Rozdział o
Przyjaźni
z perspektywy Kado

Dzisiejszy dzień początkowo zapowiadał się wręcz idealnie. Za zgodą lekarzy udało nam się wyciągnąć dzieciaki na świeże powietrze. Odbyły się między innymi liczne spektakle w których role odgrywały one same oraz ich opiekunowie, gry i zabawy na świeżym powietrzu i kilka innych atrakcji. Na szczęście to pozwoliło mi odciągnąć dzieciaki od ponurego klimatu jaki panował w mojej opowieści, no prawie wszystkie dzieciaki - z wyjątkiem tej jednej dziewczynki która mimo licznych zaproszeń do gier z rówieśnikami ona wolała siedzieć na trawniku przy ogromnym dębie i spoglądać w niebo. Tak jakby była jakaś zaklęta, czy nienormalna. Osobiście nic a nic nie interesowało mnie czy ona marnuje sobie właśnie jedyną okazje na zażywanie świeżego powietrza czy też nie, ale etyka zawodowa znów odezwała się i wspólnie z wujkiem sumienie przeszli z rozumu do mojego serca. Mimo, że ono już dawno straciło swoją dawną świetność postanowiłem ponownie zagadać do odosobnionej dziewczynki.
- Dlaczego nie pójdziesz pobawić się z innymi?
- Po co? Przecież i tak umrę.
- A po co chcesz wiedzieć czy jestem bohaterem powieści którą sam zmyśliłem czy też nie?
- Pan jej nie wymyślił, pan wciąż nią żyje. A ja wybrałam sobie za ostatni cel w życiu rozwiązać tą zagadkę.
- Rozwiązanie jej nic Ci nie da.
- A zabawa na świeżym powietrzu może da?
Tak. To jest naprawdę dziwna dziewczynka...
* Start *
To był dziwny wrześniowy poranek. Z jednej strony cała rodzina znów cała, bo tatuś wreszcie pogodził się z mamusią a z drugiej nie czuć już tej samej atmosfery co kiedyś. Tak jakby wszystko rozpłynęło się dawno temu. Prawdopodobnie to spowodowało, że gorzej szło mi z nauką i miałem coraz gorsze stopnie. To pociągnęło za sobą jeszcze gorsze konsekwencje jak, np. kary na komputer, czy brak pozwolenia na wyjście na spacer przez co dzieciaki z okolicy myśleli, że jestem jakiś dziwny. Wszystko to trwało aż do...właśnie dzisiaj. To dzisiaj w ten dość dziwny wrześniowy poranek, który wcześniej nazwałem ,,dziwnym'' stało się inaczej niż zwykle - rodzice na mnie nie krzyczeli za gorsze oceny, byli jacyś dziwnie zobojętniali wobec mnie. Wszystko wyjaśniło się po śniadaniu.
Okazało się, że rodzice załatwili mi korepetytora, którym okazał się nie kto inny jak najlepszy przyjaciel mojego ojca, czyli 'świeżak' w polityce naszego miasta, który dorabia jako korepetytor z przedmiotów ścisłych - David Petterest.
Pierwsze wrażenie na pierwszej lekcji - całkiem spokojny, poczciwy, dobrze tłumaczący pan. Niby lekcja odbyła się szybko a ja rzeczywiście po raz pierwszy zauważyłem, że rodzice chcą dla mnie jak najlepiej ponieważ pan Petterest okazał się strzałem w dziesiątkę. Lepiej zacząłem pojmować materiał prywatnie niż w szkole i to już po tej jednej lekcji! Wychodząc z domu mojego korepetytora minąłem się z pewnym chłopakiem niskiego wzrostu o szczupłej budowie ciała, czarnych niczym smoła oczach oraz długich jasno popielatych włosach. Był on o bardzo łagodnym wyrazie twarzy, nie w sposób było go ominąć nie oglądając się wcześniej za siebie. Chłopak również obrócił się i spoglądając na mnie lekko się uśmiechnął. Nie wiem kim on był, ale prawdopodobnie synem korepetytora, już wtedy obrałem sobie za cel dowiedzenie się o nim czegoś więcej. Jak ma na imię? Czym się interesuje? Ile ma lat? Multum pytań przychodziło mi do głowy. Od teraz miałem przy okazji większą motywacje by chodzić na zajęcia do pana Davida.
I tak mijały dni a ja-
* stop *
- O co tutaj chodzi?
- Czegoś nie rozumiesz? - zapytałem z lekką ironia w głosie.
- Teraz opowiada pan tą samą historię z innej perspektywy, tak?
- Dokładnie.
- Skąd wie pan o takich szczegółach nie będąc nikim z nich?
- Przecież to ty wybrałaś sobie za cel rozwiązania tej zagadki, która zagadką nie jest.
- Jak to? Proszę mi powiedzieć, czy ta historia jest faktycznie zmyślona?
- Tak.
- Ale z początku mówił pan, że historia będzie przeplatana elementami fantasty z realnym życiem. Mówił pan też, że historia którą nam pan opowie wydarzyła się naprawdę ale tylko po części. Skąd mam zatem wiedzieć kiedy jest coś dodane od pana a kiedy akcja faktycznie miała miejsce?
- Właśnie po to stworzyłem historię podzieloną na dwie warstwy. szarą, czyli zdarzenia nie odbiegające od normy, oraz pomarańczową, czyli zdarzenia ponad przeciętne.
Wiedziałem, że jestem wrednym typkiem. Biedna mała dziewczynka u kresu życia za cel wybrała sobie rozwikłanie ,,Kim jestem?'' na podstawie tej powieści. Postanowiłem zatem...
* wznowienie *
- a ja z każdą chęcią mam coraz większą chęć poznania tego chłopca. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że to faktycznie syn mojego korepetytora a co więcej ma na imię Dan i również jest nieśmiały jak ja. Jedyną różnicą moralną jaka panuje pomiędzy nami jest to, że ja od zawsze starałem się przyporządkować innym by mnie polubili, natomiast Dan podążał własnymi ścieżkami jak kot. To dało mi dobrą podpowiedź do tego jak powinienem z nim postępować żeby w końcu mnie dostrzegł.
Początki były nie najciekawsze ponieważ mimo usilnych starań pomiędzy przerwami w czasie zajęć to czasem zdawało mi się jakby Dan celowo mnie unikał czy szukał wymówki by tylko mnie nie spotkać na swojej drodze. Moje trudy tak naprawdę zostały wynagrodzone dopiero podczas pewnego wydarzenia, które miało miejsce zimą tego samego roku. Tego dnia mocno sypało białą śmiercią, jak to zawsze na śnieg mówiła moja mama. To jednak nie powstrzymało Dana do tego by wyjść po kryjomu z domu mimo licznych zakazów jego przewrażliwionych rodziców, oczywiście wpierw napotkał mnie, ale ja zgodziłem się nie pisnąć ani słówkiem skargi do jego rodziców pod jednym warunkiem, jeśli również zabierze ze sobą mnie - zgodził się. Bardzo się wtedy ucieszyłem. Czułem, że tam gdzie mnie zaprowadza Dan to coś w rodzaju bazy tylko dla wtajemniczonych, czułem się wyróżniony i taki szczęśliwy, że przełom mimo swojego czasu w końcu nastąpił.
Po niespełna półgodzinie drogi na nogach dotarliśmy na miejsce. Okazało się, że tajnym miejscem do którego zawsze potajemnie się on wymykał to nic innego jak małe, niepozorne jeziorko na obrzeżach Carnival Street. Trochę się zawiodłem, ale wolałem tego nie okazywać by go nie urazić, zwłaszcza, że po jakimś czasie Dan wyjął ze swojego plecaka lornetkę i zaczął obserwować zamarznięte jeziorko na którym co roku odbywały się zawody w jazdach na lodzie. Kiedy zawodnicy szykowali się do pokazów z tłumu wyłoniła się płomiennowłosa dziewczyna o jasnej karnacji i próbował sił wraz ze swoimi różowymi łyżwami. Z początku nie mogłem zrozumieć dlaczego obserwuje tylko ją kiedy na lodzie jest też masa innych zawodników a w dodatku robi to w ukryciu. Dopiero potem doszło do mnie, że Dan jest co najmniej zauroczony tą dziewczyną. Nagle coś tak jakby we mnie pękło, dlaczego ja się pocę? czemu czuję wielki zawód? Przecież Dan to chłopak, a tamta ruda to dziewczyna, nie rozumiałem na tamte czasy tego stanu rzeczy póki wszystkiego sobie dobrze i na spokojnie nie przemyślałem. Doszedłem do wniosku, że jestem odmiennej orientacji seksualnej i to co czuję do Dana to nie tylko chęć przyjaźni...ale w końcu byłem młody i nie za wiele o tym wiedziałem dlatego uznałem to za chorobę, którą musiałem w sobie zniweczyć póki nie było za późno. Dlatego od tamtego czasu regularnie spotykałem się z Danem by pomóc mu w ,,podglądaniu'' jego ukochanej. Tym samym starałem sobie udowodnić, że to tylko chwilowe zauroczenie i zaraz mi przejdzie - nic bardziej mylnego.
Uczucie do mojego kolegi a z czasem też przyjaciela rosło i rosło. Z czasem nawet miałem dosyć ukrywania przed nim tego, że go...po prostu kocham, ale z drugiej strony co na to nasi nowo poznani koledzy? Akceptacja ze strony tych drugich wciąż stała pod znakiem zapytania, świat nie jest jeszcze do końca przygotowany do świadomości, że na świecie nie istnieją tylko heteroseksualni ludzie, przy czym moja świadomość cierpiała. Czułem się jak upadły anioł, który został wygnany z raju do którego nigdy tak naprawdę nie miał wstępu i usiał żyć wśród ludzi którzy go nigdy nie zrozumieją, wieczna tułaczka, wieczna samotność uczuciowa. Pocieszał mnie jedynie fakt iż Rina nie za bardzo się kwapi do tego by zaprzyjaźnić się ze swoim cichym wielbicielem.
Sprawa zaczęła nabierać tępa gdy okazało się, że Dan zamierza zapisać się do tej samej szkoły do której uczęszcza Rina tylko po to by móc ją obserwować codziennie. Nie mogłem dopuścić do tego by tych dwoje faktycznie któregoś dnia jakoś się odnalazło w tym 'małym świecie', ale co mogłem zrobić w tamtym czasie?
[ 5 lat później ]
Zatrzymaliśmy się na tym, że Dan przedstawiał swoją wersje wydarzeń sprzed laty spoglądając na Rinę, która stała tuż obok jego posesji i mokła w deszczu, ta natomiast widziała go zza parasola choć udawała, że tego nie robi, Dan zastanawiał się dlaczego sobie nie idzie po czym zasłonił żaluzje, tymczasem do Riny podszedł Kado który wszystko widział z ukrycia i czekając aż jego nowa miłość Ado sobie pójdzie podszedł do niej i opowiedział jej tą wersje wydarzeń, którą on sam zapamiętał z czasów gdy dopiero poznał Dana oraz jak do tego doszło. Drogą dedukcji to właśnie Kado wiedział najwięcej o rozterkach miłosnych Dana jako iż był jego przyjaciel miał dostęp do nawet najbardziej zawstydzających momentów z życia Dana. Postanowił, że usprawiedliwi chociaż po części by przybliżyć Rinie obraz tego dlaczego Dan stał się względem niej taki a nie inny. Dziewczyna poroniła łzę i postanowiła zostać sam na sam z Danem by porozmawiać o kwestii sprzedania terenów na których leży tak drogocenne dla ich wspomnień jezioro lecz tym razem w pogodniejszej atmosferze, nagle poczuła dotknięcie na lewym ramieniu, obróciła głowę i ujrzała...Tinę.
* Stop *
...zabawić się dziecięcą wyobraźnią.
Praca własna Komentarzy: 0 20 Maj 2013
Dodane przez: Eriessette