Wojna Trzech Światów - Rozdział 18

Wróg mojego wroga
Po słowach Take zapadła cisza. Weterani byli wyraźnie w kiepskim humorze. Trzecioświatowcy byli zaintrygowani, głównie reakcją Itsu. Nie pamiętali, aby Stalowy Shinobi reagował tak emocjonalnie.
Kilka chwil później zauważyli to, co wychwyciły bystre oczy Take – niewielką plamkę na niebie, która, jak się okazało po dłuższym momencie, zmierzała w ich kierunku.
Po pewnym czasie, wydającym się wiecznością, plamka przerodziła się w gadzi kształt. Smok. Sądząc po rozmiarach, dość stary – na oko był o co najmniej połowę większy od Take, gdy ten przybierał swą największą formę. W miarę zbliżania się, można było dostrzec coraz więcej szczegółów.
Nowo-przybyły smok miał łuski barwy powoli topiącej się skały – czarno-brunatne, miejscami przechodzące w żółtopomarańczowy kolor płomieni. Niemal całe jego ciało pokrywały kolce i szpikulce różnej długości – podwójny rząd biegnący od głowy, przez grzbiet i ogon, składał się z iglic większych od człowieka, a zadziory na łapach wyglądały na nie większe od dłoni. Smocze oczy niepokojąco przypominały kulki lawy – żółtopomarańczowe kulki z czerwonymi źrenicami płonącymi ognistym blaskiem.
Na smoczym łbie stał człowiek. Zapewne to był Akihiro. Wszyscy wytężyli wzrok, aby mu się dokładniej przyjrzeć.
Porównując go z rozmiarami smoka, można było dojść do wniosku, że jest dość wysoki – mniej więcej wzrostu Itsu. Większość głowy miał gładko wygoloną, jedynie środkiem biegł pas ciemnych włosów, przechodzący w dość luźną kitę, sięgającą mniej więcej do połowy pleców. Oczy były dość dziwne. Miały niepokojący, wyblakły kolor. Kiedyś zielone, obecnie były niemal białe. Coś w nich, jak również w lekkim grymasie twarzy, znamionowało okrucieństwo i niedbałość o innych. Z rysów twarzy przypominał nieco Yoshiro – on również wyglądał niczym drapieżny ptak. Jednakże, o ile Yoshiro przypominał dzikiego drapieżcę o złotym sercu, nowoprzybyły przywodził na myśl jakieś szlachetniejsze zwierzę, które upadło w otchłań okrucieństwa.
Akihiro był odziany jedynie w spodnie, prezentując skomplikowany, geometryczny tatuaż, zdobiący lewą część jego torsu i lewą rękę.
Smok wylądował ciężko. Z bliska widać było wyraźnie niezliczone blizny, znaczące niemal każdy kawałek jego ciała. W spojrzeniu smoka – o ile Mina właściwie je interpretowała – kryło się jeszcze więcej okrucieństwa i złośliwości niż w oczach jego towarzysza.
Różnicę między nowym smokiem i Take były oczywiste – czarno-pomarańczowy smok był znacznie ciężej zbudowany i umięśniony od lekkiego, gibkiego Kuriera. Jego ruchy nie miały nawet części gracji, z którą poruszał się mniejszy smok, ale wyczuwało się w nich o wiele większą siłę.
Akihiro zeskoczył ze smoczego łba i obrzucił Szósty Szturmowy nieokreślonym spojrzeniem. Mina zadrżała, gdy przesunęły się po niej te oczy, wyblakłe i pełne nienawiści do wszystkiego, co żyje.

Pierwszy ciszę przerwał Itsu. – Co sprowadza w te strony Tsukai-sagasu? – Zapytał chłodno.
- Nie twój interes, Szturmowy – warknął w odpowiedzi Akihiro.

Itsuruko nie zwracała uwagi na toczącą się nieopodal rozmowę. Bardziej niepokoiła się o Gaarę. Kazekage klęczał, zaciskając ręce na głowie. Jego rodzeństwo pochylało się nad nim, zaniepokojone.
- Co się z nim dzieje? – Zapytała zaniepokojona Temari, gdy medyczka pochyliła się nad skuloną sylwetką.
- Reakcja na Skazę – Itsuruko skrzywiła się, gdy dotarło do niej, co się stało. – Czy on użył piasku leżącego tu, na ziemi?
- Pewnie tak… – Kankuro, niepewnie, skinął głową.
- Szlag. Mamy problem – obejrzała się na brata. – Jeżeli on sięgnął po skażony piach i Skaza weszła w reakcję z jego chakrą, to jest gorzej, niż wygląda.
- Co robimy? – Zapytał jonin z Suny.
- Na razie muszę się upewnić. Dajcie mi chwilę – odparła, sięgając do przypiętej do pasa sakiewki. Wyciągnęła jedną z jadeitowych pałeczek i przyłożyła ją do dłoni młodego shinobi. Wbrew najgorszym obawom, nie nastąpiła reakcja. Organizm nie został skażony. Przynajmniej nie całkowicie. To niosło pewną nadzieję. Ale musiała działać szybko. W tej chwili najważniejsze było zapobiegnięcie dalszej korupcji. Przez chwilę rozważała dostępne opcje, a następnie sięgnęła pod płaszcz.
Jak każdy członek Szturmowych, na misje zakładała strój, który ktoś kiedyś określił jako „złożony z samych kieszeni”. Faktycznie, zarówno kamizelka, jak i spodnie miały ich mnóstwo. Nie bez powodu – nie raz okazało się, że jest jakiś „przydaś”, który oznaczał różnicę między życiem i śmiercią. A żeby pomieścić wszystkie „przydasie”, potrzebne było naprawdę wiele kieszeni.
Itsuruko, jak zresztą niemal każdy wojownik Szturmowych, bardzo szybko odkryła, że ma zupełnie inne pojęcie na temat rozmieszczenia i rozmiarów kieszeni niż producenci. Jedynym rozwiązaniem sytuacji było postąpienie zgodnie z tradycją i zaprzyjaźnienie się z igłą i nitką. Kosztowało ją to sporo czasu, nerwów i wysiłku, ale ostatecznie miała takie kieszenie, jak chciała, tam, gdzie ich potrzebowała. Dzięki temu nie musiała poświęcać cennego czasu na szukanie tej konkretnej. Nie raz i nie dwa okazało się to zbawienne dla jej przyjaciół.
Nie zmieniało to jednak faktu, że wolałaby nosić swój ulubiony, codzienny strój. Z ludzi których znała, jedynie Yoshiro nosił strój polowy również poza służbą. To jednak nie było teraz ważne.
Z jednej z niezliczonych kieszeni wyciągnęła plik kartek. Każda była rozmiaru wybuchowej notki i również była pokryta skomplikowanymi pieczęciami. Na tym jednak podobieństwa się kończyły, bowiem te kartki miały za zadanie tworzyć barierę ochronną.
Itsuruko uśmiechnęła się przelotnie na myśl o reakcji czcigodnych mędrców z Kapituły, gdyby zobaczyli te pieczęcie. Zapewne by się załamali na samą myśl, że ktoś może wykorzystywać równie „nieprecyzyjne” bariery. Cóż, dla niej to było więcej niż potrzeba, a dzięki tej „niedokładności” mogła wykorzystać jedną pieczęć do stworzenia kilkunastu różnych barier, a nawet przestroić istniejącą już barierę i nadać jej inne cechy.
Teraz przyczepiła do ubrania Kazekage cztery karteluszki i zaczęła zawiązywać pieczęcie. Nie miała złudzeń – na pewno nie uda jej się całkowicie oczyścić organizmu shinobi, ale przynajmniej zatrzyma postęp skażenia. W Krainach Cienia nie można było liczyć na więcej.
- Coś nie tak? – Usłyszała nad uchem.
Przelotnie uniosła wzrok, zarejestrowała obecność Iwashiego, który podszedł, po czym ponownie skupiła spojrzenie na swoim pacjencie. – Ostra reakcja na Skazę. Chyba jest nadwrażliwy – odparła, budząc do życia barierę.
Symbole na notkach zaczęły lśnić łagodnym, jadeitowo zielonym blaskiem, po czym szlaczki drobnego pisma rozprzestrzeniły się po całym ciele Gaary, spowijając go w sieć zielono lśniących łańcuszków. Twarz chłopaka wygładziła się, jakby ktoś zdjął mu z barków wielki ciężar.
- Na razie nic więcej nie zrobię. Ale trzeba będzie coś wymyślić – stwierdziła, wstając.
- Może zmieszać mu ten piach z jadeitowym pyłem? – Zasugerował Iwashi.
- Może. Zapytam brata. Z nas wszystkich zna się na jadeicie i Skazie najlepiej.
- Na twoim miejscu bym zaczekał – ostrzegł ją przyjaciel. – Był nieźle wkurzony, kiedy odchodziłem.
- Akihiro? – Nie było to pytanie.
- I Toguro – Iwashi skrzywił się, wymawiając imię smoka. – Ten kretyn prawie zaatakował Take.
- Słowo daję, nie wiem, który z nich jest większym socjopatą – westchnęła Itsuruko.
- Obaj dzierżą palmę pierwszeństwa. Na zmianę – stwierdził Iwashi z niechęcią, gdy powoli ruszyli w stronę toczącej się dyskusji – a może bardziej kłótni – między Stalowym Shinobi a Tsukai-sagasu.

- Po co ja w ogóle zawracam sobie głowę takimi zerami jak wy… – Akihiro potrząsnął głową. – Nie wchodźcie mi w drogę, durnie. Ścigam pewnego Maho-tsukai. Jak będziecie mi przeszkadzać, zginiecie – z tymi słowami odwrócił się i ruszył w stronę swojego smoka. Toguro posłał jeszcze jedno pogardliwe spojrzenie w stronę Take i również odwrócił się. Mniejszy smok wymruczał coś pod nosem, ale zbyt cicho, aby ktokolwiek mógł to usłyszeć, poza Miną. Dziewczyna z trudem powstrzymała się przed parsknięciem, kiedy usłyszała, jak Take wyraża swoje zdanie o jakości jaja, z którego wykluł się kolczasty smok.

Kiedy tylko Toguro i jego pasażer zniknęli za smugami oparów, cała grupa zebrała się razem, by zaplanować dalsze działania.
- Słowo daję, któregoś dnia nie wytrzymam i zrobię temu idiocie krzywdę. Taką małą krzywdę… – warknął Yoshiro. Choć na co dzień dorównywał opanowaniem Itsu, jedna rzecz była gwarantowaną metodą wkurzenia go – grożenie jego przyjaciołom.
- Lepiej nie próbuj. Mimo wszystko ten idiota jest Tsukai-sagasu. Formalnie rzecz biorąc, Nic mu nie możemy zrobić – mruknął ponuro Itsu.
Yoshiro posłał przyjacielowi spojrzenie, które wiele mówiło o jego zdaniu na temat formalności i rang.
- Tak czy owak – kontynuował Stalowy Shinobi – musimy się zastanowić co dalej. Siostra, chcę żebyś przyjrzała się uważnie wszystkim. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek został ranny, ale musimy się upewnić.
- Jasne – kiwnęła głową. – A przy okazji, czy ktoś mógłby rzucić okiem na Gaarę?
- Co mu jest? – Zainteresował się Itsu.
- Wygląda mi to na ostrą nadwrażliwość na Skazę.
- Niedobrze… Jak poważną?
- Wystarczająco – odparła ze skrzywieniem. – Ale to później. Na razie go osłoniłam.
- Dobrze. To załatwione, przechodzimy dalej… – Itsu zamyślił się. – Musimy zdobyć te informacje.
- Jakie informacje, sensei? – Naruto miał nadzieję, że tym razem nie zadał jakiegoś pytania, na które wszyscy inni znali odpowiedź. Miał szczęście.
- Wilki zostały wysłane, aby skontaktować się z pewnym handlarzem informacjami i odebrać od niego pakiet wiadomości, dotyczących kilku konkretnych osób. Teraz to zadanie spada na nas. Tak? – Najwyraźniej Itachi miał jakieś pytanie.
- Ile czasu to potrwa? Wiem, że mamy pewien margines, ale…
Itsu uśmiechnął się pod kapturem. Przynajmniej jedna osoba zwracała uwagę na ich ostrzeżenia. Dobrze.
- Nie powinno być problemów – odparł. – Mamy dwie możliwości. Albo handlarz informacjami nadal czeka w ustalonym miejscu, albo się zwinął. W tym drugim przypadku, mniej zresztą prawdopodobnym, po prostu odwiedzimy starego znajomego.
- A gdzie jest to „ustalone miejsce”? – Zainteresował się Suigetsu.
- W pobliskiej wiosce. Nie więcej niż trzy godziny drogi od miejsca, gdzie mieliśmy się spotkać z Wilkami – wyjaśnił Itsu. – Ale ruszymy dopiero po odpoczynku. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale za kilka godzin wstanie świt.
Dopiero po tych słowach Trzecioświatowcy zorientowali się, że faktycznie, minęło już sporo czasu. Wcześniej nie zwrócili na to uwagi – w Krainach Cienia wiecznie panował półmrok, który sprawiał, że nie dało się odróżnić dnia od nocy.
- Cóż, to byłoby na tyle. Rozbijamy obóz. Yoshiro, Kiba, Take, Akamaru – warta. Jeśli coś będzie się do nas podkradać, chcę o tym wiedzieć. Siostra, Mina – sprawdźcie stan pozostałych. Nikt chyba nie oberwał, ale macie się upewnić. Każde, nawet najdrobniejsze skaleczenie ma zostać zaopatrzone. Kachiko, sprawdź, co z tymi Cieniami. Iwashi, Itachi, spalcie za pomocą Amaterasu wszystkie zwłoki. Gaara, ty odpoczywasz. Reszta zajmuje się obozem.

Po upływie kilku godzin Itsu podszedł do Yoshiro. Młody Ryuumaru na punkt wartowniczy wybrał sobie wysoką skałę. Siedział teraz nieruchomo w cieniu, podobny do jednej z niezwykłych skalnych formacji, zastygłych w wiecznym bezruchu.
- Wszystko w porządku? – Zapytał Yoshiro, nie poruszając się. Jedynie pałające spojrzenie Ryuugana przeczesywało okolicę, wypatrując niebezpieczeństw.
- Na to wygląda. Poza Gaarą wszyscy są w całkiem niezłym stanie.
- Wymyśliliście co z nim zrobić?
- Nie – Itsu skrzywił się pod swoim kapturem. – Myśleliśmy o czymś w stylu dodania do tego piasku jadeitowego pyłu, ale…
- To nie pomoże – Yoshiro przerwał przyjacielowi. – Największym problemem jest to, że on instynktownie sięga po skażony piach z okolicy.
- Co możemy zrobić?
- Niewiele. Jak wrócimy, to pogadam ze Zbrojmistrzynią, ale nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Ale nie po to tu przyszedłeś, prawda?
- Owszem – Stalowy Shinobi skinął głową. – Wiesz, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, tamtego brokera nie będzie w uzgodnionym miejscu, prawda?
- Oczywiście. Mój miecz przeciwko włóczni bakemono, że drań miał coś wspólnego z ich śmiercią.
- A to oznacza, że po te informacje możemy zgłosić się tylko w jedno miejsce.
- Onigumo? – Ni to zapytał, ni to stwierdził Yoshiro.
- Onigumo – przyznał Itsu, kiwając w zamyśleniu głową. – A to oznacza, że musimy udać się do wioski.
- Chcesz, żebym was ubezpieczał? – Domyślił się Yoshiro.
- Nie tylko ty. Potrzebuję ubezpieczenia, ale silniejszego niż zwykle. Musisz wybrać dwie, może trzy osoby, które będą działać z tobą. Jakieś pomysły?
- Jak mamy was obstawiać? Bo od tego wiele zależy.
- Tak jak zwykle. Zrzut w warunkach bojowych.
Yoshiro zamyślił się. Ta metoda, mimo wielu zalet, miała sporą wadę – niewielu było ludzi, którzy dysponowali odpowiednimi umiejętnościami, niezbędnymi do przeżycia takiego zrzutu.
- Naruto i Hinata… Nie wiem czy jeszcze ktoś… Kogo weźmiesz ze sobą?
- Iwashiego i Suigetsu.
- W takim razie mogę wziąć ze sobą albo Lee, albo Itachiego. Ale raczej Itachiego – nie wiem, czy nawet chroniony mocą Rękawicy Lee wytrzymałby coś takiego.
- Czyli ty, Itachi, Naruto i Hinata… Dobrze. Przekażę im. Za jakąś godzinę zmieni cię Iwashi.
- W porządku. Idź się przespać.
- Już ty się o mnie nie martw, paniczyku – odparł Itsu, przypominając przyjacielowi dawne spory.
Yoshiro cicho parsknął śmiechem, nie spuszczając jednak wzroku z równin. Jemu również ostatnio przychodziły do głowy głównie wspomnienia.
Itsu wstał i skierował się w stronę obozu.

Kiedy Iwashi przyszedł, Yoshiro ruszył do obozu. Nie był to żaden wyszukany, umocniony posterunek. Ot, pięć namiotów, ognisko, kilka barier oraz olbrzymia ilość pułapek dookoła.. Take i Gamakichi bardzo się przydali – to oni przenosili namioty i tym podobny sprzęt. Na środku znajdowało się niewielkie ognisko, którego drwa były tak ułożone, że bardziej się żarzyły, niż płonęły. Dzięki temu nie było ani dymu, ani blasku, które mogłyby zaalarmować kogoś o ich obecności. Pilnowała go Itsuruko, pozdrawiając go gestem, kiedy podszedł bliżej.
Dookoła stały namioty: typowe, przeznaczone dla pięciu osób każdy. Jeden z nich był magazynem sprzętu, który w ciągu dnia nosiły chowańce, drugi, umiejscowiony w pewnym oddaleniu, przykrywał dół, robiący za latrynę. Trzy pozostałe były sypialniami. Dwa pozostawały zaciemnione, w trzecim najwyraźniej trwała ożywiona aktywność.
Kiedy zajrzał do środka, wszystko stało się jasne: grupa Trzecioświatowców z zainteresowaniem słuchała, jak Kachiko opowiada o Klanach – ich historii, tradycji, zwyczajach… Przystanął w półmroku i wsłuchał się w melodyjny głos narzeczonej.
Opowiadała o Skorpionach – obok Smoków, najbardziej tajemniczym Klanie ze wszystkich. Złożony głównie z Cieni, oraz garstki Oni, bardzo rzadko uczestniczyli w wydarzeniach Pierwszego Świata.
Starając się nie robić hałasu, Yoshiro opuścił klapę namiotu i wycofał się. Nie zamierzał przeszkadzać. Owszem, wypoczynek był ważny, szczególnie tutaj, ale z drugiej strony, wiedza była bezcenna. Możliwe, że kiedyś uratuje im życia.
Zastanowił się, co dalej. Mógł wślizgnąć się do namiotu i pójść spać, ale to rozwiązanie niezbyt go pociągało. Lubił spać pod niebem, nawet tutejszym. Czuł się wtedy lepiej, niż zamknięty w czterech ścianach.
Gdy tak rozmyślał, zauważył Take. Smok został zluzowany z posterunku wartowniczego wcześniej i teraz zwinął się w kłębek pod jedną z olbrzymich skał, jakich w okolicy było pełno. Łeb schował pod skrzyłem, a całe ciało owinął ogonem. Yoshiro uśmiechnął się pod nosem, ruszając w stronę gada.
W tej samej chwili wyczuł za sobą poruszenie. Nie usłyszał, ale właśnie wyczuł. Oznaczało to jedną z dwóch możliwości – albo ktoś z oddziału był w stanie podkraść się do niego, nie wydając dźwięku, albo coś było w stanie przedostać się przez bariery rodzeństwa Raizuki nikogo nie alarmując – czyli osiągnął poziom porównywalny z onigami. Pierwsza opcja była mało prawdopodobna, druga – chyba jeszcze bardziej.
Yoshiro powoli odwrócił się. Zgodnie z przewidywaniami, za nim nikogo nie było. W tej chwili dotarło do niego, co to może oznaczać – Cień. Jeżeli któryś z nich postanowił wstąpić na wojenną ścieżkę, to mieli poważny problem. Jeżeli doszłoby do walki, to mógłby tylko mieć nadzieję, że to jakiś niedoświadczony, młody zapaleniec – tylko taki bowiem dokonałby materializacji. Nie dysponował kryształową bronią dopasowaną do swojej chakry, nie znał technik z rodziny W Mroku Ukrycia, nie miał żadnych narzędzi do walki z Cieniem w swojej oryginalnej formie.
Z drugiej strony, takiego Cienia nie wykryłby za żadne skarby Światów.
Chwilę później poczuł znajomy ucisk z tyłu umysłu. Togashi czegoś chciał.
„O co chodzi?”
Mamy problem. Potrzebuję cię w Labiryncie.
Z wrażenia Yoshiro zamarł. Nigdy wcześniej nie zdarzało się, aby demon wzywał go do Labiryntów częściej, niż raz na rok. Góra dwa. Jedynie tuż przed tamtą bitwą… Bitwą o Bramę Piekieł. Jeżeli sprawy zaszły już tak daleko…
Jeszcze nie. Ale pewnie zajdą dalej.
„Jak ja kocham, kiedy robisz z siebie takiego wszystkowiedzącego Władcę Tajemnic.” Yoshiro pokręcił głową. „Daj mi chwilę, zaraz będę gotowy.”

Take wysunął głowę, gdy poczuł jakiś ruch. Yoshiro sadowił się w zagięciu jego szyi.
- A ty nie w namiocie? – Zapytał, bynajmniej nie zdziwiony.
- Nie. Przypilnuj mnie, muszę skoczyć do Labiryntów.
- Coś poważnego? – Take momentalnie się rozbudził.
- To wezwanie od Togashiego. Resztę sam możesz sobie dośpiewać.
- Po prostu super. Jasne, przypilnuję cię. Idź spać.
Yoshiro kiwnął głową i zamknął oczy.

Kiedy je otworzył, znajdował się w Labiryntach. Był tu więcej razy niż jakikolwiek inny człowiek. Nigdy jednak nie pozbył się uczucia, że nie powinno go tu być. Kiedy się rozejrzał, zdał sobie sprawę z tego, że trafił do tej części Labiryntu, której zawsze unikał. Jakoś nie potrafił pozbyć się wrażenia, że nawet ten wymiar poza Światami został w tym miejscu dotknięty Skazą.
- Cieszę się, że już jesteś – rozległ się znajomy głos.
Młody Ryuumaru powoli odwrócił się i spojrzał na smoczego demona w jego naturalnej postaci. Mimowolnie się wzdrygnął. W takich chwilach wyraźnie czuł, że nie ma do czynienia z istotą ludzką, tylko czymś innym. Intelektem równie odległym od jego własnego, jak Bijuu czy Youkai.
- Mogę wiedzieć, co tu robię? – Zapytał spokojnie.
- Potrzebujemy twojej oceny, człowieku – ten głos też znał. Z ciemnej wnęki wynurzył się Bayushi. Demon-skorpion również wyglądał na olbrzymią istotę, od której wziął nazwę jego Klan.
- Wszystko wskazuje na to, że cała ta wojna jest dziełem człowieka – dla odmiany, ten głos słyszał wcześniej tylko raz. Fu Leng, demon dotknięty przez Skazę.
Po prostu wspaniale. Człowiek? Yoshiro głośno wyraził swoje wątpliwości.
- Zgadzam się, że brzmi to mało prawdopodobnie. Ale nic nie wiadomo o żadnym Bijuu ani Youkai, który mógłby zebrać i poprowadzić tak liczne siły.
- Ale jaki demon wysłuchałby człowieka? – Yoshiro nie dawał za wygraną.
Fu Leng pokręcił głową. – To nie takie proste. Twory Drugiego nade wszystko cenią siłę. Jeżeli znalazł się człowiek, zdolny narzucić im swoją wolę, poszłyby za nim. Inna kwestia, że taki człowiek musiałby wytrzymać w Krainach Cienia wiele lat. Czy to w ogóle możliwe?
- Nie dzięki jadeitowi – Yoshiro pokręcił głową. – Ale są ludzie, którzy uodpornili się na Skazę. Nie wiem jak – zastrzegł – ale wiem, że są. Moja matka taka była. I moja siostra.
- Hitomi? – Togashi był wyraźnie zdziwiony.
Bayushi, dla odmiany, od razu zrozumiał. Nic dziwnego, był w końcu Skorpionem – wiedział o wszystkim, co warto wiedzieć. I o kilku innych kwestiach też.
- Chodzi mu o drugą siostrę. Tą, która zaginęła, zanim go poznałeś.
- Ach, tak, teraz pamiętam.
- Dokładnie – Yoshiro przytaknął. – Jeżeli to takie ważne, mogę po powrocie zdobyć listę wszystkich osób, u których wykryto odporność.
- To nie będzie konieczne – Bayushi potrząsnął głową. – Już taką mamy – oczywiście. Jeżeli gdzieś istniał jakiś sekret, Skorpiony go znały. – Chcemy, żebyś się z nią zapoznał i powiedział, kto, twoim zdaniem, byłby w stanie dokonać czegoś takiego.
Yoshiro nie posiadał się ze zdziwienia. – Ja?
- Togashi ci ufa. Jesteśmy skłonni zaryzykować i zawierzyć jego osądowi – Bayushi skinął głową.
Na tak postawioną sprawę Yoshiro nie miał co odpowiedzieć, więc po prostu zabrał się do pracy.

Itsu spojrzał na nieprzytomnego przyjaciela po raz kolejny. Miał ciężki orzech do zgryzienia. W innej sytuacji zapewne po prostu pozwoliłby Take ponieść go na grzbiecie… Ale tym razem potrzebował osłony. Zamierzali udać się w miejsce, gdzie ryzyko walki było zwyczajnie zbyt duże, aby mogli ryzykować wkroczenie tam bez obstawy. Oczywiście, istniała szansa, że broker będzie czekał na nich w umówionym miejscu… „Taaaa, jasne. A wojna skończy się, bo obie strony dostrzegą jej bezsens”, przemknęło mu przez głowę. Nie było sensu marzyć na jawie. Musiał podjąć decyzję – czy czekają tutaj, aż Yoshiro się ocknie, czy ryzykują i idą dalej.
Na szczęście, przyjaciel wybawił go z kłopotu, otwierając oczy.
- Uh… Nie cierpię tych wypraw do Labiryntu… – jęknął.
- Coś poważnego? – Itsu przekrzywił głowę. Yoshiro zaprzeczył.
- Chyba wszystko załatwiłem. Ale obawiam się, że mamy większe problemy, niż sądziliśmy – w kilku zwięzłych zdaniach wyjaśnił, czego się dowiedział.
Itsu zamyślił się. Jeżeli demony miały rację – a nie widział żadnego powodu, aby było inaczej – to Yoshiro miał rację, ich problemy były znacznie większe, niż sądzili.
W przeciwieństwie do tworów Pierwszego i Drugiego, ludzie, dzięki swojej wolnej woli, byli całkowicie nieprzewidywalni.
Demony, nawet tak zmienne jak O-ushi, mimo wszystko miały pewne wzorce zachowań, które można było zauważyć i rozpracować. Co prawda, dokonać tego często mógł jedynie prawdziwy geniusz (albo osoba potrafiąca zaglądać w Chaos, jak Iwashi), niemniej coś takiego było możliwe. Z kolei ludzie… Ludzie byli nieprzewidywalni. Przynajmniej jeśli chodziło o bardziej precyzyjne określenie ich działań.
To także wyjaśniałoby, dlaczego do tej pory nie udało się znaleźć żadnego wzoru w działaniach przeciwnika.
- Fantastycznie. Po prostu… – nie miał siły kończyć. Z miny Yoshiro wywnioskował, że przyjaciel czuje się podobnie. – Dobra. Zbieramy się.
Krótko potem, Szósty Szturmowy wyruszył.

- Nadal nie jestem pewien, czemu akurat my – przyznał Naruto, gdy Take mknął przez zasnute cuchnącymi oparami niebo.
- Specyfika zrzutu. To metoda, którą opracowaliśmy dość dawno temu – odparł Yoshiro, przeszukując wzrokiem ruiny widoczne w oddali.
Lecieli na smoku w piątkę – oprócz dwóch rozmówców, byli tam jeszcze Hinata, Iwashi i Itachi.
Naruto nie zamierzał jednak odpuścić. – To znaczy?
- Zrzut jest dokładnie tym, na co wskazuje nazwa. Take, podleć bliżej – poprosił Yoshiro, najwyraźniej zauważając coś ważnego. Gdy smok przechylił się i zaczął obniżać lot, Ryuugan kontynuował, jakby nie przerwał. – Chodzi o jak najszybsze wprowadzenie wojowników do walki. Z lecącego smoka.
- Czyli… zeskakiwanie? – Naruto miał niepewną minę.
- Nie – Yoshiro potrząsnął głową. Uzumaki odetchnął z ulgą, tylko po to, aby ponownie go wstrzymać, gdy usłyszał kolejne słowa młodego Ryuumaru. – Smok nas rzuca, z lotu nurkowego.
- A… ale…
- Rozumiem, że nie wybrałeś nas bez powodu – Itachi zamyślił się. Po chwili pokiwał głową. – Oczywiście. Moje Susanoo, oraz Opończa Chakry Kuramy, mam rację?
- Trafiłeś w dziesiątkę – Yoshiro skinął głową. – Dokładnie, chodzi o to, żeby wojownik samym lądowaniem wywołał efekt porównywalny z techniką trzeciej rangi. – Gdy zauważył zdziwione miny, uśmiechnął się lekko. – Wybaczcie. Zapominam, że nie jesteście przyzwyczajeni do naszej nomenklatury. To nasze wewnętrzne określenie. Stosując wasze rangi…
- Chyba go znaleźliśmy – przerwał Take.
Smok wylądował obok czegoś, co kiedyś było zapewne ciałem. Obecnie ciężko było powiedzieć cokolwiek więcej.
Piątka shinobi podeszła bliżej. Z bliska wyraźnie widać było, że istota nie była człowiekiem. I nie miała głowy. Znaleźli ją po chwili, nieopodal reszty.
Iwashi przykucnął i przyjrzał jej się bliżej.
- Bez dwóch zdań. Oberwał Czarną Duszą.
- Skąd ta pewność? – Zainteresował się Itachi. Słyszał tą nazwę kilkukrotnie, ale wiedział jedynie, że było to genjutsu. W dodatku określane jako „technika wyklęta”, cokolwiek by to miało znaczyć.
- Widzisz te krople krwi, spływające z zaciśniętych powiek? – Iwashi wyciągnął palec, wskazując dokładnie. Itachi przytaknął. Weteran kontynuował. – Nazywamy je Krwawymi Łzami. Ofiara Czarnej Duszy chce za wszelką cenę odciąć się od koszmarów, których doświadcza. Tak mocno zaciska powieki, że zaczynają krwawić.
Wstał i otrzepał ręce. – Nie ma wątpliwości, że wydusili z niego wszystko, co wiedział.
- Bardziej mnie ciekawi, jak się dowiedzieli – mruknął Yoshiro. – Nieważne. Zbieramy się. Itsu i pozostali czekają na nas.
Gdy smok wystartował i skierował się w stronę umówionego punktu zbiórki, Iwashi pokręcił głową.
- Nie podoba mi się to. Skoro ten handlarz nie żyje, to jaki jest nasz następny ruch? – Zapytał na tyle cicho, aby tylko Yoshiro mógł go usłyszeć.
- Onigumo.
- Tego się właśnie bałem – pokręcił głową. – Już dwa razy musieliśmy się stamtąd wyrywać siłą.
- Tym razem jest nas więcej. Co nie zmienia faktu, że wolałbym uniknąć starcia – stwierdził Yoshiro.
- Jak zawsze – zgodził się Iwashi.
Ryuugan przeszedł dalej na smoczy grzbiet, by dołączyć do trójki Trzecioświatowców. Iwashi wspiął się na smoczy łeb.
- Co tam, staruszku?
- Nic ciekawego.
Potępieniec pokiwał głową i wpatrzył się w ziemię mknącą pod nimi.
- Który miał w sobie krew i smoków, i ludzi, który miał moc, by mierzyć się ze słońcem… – zanucił po cichu.

Itsu pokiwał głową, wysłuchując raportu. Niestety, czy im się to podobało czy nie, musieli zaryzykować. Informacje, na których im zależało, były zwyczajnie zbyt ważne. Oznaczało to wejście w paszczę lwa.
Cóż, Szósty Szturmowy już wielokrotnie udowodnił, że tego typu zadania wykonuje najlepiej.
Przynajmniej tym razem mieli wsparcie. Itsu zadrżał na samo wspomnienie ostatniej walki, jaką stoczyli w tej przeklętej osadzie.
- Posłuchajcie mnie wszyscy! – Zawołał, skupiając na sobie uwagę. – Ruszamy spotkać się z pewnym… znajomym – Itsu skrzywił się. – Niestety, mieszka w wiosce, której mieszkańcy nie są do nas zbyt przyjaźnie nastawieni – niedopowiedzenie roku. O ile Itsu dobrze się orientował, nagrody za ich głowy wciąż były ważne. – Mamy nadzieję, że uda nam się uniknąć walki, ale trzeba zakładać, że do niej dojdzie. Do osady idę ja, Iwashi i Suigetsu. Yoshiro, razem z Itachim, Naruto, oraz Hinatą, są naszym wsparciem szybkiego reagowania. Reszta zostaje poza granicami wioski, ale na pierwszy znak kłopotów wkraczacie, starając się nas wydostać. Czy to jasne? – Wszyscy pokiwali głowami. – Doskonale. Ruszamy za trzy minuty.

Kiedy skończył, podszedł do niego Yoshiro. – Mamy problem – zaczął, bez wstępów.
- Kolejny? – Itsu nawet nie próbował policzyć, ile ich już mieli.
- Niestety. Hinata nadal nie może aktywować Byakugana.
- Noż po prostu… – Itsu pokręcił głową. – Masz jakiś pomysł, co się dzieje?
- Nie. I to mnie martwi – Yoshiro się skrzywił. – Na leczeniu meridian znam się lepiej niż ktokolwiek z naszego oddziału. Czegoś takiego nie widziałem.
- Można coś zrobić?
- Nie. A przynajmniej ani ja, ani Togashi, nie widzimy nic, co dałoby jakiekolwiek efekty – Ryuugan westchnął ciężko. – Czasami jest w stanie na chwilę go obudzić, ale okupuje to olbrzymim bólem. Nie ma szans, żeby w walce mogła z niego korzystać.
- Chcesz powiedzieć, że mamy u siebie absolutną mistrzynię precyzyjnej manipulacji chakrą, która nie widzi meridian? To właśnie chcesz mi powiedzieć?
- Mniej więcej.
Itsu skrył twarz w dłoniach. Za każdym razem, kiedy wydawało mu się, że ich sytuacja sięgnęła dnia, los łapał ochoczo za łopatę. Niech to wszystko szlag trafi, nawet jeśli zapomnieć gdzie są i jak poważna jest utrata każdego wojownika – a Hinata na razie nie była zdolna do walki – to młoda Hyuuga po prostu nie zasługiwała na taki los. Wszyscy w oddziale ją lubili. Itsu uniósł głowę i spojrzał przenikliwie na przyjaciela.
- Yoshiro, nie wiem jak, ale musisz wymyślić jakiś sposób na odblokowanie tego przeklętego Byakugana. Bez …– urwał, tknięty nagłym przeczuciem. – Czy u niej może się budzić Ginkugan? Albo Kinkugan, skoro już o tym mowa.
Tym razem to Yoshiro zamilkł. – Ciężko powiedzieć. Jeśli to faktycznie Srebrne lub Złote oczy, to trwa to podejrzanie długo. Ale… – tym razem to on urwał, gdy do głowy wpadła mu pewna myśl. – Jeżeli to efekt uboczny operacji… Chyba mam pewien pomysł. Problem polega na tym, że jeśli coś pójdzie nie tak, to dziewczyna straci przytomność. Na długo.
- Czy jest w stanie walczyć bez Byakugana?
- Hmmm… Zadajesz trudne pytanie… – Yoshiro zastanowił się przed udzieleniem odpowiedzi. – Teoretycznie tak. Jeżeli współpracuje z Kuramą, to wykorzystując swoją precyzyjną kontrolę chakry, jest w stanie ukierunkować jego energię w sposób, o jakim lis może co najwyżej pomarzyć. Problemem…
- …mogą być Pożeracze – dokończył Itsu, domyślając się, co ma na myśli przyjaciel. – Nie mamy wyjścia. Spróbuj swojego pomysłu. Idziemy do legowiska demonów.
- Tylko po to, by jeden demon pomógł nam zwalczyć bandę innych demonów.
- Fakt. Jak to mawiają, wróg mojego wroga…
- Onigumo? Czyimkolwiek wrogiem? On najchętniej przedłużałby każdy konflikt, żeby sprzedawać informacje obu stronom. Cholerny pająk.
- Niezależnie od tego, jest najlepszym źródłem informacji. I nie ma nic przeciwko robieniu z nami interesów – stwierdził Itsu. – Co nie zmienia faktu, że najchętniej sam bym go udusił. Przeklęta, dwulicowa gnida.
Podsumowując w ten sposób przyszłego partnera biznesowego, Itsu zakończył rozmowę. Szósty Szturmowy wyruszał, by stawić czoła kolejnemu wyzwaniu.
Praca własna Komentarzy: 8 19 Październik 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Mer: czy jak powiem, że możesz czuć się zaproszona, to potraktujesz to jako wyzwanie? Bo jeśli tak, to właśnie to mówię. Albo piszę. Nieważne.
    Co do zagryzienia mnie... Mercia, odpuść. Nawet pomijając kwestie w stylu "nie chcę, żebyście padli od całej tej mieszanki jadu, złośliwości i szaleństwa, kłębiącego się we mnie", to zwyczajnie złego licho nie ruszy, więc nie mam się czego obawiać :D
    A jeśli chodzi o robotę... Od półtora tygodnia staram się nadać temu #$&%$*#@%$&%*#!$%$*^@%^%&#%$^%$#^@$#^&$#&%@$%@#&$# rozdziałowi taki kształt i formę, żeby dało się go przeczytać i zrozumieć bez całej tej wiedzy, którą mam w głowie, a wam jeszcze nie podałem. Na razie efekty są średnie, ale chyba wpadłem wreszcie na właściwy trop. Nie chcę nic obiecywać w kwestii terminu - wolę podejście Blizzarda (damy, jak będzie gotowe), od podejścia Obsidiana (wyrobimy się w terminie, choćbyśmy mieli dostarczyć produkt w stanie pół-surowym). Mam nadzieję, że rozumiesz.
    A właśnie, kiedy można się spodziewać Twojego kolejnego opowiadania? Bo mnie popędzasz, a sama to co? :P

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mer
    Mer

    @Gomeroth; Twoja ulubiona fanka, dziękuję za komplement, Ci grozi, bo stworzyłeś tak znamienite dzieło, że jak się z niego wycofasz, to wszyscy Twoi Czytelnicy Cię zagryzą na śmierć (tak jak planowane jest zagryzienie Kishimota albo tak jak skończył Popiel:D).
    A poza tym, pomimo tego, że mieszkasz na wsi, gdzie rzekomo nie da się trafić, pamiętaj: teraz to już nie jest TYLKO TWOJE opowiadanie; "Wojna Trzech Światów" stała się częścią nas, więc jeśli postanowisz ją zakończysz, zrobisz sobie z nas wrogów, a wtedy, bez względu na to, gdzie mieszkasz, z n a j d ę C i ę. Remember:)
    A więc skończ chandrować i sio, do roboty:)

    "Ci którzy zeszli z drogi sprawiedliwości, nie mają odwagi, jednak pod skrzydłami silnego lidera, tchórzostwo nie ma prawa przetrwać." Senju Hashirama
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Mer: no ładnie... Tydzień nie mam dostępu do internetu, wchodzę zobaczyć, co się działo, a tu takie rzeczy... Moja ulubiona fanka mi grozi.
    Nie no, chwila, moment... Biorąc pod uwagę, że mieszkam na wsi, gdzie nie da się trafić bez wsparcia mieszkańców... Jedyne, co mogłoby wyniknąć z takiego "znajdowania", to zmarnowanie przez Ciebie duuuużych ilości czasu. Więc lepiej odpuść sobie dziwne pomysły :D

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mer
    Mer

    @Gomeroth; ani mi się waż! Jeśli "rzucisz pisanie w diabły", znajdę Cię, obojętnie gdzie będziesz, nie znasz dnia ani godziny, i zmuszę Cię do kontynuowania.:) Muahahahaha!:D Więc nie przerywaj, bo chociaż nazwałeś mnie "Czułą", potrafię być nieznośna i jeśli mnie zdenerwujesz faktem, że zrywasz ze swoją twórczością, wejdę Ci za skórę i mnie popamiętasz:)
    Muahahahaha:)
    Twoja najzagorzalsza fanka:) Muahahahah:D

    "Ci którzy zeszli z drogi sprawiedliwości, nie mają odwagi, jednak pod skrzydłami silnego lidera, tchórzostwo nie ma prawa przetrwać." Senju Hashirama
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @cwiczwolno: dzięki. Tego mi właśnie było trzeba. Miałem ostatnio tak paskudną chandrę, że przez chwilę rozważałem rzucenie pisania w diabły. Ale widzę, że inni czekają, więc za najwyżej dwa dni nowy rozdział trafi do korekty.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • cwiczwolno
    cwiczwolno

    Zarywam już kolejną noc czytając ten fanfick (a zaczęłam 4-5 dni temu od 1. rozdziału). Jestem zachwycona, niezmiernie, ogromnie. Cała historia z każdym rozdziałem wciąga mnie coraz bardziej.

    Za każdym razem, kiedy wydawało mu się, że ich sytuacja sięgnęła dna, los łapał ochoczo za łopatę.

    Powaliło mnie to zdanie :D
    Dziękuję @Gomeroth ! Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
  • Gomeroth
    Gomeroth

    Zabawne... Dwa tygodnie odpoczynku od internetu okazały się równie przyjemne co powrót. Ale teraz najważniejsze to naprawić błędy i wracać do pisania.
    @Mer: już drugi raz łapiesz mnie na tym samym błędzie. Oczywiście, w drugim wypadku chodziło mi o Itsu. Już poprawiłem, dzięki za zwrócenie mojej uwagi.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mer
    Mer

    Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył ten rozdział, w szczególności przedstawienie reakcji Gaary na Skazę, jak najbardziej dopracowane jeśli chodzi o przyczyna-skutek i wszechstronnie rozwinięte:) Reszty nie ma co komentować, bo bym się tylko powtórzyła:D
    Nie ogarniam tylko jednej rzeczy - jeśli chodzi właśnie o tę reakcję Gaary na Skazę, najpierw Iwashi pyta się Itsuruko, w jaki sposób jej pomóc, wiedząc co mu dolega, a potem przy wszystkich zapytuje co jest Gaarze:

    Przelotnie uniosła wzrok, zarejestrowała obecność Iwashiego, który podszedł, po czym ponownie skupiła spojrzenie na swoim pacjencie. – Ostra reakcja na Skazę. Chyba jest nadwrażliwy – odparła, budząc do życia barierę. [...]- Może zmieszać mu ten piach z jadeitowym pyłem? – Zasugerował Iwashi.

    Jasne – kiwnęła głową. – A przy okazji, czy ktoś mógłby rzucić okiem na Gaarę?
    - Co mu jest? – Zainteresował się Iwashi.
    - Wygląda mi to na ostrą nadwrażliwość na Skazę.
    - Niedobrze… Jak poważną?
    - Wystarczająco – odparła ze skrzywieniem. – Ale to później. Na razie go osłoniłam.

    Na mój gust jedna wypowiedź kłóci się z drugą.
    Poza tym, czekam na ciąg dalszy:)
    "Ci którzy zeszli z drogi sprawiedliwości, nie mają odwagi, jednak pod skrzydłami silnego lidera, tchórzostwo nie ma prawa przetrwać." Senju Hashirama