś było zupełnie inaczej...
[6 lat wcześniej]
Byłam wtedy czternastolatką ze swoimi kompleksami młodzieńczymi z którymi często sama nie potrafiłam dawać sobie rady. Pamiętam, ze zawsze gdy miałam jakiś problem to bez względu na wartość tego kłopotu mama zawsze szła mi z pomocą. Mama nie była osobą specjalnie wykształconą, ale znała się na wszystkim, dosłownie i w przenośni. Zawsze wiedziała kiedy i gdzie się znaleźć. Nigdy w naszej rodzinie nie brakowało ciepła i wsparcia jak brakowało u niektórych. Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć i tak stało się i u nas. Mama zmarła na raka, a tata jeszcze jak ona żyła nie wykazywał się specjalnie troską i opieką, po prostu miał nas gdzieś.
Po śmierci mamy kilka dni później tata wyjechał ,,w sprawach służbowych'' ze swoją koleżanką z pracy Marleną. Już wtedy wiedziałam jak to się skończy - tata po prostu nas zostawił, a że ja i mój młodszy o rok braciszek Eryk byliśmy niepełnoletni to trafiliśmy pod opiekę naszej cioci Amandy. I właśnie od tego momentu wszystko zaczęło się rozsypywać. Ciocia sama w sobie nie była zła, ale nie umiała się nami zająć wtedy kiedy najbardziej jej potrzebowaliśmy. To właśnie wtedy moje drogi z braciszkiem rozdzieliły się. Eryk zaczął sięgać dorosłego życia i to dał się namówić na papieroski, to na alkohol od kolegów. Ja natomiast zaczęłam się bardziej interesować naszą religią. W zasadzie moja rodzina od pokoleń należała do buddyzmu lecz mnie się to nie podobało i przerzuciłam się na chrześcijaństwo co oczywiście nikt z rodziny nie zaakceptował.
Zaczęły się liczne kłótnie i awantury odnośnie mojego nowego wyznania, a na dodatek przestano się kompletnie interesować Erykiem. Ten natomiast z racji tego, że wszyscy mają go gdzieś przestał interesować się tym co kiedyś tak bardzo lubił czyli anime te jego mangi. Stawał się coraz bardziej obojętny jak jego ojciec. Unikał kontaktów z innymi ludźmi, nawet przestał się kolegować z tymi chuliganami z sąsiedztwa co akurat wyszło mu na dobre, nie zmienia to faktu, że zaczęłam się o niego martwić dlatego ja i moja koleżanka z nowej szkoły dla sióstr zakonnych - My starałyśmy się jakoś zachęcić, dotrzeć do niego, że to co robi zmierza w niewłaściwym kierunku i rzeczywiście początkowo nasze liczne dygresje odnosiły jakieś rezultaty lecz po jakimś czasie stawało się to dla niego nudne i monotonne.
Jego powolny i etapowy rozkład psychiczno-socjalny coraz bardziej sięgał dnia...aż do momentu gdy poznał Jego.
[5 lat wcześniej]
Marco Beluccho to chłopak o jakim współczesny zepsuty świat pełen zawiści i nienawiści mógł tylko pomarzyć. Takich jest coraz mniej na świecie zatem wiedziałam, że jego pojawienie się w życiu Eryka to nie przypadek a znak od Boga. Początkowo było dobrze. Eryk znów zaczął uczęszczać na prywatne lekcje pływania na które zapisała go kiedyś nasza mama. Można powiedzieć, że to również była zasługa jego nowego przyjaciela. Nic dziwnego w końcu Marco słynął z wysokich osiągnięć w dziedzinie nauk ścisłych w szkole do której oboje uczęszczali.
Już myślałam, że moje obawy pójdą na dalszy plan i zaczęłam bardziej zajmować się nauką niż uganianiem za młodszym bratem. Niestety za szybko trwała moja radość. Okazało się, że mój braciszek wciągnął w to bagno nawet Marco!
*stop*
- Nie rozumiem tej kwestii...
- Jak to Skrzaciku?
- Jakim cudem Linda zajęła się szkołą i wiedziała o tym co dzieje się z jej bratem w tym samym czasie?
- Ten etap historii to taki jakby mój ukłon w Twoją stronę. Bardzo zależy mi na tym byś rozwiązała swoją ostatnią zagadkę w życiu przed upływem czasu.
- Nie!
- Jak to?
- Nie chcę, by pan ułatwiał mi zadanie! Najwięcej satysfakcji da mi rozwiązanie jej bez żadnych uproszczeń.
- A co jeśli nie rozwiążesz na czas?
- Spróbuję...
- Podoba mi się Twoja postawa Skrzaciku. Dobrze, zatem przewińmy ten fragment powieści.
*przewijanie*
asad a afas faf WSRTEY AF F fgae ae eg tgwagawfgrghsrge eagaeg (...)
*stop*
- Czy tyle wystarczy?
- Tak, dziękuję panu bardzo panie No name.
Zanim jednak otworzyłem usta by kontynuować dziewczynka dodała od siebie jeszcze:
- Miała informatora prawda?
- Dobrz~
- Był nim woźny.
- ~e...
- Woźnym jest pan.
- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie ponieważ...przekonasz się o tym na końcu historii.
- Słucham zatem
*wznowienie*
[4 lata wcześniej]
Nowa szkoła, nowe zasady. Antyutopia jaka zapanowała w umysłach mojego brata i jego przyjaciela Marco zaczynała mnie już powoli męczyć. O ile można było zauważyć minimalne starania w nauce Eryka tak wtedy nie można było to porównać do jakichkolwiek starań. Najgorsze jest to, że wszędzie gdzie się tylko pojawiłam krążyły plotki o nowo powstałym gangu o nazwie 'Sodoma'. Długo nie wiedziałam co to za gang i nie specjalnie mnie interesował, bo ja zawsze starałam się unikać tego typu towarzystw ale odkąd dowiedziałam się, że do niego należy również Marco i Eryk zaczęłam się niepokoić. Nagle przeleciała przeze mnie obawa w której doświadczyłam wizję czegoś strasznego. Od tamtej pory na moich barkach spoczywała odpowiedzialność. Nie taka zwyczajna odpowiedzialność, lecz taka w której jeden nieostrożny ruch, niewystarczająca opieka czy choćby jakiekolwiek zaniedbanie z mojej strony względem brata mogło mieć fatalne skutki w przyszłości. Pewnej nocki zauważyłam, że brat wymknął się z domu niespostrzeżenie dlatego uznałam, że lepiej będzie jeśli pobawię się w detektywa i zacznę go śledzić.
Nie musiałam długo tego robić. Parę przecznic stąd był mały opuszczony budynek w którym niegdyś odbywały się różnego rodzaju pokazy mody. Teraz ten budynek jak i cała ta dzielnica jest oblegana przez niższe warstwy oraz margines społeczny. Bardzo zaniepokoiłam się gdy do środka wszedł Eryk a po jakimś czasie trafił tam również Marco z jakąś dziewczyną którą znałam tylko z widzenia. Trzymali się za ręce więc to pewnie jego dziewczyna. Nie mogła się tak po prostu wycofać. Mimo dużej obawy ruszyłam do przodu, nogi mi się całe trzęsły a ręka była cała mokra od potu mimo to wiedziałam, że robię to w słusznej sprawie. Nagle przy drzwiach stanął jakiś dorosły, łysawy mężczyzna z lekkim zarostem na twarzy w podartej kurtce i rzucił niedopałkiem prosto na trawnik obok mnie.
- Hasło laluniu.
- Proszę?
- HASŁO, głucha jesteś?!
- Przepraszam, n-nie znam hasła...
- No to wypad stąd cizia. To nie miejsce dla takich jak ty.
Nie chcąc dłużej wchodzić w dyskusje z tym nieuprzejmym facetem po prostu sobie poszłam kiedy nagle podszedł do mnie i chwycił mnie za prawe ramię.
- No co się tak spieszysz? Malutka, masz ładną buźkę, gdybyś dobrze rozdała karty to...może i bym Cię wpuścił tam.
- Proszę mnie puścić!
- Ojj no już spokojnie. Przecież chcesz tam wejść prawda?
- Puszczaj mnie, bo wezwę policję!
- Ojojoj jakaś ty śliczna jak się denerwujesz. Ciekawe jakbyś wyglądała z moim w ustach, może się przekonamy?
Serce skakało mi jak oszalałe. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że przestrzeń między moim światem a światem brata jest tak wielka, że tego nie da się już uratować. W tamtej chwili myślałam tylko o tym by wyrwać się z rąk tego obleśnego typka i uciekać ile sił w nogach. Wtem z starej opuszczonej hali niespodziewanie wyszedł jeden z ochroniarzy.
- E-eee, Krzywy - przymknij mordę, bo nie słychać Dj'a.
- Proszę mi pomóc, ten pan nie chce mnie puścić.
- Ooo ładna dupcia. Krzywy te Twoje dupy same pchają Ci się do łóżka haha.
- No ba, ma się ten magnetyzm w sobie.
- Zostawcie moją siostrę!
Głos brata rozległ się po całej okolicy. Eryk zaczął rozmawiać z ochroniarzami na osobności i miałam szanse uciekać, lecz ten którego przezywano ,,krzywym'' zabronił mi uciekać, bo cytuję ,,i tak mnie dopadnie''. Po jakimś czasie Krzywy i ten drugi ochroniarz podeszli do mnie, ukłonili się i przeprosili. Brat szarpnął mnie za rękę i razem weszliśmy do środka.
- Co ty sobie wyobrażasz Linda!? Wiesz jakich kłopotów narobiłaś!?
- Powiedział świętoszek! Nie byłoby mnie tutaj gdybyś ty tutaj nie był. Co wy tu robicie i to z takimi ludźmi.
- Słuchaj, gówno Cię to obchodzi. To moi kumple i ja nie mam się tu czego obawiać w przeciwieństwie do Ciebie bo mam tutaj wysoko postawionych ziomali, którym nawet Krzywy i Rejda się nie sprzeciwią.
- Chodź ze mną zabiorę Cię do domu...
- Nigdzie nie idę!
Brat odszedł do tłumu tańczącego dzikie, erotyczne tańce a ja zostałam sama. Już miałam zawracać kiedy zaczepił mnie jeden z gości tego lokalu. Blondyn o błękitnych oczach zachował się wysoce szarmancko i podał mi moją opaskę, którą zgubiłam podczas przechodzenia przez ten tłum. Chłopak przedstawił się jako Łebski i zaprosił mnie do tańca. Początkowo odmówiłam, ale intuicja podpowiadała mi, że ten chłopak może mi powiedzieć coś więcej o życiu mojego brata dzięki czemu możliwe, że lepiej go zrozumiem.
- Czy Rejda albo Krzywy cokolwiek Ci zrobili?
- Nie...a czemu pytasz?
- Ponieważ taka ładna i uporządkowana dziewczyna w takim miejscu jak to jest niezwykle rzadkim widokiem i na pewno nie jeden miałby chrapkę na Ciebie.
- Mój brat już się z nimi rozprawił...
- rozprawił? Pewnie nagadał im o mnie.
- Czemu mieliby się Ciebie bać? Z całym szacunkiem, ale nie wyglądasz straszniej niż oni i zdaje się jesteś w moim wieku...
- To prawda, ale ja mam towar którego oni bardzo potrzebują by być w wiecznym szczęściu...mówiąc tak cholernie skrótowo ^ ^" A który to Twój brat?
- Eryk...
- Strzykawa to Twój brat?!
- coś nie tak?
- Nie nic nic...wybacz. Po prostu myślałem, że jest jedynakiem.
- On należy do Sodomy prawda?
- Ooo coś jednak o nim wiesz :) Tak to prawda...
- Czym zajmuje się ta organizacja?
- Organizacja? Brzmi jakbyśmy byli jak Caritas hihi. Nasz gang emmm...Sodoma to ludzie którzy wszystko stracili.
- Jak to?
- Ja również należę do tej ,,organizacji'' Jesteśmy subkulturą młodzieżową która wszystko ma gdzieś, trudno określić nas krótko i na temat ponieważ trochę jesteśmy emo, jesteśmy zapatrzeni w naturę, lecz bez ludzi. Trochę jesteśmy chuliganami, ale nie robimy nikomu krzywdy. Trochę jesteśmy buntownikami ale zachowujemy się tak by inni nie mieli nas dość. Chociaż nie zależy nam na zdaniu innych. Przepraszam, że się tak motam, ale za moment mam ważne spotkanie.
- Rozumiem, tylko nie rozumiem czemu Eryk do was należy, nigdy nie był sam. Zawsze mógł na mnie liczyć.
- Też nie wiem. Jeśli chcesz się czegoś więcej o nas dowiedzieć to możemy spotkać się jeszcze kiedyś na jakiejś kolacji...co ty na to? ^^
- Hmm...bardzo chętnie, ale kiedy? Za niedługo mam egzaminy od których wiele zależy.
- Pasuje w ten piątek?
- Myślę, że tak.
- To do usłyszenia...przepraszam, mogłabyś powtórzyć imię? ^^"
- haha, bo jeszcze go nie podawałam. Na imię mi Linda, a Tobie?
- Moje imię? emm...Patrick ^^" To do piątku...Lindo :)
- Pa ^^
Tej nocy nastąpił przełom w moim prywatnym dochodzeniu odnośnie brata. Wiele się działo; o mały włos abym została zgwałcona przez jakiegoś ochlaptusa, brat kazał mi spadać do domu choć niegdyś byliśmy nierozłączni, poznałam nowego chłopaka który okazał się całkiem w porządku a na dodatek dowiedziałam się już czegoś o tej Sodomie do której należy mój brat.
Przez następne dni w moim życiu była tylko praca, praca i jeszcze raz praca, ale opłaciło się. Zdałam egzaminy śpiewająco. W nagrodę dostałam od cioci największy kawałek tortu. Tego dnia w moim domu panował przedni spokój a wujek chyba przestał się już upierać co do mojego wyznania i zaakceptował to, że jako jedyna w rodzinie jestem chrześcijanką co tylko dodatkowo poprawiło moje relacje z rodziną. Nazajutrz spotkałam się we wcześniej umówionym miejscu z Patrickiem i na spokojnie bez żadnych świadków zaczęliśmy rozmawiać o Sodomie tyle, że dokładniej. Chłopak dużo wie na jej temat i nic dziwnego, bo jak się później okazało był jednym z założycieli Sodomy. Mimo iż rozmowa przebiegała pomyślnie to cały czas odczuwałam, że Patrick coś przede mną ukrywa, ale nie mogłam nadwyrężać jego dobrego serca i tego, że w ogóle zgodził się na to całe spotkanie chociaż równie dobrze mógł ten czas poświęcić dla Sodomy i jego członków dlatego nie dopytywałam o szczegóły.
[3 lata wcześniej]
Zdarzyło się coś potwornego. Przez następne miesiące od pierwszego spotkania z Patrickiem starałam się uzbierać dostatecznie dużo informacji by móc dogadać się z bratem lecz tego felernego dnia przypadkiem podsłuchałam w drodze do Patricka jego rozmowę z Erykiem i resztą, która mnie bardzo zaniepokoiła.
- Jak to odeszli ?! - rzekł podniosłym głosem Partick do reszty.
- Ludzie są głupi i naiwni, Łebski my jesteśmy wierni Sodomie. Powinniśmy już to dawno zrealizować.
- No tak, ale czekaliśmy na naszego kochasia i widzicie jakie są tego efekty...
- Przepraszam, ale już zwerbowaliśmy oficjalnie Elizę, co nie kochanie? - wyargumentował Marco do reszty grupki i pocałował swoją dziewczynę w policzek.
- To prawda, nie wycofamy się już. Jest za późno.
- No to strzykawa, kiedy będzie towar?
- Wkrótce...
- Coś się stało? Wyglądasz jakbyś nie był pewny na 100%
- Nie martw się, już wkrótce wszyscy znajdziemy się po tamtej stronie ^^
Przestraszona przestałam myśleć logicznie i uciekłam stamtąd. Nie miałam już po prostu na to siły. Z płaczem biegłam przed siebie. W głowie miałam już tylko mętlik. Kompletne zmieszanie ze sobą dwóch rzeczywistości. W jednej byliśmy całą rodziną, szczęśliwi. Mama która zawsze pomagała w trudnych chwilach, tata, który mimo braku wkładu w nasze wychowanie to soją pracą zapewniał nam dobrobyt w rodzinie, brat z którym wielokrotnie wygłupiałam się i kłóciłam o pilota, oraz druga rzeczywistość - nieżyjąca matka, brak ojca, rodzina która nie akceptowała mojej drogi życia, brak który się wycofał i przestał być bratem...a po środku tego wszystkiego ja. Z jednej strony wiele nauczyło mnie życie w którym nie otrzymywałam wszystko przysłowiowo 'pod nos' od mamy i z tymi doświadczeniami trudno byłoby mi się rozstać, z drugiej strony chciałabym by wszystko wróciło do normy, zaczęłam biec prosto przed siebie aż znalazłam się w lesie, nie przestałam jednak biec. Biegłam ile sił w nogach...
Nagle wpadłam w jakąś dziurę i tak znalazłam się w jakiejś norze. Kiedy z niej wyszłam i potrzepałam ubrania z brudu ujrzałam jasnobłękitne, świecące jak tysiące bursztynów jezioro. To dziwne, bo mieszkałam w tym mieście od urodzenia a nigdy nie trafiłam do czegoś równie pięknego. Postanowiłam zbliżyć się do wody i choć na chwilę uspokoić swoje chaotyczne myśli. Zrobiło się strasznie cicho, nie było słychać nawet szelestu spadających liści ani źdźbła trawy. Spojrzałam na swoje odbicie w wodzie i ujrzałam rozpromienioną dziewczynę, która machała tak jakby w moją stronę. Gdy się obróciłam ujrzałam niewiarygodnie piękną jasnowłosą dziewczynę o gładkiej karnacji. Podeszła do mnie bliżej i zapytała z uśmiechem na twarzy:
- Kim jesteś i co tutaj robisz dziewczynko?^^
- Nazywam się Linda, a ty?
- Jestem Tina - stałą wizytatorką tego miejsca.
- Nic dziwnego, to jezioro, te okolice - wszystko jak w bajce.
- Może i to miejsce jest piękne, ale twe myśli otacza jakaś ciemna aura. Co się stało?
- Ah...szkoda gadać :c
- Proszę opowiedz, nalegam.
- No...bo ja mam młodszego brata i on...
- Co się z nim stało?
- No właśnie nie wiem. Zmienił się nie do poznania. Przypadkiem podsłuchałam jak...
- Jak?
- Planował popełnić samobójstwo ze swoimi kumplami. Ostatnio w naszej rodzinie nie dzieje się za dobrze. To znaczy, to już trwa od dłuższego czasu... - byłam tak roztrzęsiona, że nie potrafiłam nawet poprawnie składać zdania. Na szczęście Tina nie należała do mało rozumnych osób i pojęła powagę sytuacji. Poklepała mnie po ramieniu i tak siedziałyśmy sobie do późnego wieczoru w ciszy otoczone jedynie wianuszkiem drzew iglastych, a po środku to piękne jezioro. Dopiero potem Tina wstała i rzekła:
- Mam pomysł ^^
- Jaki?
- Jedyne co musisz zrobić to powiedzieć co leży Ci na sercu, ale to musi być wypowiedziane bez żadnej obłudy. To ma wyłaniać się prosto z Twojego serca.
- Przecież mówiłam. Chciałabym by brat nie popełniał samobójstwa ale obawiam się, że Ci z Sodomy już dawno zrobili mu pranie mózgu.
- Czyli mówić prościej, chcesz oszukać los jaki został przypisany Twojemu bratu? Chcesz mu pomóc? Chcesz go uratować? Chcesz obrócić nudną rzeczywistość w magię?
- Chcę by żył...ale do tego chyba potrzeba cudu.
Nagle za moim plecami pojawiła się pewna postać, a gdy obróciłam się ujrzałam dorosłego mężczyznę w szarym stroju robotnika i czapce woźnego. Ze strachu aż straciłam równowagę i wpadłam do wody.
- Tina, obok Ciebie stoi jakiś facet!
- To nie byle facet. To mężczyzna, który uratuje Twojego brata.
- O czym ty mówisz?! - W tamtym dniu działo się zbyt wiele bym była w stanie uwierzyć w widmo mężczyzny, które pojawiło się od tak nad jeziorkiem, ale ta dziwna dziewczyna upierała się na swoim i twierdziła, że ten woźny któregoś dnia uratuje mojego brata. W tamtej chwili zaśmiałam się a potem ironicznie przytakiwałam. Niedługo potem rozstałam się z Tiną udając, że mama czeka na mnie z kolacją i szybkim krokiem wyszłam z okolic jeziorka i lasu do domu.
[miesiąc później]
Zdarzył się cud najprawdziwszy. Już jak tylko w wiadomościach poinformowali o próbie samobójczej kilku nastolatków z naszego miasta od razu wiedziałam, że wśród nich jest też Eryk. Wybiegłam z domu jak oparzona i pojechałam prosto do szpitala w którym przebywali samobójcy. Byłam pełna obaw aż do momentu kiedy lekarz powiedział mi o pewnym młodzieńcu, który również należał do Sodomy lecz dzięki jego bohaterskiej postawie pozostali samobójcy zostali uratowani. Tym bohaterem okazał się ku mojemu zdziwieniu Marco. Co ciekawe jak już spotkałam się z braciszkiem, spotkałam się z Marco i on wszystko mi powiedział jak to było naprawdę. Okazało się, że to nie on a tajemniczy mężczyzna w przebraniu woźnego uratował Eryka, Patricka i pozostałych. Już wtedy chciałam mu powiedzieć o fakcie, że woźnego znałam już wcześniej, ale ugryzłam się w język. Przecież i tak nikt by mi nie uwierzył w dorosłego mężczyznę wynurzającego się z głębin jeziorka który został ,,wezwany'' przez tajemniczą dziewczynę z lasu, która przewidziała tragedię miesiąc przed jej rozpoczęciem i tym samym zmieniła bieg historii.
Kilka tygodni później Eryk wrócił ze mną do domu i oficjalnie oświadczył, że kończy z Sodomą. Myślałam, że to koniec kłopotów i wszystko zakończy się szczęśliwie, niestety...
[2 lata wcześniej]
Eryk popadł w jakiś dziwny stan. Początkowo nie bardzo się tym przejęłam, bo uznałam to za szok powypadkowy, ale to trwało i trwało. Brat nie mógł pogodzić się z tym, że został uratowany przez woźnego ich szkoły, który o wszystkim wiedział. Nigdy nie zapomnę jednej z naszych rozmów.
- Linda...
- tak?
- Pamiętasz jak rozmawiałaś z Marco o naszym woźnym?
- Owszem i co z tego?
- Dowiedziałem się od niego jak byliśmy w szpitalu, że Woźny znał wcześniej Tinę, potem dowiedziałem się od Ciebie, że w dniu w którym poznałaś nasz cel przypadkowo podsłuchując naszą rozmowę również napotkałaś tą dziewczynę. Pozwoliłem sobie przeanalizować wszystkie mity i legendy jakie mają związek z naszym miastem i wiesz co?
- Co?
- Każde z tych opowiadań mimo różnych morałów mają dwa niezmienne elementy...
- Jakie?
- W każdej powieści występuje ,,złotowłosa piękność'', która wybawia potrzebującego z ich problemów oraz mistyczne jezioro o zjawiskach paranormalnych, co więcej każde z tych zdarzeń dzieje się w okresie jesiennym...
- Chyba nie sądzisz, że Tina to ta kobieta z opowiadań.
- Nie wiem co sądzić, ale to niemożliwe.
- Dlaczego?
- Bo Tina kończyłaby tej jesieni 208 lat...
Praca własna Komentarzy: 1 19 Czerwiec 2013
Dodane przez: Eriessette
  • Eriessette
    Eriessette

    W związku z problemami technicznymi jakie zaistniały na bloggerze (nie mogę pisać nowych rozdzialików, ani przeglądać starych) z przykrością oświadczam, że przerywam przesyłanie nowych epizodów przygód No name'a i jego uroczej podopiecznej Skrzacika :(

    Jednakże jak tylko uda mi się rozwiązać problem to wznowię powyższą czynność z czystą przyjemnością ^o^

    Dziękuję.

    Dzięki Dragon Ball dowiedziałem się, co to anime (choć nie do końca, bo wcześniej był Slayer, detektyw Conan :D). Dzięki Umineko no Naku Koro ni wreszcie wiem, że nie tylko ja jestem zdrowo stuknięty ^o^ A dzięki Naruto...tu wypowiem się na koniec ;)