No name - PRZYJAŹŃ II

Rozdział o
Przyjaźni
z perspektywy Dana

Nastał kolejny dzień pracy. Szara rzeczywistość przytłacza mnie każdego dnia z myślą, że pracuje w kostnicy pełnej dzieci. Moja praca polega na tym by ich ostatnie chwile życia nie były obarczone samotnością i tęsknotą za swoimi małymi ziemskimi potrzebami. Część z nich nawet nie ma do kogo się przytulić a ja zastępuję im rodziców, lecz gdybym to ja był Bogiem to zaserwowałbym im nieco inny los. Nawet jakby część z nich miała potem wyrosnąć na psychopatów, złodziei i babskich gangsterów to zaryzykowałbym. A ty Boże dlaczego pozwalasz umrzeć tym dzieciom ? W czym Ci one zawiniły ? Gdzie one trafią po śmierci skoro nawet nie pozwoliłeś im wybrać swoją drogę życia ? Na świecie jest wiele niesprawiedliwości a ja nie jestem od tego by oceniać, ale jak dla mnie ten świat to porażka.
Już na wstępnie dzieci ciepło mnie powitały gdyż chciały dowiedzieć się czegoś więcej o Rinie i jej przygodach. Wszystko wyglądało standardowo - Micky i Liza siedząc po turecku przywitały mnie uśmiechniętymi choć nieco niewyspanymi twarzami. Betty przysypiała, Horacy i Staś zrobili mi specjalne miejsce w kole by moja opowieść dotarła do każdego a ja...ja byłem zmuszony uśmiechać się i tworzyć pozory dla nich. Bo czyż dorosłemu, płaczącemu mężczyźnie wypada spojrzeć w oczy dzieciom na których Jego zadaniem jest by pozostał uśmiech do końca ich dni ? Zanim zacząłem dokańczać opowieść znów spojrzałem się na tamtą dziewczynkę, jedyną która nie chciała ze mną współpracować. Ona ponownie patrzyła się w niebo jak mała zaklęta księżniczka. Postanowiłem do niej podejść i zaprosić ją osobiście do wspólnych gier i zabaw z pozostałymi. Odmówiła mi, lecz po chwili dodała :
- Co czuł Dan ?
- Słucham ? - zaskoczony zapytałem.
- Co czuł Dan, gdy Rina go odrzuciła...
Delikatnie się uśmiechnąłem ponieważ wreszcie udało mi się do niej dotrzeć i odpowiedziałem :
- Nie jesteś głupią dziewczynką i nie będę obijał w bawełnę, ale muszę o to zapytać...Czy na pewno usatysfakcjonuje Cię 'TA' prawda ?
- Tak panie No Name...
I tak rozpoczęła się moja opowieść. To była ta sama opowieść a jednak inna...
* start *
To był piękny wrześniowy poranek. Co prawda siostra wstała z łóżka z lekkim grymasem na twarzy, ale nie ma co narzekać odparłem do niej i pobiegłem w stronę kalendarza wyrywając kartkę spojrzałem na datę i krzyknąłem z radości ,, TO WRESZCIE TEN DZIEŃ ''. Mama nie mogła zrozumieć mojego entuzjazmu, ale nie dziwię się jej - tylko ja wiedziałem dlaczego dzisiejszy dzień jest taki podniosły dla mnie. Dziś bowiem wreszcie uzbieram w sobie na tyle odwagi by wyznać pewnej dziewczynie w klasie co do niej czuje. Ma na imię Rina i chodzi ze mną do klasy już od prawie od początku. Podobno wcześniej mieszkała w Kanadzie, ale jak się cieszę, że przeprowadziła się właśnie do naszego miasta. Można powiedzieć, że jestem jej cichym wielbicielem już dużo wcześniej, a dlaczego ? - Rina prowadzi swojego bloga o ,,syrenie z jeziora'' - wiem, że chłopcy w moim wieku nie interesują się takimi ,,babskimi opowiastkami'', ale ona opisuje tam tak wspaniale swoje przeżycia wewnętrzne, że nie mogłem się jej oprzeć. Niestety ma jedną wadę a w zasadzie to jej wadą są jej przyjaciółki. Clara i Dominika to dwie najbardziej sztuczne osoby jakie miałem nie przyjemność poznać. Nie wiem co taka wrażliwa osoba jak Rina robi z takimi przemądrzałymi dziewuchami jak one.
Pogoda w Carnival Street jak zwykle przepiękna, nawet chłodne, deszczowe wieczory wyglądają tutaj przepięknie a to za sprawą genialnego zarządzania przyjaciela mojego ojca pana Stivensa, który sprawuje się w naszym mieście tak jak burmistrzowie powinni się sprawować. Czystość i dbałość o każdy szczegół miasta to nasz atut! Niestety nawet najbardziej zadowolony człowiek nie może czuć się spokojny w tak ważnej dla niego sprawie. W końcu jak tylko przypomnę sobie o tym, że to właśnie dzisiejszy dzień będzie tym w którym wyznam miłość koleżance z klasy to mam pełne portki strachu. Akurat miałem szczęście, bo Rina właśnie wyszła z auta i kieruje się do szkoły, ale zaraz zaraz...dlaczego idą z nią rodzice ? - O nie! Czyżby to właśnie dzisiaj był dzień przyjścia z rodzicami?! Kompletnie zapomniałem z tego wszystkiego nadmienić o tym dniu mojej mamie. No nic - jest za późno by się po nią wrócić...
W klasie zaczęło się jak zawsze - tłum rozwydrzonych kolegów i koleżanek z klasy doprowadzał mnie powoli do niestrawności żołądkowej, ale musiałem jakoś przemilczeć te wredne uwagi Clary i Dominiki odnośnie mojego niemodnego stylu ubierania się i nieeleganckiej fryzury. Postanowiłem usiąść tam gdzie zawsze czyli w ostatniej ławce, tam gdzie widok do skrytego podziwiania Riny był wręcz idealny. A ponieważ nauczycielka się spóźniała postanowiłem wykorzystać tą chwilę na zrobienie mojego listu miłosnego dla niej. Nawet miałem ku temu odpowiednie narzędzia, czyli : najładniejsza kartka jaką poleciła mi pani Timberry ( miejscowa sprzedawczyni różnych drobiazgów na okoliczne święta, i inne okazje ), perfumy o ulubionym zapachu Riny oraz mnóstwo brokatu ( ona po prostu kocha brokat ).
Nie zdążyłem dokończyć kartki a pani Mifune wparowała do środka niczym grom z jasnego nieba. Rozpoczęło się - zaczęto od chłopaków, ponieważ nas było znacznie miej w klasie niż dziewczyn. Na pierwszy ogień poszedł mój przyjaciel Kado.
- Życz mnie i moim starym szczęścia Dan - odrzekł radośnie Kado
- I tak ja i moi rodzice będziemy bardziej zarąbiści stary - żartobliwie odpowiedziałem.
Kado i jego rodzice szybko skończyli, następnie był Tim, później Bob, Stan a na końcu Ado, wygląda na to, że tylko ja nie przyszedłem ze swoimi rodzicami. I tak byłem zbyt przejęty czym innym, hihi...
Drogą dedukcji potem przyszła kolej na dziewczyny, które jak zwykle chciały zabłysnąć swoją prezencją, odpowiedzialnością i tym, że są rzekomo lepsze od nas. Po Dominice przyszła kolej na Rinę. Nie dość, że cudowna dziewczyna to jeszcze wspaniali rodzice. Okazało się, że jej tata jest matematykiem w liceum w sąsiednim mieście a mama pielęgniarką - teraz już wiem, skąd u niej taka łatwość w obliczaniu i dobra znajomość pojęć z biologii. Gdy Rina usiadła na ławce i pożegnała się ze swoimi rodzicami przyszła kolej na Elizę...Niestety ta dziewczyna nie miała za dużo znajomych
( o ile w ogóle jakieś miała ). Ta dziewczyna była straszną ślamazarą i wszystkiego czego się dotknęła musiało w końcu spaść na ziemię. Ja tam nic do niej nie miałem, a nawet powiedziałbym, że było mi jej żal zwłaszcza po tym jak Clara zarzuciła jakimś niesmacznym żartem w stronę jej taty. Wtedy cała klasa zaczęła się śmiać. Tata stał jakby nigdy nic i nawet nie uciszał klasy, to samo pani Mifune, która przeglądała swój dziennik zamiast zająć się tamtymi głupimi dziewuchami. Po pewnym czasie miałem dość i chciałem wstać i uciszyć je osobiście kiedy nagle z ławki naprzeciwko mnie wstała blond włosa dziewczyna o krystalicznie niebieskich oczach i wygarnęła Clarze i Dominice. Momentalnie oczy wszystkich z klasy skierowały się w stronę tej dziewczyny, dopiero później dowiedziałem się, że miała na imię Tina. Po chwili wstała również Rina i również wygarnęła im. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom - przecież Clara i Dominika to jedyne przyjaciółki Riny, a ona wreszcie sprzeciwiła się im.
Na przerwie idąc w stronę szafki mojej ukochanej by wręczyć jej gotowy liścik przypadkiem usłyszałem skrawek rozmowy Clary i Dominiki z Riną.
- Jak mogłaś poprzeć tą puszczalską blondi ?
- Dziewczyny nie uważacie, że czasem za bardzo przesadzacie z dobieraniem słów ? Dobrze wiecie, że Eliza niedawno straciła brata w wypadku samochodowym.
- Co mnie to obchodzi ? Jest łajzą i prostaczką.
- Ale co ona wam zrobiła ?
- Zamknij się lepiej Riniii. Wybieraj, albo ta suka albo my klawe dziewczyny, które każdy lubi.
W tym samym momencie z ubikacji wybiegła z płaczem i odepchnęła mnie na bok. Jej wyraz twarzy sugerował spory ból jakie zadały jej te pseudo przyjaciółki. Miałem ochotę im wygarnąć, ale ważniejsza byłą teraz Rina. Całe szczęście wiedziałem gdzie ją szukać. Zamiast wrzucając list miłosny do skrzynki, schowałem go do plecaka i pobiegłem za dziewczyną mojego serca. Wpadłem na pomysł, bo skoro Rina jest w takim a nie innym stanie to raczej nie będzie chciała ze mną teraz porozmawiać, zatem postanowiłem ją wyprzedzić i położyć list tam gdzie zawsze przychodzi gdy ma gorsze dni czy chwile refleksyjne.
Jezioro wyglądało jak zwykle przepięknie, miałem szczęście, że nikogo tam nie zastałem, wsunąłem list na jej ulubioną skałę i uciekłem póki nikt mnie nie widział. Nazajutrz postanowiłem wrócić tam raz jeszcze - ona już tam czekała. Nogi pode mną się ugięły, serce skakało jak oszalałe i miałem bardzo widoczne wypieki na twarzy. Ostrożnie podszedłem do niej i entuzjastycznym ruchem dotknąłem jej ramienia. Rina obróciła się a jej delikatny głosił wkrótce wdał się mi we znaki i zapytała się :
- Czy to ty do mnie napisałeś ten list ? - cały rozpromieniony i pełen entuzjazmu byłem wręcz pewien werdyktu dlatego z całą stanowczością odpowiedziałem ,,Tak!''. Rina uśmiechnęła się niewinnie i podeszła blisko mnie po czym objęła mnie i całe jej ciepło tak jakby przelało się na mnie. Dreszcze o dziwo zniknęły. Kiedy już myślałem , że powie to co chciałem od niej usłyszeć już od wielu, wielu miesięcy wtedy ku mojemu błyskawicznemu rozczarowaniu najpiękniejsza chwila w życiu szybko zamieniła się w tą najgorszą jaką dotąd przeżyłem - dziewczyna do której należało moje serce, którą tak uwielbiałem, którą szanowałem, marzyłem o niej, a ona od tak bez większych skrupułów odpowiedziała na moje uczucia ,, Przykro mi, ale ja Cię nie kocham '' po czym wybiegła w głąb lasu, a ja ostatnie co widziałem to żółto-cytrusową chustę która przypadkiem odwinęła się z jej szyi i wpadła do przy pomocy podmuchu drobnego wiatru spadła prosto do jeziora. W tamtej chwili jeszcze nie doszło do mnie to co powiedziała mi Rina i szybko reagując wspiąłem się na najwyższe drzewo po czym ostrożnie przechodząc między gałęziami dostałem się dokładnie nad chustą, która niewinnie, spokojnie dryfowała na środku ulubionego jeziora mojej kochanej. Przechyliłem się jeszcze troszkę, dosłownie 2 centymetry dalej i...gałąź pękła, a ja wpadłem do jeziorka.
Znikąd pomocy...powoli opadałem na dno, jakaż szkoda, że uciekałem zawsze z lekcji pływania którą opłacał mój tato, może gdybym na nie uczęszczał to teraz właśnie biegłbym w stronę Riny by podać jej zgubę. W pewnym czasie już nawet przestałem się szarpać i tak wiedziałem, że nikt mnie nie usłyszy.
* stop *
Niespodziewanie przerwałem opowieść ponieważ widząc rozmazane twarze dzieci moja postawa etyczna nie pozwoliła mi dalej kontynuować tej historii. Szybko w zastępstwie starałem się przedstawić losy bohaterów w trochę radośniejszej oprawie, ale na moje szczęście na zegarze wybiła punkt siódma co oznaczało, że moja zmiana się skończyła. Kiedy dzieci kierowały się do swoich pokoi ja również kierowałem się lecz do wyjścia, już chwytałem za klamkę gdy nagle moje niestety zbyt spostrzegawcze oko zauważyło tą samą dziewczynkę, która wkopała mnie w opowiedzenie reszcie dzieciakom ,,jak to było z Danem''. W tej dziewczynce było coś co mimo mojego ciężkiego charakteru przyciągało mnie do niej. Postanowiłem do niej podejść, lecz...to ona podeszła do mnie.
- A pan jeszcze nie wraca ?
- Zadowolona ? Opowiedziałem jak to było z Danem.
- A jutro przyjdzie pan i zmieni wersje na bardziej pogodną czyż nie ?
- Bystra z Ciebie dziewczynka.
- Mnie zastanawia coś innego.
- Co takiego ? - spytałem z tak poważnym tonem jakbym rozmawiał z dorosłym. Nic dziwnego, ta dziewczynka była wyjątkowo kumata.
- Kim pan jest Panie No Name ?
- Jak to kim ? Gościem od zabawiania Was drogie dzieciaczki.
- Nie dla Nas. Kim pan jest w tej opowieści ?
- Jestem...nikim ważnym.
* wznowienie *
[ 5 lat później ]
W zasadzie to nie wiem jak to się stało, ale ktoś lub coś pozwoliło mi przeżyć ten dzień w którym dotykałem dna znaczenia słowa ,,śmierć''. Niestety nie miałem okazji do dnia dzisiejszego podziękować mojemu bohaterowi za uratowanie Mi życia. Można powiedzieć, że dzień w którym dostałem kosza od Riny coś we mnie pękło. Przestałem spotykać się z przyjacielem Kado, dałem sobie spokój nawet z Riną i skupiłem się na tym jak stać się kimś w naszym kochanym mieście by tym samym w ten sposób podziękować za życie jakie mi dał. Moją nową domeną stało się : ,,Mniej czasu poświęcę dziś na bzdury, jutro postawię tu złote mury'' - co oznaczało, że nagle z przeciętnego chłopaczka ze szkoły stałem się pilnym uczniem. To z kolei pozwoliło mi osiągnąć to co teraz widzisz, czyli władzę w mieście. Mój ojciec godnie zastąpił swojego przyjaciela i stał się LEPSZYM burmistrzem, a ja wkrótce pójdę w ślady ojca i stanę się jeszcze lepszy od niego. Carnival Street zapamiętane będzie przez obcokrajowców jako najbardziej zadbane miasto na świecie i coś takiego jak park rozrywki zapewni nam zwycięstwo !
Po tych słowach Rina trzasnęła drzwiami i odeszła do swoich przyjaciół. Słyszałem jak jej urocze przyjaciółeczki - Tina i Eliza zaczęły na mnie nagadywać. Po chwili wszyscy się rozeszli...no - prawie wszyscy. To dziwne, ale gdy drugi raz spojrzałem przez okno to na dole stała Rina. Aż chciało się do niej podejść i zapytać dlaczego stoi pod urzędem jak już dawno zamknięty, ale w sumie już dawno przestałem się nią interesować. Zasłoniłem okno i podszedłem do zdjęć zza czasów szkolnych które wciąż mimo sporego upływu czasu trzymam na honorowym miejscu w mojej szafce z pamiątkami z dzieciństwa.
Przeglądałem zdjęcia na których byłem w pieluchach, moje pierwsze zwierzątko, pierwszy mleczak, pierwsze szkolne zdjęcie i mimo, że przeglądałem to zdjęcie tysiące razy nagle dostrzegłem coś jeszcze. Po raz pierwszy zobaczyłem, że mój były przyjaciel Kado w ogóle nie uśmiechał się do zdjęcia. Ciekawe czemu...odkąd go pamiętam to zawsze kipiał energią i niebanalnym poczuciem humoru. Widać coś w tym dniu było dla niego przygnębiające. Jak tak o tym pomyśle to szkoda, że zerwaliśmy znajomość, ciekawe co by było gdybym...
Praca własna Komentarzy: 0 15 Maj 2013
Dodane przez: Eriessette