Wojna Trzech Światów - Rozdział 19

Przyjacielska wizyta
Osada nie wyglądała nadzwyczajnie. Ot, kilkanaście budynków, rozrzuconych dość chaotycznie wokół czegoś, co było chyba tutejszym odpowiednikiem drogi.
- To tutaj? – zapytał Naruto, wpatrując się w pokraczne bryły domostw.
- Owszem – Yoshiro przytaknął. – Nic niezwykłego, prawda? – zapytał, domyślając się, co miał na myśli Naruto. – Wiem, to wygląda zbyt… zwyczajnie, prawda?
- Właśnie – Naruto pokiwał głową. – Sam nie wiem, spodziewałem się czegoś innego.
- Nie ty jeden – Ryuumaru zachichotał. – Sam tak miałem. Myślałem, że demony Drugiego muszą mieszkać w jakichś fortecach, zbudowanych z ludzkich kości, otoczonych fosami pełnymi kwasu i tak dalej…
- Właśnie – Naruto przytaknął. Też miał takie oczekiwania. Tymczasem to, co zobaczył, było od tych wyobrażeń bardzo dalekie.

Smok mknął nad zabudowaniami, które na pierwszy rzut oka mogłyby stanowić część dowolnej ludzkiej osady – mocno zaniedbanej, zbudowanej ze spaczonych materiałów z Krain Cienia, ale jednak dość… normalne.
Take odwrócił głowę i spojrzał na swoich pasażerów.
- Za chwilę wejdą do osady – zawołał, przekrzykując wycie wiatru.
Yoshiro kiwnął głową, dając znać, że zrozumiał.
- Dziwne, że tamci wciąż nie zareagowali na pojawienie się na niebie smoka – stwierdził w zadumie Itachi.
- Niezbyt – Yoshiro potrząsnął głową. – Ta osada, podobnie jak kilka innych w okolicy, to swoista „ziemia niczyja”. Choć należy do Krain Cienia, czasami zapuszczają się tu wojownicy Cesarstwa – my, Wilki, Kraby… Niewielu. To nasi wrogowie, ale mimo to, czasami mamy wspólne interesy. A żaden myślący człowiek – czy Oni, skoro już o tym mówimy – nie zapuści się do leża demonów bez wsparcia.

Sporo niżej, przy bramie do wioski, Itsu wraz ze swoją obstawą, dyskutował ze strażnikiem.
- Nie, przyszliśmy tu spotkać się z Onigumo. Nie obchodzi mnie cała reszta.
Strażnik po raz kolejny obrzucił go spojrzeniem pełnym wyższości i odpowiedział głosem ociekającym wręcz pogardą:
- Słyszeliśmy, że wy, pierwszoświatowcy, podobno współpracujecie z Hordą. Mało mnie to obchodzi. Tu nie jesteście mile widziani.
Itsu wziął głęboki wdech, żeby się uspokoić. Pomyślał, czy kilka więcej nie przyniosłoby pożądanego efektu, ale doszedł do wniosku, że im mniej wciągnie w płuca tych toksycznych oparów, tym lepiej. Niemniej, nadal był zły. Zaczynał dochodzić do wniosku, że wartownicy byli wybierani ze względu na tępotę. Właśnie miał zacząć tłumaczyć temu idiocie po raz kolejny, gdy Suigetsu postanowił zaprezentować swoje niezadowolenie z przeciągających się negocjacji.
- Sensei, do nich wyraźnie nie dociera. Może ja spróbuję?
- A proszę cię bardzo – zamaskowany shinobi ustąpił miejsca wodnikowi.
- Moi drodzy – zaczął Suigetsu z szerokim uśmiechem, którego nie powstydziłby się żarłacz biały na widok ofiary. – To – machnął trzymanym w lewej ręce Denzenem – jest Rozdzielacz. Jak imię wskazuje, doskonale nadaje się do rozdzielania najróżniejszych części ciała od tułowia. To zaś – dodał, opierając na barku Kubikirihocho – jest Dekapitator. Do czego służy, powinniście być w stanie się domyślić samodzielnie. Nawet wy.
Itsu uśmiechnął się krzywo pod swoim kapturem. Wyglądało na to, że decyzja, aby przyprowadzić go tutaj była słuszna. Chłopak instynktownie osiągał i utrzymywał ten specyficzny poziom uwielbienia dla zbędnej przemocy, na którym operowała większość demonów z Drugiego Świata. Najwyraźniej pasował tu doskonale. Inna rzecz, że nie miał jeszcze tego wyczucia, którym dysponowali weterani. Ale akurat ten problem można było nadrobić bez większych problemów.
- Możecie albo nas przepuścić, albo nie będę ograniczał młodego – warknął, odpowiednio dobierając ton i barwę głosu, aby nasycić wypowiedź maksymalną dawką groźby. Nauka tej sztuczki zajęła mu wiele lat, ale było warto – jedynie najpotężniejsze spośród Bijuu i Youkai nie odczułyby ukłucia strachu.
Wartownikom daleko było do którejkolwiek z tych kategorii. Wymienili spojrzenia, w których strach był dość dobrze widoczny, nawet pomimo ich oczywistych prób ukrycia go. Po krótkiej chwili, z wyraźną niechęcią, rozstąpili się, odsłaniając przejście.

W pierwszej chwili Suigetsu kusiło, żeby rzucić na odchodne jakąś drwinę, ale dostrzegł ostrzegawcze spojrzenie Iwashiego. Zrozumiał. Tutaj przeciągnięcie struny mogłoby skończyć się naprawdę źle.

Yoshiro odetchnął z ulgą, widząc jak przyjaciele przechodzą przez bramę. Teraz musieli tylko czekać. I mieć nadzieję, że nie będą musieli interweniować.

„Weszli”.
Itsuruko odetchnęła z ulgą, słysząc przekaz od Yoshiro. Siedziała ze skrzyżowanymi nogami, koncentrując się na podtrzymaniu bitwowięzi pomiędzy nią i Yoshiro.
- Pierwsza faza za nami, czekamy na ciąg dalszy – poinformowała stojących dookoła towarzyszy.
Odpowiedziało jej zbiorowe westchnienie ulgi. Wszyscy dobrze wiedzieli, że w tego typu operacjach dwa najważniejsze momenty, to wejście i wyjście. Ryzyko komplikacji było wówczas wielokrotnie wyższe niż podczas całej reszty misji razem wziętej.
- Co teraz? – zapytał Gaara. Wciąż wyglądał bardzo źle, ale przynajmniej był w stanie stać o własnych siłach.
- Czekamy – odparła Kachiko. – Jeśli dopisze nam szczęście, wrócą bez problemów. Jeśli nie, będziemy musieli ich odbić.

Itsu powoli zanurzył się w mroczne wnętrze gospody. Pierwszy raz od dawna jego strój nie powodował, że wyróżniał się z tłumu. Nic dziwnego – w takich miejscach prywatność była ceniona. Nikogo nie interesowało kim są inni obecni, przynajmniej dopóty, dopóki nowoprzybyli stosowali się do tej niepisanej zasady – mogłeś być kimkolwiek, dopóki nie przeszkadzałeś innym. Jeśli popełniłeś ten błąd, wszyscy bywalcy, niezależnie od dzielących ich różnic, solidarnie cię usuwali.
Oczywiście, od tej reguły bywały wyjątki – na przykład wysoko nagroda za czyjąś głowę. Gdyby odkryto tożsamość Itsu lub Iwashiego, żaden z obecnych nie omieszkałby przetestować swojego szczęścia i spróbować zgarnąć małą fortunę, którą wyznaczono za wojowników z Szóstego Szturmowego.
- Kaptur cały czas na głowie – przypomniał raz jeszcze Suigetsu, po czym powolnym krokiem ruszył w głąb.

Iwashi nawet nie tracił czasu na rozglądanie się. Jego zmysły, wyczulone do granic możliwości, zarejestrowały już rozkład pomieszczeń i położenie wszystkich sześćdziesięciu trzech istot wewnątrz.
Yoshiro nazywał to „zmysłem walki” i był w tym znacznie lepszy – potrafił podczas nawet najbardziej zażartego starcia przez cały czas kontrolować położenie zarówno wrogów jak i sojuszników, samemu nie przestając walczyć.
Ta umiejętność intuicyjnego rozeznawania się w nawet najbardziej złożonych sytuacjach była tym, co odróżniało liniowych weteranów (szczególnie z Oddziałów Szturmowych i Specjalnych), od ludzi którzy nigdy nie walczyli.

To właśnie dzięki niej Iwashi od razu zorientował się, że w razie kłopotów będzie bardzo ciężko. Jak zresztą niemal każdy budynek wznoszony na Pograniczu – jak nazywali ten obszar mieszkańcy Krain Cienia – tawerna była miniaturową fortecą. Budynek był wkopany w ziemię, tak że z zewnątrz przypominał raczej niewielki kopiec.
Pomieszczenia były podzielone na trzy poziomy, połączone jedynie wąskimi, krętymi schodami. Wszystko to w celu utrudnienia ataku… lub ucieczki.

Większość gości przybytku stanowiły pomniejsze Pomioty – jak w gwarze Szturmowych nazywano twory Drugiego. Sporo Gaki, kilka Bakemono, pojedyncze Kappa i Kenku… A na domieszkę dwóch czy trzech Youkai.
Oczywiście, nie mogło zabraknąć Renegatów. Iwashi wyczuwał czterech.
Paradoksalnie, to właśnie obecność ludzi, na których tak wiele polowali, była ich największą szansą. Ponieważ Renegaci współpracowali z Pomiotami, demony zazwyczaj nie poświęcały zbyt wielkiej uwagi zakapturzonym ludziom w płaszczach.
No i Onigumo – jeden z Hengoyokai, Zmiennokształtnych. Jak zwykle siedział w położonym najniżej pomieszczeniu, co oznaczało, że trójka shinobi musi przejść przez całą tawernę.

- Któregoś dnia spotkam się z gościem, który projektował to miejsce, a on stanie się uboższy o kilka kończyn – mruknął pod nosem Itsu, gdy przechodzili przez kolejne pomieszczenia.
- Pożyczę ci Denzena, sensei – stwierdził Suigetsu, uchylając się, aby uniknąć wpadnięcia na jednego z gości.
- A może by tak zająć się Onigumo, który wybrał sobie taką miejscówkę? – Zasugerował Iwashi.
- Na razie jest nam potrzebny – westchnął Stalowy Shinobi. – Co gorsza, jest tego świadom.
- Na razie – mruknął Iwashi. Zabrzmiało to, jakby się pocieszał.

- Sensei, jak długo jeszcze mam to nosić?
Yoshiro drgnął, gdy głos Hinaty przerwał mu rozmyślania.
Odwrócił się i spojrzał na dziewczynę. Prawe oko zasłaniały bandaże, mocujące specjalne formuły. Ponieważ Yoshiro obawiał się, że cały proces potrwa zbyt długo, zdecydował się zająć tylko jednym okiem, żeby w razie czego Hinata widziała, choćby i mniej niż zwykle.
To właśnie sugestia Itsu podsunęła mu rozwiązanie. Ginkugan, czyli Srebrne Oczy, były dla Byakugana tym, czym Kalejdoskop dla Sharingana – wyższą, bardziej zaawansowaną formą.
Problem polegał na tym, że do aktywacji takich oczu konieczne było zaistnienie całego szeregu bardzo złożonych warunków. W efekcie, Srebrne Oczy pozostawały jednym z bardziej tajemniczych doujutsu – o ile ich „siostrzana” technika, czyli Kinkugan, była dość dobrze opisana w archiwach Kapituły, to o Ginkuganie wiedziano tyle, co nic.
Tak się składało, że kiedy Yoshiro starał się dowiedzieć czegoś więcej o procesie, w wyniku którego aktywował się jego Ryuugan, trafił na pewne wzmianki o Ginkuganie. Ponieważ zawsze interesowały go rzadkie techniki, przeczytał wszystko, co tylko był w stanie znaleźć na ten temat. Nie było tego dużo, ale zdołał się dowiedzieć kilku intrygujących rzeczy. Jedna z nich mogła okazać się rozwiązaniem problemów Hinaty z Byakuganem.
Z tego, co Yoshiro się orientował, proces aktywacji Ginkugana zaczął się, gdy dziewczyna została trafiona Zarodnikiem Chakralnej Zgnilizny. W wyniku całej serii procesów, które później zaszły, obecnie meridiany w oczach młodej członkini rodu Hyuuga były bardzo zwężone, co powodowało poważne komplikacje w przepływie chakry.
Jeżeli Yoshiro miał rację – a nie było żadnych podstaw, by sądzić, że jest inaczej – to formuły, przyczepione do bandaża, powinny ponownie rozszerzyć meridiany i umożliwić normalny przepływ chakry.
Jedyny problem polegał na tym, że nikt nie miał najmniejszego pojęcia ile czasu może to potrwać.
- Ciężko powiedzieć, Hinata – odparł zgodnie z prawdą. – Czujesz jakąś zmianę? – Zapytał z powątpiewaniem w głosie.
- Szczerze mówiąc, niezbyt – odparła dziewczyna. – Ale, z drugiej strony, nie czułam się też jakoś niezwykle, zanim nie spróbowałam aktywować Byakugana po tamtym zabiegu.
- Racja – Yoshiro skinął głową. – Poczekaj, zobaczę. Teraz przynajmniej wiem, czego szukać – dodał z krzywym uśmiechem. Wciąż nie mógł uwierzyć, że wcześniej przegapił coś tak oczywistego.
Skoncentrował spojrzenie Ryuugana na Hinacie. W przeciwieństwie do jej Kekkei Genkai, Smocze Oczy potrzebowały chwili, aby „wyłuskać” jej system meridianowy. Jednak gdy to nastąpiło, Yoshiro mógł z zadowoleniem poinformować pacjentkę, że najwyraźniej terapia poskutkowała.
Hinata momentalnie się rozpromieniła. Co prawda, mogła aktywować Byakugana tylko w jednym oku, nie zmieniało to jednak w niczym ostatecznego efektu.
Dziewczyna wstała i przeszła ostrożnie na grzbiet smoka, aby dołączyć do Naruto i Itachiego. Yoshiro ponownie usiadł na smoczym łbie i wpatrzył się w przestrzeń.

Po długim lawirowaniu, trójka shinobi wreszcie dotarła do celu: niewielkiego pokoju, z wejściem przesłoniętym zasłoną z koralików. W środku czekał Onigumo.
- Co, jeśli go nie będzie? – zapytał Suigetsu. Ręce zaczęły go świerzbić na widok dwóch wartowników strzegących wejścia. Może zresztą nie tyle wartowników, co mieczy, które trzymali – nawet Dekapitator wydawał się przy nich mały.
- Będzie – odpowiedział spokojnie Itsu. – O ile wiem, od jakichś dwudziestu lat nie opuszcza tego pomieszczenia. Suigetsu, zostajesz tutaj. Iwashi, za mną.
Odgarnął na bok koraliki i wszedł do leża Onigumo.
Handlarz informacjami nie wyglądał okazale. Wręcz przeciwnie – przypominał nadęty balon, do którego ktoś podoczepiał w losowych miejscach odnóża i niewielką głowę. Jedynie oczy nie pasowały do reszty – świdrujące i przeszywające wszystko, świadczyły o przebiegłości i inteligencji.
- Ach, czyż to nie mój, hmmm… przyjaciel Itsu z Klanu Smoka? Wejdź, hmmm… proszę, rozgość się! – zawołał głębokim, dudniącym głosem. – Siadajcie, proszę – dodał, machnięciem patykowatej kończyny wskazując siedziska pod ścianą. – Cóż takiego mogę dla was zrobić?
- Potrzebujemy informacji – wyjaśnił Itsu. Wyszukane, prowadzące do nikąd przemowy nigdy nie były jego mocną stroną.
- Aaaaach, informacje. Tak, tak, informacje, hmmm… Taaaaak, ale skąd przyszło wam, hmmm… do głowy, że ktoś taki, hmmm… jak ja, może coś wiedzieć?
- Och, uznałem, że może obiło ci się coś o uszy – wtrącił się Iwashi. Oczy pająkopodobnego Hengoyokai rozszerzyły się, gdy rozpoznał głos zakapturzonej postaci. Potępieniec wyciągnął zza pazuchy garść monet. – Przy okazji, nie było nas tutaj. Z tego co wiesz, mnie nigdzie nie ma.
Onigumo pokiwał głową.
– Hmmm… Tak, tak, nie było cię tu. Słyszałem co prawda pewne, hmmm… pogłoski, ale nic pewnego. Taaak, hmmm… co chcecie wiedzieć? – zapytał, zgrabnie chowając monety do sakiewki.

Uwagę Yoshiro przykuło poruszenie na granicy osady. Gdy skoncentrował wzrok, zdołał rozpoznać niektóre postacie.
- Och, na potępione legiony Drugiego – zaklął, a w jego głosie była jedynie rozpacz.

„Krwawa Horda”.
Te dwa słowa, przesłane przez Yoshiro, wystarczyły, aby załamać Itsuruko całkowicie. Nie zdołała powstrzymać zbolałego jęku.
- Co się stało? – zapytała Kachiko, wyraźnie zaniepokojona.
- W okolicy pojawiła się Krwawa Horda – wyszeptała zbielałymi wargami medyczka.
- A co to za jedni? – zapytał zdezorientowany Kankuro. Nazwa nic mu nie mówiła, ale jeśli weterani zareagowali w ten sposób…
- Najemnicy. Bardzo groźni – odparła zmartwionym głosem Kachiko. – Ścieraliśmy się z nimi kilka razy. Bądźcie gotowi wyruszyć w każdej chwili.
Kiba, od dłuższego czasu przyglądający się Akamaru z niepokojem, odwrócił się do reszty grupy.
- Coś tu nie gra. Wyczuwamy z Akamaru dwie bardzo silne chakry, ale są jakieś… dziwne. Jakby kilka różnych się wymieszało.
- To pewnie Youkai. Są chakrożercami – stwierdziła Kachiko. Widząc pytające spojrzenie Kiby, wyjaśniła. – Youkai są jednymi ze starszych tworów Drugiego. W przeciwieństwie do większości istot, mają niemal nieograniczone możliwości rozwoju – potrafią zwiększać swoją siłę poprzez pożeranie chakry. Im potężniejszą zdołają zeżreć, tym silniejsze się staną.
- W efekcie istnieją youkai, które potrafią nawiązać równorzędną walkę z Bijuu – dodała Itsuruko. – Ponoć są nawet takie, które mogłyby walczyć jak równy z równym z Onigami. Na szczęście, większość z nich jest raptem dwa, góra trzy razy silniejsza od człowieka.
- Tylko? – zapytał z przekąsem Kankuro. Nie wyglądał na zachwyconego.
- Tak, tylko. Niestety, nie sądzę, aby tutaj, w strefie przygranicznej znalazły się takie słabeusze – Kachiko była poważnie zmartwiona. Spojrzała na przyjaciółkę. – Co mówił Yoshiro?
- Że tam są. Nie wiadomo, czy zdają sobie sprawę z naszej obecności, ale i tak powinniśmy być gotowi do natychmiastowej interwencji.
Kachiko, wcale nie pocieszona, pokiwała głową.

Yoshiro zakończył tłumaczenie swojej grupie o co chodzi. Nie wyglądali na wniebowziętych, ale z drugiej strony, co musiał im przyznać, nie byli też załamani.
- Czy to zmienia nasze plany? – zapytał spokojnie Itachi.
- Trochę. – przyznał Ryuumaru. – Jeżeli dojdzie do walk, wy działacie według planu, a ja odcinam drogę Hordzie.
- Sam? Sensei, nie dasz rady, ten teges! – Wykrzyknął Naruto.
W odpowiedzi Yoshiro jedynie się uśmiechnął.
– Naruto, jeszcze nie widziałeś wszystkiego co potrafię. Możesz mi wierzyć, że mam w rękawie kilka sztuczek. A na razie przygotujcie się. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z pierwotnym planem i uda nam się uniknąć starć, ale cóż… Żaden plan nie wytrzymał jeszcze konfrontacji z rzeczywistością.

Iwashi skrzywił się pod kapturem, gdy odebrał przekaz od Itsuruko. Obecność Krwawej Hordy poważnie komplikowała sytuację. Najemników i Szósty Szturmowy dzieliła długa, krwawa historia.
Spojrzał na Itsu, wciąż negocjującego z Onigumo. Cóż, na razie jedyne, co mogli zrobić, to siedzieć cicho i mieć nadzieję, że uda im się wyjść tak jak przyszli.

Jak można było podejrzewać, nie udało się.

Kiedy trójka shinobi wychodziła z karczmy, wpadli na sensora, z którym Szósty Szturmowy już kiedyś się spotkał. Co gorsza, ten konkretny sensor niezbyt ich lubił.

Yoshiro zmełł w zębach przekleństwo, gdy zorientował się w sytuacji. Wrzask, który podniósł ten cholerny knypek, zaalarmował Hordę.
- Take, wchodzimy! Na ostro! – wrzasnął, sięgając po chakrę Togashiego. Momentalnie spowił go kokon zielonej energii.
Smok przechylił się i zaczął nurkować.

- Ruchy, ekipa! Kłopoty! – zawołała Itsuruko, zrywając się z klęczek.
Cała reszta momentalnie zareagowała, ruszając w stronę wioski.

- No i plan szlag trafił – stwierdził Suigetsu, patrząc na zmierzającą w ich stronę grupę demonów.
- Żaden plan nie wytrzymuje konfrontacji z wrogiem. I dlatego to my jesteśmy wrogiem – stwierdził filozoficznie Iwashi, otaczając się Susanoo. – Szykuj się, młody.
- Hej, podoba mi się miecz tego osiłka! – zawołał młody Houzuki, przyglądając się z uwagą broni jednego z najemników.
- Jak go zatłuczesz, to możesz sobie wziąć – stwierdził Itsu, kręcąc głową, aby rozluźnić mięśnie szyi.
- Poważnie, sensei? Fajowo! – Suigetsu wyszczerzył się radośnie, sięgając po Kubikirihocho. – Zaczyna mi się tu podobać.
- Socjopata – parsknął Iwashi, przyglądając się zbliżającemu tłumowi. Następnie uniósł spojrzenie i uśmiechnął się krzywo. – Widziałem anioły, co spadały z oślepiających wysokości, lecz w tobie samym nie ma nic z ich niebiańskości… – zanucił, wpatrując się w niebo.

- Uduszę cwaniaczka – mruknął rozbawiony Yoshiro, gdy poprzez bitwowięź dotarła do niego przyśpiewka Iwashiego.
- Przecież to uwielbiasz – stwierdził Take, biorąc zamach.
- Dobrze wiesz, że uwielbiam głupoty, takie jak taaaaaaaa – odpowiedź Yoshiro rozmyła się, gdy smok cisnął młodego Ryuumaru w kierunku grupy demonów.

Gdy Yoshiro mknął przez gęste, cuchnące powietrze, nabierając coraz większej prędkości, otaczająca go chakra zaczęła gęstnieć i zestalać się. W efekcie, w ziemię uderzył nie człowiek, ale miniaturka smoczego demona. Uderzyła z olbrzymią siłą – nie dość, że lecąc Yoshiro rozpędził się, to jego obecna forma warzyła ponad cztery tony. Siła zderzenia wystarczyła, aby wybić spory krater i rozrzucić demony po okolicy.
Już w chwilę po wylądowaniu, Yoshiro rozproszył powłokę chakry. Jego styl walki opierał się na szybkości i zwinności, nie na sile. Na całe szczęście Togashi zapewniał mu wystarczające zapasy chakry, aby mógł otoczyć się Pancerzem Tysiąca Nawałnic. W połączeniu z jego Ryuuganem, dawało mu to niezrównaną prędkość. Itsu był jedynym człowiekiem, który mógł za nim nadążyć, gdy walczył w tym stanie.
Chwilę później poczuł trzy kolejne wstrząsy – to reszta jego grupy lądowała. Mógł jedynie się domyślać, jakie efekty przyniósł zrzut osoby chronionej Susanoo. Sądząc jednak po odgłosach – wystarczające.
Nie zmieniało to jednak faktu, że sytuacja była kiepska – Krwawa Horda rekrutowała jedynie najtwardsze Pomioty, takie, które przetrwały co najmniej kilka starć. Szczególnie chętnie widziani byli tacy, którzy cało wyszli ze starć z Oddziałami Specjalnymi lub Szturmowymi.

- Jak oni to robią, że zawsze wpadają w najgorsze możliwe bagno w okolicy? – Zapytała Itsuruko, przeskakując nad ciałem nieprzytomnego wartownika.
- Wrodzony talent – odparła Kachiko. Całe szczęście, że posłane przez nią Cienie wyeliminowały z gry wszelkie przeszkody, które mogłyby opóźnić ich przybycie.
- Taki sobie ten talent – stwierdziła Mina, gdy grupa shinobi pędziła na złamanie karku.
- Nam to mówisz? – Zapytała ponuro siostra Itsu, gdy wypadli zza rogu budynku wprost na walczących.

Take wygiął się, aby uniknąć jakiejś chybionej techniki, która przemknęła obok niego. Jego rola obecnie sprowadzała się do obserwowania pola walki z powietrza. Nie podobało mu się to, co widział.
Dzięki natychmiastowemu wsparciu ze strony oddziału szybkiego reagowania, grupa Itsu wciąż się trzymała. Niestety, napastnicy mieli znaczą przewagę liczebną – i tym razem nie były to bezmyślne bakemono, które co bardziej doświadczeni wojownicy wybijali tuzinami. Krwawa Horda składała się z weteranów – każdy z nich był sam w sobie niemałym wyzwaniem dla ludzi. A przy takiej przewadze…
Nawet odsiecz, która nadeszła naprawdę szybko, mogła okazać się niewystarczająca. W chwili obecnej cały oddział walczył już jako jedna grupa, ale mieli przeciwko sobie całą osadę.
W obecnej chwili, siły obu stron były w równowadze. Zbliżał się punkt przełomu. Wszystko zależało od tego, kto okaże się wytrzymalszy. Z jednej strony, demony miała miażdżącą przewagę liczebną, a nowi rekruci Szóstego nigdy jeszcze nie walczyli z takim przeciwnikiem. Z drugiej strony, piątka weteranów w takich sytuacjach zazwyczaj po prostu przestawała się ograniczać i sprowadzała na okolicę kataklizm. Najwyraźniej zbliżał się jeden z takich momentów…

Jakby innych kłopotów było mało, okazało się, że przeciwnicy mają jakąś metodę blokowania bitwowięzi.

- Itsu! Musimy pójść na całość! – wrzasnął Yoshiro, zatrzymując się na chwilę obok przyjaciela. Jego metoda walki polegała na „skakaniu” po całym polu walki i uderzaniu w przelocie w mijanych przeciwników. Choć bardzo widowiskowa – a także bardzo skuteczna, bowiem dzięki prędkości, zapewnianej przez Pancerz Tysiąca Nawałnic niewielu było w stanie choćby podążać za nim wzrokiem – to jednak bez wsparcia Togashiego, Yoshiro nie mógł walczyć zbyt długo. Całe szczęście, że obecnie mógł czerpać z zasobów demona praktycznie bez ograniczeń.
- Jakieś propozycje? – odwrzasnął Itsu. Stalowy Shinobi nie wyglądał najlepiej. To na nim koncentrowali się napastnicy.
- Mogę użyć Furii Nawałnicy – zasugerował Ryuumaru, wyginając się aby uniknąć ciosu. Nawet pokryty Pancerzem wolał nie ryzykować trafienia plugawym ostrzem demona.
- Nie ma mowy. Nowi nie będą w stanie się osłonić – Itsu potrząsnął głową, starając się zebrać myśli.
- Chyba mam lepszy pomysł – wtrąciła Kachiko, przystając obok nich.
Yoshiro przełknął ślinę. Zawsze powtarzał, że jedynie Togashiego obawiał się bardziej od swojej narzeczonej. I choć było w tym sporo kokieterii, to była to też niezaprzeczalna prawda – natura Mroku, w której wyspecjalizował się Ród Aramoro, była wyjątkowo potężna. Zdaniem większości, jedynie natura Krwi przewyższała Mrok.
Jeżeli dodać do tego fakt, że Kachiko, jako córka daimyo Rodu, miała dostęp do największych tajemnic i sekretnych technik… Cóż, niewielu ludzi miałoby odwagę przeciwstawiać się komuś takiemu.
- Co proponujesz? – zapytał Itsu, pozornie niedbałym cięciem ścinając przeciwnika.
- Genezę Koszmaru.

Take skrzywił się. Smocze zmysły są znacznie czulsze od ludzkich, dzięki czemu Kurier słyszał rozmowę bez problemu, mimo że krążył obecnie na wysokości ponad trzydziestu metrów nad polem bitwy. Potrafił też bez najmniejszego problemu filtrować to, co widział, słyszał, czy czuł, dzięki czemu doskonale nadawał się do roli obserwatora.
Nie był zbytnio zachwycony. Technika, o której wspomniała Kachiko, zaliczała się do grupy Zakazanych. Nikt nie miał prawa po nie sięgać bez naprawdę dobrego powodu. Z drugiej strony, konieczność przebicia się z tak ważnymi informacjami jak te, po które tu przybyli, pewnie zaliczała się do grona dobrych wymówek.
Nie zmieniało to faktu, że Geneza Koszmaru była jedną z tych technik, które najzwyczajniej w świecie przerażały młodego smoka. Podobnie zresztą jak i pozostałych członków Szóstego Szturmowego. Nie wyłączając Kachiko – dziewczyna traktowała Genezę jako broń na naprawdę rozpaczliwe sytuacje.
No cóż, obecna jak najbardziej się kwalifikowała.

Yoshiro pokręcił głową.
– Geneza? Kachiko, jesteś pewna? – zapytał.
- Masz lepszy pomysł? – dziewczyna warknęła. Sama była podenerwowana jak wszyscy diabli. Lepiej niż inni zdawała sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuje.
Nie miała jednak zbyt wielkiego wyboru. Jeżeli czegoś nie zrobią, wkrótce cała grupa zostanie po prostu zmiażdżona przez napierające demony.
Kachiko nie obawiała się śmierci. Nawet w takim miejscu. Niewiele było rzeczy, które ją przerażały. Jednak teraz w oczy zajrzały jej dwa widma jednocześnie – mogła zaprzepaścić szansę na przekazanie niezwykle ważnych informacji, a tym samym skazać swój Klan, rodzinę i cały Pierwszy Świat na zniszczenie. Dla niej, wychowanej przez Shoju, była to niemal najgorsza z możliwych porażek.
W głębi duszy wiedziała jednak, że było coś jeszcze, coś, czego obawiała się znacznie bardziej. Przygryzając wargę, zerknęła kątem oka na rozmazaną smugę, znaczącą miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu był Yoshiro. Chronił ją wiele razy. Ryzykował dla niej wszystkim. Nie mogła pozwolić, aby coś mu się stało. Nawet, gdyby przyszło jej zapłacić za to najwyższą cenę, człowiek, którego kocha nie zginie w tym miejscu.
Kiedy podjęła już decyzję, wszystko nagle stało się dużo prostsze. Wzięła głęboki wdech, aby uspokoić serce walące niczym młot, po czym zaczęła szykować się do przyzwania Cieni.

Itsu poczuł, jak po plecach spływa mu zimny pot. Nie należał do strachliwych. Wręcz przeciwnie. Niemniej jednak do tej pory tylko kilka razy widział, jak ktoś sięga po Genezę Koszmaru. Dwukrotnie skończyło się to śmiercią nazbyt aroganckiego – bądź zdesperowanego – Aramoro, który przywołał Cienie zbyt potężne, by je kontrolować.
Technika sama w sobie nie była niczym nadzwyczajnym – wykorzystując odpowiednie pieczęcie umieszczone na zwoju, shinobi tworzył portal pomiędzy miejscem, w którym obecnie przebywał, a tajemniczym wymiarem, w którym istniały Cienie. Jednocześnie Geneza wywoływała jedne z potężniejszych istot, które tam zamieszkiwały.
Gdy Itsu rozważał jeszcze wszystkie aspekty tej sytuacji, potężny cios w głowę pozbawił go przytomności.

Na całe szczęście, Itsuruko była wyczulona na takie sytuacje. Walcząca grupa momentalnie zmieniła szyk, aby ochronić nieprzytomnego towarzysza. Sytuacja była jednak bardzo zła…

- Yoshiro! Co robimy?!
Ryuugan potrząsnął głową. Nie lubił sytuacji, w których to on musiał podejmować decyzje. Wolał pozostawiać to Itsu, a samemu koncentrować się na jak najskuteczniejszym przebijaniu się przez zastępy przeciwników. Niemniej ktoś musiał zadecydować co dalej, a on nadawał się do tego najlepiej. Nie zamierzał więc unikać odpowiedzialności.
- Przebijamy się! – Wrzasnął, zwinnie unikając ciosu, który skróciłby go o głowę. – Kto może, niech walnie jakąś techniką dystansową! Musimy ich zmiękczyć!
Itsuruko pokiwała głową. W tej samej chwili rozległ się ryk smoka. Przerażonego smoka.

Take zbyt późno zdał sobie sprawę z tego, co zobaczył. Gdyby nie to, wydarzenia mogłyby potoczyć się inaczej.
Trzech ludzi, stojących na uboczu, zauważył już wcześniej. Ponieważ w żaden widoczny sposób nie włączali się do walki, nie uznał ich za cel o znaczeniu priorytetowym. Nie zignorował ich – w osadach Pomiotów nie było niegroźnych istot – ale nie poświęcał im większej uwagi.
Teraz, gdy Kachiko niemal otworzyła już portal, trzej nieznajomi wydobyli spod swoich płaszczy własne zwoje. Bystre oczy smoka bez trudu dostrzegły skomplikowane symbole. Analiza ich zajęła mu cenne półtorej sekundy. Gdy jednak rozpoznał je, nie tracił nawet chwili dłużej.
- Renegaci Aramoro!!! – wrzasnął, mając nadzieję, że Kachiko zdąży coś zrobić. Nie łudził się jednak nadmiernie.

Czarnowłosa kunoichi momentalnie zorientowała się w sytuacji, słysząc ryk smoka. Miała zaledwie ułamki sekund na reakcję. Mimo to udało jej się – zamiast otworzyć portal, zdołała posłać całą zgromadzoną do tej pory energię potężną falą poprzez Zmrok. Uśmiechnęła się ponuro na myśl o niespodziance, którą zafunduje swoim przeciwnikom.
Miała jeszcze mniej czasu, by zorientować się w pułapce. Za mało, aby mogła cokolwiek zrobić.
Portal, który planowała otworzyć, wciąż był, tuż obok niej. Wykorzystując własne zwoje oraz uwolnioną przez dziewczynę falę energii, przeciwnicy zdołali w jakiś sposób go nagiąć i zaatakować ją z dystansu bezpośredniego. Jedynie Yoshiro albo Itsu mogliby zareagować wystarczająco szybko. Kachiko nie miała ich prędkości, więc zanim zdążyła choćby krzyknąć, macki ożywionych cieni wciągnęły ją w głąb portalu…

Przez chwilę cały świat zamarł.

Itsuruko, jako pierwsza otrząsnęła się ze stuporu. Wiedziała, że ma mało czasu i musi działać szybko. Za chwilę Yoshiro zareaguje, a wtedy nikt w okolicy nie będzie bezpieczny. Zaczęła zawiązywać pieczęcie, modląc się w duchu, by wystarczyło jej czasu.
Po chwili mogła już wyczuć potężną energię, którą gromadził młody Ryuumaru. Nawet bez wykorzystywania jakichkolwiek technik wyraźnie CZUŁA kumulowaną potęgę. Nie był to dobry znak. Demony, które najwyraźniej doszły do tego samego wniosku, zawahały się.
W ostatniej chwili, tuż przed atakiem, Itsuruko zdążyła utworzyć barierę pomiędzy Yoshiro, a resztą oddziału. Usłyszała jeszcze, jak ktoś krzyczy do pozostałych, aby padli na ziemię. Zaskoczona, zdała sobie sprawę, że to jej głos.

Patrząc z góry, można było odnieść wrażenie, że Yoshiro wybucha. Strumienie błyskawic i zawodzące wichry pomknęły we wszystkie strony, rozrywając szyk przeciwnika i dosłownie unicestwiając słabszych przeciwników.
Take zmrużył oczy. Niebiański Szkwał, był jedną z najpotężniejszych technik w arsenale Yoshiro, przewyższał wielokrotnie Furię Nawałnicy, po którą chłopak planował sięgnąć jeszcze przed chwilą. Wyglądało na to, że Ryuugan nie zamierzał się hamować w jakikolwiek sposób.

Kiedy blask osłabł, Take ze zdumieniem dostrzegł, że bariera Itsuruko nadal stoi. Wyjaśnienie tego fenomenu okazało się bardzo proste – od Naruto i Hinaty, do młodej medyczki, ciągnęły się nici pomarańczowej chakry. Najwyraźniej Kurama pomógł podtrzymać barierę.

Gdy pył opadł, Itsuruko ze zdumieniem rozejrzała się dookoła. Choć wydawało się to niemożliwe, budynki wciąż stały, a przeciwnicy nadal trzymali się na nogach. Ledwo, ale jednak. Musiały zadziałać jakieś potężne bariery – Itsuruko była świadkiem, jak Niebiański Szkwał unicestwia wyjątkowo potężne Bijuu.
W tej chwili nie to było najważniejsze. Musieli się stąd zabierać, i to natychmiast. Itsu był nieprzytomny, shinobi z Trzeciego Świata ledwo trzymali się na nogach, a przeciwnicy wciąż byli groźni. Iwashi, stojący obok, najwyraźniej doszedł do identycznych wniosków. Podbiegł do Yoshiro, z którego opadł Pancerz Tysiąca Nawałnic i szarpnął go za ramię.
- Musimy stąd wiać! – krzyknął.
Yoshiro odwrócił się powoli. Iwashi przełknął ślinę. Jeszcze chyba nigdy nie widział na twarzy przyjaciela takiego bólu.
- Nie mogę jej zostawić – wyszeptał zbielałymi wargami.
- Nie pomożemy jej, jeżeli damy się pozabijać! Pomyśl, co ona by zrobiła!
Przez chwilę był pewien, że Yoshiro go walnie. Ale ten moment minął. Usłyszał, jak Yoshiro zmusza się do wypowiedzenia słów, które zabrzmiały, jakby ktoś wyrwał mu serce.
- Wycofujemy się.
Praca własna Komentarzy: 6 03 Grudzień 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @cwiczwolno: ależ cała przyjemność po mojej stronie. A jako że grudzień jest niezwykłym miesiącem, to, jeżeli tylko domowe obowiązki mnie nie pogrzebią całkowicie, możesz spodziewać się kolejnego rozdziału jeszcze przed Nowym Rokiem. Taki mały, świąteczny prezent ode mnie dla wszystkich, którym "Wojna" się podoba.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • cwiczwolno
    cwiczwolno

    Do wyjścia tego rozdziału zaglądałam tu prawie codziennie, żeby zobaczyć, czy już go nie ma. I ku mojej ogromnej radości jest i to świetny!!! Bardzo pięknie dzię-ku-ję!!! Właśnie zobaczyłam, że 20. też się już pojawił, więc lecę czytać :) I niezmiennie proszę o więcej.

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Mer: aaa, teraz rozumiem. Źle zinterpretowałem twoją wypowiedź :D
    Pominąłem dlatego, że chciałem się skoncentrować na dalszych wydarzeniach, a nie chciałem przekraczać swojej standardowej objętości.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mer
    Mer

    @Gomeroth;
    No dobrze, nie wiem:)
    Ale jeśli chodzi o tego sensora, chodziło mi o to, że prawie w ogóle ten temat nie był rozwinięty, tak jakbyś go celowo ominął. Napisałeś tylko bardzo oględnie:

    Kiedy trójka shinobi wychodziła z karczmy, wpadli na sensora, z którym Szósty Szturmowy już kiedyś się spotkał. Co gorsza, ten konkretny sensor niezbyt ich lubił.
    Tylko tyle. Mogłeś dać kawałek jakiejś zaczepki albo docinków, a Ty tylko ogólnikowo napisałeś, że wpadli w bagno - o to mi chodziło. Absolutnie nie mam zarzutów co do okoliczności, tego ze wioska była położona na granicy, gdzie są często burdy i walki, ale tylko do sposobu, w jaki to wyraziłeś. Zabrakło mi tutaj tej "Twojej szczegółowości":) Mam nadzieję, że teraz już się zrozumieliśmy:)
    "Ci którzy zeszli z drogi sprawiedliwości, nie mają odwagi, jednak pod skrzydłami silnego lidera, tchórzostwo nie ma prawa przetrwać." Senju Hashirama
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Mer: może najpierw ustosunkuję się do zarzutu...
    Nie bez powodu podkreślałem, że moi bohaterowie weszli na mało przyjazny teren. Z doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach wystarczy naprawdę błahy pretekst, aby doszło do erupcji przemocy. Byłem w Londynie, gdy wybuchły zamieszki w 2011 roku. Wystarczyło kilka pogłosek, aby przez kilka dni większość ludzi w mieście bała się o swoje bezpieczeństwo.
    A teraz weźmy wioskę tuż koło granicy, gdzie dość często toczone są walki, dorzućmy do tego zgraję najemników żądnych krwi i ludzi, za głowy których wyznaczono wysokie nagrody. Nie trzeba wiele, aby doszło do wybuchu.
    A, druga sprawa: skąd wiesz, że niczego się nie dowiedzieli? :D

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mer
    Mer

    Zdecydowanie najlepszy z wszystkich rozdziałów, które wyszły do tej pory! Może dlatego, że zazwyczaj bardzo faworyzujesz swoich bohaterów i czynisz ich niemalże wszechmocnymi, w dzisiejszym rozdziale po raz pierwszy coś się nie udało, zostali skazani na porażkę w tym starciu i niemalże nic nie poszło po ich myśli. Itsu jest nieprzytomny, cała reszta wyczerpana, Kachiko wciągnęło do Krain Cienia, musieli się wycofać, a i tak niczego od Onigumo się nie dowiedzieli. Udało Ci się mnie zachwycić dzięki nagłemu i dynamicznemu zwrotowi akcji i romantycznym wstawkom z pragnieniem uratowania i samym poświęceniem się Kachiko, i tym komicznym docinkom wypowiadanym przez weteranów. Podbiłeś tym wszystkim moje serce:)
    Jedyne, co mi się dosyć średnio podobało, to to, że znalazłeś dosyć błahy i mało rozwinięty powód do walki (tylko to, że spotkali znajomego sensora, z którym mieli na pieńku - żadnej rozmowy, ani choćby początku konfronatcji), ale nie razi to zbytnio w oczy.
    Niemniej jednak 10/10:)

    "Ci którzy zeszli z drogi sprawiedliwości, nie mają odwagi, jednak pod skrzydłami silnego lidera, tchórzostwo nie ma prawa przetrwać." Senju Hashirama