Nowa misja rangi S!
Naruto powoli otworzył oczy. Z trudem zogniskował wzrok na drewnianym suficie. Zaraz, zaraz, zaraz… Drewnianym? Od kiedy szpital – bo łóżko na pewno było szpitalne – miał drewniane stropy? Minęła dłuższa chwila, zanim sobie przypomniał.
Po ataku Nagato na Konohę, w wiosce zostało raptem kilka nienaruszonych budynków. Szpital niestety nie miał tyle szczęścia. Nowy został wzniesiony dzięki W Drewnie Ukryciu. Dzięki kapitanowi Yamato budynek był solidny, ale nadal wymagał wykończenia.
Młody shinobi pozwolił myślom odpłynąć. Tyle wspomnień…
Nie wiedzieć czemu, najpierw przyszła mu do głowy walka z Hidanem i Kakuzu. Tandem umrzyków – jak byli określeni w danych Orochimaru – był wielkim wyzwaniem dla Konohy. Naruto nie brał udziału w starciach z nimi, ale słyszał o stratach, jakie ponieśli. Ośmiu zabitych, dwudziestu rannych, a Asuma wciąż leżał w śpiączce. Tak samo zresztą, jak Jiraya. Ero-sennin zapłacił wysoką cenę w starciu z byłym uczniem. Gdyby Naruto nie pojawił się w ostatniej chwili… Gdyby nie słowa Hinaty…
W tym momencie przerwał wspominki. Hinata. Wciąż z trudem mógł uwierzyć, że nie wyobraził sobie tamtych słów. Z jednej strony był na siebie wściekły, że nie zauważył wcześniej. Z drugiej – sam nie wiedział, co dalej. Gdyby tylko mógł być pewien swoich uczuć. Chciał porozmawiać z dziewczyną, a jednocześnie obawiał się tej chwili.
Westchnął ciężko. Nie sądził, żeby mógł to dłużej odwlekać. Chciał to załatwić wtedy, tuż po ataku, ale plany pokrzyżował mu ten cały Suigetsu. Pojawił się w wiosce zaraz po ataku, żądając spotkania się z Hokage. A ponieważ babcia Tsunade była wówczas nieprzytomna, zaś nominowanemu na to stanowisko Danzou nikt nie ufał, Kakashi zdołał przechwycić wiadomość. Okazało się, że Sasuke, który po pokonaniu Wężowego Sannina zebrał własną grupę i starał się zabić swojego brata, został schwytany przez agentów Akatsuki tuż przed zrealizowaniem swojego zamiaru. Zebrana w pośpiechu grupa ruszyła na pomoc dawnemu towarzyszowi. Samo wspomnienie tamtych walk wystarczyło, aby Naruto poczuł strach. Mieli ogromne szczęście, że przeżyli. „Więcej szczęścia niż rozsądku” – tak to określił Shikamaru. Miał sporo racji. Większości przeciwników, na jakich trafili, nie było w notatkach które przekazał im Kabuto. Za to wszyscy byli przerażająco wręcz potężni. Naruto nadal z trudem wierzył, że udało im się nie tylko przeżyć, ale także odbić Sasuke, resztę jego drużyny, a nawet Itachiego, który, jak się okazało, działał z polecenia rady osady.
Młody Uzumaki potrząsnął głową. To, czego dowiedział się wtedy, w drodze powrotnej z kryjówki Akatsuki, wciąż było niewiarygodne. Samo to, że klan Uchicha – współzałożycieli Konohy – planował przewrót, było już zdumiewające. Fakt, że Itachi, który był podwójnym agentem, dostał zadanie wybicia własnej rodziny było przerażające i stanowiło, zdaniem Naruto i jego przyjaciół, kolejny powód, by nie dopuścić do rządów Danzou, który stał za tym poleceniem. Jeszcze bardziej niezwykłe okazało się, że nie wszyscy członkowie klanu zginęli tamtego tragicznego dnia – pomijając Sasuke, którego życie miało być ceną za wykonanie przez Itachiego misji, spora grupa najbardziej lojalnych względem Konohy shinobi Uchicha zostało wysłanych do zaprzyjaźnionych krajów, z poleceniem przeczekania aż klan odzyska dobre imię.
W tej samej chwili odgłos otwieranych drzwi przerwał mu rozmyślania.
- Naruto-kun, wstałeś?
- Sakura-chan, wejdź. Tak, wstałem. – uśmiechnął się, ale sam czuł, że brakuje mu zwyczajnej energii. Nie w sensie fizycznym – jak zwykle, dochodził do siebie w zawrotnym tempie – ale w sensie duchowym. Niby udało mu się spełnić najważniejszą obietnicę w życiu. Udało mu się spełnić marzenie – cała wioska uznawała go za bohatera. Spotkał nawet rodziców – ojciec pomógł mu, gdy Dziewięcioogoniasty niemal wyrwał się podczas starcia z Nagato, a matka pojawiła się, gdy jeden z członków Akatsuki w jakiś niezwykły sposób wywołał lisa podczas walki.
Dlaczego więc czuł się tak, jakby nagle wyrwano mu część duszy?
Sakura przyjrzała mu się zdziwiona. Wiele razem z nim przeszła, nic więc dziwnego, że całkiem dobrze orientowała się, w jakim nastroju jest blondyn. A teraz definitywnie coś go gryzło. No tak! O mało co nie sklęła się sama za własną niedomyślność. Naruto przespał ostatnie trzy dni, nic dziwnego, że nie wiedział co się wydarzyło.
- Naruto… Wybacz, w tym zamieszaniu chyba nikomu nie przyszło do głowy, żeby cię poinformować…
- Poinformować? O czym, ten teges?
- No więc widzisz, sporo się działo… Mogę usiąść? To trochę potrwa.
Naruto, teraz już zdrowo zaintrygowany, skinięciem głowy wskazał krzesło stojące obok jego łóżka.
Sakura usiadła i zaczęła opowiadać. Faktycznie, było tego sporo.
Zaczęło się od tego, że zaraz po ich powrocie do osady, Tsunade ocknęła się ze śpiączki. Danzou, którego pozycja nie była najmocniejsza, momentalnie utracił stanowisko – i resztki szacunku w osadzie – gdy okazało się że manipulował radą osady za pomocą genjutsu. Kiedy na dodatek wydało się, że starał się nie dopuścić do powrotu Naruto podczas walki z Nagato, a jego podwładni mieli sabotować obronę osady – wrzenie osiągnęło punkt krytyczny. Zdołał w jakiś sposób zbiec, zanim go aresztowano, zabrał też ze sobą kilku współpracowników. Jednym z nich był Sai. Powrócił do osady następnego dnia, z wieściami o zasadzce Akatsuki, w której zginął niedoszły Szósty. Specjalna grupa odnalazła miejsce walki i pozostałości ciał. Wyglądało na to, że Korzenie zdołały zabrać co najmniej dwóch napastników ze sobą. Sai przeżył tylko dlatego, że oberwał w głowę na początku walki i przeleżał ją nieprzytomny.
- Naruto… Ja… ja jeszcze ci nie podziękowałam…
Młody ninja spojrzał na przyjaciółkę.
- Sakura-chan… nigdy nie musiałaś.
Dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy.
- Dz… dziękuję. Naruto… ja…
- Sakura-chan, naprawdę, nie musisz. Ale… możesz kontynuować?
- Oczywiście.
Sasuke i jego drużyna oczekiwali na przesłuchanie przez ANBU. Nie była to sytuacja doskonała, ale o wiele lepsza niż uwięzienie i skazanie za opuszczenie osady. A ponieważ ostateczna decyzja należała do Hokage, dawało to nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.
Jeżeli chodziło o nastawienie ludzi w osadzie co do Sasuke, to większość, przynajmniej do pewnego stopnia, rozumiała i popierała jego decyzję. Może nie na tyle, żeby od razu go przywrócić w szeregi osady, ale wystarczająco, żeby nie skazywać go na długoletnie uwięzienie.
Do tego Konoha zawiązała sojusz z Ame-Gakure. Konan, która przejęła rządy w swojej wiosce, okazała się być prawdziwym sojusznikiem.
Jakby tego było mało, przyszły informacja o Zlocie Kage. A ponieważ czcigodna Tsunade wciąż nie doszła jeszcze do siebie, zlot przełożono.
- Powinieneś ją teraz zobaczyć, Naruto… Prawie nie wstaje od stołu. Musi zregenerować siły. A żebyś słyszał, jak Ino jej zazdrości!
- Zazdrości? Czego? – Naruto potrząsnął głową. Babunia Tsunade była na skraju śmierci, a Ino jej zazdrości? Coś tu nie grało…
- Zazdrości, że może tyle zjeść, i nie martwi się o figurę. – Sakura pokręciła głową. Jak można było tego nie rozumieć? Czasami Naruto był jednak strasznie tępy…
- Och… Jasne. – zamyślił się na chwilę. – Słuchaj, Sakura-chan, kiedy będę mógł wyjść? Czuję się już naprawdę dobrze.
Dziewczyna wyglądała na niezdecydowaną. – Szczerze mówiąc, Naruto, powinieneś jeszcze trochę odpocząć, ale z drugiej strony… Tsunade-sama wspominała, że będzie cię potrzebować. Myślę, że to ona powinna podjąć decyzję. – wstała i uśmiechnęła się jeszcze raz. – Ubieraj się. Poczekam przed pokojem.
Chwilę później oboje szli w kierunku tymczasowego biura Hokage. Dookoła, wioska powoli podnosiła się ze zniszczeń spowodowanych przez Nagato.
- Czy to tylko moje wrażenie, czy nie widziałem nikogo z naszych? – zapytał w którymś momencie Naruto. – Czyżby wciąż leżeli w szpitalu?
- Nie. – Sakura przecząco potrząsnęła głową. – Ty oberwałeś najgorzej, reszta z nas spędziła zaledwie noc na obserwacji. Ale prawie wszyscy zostali wysłani na jeden z posterunków. Dzieje się tam coś niepokojącego.
- Prawie wszyscy?
- Tak. Zostałam ja, Ino, Neji, Ten Ten i Sai, który zresztą jest teraz przesłuchiwany.
- Sai?!
- Owszem. W końcu był jednym z podwładnych Danzou.
- Ale… ale to Sai! Nasz Sai, ten teges! Jeden z Drużyny Kakashiego! Nie mogą…
- Uspokój się, Naruto. Wiem o tym dobrze! Przecież Tsunade-sama też nie pozwoli na traktowanie go jak przestępcy! Po prostu, musi wyjaśnić kilka spraw.
- Rozumiem. – Naruto pokiwał głową w zamyśleniu. – Czyli sześcioro z nas zostało… A reszta?
- Ci, którzy nie byli ciężej ranni wyruszyli wzmocnić załogę posterunku.
Czyli Hinaty tu nie było… Sam nie wiedział, czy powinien się cieszyć, że będzie miał więcej czasu, żeby przemyśleć swoje uczucia, czy martwić, że znowu nie będzie mógł z nią porozmawiać.
Sakura spojrzała na Naruto. Znowu wydawał się odpływać gdzieś myślami. Ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej. Mniej więcej od czasu walki z Nagato. Co mogło być przyczyną? Tego medyczna kunoichi nie wiedziała.
Chwilę później stali już przed biurkiem Hokage. Wyglądało na to, że trafili na jakąś odprawę. Byli tu zarówno pozostali w osadzie członkowie rocznika Naruto i Sakury, jak i Sasuke i jego Węże.
Tsunade podniosła wzrok znad zwoju, który czytała gdy wchodzili.
- Sakura, Naruto, dobrze, że jesteście. Miałam po was posłać. Zaoszczędzimy trochę czasu.
Przejrzała szybko zalegające biurko papiery i wyciągnęła jakiś raport.
- Jak zapewne wiecie, sytuacja osady jest w tej chwili bardzo zła. Co prawda, udało nam się przetrwać atak Nagato, ale nie ma co ukrywać, że tak osłabiona Konoha nie była nawet po śmierci Trzeciego. W tej chwili niemal wszyscy shinobi znajdują się poza osadą, dbając o to, aby nie zaskoczył nas kolejny atak. Pojawił się problem z garnizonem położonym w dość newralgicznym punkcie, gdzie zbiegają się granice wpływów Konohy, Ame i Kusa. Nie mamy pewności, co dokładnie się tam stało, ale ostatnia wiadomość z posterunku przybyła prawie miesiąc temu. Dwie drużyny zwiadowcze, które tam wysłano, nie wróciły. Wysłaliśmy dwie drużyny Anbu. Otrzymaliśmy też wsparcie z Ame-gakure. Raport był jednoznaczny. Posterunek został zaatakowany, a jego załoga zginęła.
Młodzi shinobi popatrzyli po sobie zdumieni. Ataki na posterunki się zdarzały. Ale żeby wybita została cała załoga? To się nie zdarzało.
- Skontaktowaliśmy się z pozostałymi osadami. – kontynuowała Tsunade. Widać było, że ona również nie może w to uwierzyć. – Kusa, jak zwykle, nie odpowiedziała, ale Ame przekazała nam, że również jej posterunek został zaatakowany i zniszczony. Podjęto decyzję o utworzeniu wspólnego garnizonu. Skierowaliśmy tam spore siły. I dzisiaj dostaliśmy wiadomość, że zostali ponownie zaatakowani.
Naruto wstrzymał oddech. Zaatakowani?
- Wszyscy przeżyli. – Tsunade chyba nie zauważyła jego reakcji. – Ale większość ich medyków jest ciężko ranna, a do tego nie dadzą rady sami odeprzeć następnego ataku. Dlatego wysyłam was. – spojrzała na zebraną w gabinecie grupę. – Także drużynę Węży. Zdajecie sobie sprawę – dodała – że od waszych działań może w dużym stopniu zależeć decyzja dotycząca waszych dalszych losów w osadzie?
- Oczywiście, Hokage-sama. – Sasuke kiwnął głową. Suigetsu wymamrotał coś pod nosem, ale nie zgłosił żadnych zastrzeżeń. Karin i Juugo również najwyraźniej nie mieli nic przeciwko.
- Doskonale. – Tsunade westchnęła ciężko. – wyruszacie za pół godziny, będziecie eskortować czwartą drużynę medyczną. Na czas podróży dowodzić będzie Neji, na miejscu podporządkujecie się komendantowi garnizonu. Pozostaniecie tam przez jakieś trzy, cztery dni, zanim zdołamy zebrać nową załogę. Jakieś pytania? – Żadnych nie było. Hokage skinęła głową. – Dobrze. W takim razie możecie się rozejść. A, Naruto, ty zostań chwilę.
Kiedy pozostali wyszli, Hokage spojrzała badawczo na jinchuuriki.
- Dobrze się czujesz?
- Całkiem dobrze. – pokiwał głową. – Jak wygląda sytuacja tego posterunku?
Hokage pokręciła głową. – Nie wiemy. Wiadomość, która przyszła, nie zawierała szczegółów. Powiedziałam wam wszystko, co wiadomo. Naruto, jesteś pewny, że już wydobrzałeś? Znam twoje niesamowite tempo leczenia, ale tamte rany… Wyglądałeś strasznie. A przecież widziałam to po upływie dwóch dni leczenia. Wolę sobie nawet nie wyobrażać, co było wcześniej.
Naruto wzruszył ramionami. – Ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Kiedy zaatakowaliśmy, jeden z pierwszych przeciwników… on coś zrobił z Dziewięcioogoniastym, przebudził go, ten teges. Nie wiem jak, ale nagle okazało się, że lis, mimo nienaruszonej pieczęci, przejmuje nade mną kontrolę. I… i wtedy pojawiła się moja mama.
- Kushina? Jak to możliwe?
- Powiedziała, że kiedy tata pieczętował Kyuubiego, to wmieszał w pieczęć trochę jej chakry. Miała pomóc mi nauczyć się kontrolować chakrę lisa.
- A w tym względzie coś się zmieniło?
- Niestety nie. – Naruto pokręcił głową, wyraźnie rozczarowany. – Pomogła mi uspokoić Kyuubiego, a potem opowiedzieć mi o ataku na Konohę szesnaście lat temu, ale na nic innego nie wystarczyło czasu.
- Rozumiem. – Tsunade pokiwała głową. – Mówiła coś jeszcze?
- Tak. – Naruto uśmiechnął się szeroko. – Mówiła, że we mnie wierzą!
Tsunade też się uśmiechnęła. Tak, to było podobne do Kushiny, którą pamiętała. – Dobrze, Naruto. Czy jest jeszcze coś, o czym chciałbyś porozmawiać? Pamiętaj, że ja również opuszczam osadę.
- Opuszczasz? Ale po co, ten teges?
- Z powodu zjazdu Kage. Jestem pewna, że Sakura wspominała o tym.
- Aaaa, racja, coś mówiła… Ale jakoś nie skojarzyłem.
„Cały Naruto”, przemknęło Tsunade przez głowę. – Dobrze. Rozumiem, że nie ma nic, o czym chciałbyś porozmawiać?
Naruto zastanowił się. Było tego sporo, ale sam nie wiedział, czy powinien zawracać głowę Hokage. Miała teraz na głowie setki ważnych spraw… Potrząsnął głową. – Nic, co nie mogłoby zaczekać, aż wrócisz ze zlotu.
- Jesteś pewien? Do Kraju Żelaza jest spory kawałek drogi, podróż w jedną stronę trwa koło trzech dni.
- Jestem. Pójdę się przygotować do misji.
- Powodzenia.
Zanim Naruto wyszedł, Tsunade na powrót zatonęła w papierach, rozpaczliwie starając się ogarnąć jak najwięcej najważniejszych spraw zanim wyruszy.

- Wszyscy gotowi? Nie chcę się zatrzymywać, zanim nie dotrzemy na miejsce. – Neji obrzucił grupę spojrzeniem. Oddział liczył ponad dwadzieścia osób – cztery pełne drużyny medyczne, Węże, Naruto i reszta ich rocznika z Akademii oraz dwóch ANBU, którzy poza eskortą mieli przekazać jakieś informacje dowódcy garnizonu. Ponieważ nikt nic nie zgłosił, Hyuuga skinął głową. – Ruszamy.
Podróż miała zająć niecały dzień. Zakładając krótki postój w nocy, żeby medycy byli w jak najlepszej kondycji, powinni dotrzeć do celu późnym porankiem.

- …i jeżeli jeszcze raz będziemy musieli przerywać podróż z powodu waszej dwójki, to przysięgam, że poprzebijam wam wszystkie punkty meridianowe, a na miejsce was zaniesiemy!!! – Neji był wściekły. Zdawał sobie sprawę z tego, że zarówno Sakura, jak i Karin były świetnymi medyczkami, ale ich nieustająca rywalizacja zaczynała działać mu na nerwy. Były gorsze niż Naruto i Kiba. A dodatkowo, docinki Suigetsu wcale nie poprawiały sprawy.
- Jakieś problemy? – Sasuke podszedł bliżej.
- Tylko z twoimi dziewczynami. – warknął Neji. Był zbyt rozdrażniony, żeby dbać o grzeczność.
- To nie są „moje dziewczyny”, jak je określiłeś. – Sasuke się skrzywił. – Nie, żebym nie chciał, ale wiesz… boję się pomyśleć co zrobiłaby mi ta, której nie wybiorę.
Mimo irytacji Neji parsknął śmiechem. Faktycznie, gdyby się zastanowić, obie były na swój sposób przerażające.
- Dobrze. Jesteśmy już prawie na miejscu. Musimy…
W tym samym momencie Karin gwałtownie się odwróciła. – Ktoś się zbliża! Trzy… nie, cztery osoby, nadciągają od strony posterunku!
Neji momentalnie się odwrócił, aktywując jednocześnie Byakugana. – Odległość? –rzucił.
- Mniej więcej dwa kilometry.
Skoncentrował wzrok. Po chwili się odprężył. – To shinobi z posterunku. Jest z nimi Kiba i jeden z ANBU.
Kilka chwil później obie grupy spotkały się w drodze. Załoga garnizonu dołączyła do grupy wysłanej z Konohy. Dotarcie na miejsce nie zajęło im nawet godziny.

- Dobrze, że już wróciliście. Ostatnio jest coraz ciężej. Niby medycy poskładali już najciężej rannych, – wyjaśniał Kiba, prowadząc Naruto i Saia do ich kwater po skończonym patrolu. – ale nadal mamy spore braki.
- To kiepsko. A powiedz mi, Kiba, kto was tak urządził, ten teges? – Naruto wskazał na otaczający ich kompleks posterunku, wciąż noszący ślady bitwy. Dwa pierwsze dni tuż po przybyciu spędził patrolując okolicę razem z Saiem i nie miał wcześniej okazji porozmawiać.
- Wiesz, i tu właśnie jest problem. – Kiba westchnął ciężko. – Spora część tych uszkodzeń już tu była, kiedy przyszliśmy. Reszta… Powiem to tak: gdybym nie widział, co zrobił z Konohą Pain, nie uwierzyłbym, że to dzieło tylko dwóch gości. Kurde, nie wiem, czy ty byłbyś w stanie dokonać takich zniszczeń, współpracując z Kyuubim…
Dalibyśmy radę”, odezwał się głos w głowie Naruto. „Gdybyś mi pozwolił, zrównalibyśmy całkowicie to miejsce z ziemią. Ale…
„Co jest lisie? Wiesz coś na ten temat?”
Ciężko to wyjaśnić. Mam wrażenie, jakby chakra, której ślady tu pozostały, należała do innego Bijuu, ale jest inna. Nie znam jej.” Naruto mógłby przysiąc, że Dziewięcioogoniasty wzruszył ramionami. „To tak, jakbyś czuł znajomą chakrę, ale jednocześnie była zupełnie inna niż zwykle.
„Aleś się zrobił rozmowny, lisie. Pierwszy raz to ty się odezwałeś do mnie, a nie odwrotnie.”
Powiedzmy, że jesteś mam wrażenie, że jesteś inny, niż sądziłem. I może – MOŻE – rozważam pomoc.” W tym samym momencie podłogą wstrząsnął wybuch.
- Szlag. – Kiba obejrzał się za siebie. – Znowu?
„Czujesz coś?” Zapytał Naruto, już biegnąc.
Dwie chakry. Ale… nie potrafię powiedzieć, czyje.
„Zawsze coś”
- Wygląda na to, że napastników jest tylko dwóch. – zawołał, wybiegając na plac.
Shikamaru pokręcił głową. – To bez znaczenia. Poprzednio zaatakował nas jeden przeciwnik, a sam widziałeś, w jakim stanie nas zostawił. – Naruto skrzywił się. Pamiętał szok, jakiego doznał wchodząc do pomieszczenia z rannymi. Świadomość, że jeden człowiek był w stanie samodzielnie pokonać niemal cały posterunek, była… przytłaczająca.
- Naruto! Nie spodziewałam się, że zobaczymy się tak szybko! – obrócił się, słysząc znajomy głos. Z sąsiedniego budynku wyszła Konan. Wyglądała… inaczej. Bez czarnego płaszcza Akatsuki, który zamieniła na typową kamizelkę shinobi z Ame-gakure była niemal nie do poznania.
- Jak wygląda sytuacja, Kakashi-dono? – zapytała, zwracając się do zamaskowanego shinobi, siedzącego na dachu.
- Na razie nie wiem, Konan. – Kopiujący Ninja zamknął książkę i zeskoczył. – Nie wiem, co to za jedni. Na pewno nie ma tam naszego znajomego. – dodał, odnosząc się do poprzedniego ataku.
- Kakashi-sensei, mam sprawdzić przeciwników stosując Kage Bushin? – zapytał Naruto. Skoncentrował wzrok na dwóch nadciągających sylwetkach. Zorientował się już, co wywołało wybuch, który zaalarmował ich przed chwilą. Zadziałała jedna z pułapek, mających osłabić wrogie oddziały.
- Dobry pomysł, Naruto. Musimy dowiedzieć się czegoś więcej o przeciwniku. Jeżeli nie masz nic przeciwko, to poślę z tobą kilka swoich klonów.
Naruto skinął głową. Z odgłosów zorientował się, że reszta zdolnych do walki shinobi już się zebrała na placu posterunku.
Posłał klony do ataku.

- Naruto, za tobą!
Sasuke w ostatniej chwili zdołał zablokować atak przeciwnika. Stłumił cisnące się na usta przekleństwo. Nigdy nie widział, żeby ktokolwiek tak skutecznie posługiwał się mieczem. Nawet on sam, z aktywnym sharinganem, ledwo był w stanie dotrzymywać kroku tajemniczemu wrogowi.
Napastnik odskoczył. Najwyraźniej dobrze się bawił. Jak dotąd, tylko on brał udział w walce – jego kolega stał z tyłu i nie przejawiał chęci, aby się mieszać. Nie, żeby było to konieczne – jak dotąd, szermierz skutecznie wiązał walką całą załogę posterunku. Sasuke jeszcze nigdy nie zetknął się z czymś takim: drań nie tyle przelewał swoją chakrę w miecz, co raczej ją poprzez niego kumulował – zupełnie, jakby broń sama w sobie generowała chakrę. W normalnych warunkach, Uchicha uznałby coś takiego za bzdurę, lub w najlepszym wypadku przywidzenie. Ale po tym, co zobaczył w kryjówce Akatsuki, nie był już tak pewien. Nie potrafił sobie przypomnieć, czy widział tam tych dwóch, ale ich płaszcze były dość charakterystyczne.
Zaryzykował rzut okiem dookoła. Nie było najlepiej. ANBU byli pierwszymi celami, i, niestety, zostali skutecznie wyeliminowani. Zresztą, nie tylko oni. Poza Naruto i Sasuke, na nogach wciąż trzymali się jeszcze tylko Kakashi, Konan, Kiba, Shikamaru, Lee, Neji, Juugo, Ten Ten i Hinata. Resztę medycy odciągnęli, w celu udzielenia pierwszej pomocy.

- Sensei, kiepsko to wygląda. – Naruto pokręcił głową. Mimo trybu pustelniczego, mimo naprawdę dużych ilości chakry, którą przesłał mu Kyuubi, mimo genialnych pomysłów Shikamaru, mimo wszystkich chytrych sztuczek i mimo przewagi płynącej z własnego terenu, ledwo był w stanie utrzymać się przy życiu. Ci dwaj po prostu byli od niego o niebo lepsi. Na dodatek chyba zorientowali się, że Naruto będzie starał się chronić innych, a szczególnie Hinatę – i bezwzględnie to wykorzystywali. Spojrzał na Kakashiego. – Jeżeli nie otrzymamy wsparcia, to długo nie pociągniemy, ten teges.
- A skąd mamy wziąć wsparcie, Naruto? – Kakashi potrząsnął głową. – Widzę, jak to wygląda, ale musimy wygrać. Nie wyciągnę pomocy z rękawa.
- Wcale nie musisz. Wystarczy poprosić.

Tylko dzięki doświadczeniu Kakashi nie podskoczył. Powoli odwrócił się.
Nowo przybyłych nieznajomych było czterech. Każdy nosił płaszcz, podobny do ANBU, i miał przerzucony przez plecy miecz. Kakashi przyjrzał się uważniej. Głębokie kaptury skutecznie maskowały rysy twarzy nieznajomych. Jedyne, co pozwalało ich odróżniać, to kolory płaszczy – ciemnoszary, ciemnozielony, czarny i biały. Shinobi w szarym płaszczu, stojący na czele grupy, skinął głową Kakashiemu.
- Na pytanie „kim jesteśmy”, odpowiem że przyjaciółmi. Waszymi. A teraz odwołaj swoich towarzyszy, zanim dostaną się w zasięg ataku Kuromeia.
- Kogo?
- Tego gościa z tyłu. – ciemnoszary podniósł rękę, wskazując na drugiego członka Akatsuki, który do tej pory nie brał udziału w walce. Teraz najwyraźniej zmienił zdanie – sharingan powiedział Kakashiemu, że przeciwnik, nazywany Kuromei, zaczyna gromadzić chakrę.
- Dobra. – szary płaszcz odwrócił się do towarzyszy. – Robimy to po staremu. Ja zajmę się Niigo, Yoshi i Kachi osłaniają mnie, siostra dołącza do medyków.
- Będę potrzebować kryształu, braciszku. Zużyłam praktycznie cały zapas chakry na przełamywanie barier. – odpowiedziała postać w białym płaszczu. Zdjęła kaptur, prezentując kaskadę jasnych włosów i twarz, która powodowała, że świetnie nadawałaby się do przesłuchiwania mężczyzn – wystarczyłoby, żeby poprosiła, a ci bez oporów powiedzieliby jej wszystko, co chciała wiedzieć. Kakashi potrząsnął głową. Powinien się skoncentrować.
Szary płaszcz wyciągnął coś zza pazuchy i rzucił dziewczynie – swojej siostrze, sądząc po ich słowach. Nadal nie odwracając się, potrząsnął głową. – Uważaj, to ostatni. I zdejmij to cholerne genjustu, zanim wszyscy zaczną gapić się na ciebie, a nie na walkę.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko – i olśniewająco – łapiąc kryształ, po czym szybko zawiązała pieczęć rozpraszającą. Nagle przestała wyglądać tak olśniewająco. Nadal była piękna, ale przestała przykuwać uwagę tak mocno.
- Powiedziałem rozwiąż, a nie osłab. – Kakashi dosłyszał, jak szary mamrocze pod nosem. W tym samym momencie zielony podniósł rękę.
- Nie byłoby lepiej, żebym zajął się Kuromeiem?
- Po jednej rzeczy naraz. – szary pokręcił głową. – Nie jestem pewien, czy nawet z waszym wsparciem to wystarczy.
- Ktoś tu nas nie docenia. – odezwał się czarny. Chociaż… sądząc po głosie… To też była dziewczyna. Kakashi potrząsnął głową. To w tej chwili nie było ważne. – Potrzebujecie jakiegoś wsparcia? – zapytał.
- Raczej technikami dystansowymi. – zielony pokiwał głową. – Ale nie zbliżajcie się, jeżeli nie chcecie oberwać. – z tymi słowami przyklęknął, zawiązując błyskawicznie pieczęcie.
- W burzy ukrycie. Technika niebiańskiej nawałnicy.
- Ciekawy wybór techniki, Yoshi. – szary płaszcz wydawał się być rozbawiony.
- Potrzebujemy jakichś atutów, nie? – zielony pokręcił głową. – Nie dam rady przenieść na ciebie Pancerza tysiąca nawałnic, ale za chwilę będę mógł zafundować draniowi takie oblężenie, że nie będzie miał gdzie się schować.
- Nie narzekam, stary. – szary pokręcił głową. – Po prostu nie daj mu się zaskoczyć.
Dziewczyna w czarnym płaszczu parsknęła śmiechem, słysząc tą wymianę zdań. Od dłuższej chwili kumulowała chakrę i teraz zaczęła zawiązywać pieczęcie.
- W mroku ukrycie. Narodziny świata ciemności.

Naruto otworzył szeroko oczy. „Ej, lisie, masz jakiś pomysł co to za jedni?”
A co? Są po naszej stronie, więc powinieneś się cieszyć.
„Możliwe, ale nigdy nie słyszałem o czymś takim jak „w mroku ukrycie.”
Ja też, ale mam wrażenie, że powinniśmy się na razie skupić na poważniejszych problemach.
Niebo chmurzyło się szybko. W dodatku cienie, najwyraźniej pod wpływem techniki czarnej, zaczęły się wić. Ponieważ żadne z nowo przybyłych najwyraźniej się nie martwiło, Naruto zdecydował się również nie zwracać uwagi.
Ci z załogi posterunku, którzy jeszcze byli w stanie walczyć, zebrali się dookoła przybyszy. Kakashi i Konan omawiali coś z przywódcą płaszczy. Naruto nadstawił uszu.
- … i tak nieźle sobie radziliście. Bez obrazy, ale nie spodziewałem się, że wytrzymacie tak długo. – szary płaszcz potrząsnął głową. – Bylibyśmy wcześniej, ale mieliśmy spore problemy z Bramą. Tak czy owak, cieszę się, że nie ma żadnych ofiar. Moja siostra pomoże medykom, a my zajmiemy się tymi dwoma. Natomiast – podniósł głos – ważne jest, żeby nikt nie wchodził nam w drogę. Nie znacie naszego stylu walki i, prawdę mówiąc, bylibyście zagrożeni. Jeżeli dysponujecie technikami zasięgowymi, które mogą zmiękczyć drania przed właściwym atakiem – śmiało, nie wahajcie się.
Naruto i Sasuke wymienili spojrzenia. Chyba mieli wreszcie okazję wypróbować kombinację, którą wcześniej omawiali.
- Dobra. Kto gotowy, ten odpala.
Wszyscy przystąpili do działania. Kakashi sięgnął po Technikę wodospadu, skopiowaną przed laty od Zabuzy, Konan użyła Papierowych Szurikenów, Neji razem z Hinatą – Pustych Pięści na Ośmiu Trygramach, a Naruto i Sasuke połączyli rzucany Rasen Shuriken z Kulą Ogromu Ognia.
Tak jak poprzednio, gdy opadł dym i kurz, szermierz stał nawet nietknięty. Do tej pory nie potrafili zrozumieć, na czym polega jego obrona. Żadna technika nie odnosiła skutku, a próby trafienia go w walce wręcz oznaczały, że drań miał świetną okazję do kontrataku. Tym razem jednak było inaczej.
Sasuke nie mógł uwierzyć własnym oczom. Gdyby nie jego sharingan, pewnie nie byłby w stanie zauważyć ruchu shinobi w szarym płaszczu. Prawa ręka wystrzeliła po miecz, podczas gdy z lewego rękawa wysunęły się z metalicznym szczękiem pazury, przypominające broń montowaną na marionetkach. Jednocześnie cienie po obu stronach Niigo wystrzeliły w górę, przybierając kształt macek i próbując go oplątać. Niemalże w tej samej chwili uderzył pierwszy piorun. Szermierz zdążył odskoczyć, ale tym razem na jego twarzy pojawił się grymas… strachu? Niepewności? Ciężko było to stwierdzić z powodu dość dużej odległości, ale przynajmniej zniknął ten irytujący uśmieszek pełen samozadowolenia.
Podczas gdy Niigo z coraz większym trudem wykonywał uniki przed kolejnymi piorunami i mackami cienia, shinobi w szarym płaszczu – Itsu, tak się do niego zwracali – zdążył dotrzeć do niego. Klingi mieczy obu szermierzy momentalnie spowiła chakra. Nastąpiła wymiana ciosów tak szybkich, że nawet sharingan nie był w stanie wszystkich wychwycić.
Drugi z Akatsuki, dotąd jedynie gromadzący chakrę, nie wytrzymał. – Niigo! Kończ zabawę, wynosimy się stąd!
- Łatwo powiedzieć, durniu! – odciął się szermierz. – Ja, w przeciwieństwie do ciebie wciąż nie przestawiłem się na tutejsze warunki!
- To by wiele wyjaśniało. – mruknął zielony, wciąż skoncentrowany na kierowaniu błyskawicami. – Jeżeli jest w stanie wykorzystywać tylko jedną trzecią swojej siły...
- Owszem, byłoby fajnie – odparła czarna – ale zastanów się. Jeżeli nie są w stanie pokonać Itsu, a chcą się stąd wynieść…
- O, żesz ty… Itsu! – zielony krzyknął. – Zabieraj się stamtąd! Chyba, że chcesz oberwać Zgnilizną!!!
- Zepsuliście mi niespodziankę. – warknął Kuromei. – Ale już za późno! – dodał, wyrzucając przed siebie obie ręce. Od jego palców oderwały się pojedyncze, czarne kształty, które nagle wystrzeliły do przodu. Były nieprawdopodobnie szybkie.
Yoshiro stłumił cisnące mu się na usta przekleństwo. Zarodniki! W dodatku były znacznie szybsze niż kiedyś. Drań musiał nauczyć się od swoich nowych przyjaciół kilku sztuczek.
Nieważne. Musiał działać szybko. Ocenił sytuację. Trzy zarodniki wystrzelone w Itsu – żaden problem. Nawet, jeżeli któryś z nich trafi Mistrza Taijutsu, nic mu nie zrobią. Zostało siedem…
Skoncentrował chakrę w czubkach palców, wycelował i wystrzelił. Chakralne senbony pomknęły pewnie, ale najwyraźniej nie docenił przeciwnika – udało mu się zestrzelić tylko cztery cele. Reszta leciała dalej.
Niedobrze… Ze wszystkich obecnych, Yoshiro był jedyną osobą, która mogła przyjąć trafienie Zarodnikiem. Na szczęście, jeden z pocisków nikomu nie zagrażał, zaś dwa pozostałe najwyraźniej miały wspólny cel. Ulga była bardzo krótkotrwała – tym celem okazała się Kachiko. Wiedział, że nie zdąży jej odepchnąć. Nie teraz, kiedy wciąż był otępiały po kierowaniu błyskawicami. Miał tylko jedną możliwość…
Kachiko ze zdumieniem patrzyła na Yoshiro, który nagle rzucił się tuż przed nią. Kiedy leciał, coś nim szarpnęło i obróciło wokół własnej osi. Wtedy do niej dotarło. Zasłonił ją przed pociskami. Czyżby to były zarodniki Chakralnej Zgnilizny? Usłyszała krzyk i zdała sobie sprawę z tego, że to jej głos. Uklękła, patrząc na swojego obrońcę.
Yoshiro z trudem łapał oddech. Niedobrze. Bardzo niedobrze. Dwa zarodniki… Jeszcze nie granica jego możliwości, ale i tak bolało jak wszyscy diabli. Instynktownie zdetonował sporą część chakry w momencie trafienia żeby wypalić Zgniliznę, ale wiedział z doświadczenia, że nie można było mieć pewności, dopóki nie sprawdzi tego medyk. Z trudem podniósł się z ziemi. Nie zdążył wstać i uspokoić Kachiko, gdy nagle rozległ się przerażony krzyk.
- Hinataaaaaa!!!!!!
Napastnicy wybrali ten moment, żeby zniknąć.
Praca własna Komentarzy: 3 05 Marzec 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @liverix-san, skoro tak, to już śpieszę wrzucać następny.
    @Mencio-san, nie wiem, czy starczy weekendu, jeżeli zdążę dopracować to co mam :D

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mencio
    Mencio

    @liverix: ja to się zabiorę za czytanie fanficków w weekend :)

  • liverix
    liverix

    Czekam na rozdział 3 :)