Świadomość, z którą nie da się żyć
Ból. Nic innego nie istniało. Cały wszechświat zdawał się być ulepiony tylko z niego.
Nie wiedziała, gdzie jest, ani jak się tu znalazła. Pamięć spowijała jej mgła. Nie potrafiła powiedzieć, czy jest tu zaledwie kilka minut, czy może kilkadziesiąt lat. Czas nie miał znaczenia, tak samo jak przestrzeń – nie miała nawet pojęcia, gdzie było to całe tu.

Naruto nie potrafił uwierzyć, że to już koniec. Minęła już niemal doba, odkąd Hinata została trafiona, a w jej stanie nie nastąpiła nawet najmniejsza poprawa. Wszyscy, którzy znali się na tej zarazie, twierdzili to samo – nie ma już nadziei. W najlepszym stanie, dziewczyna resztę swoich dni spędzi jako warzywo, podtrzymywane przy życiu przez skomplikowaną aparaturę medyczną.

Od czasu do czasu zdarzały się przebłyski wspomnień. Czyjeś – jej? – dzieciństwo, lata spędzone w domu rodzinnym, później w Akademii, przyjaciele… Ale te wspomnienia zawsze były zbyt krótkie, by mogła powiedzieć coś na pewno. Zresztą, nie wiedziała, na ile może ufać tym przebłyskom – w jednych miała kilka lat, w innych była w sile wieku. Często widywała jakąś dziewczynę – siebie? – w różnych sytuacjach, różnie ubraną i inaczej zachowującą się. W jakiś sposób wiedziała, że to ta sama osoba, która podejmowała różne decyzje. Żałowała, że nie wiedziała czy to ona. Czy to przyszłość, czy przeszłość. Ale zaraz po tym jak wizje się rozpraszały, zapominała. To i tak było bez znaczenia. Wszechświat był ciemny i pusty, jeżeli nie liczyć oceanu bólu, w którym była zanurzona.

Kurama poruszył się niespokojnie. Coś go szarpało. Czuł się podobnie, kiedy ten cały Naruto, próbował na siłę czerpać jego chakrę. Zupełnie, jakby był zapieczętowany w dwóch osobach naraz. Gdyby nie to, że Czwarty Hokage zginął, Kurama byłby pewien, że to on był źródłem tego odczucia – w końcu miał w sobie połowę jego chakry. Cóż… Na razie to uczucie było zbyt słabe, żeby się nim przejmował. Ale nadal go niepokoiło. Chciałby wiedzieć, co się dzieje.

Yoshiro otworzył oczy i zamrugał. W pierwszej chwili był przekonany, że nadal leży nieprzytomny w sali szpitalnej, ale po chwili rozpoznał zalane światłem korytarze. Znowu ściągnęło go do Labiryntu. Westchnął ciężko. Miał nadzieję, że trafi na Togashiego zanim wpadnie na któregoś z tutejszych mieszkańców. Nie wspominając już o tym, że wolałby sobie pospać…
- Nigdy nie zrozumiem twojego podejścia. Nic tylko spałbyś i spał.
- Togashi. – Yoshiro odwrócił się i spojrzał demonowi w oczy. W tym miejscu jakoś zawsze nabierał respektu dla etykiety. Może nie na tyle, by zacząć stosować odpowiednie zwroty, ale nigdy nie pozwolił sobie w Labiryncie na nazwanie Togashiego „jaszczurką”. Albo „staruszkiem”. – Cieszę się, że cię widzę.
Demon prychnął. – Pomiń te formalności. Wiem dobrze, że masz do nich identyczny stosunek co ja.
- Stosunek owszem, ale jest coś w atmosferze tego miejsca…
- Wiem. Powtarzasz to za każdym razem. – smok zachichotał. Nie był to najprzyjemniejszy z dźwięków. – Ale to teraz nieważne.
Yoshiro pokiwał głową. Faktycznie, demon ściągnął go tu z jakiegoś powodu. – O co chodzi?
- O tą dziewczynę. Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale ona jest ważna.
Niedobrze. Intuicja rzadko zawodziła Togashiego. A skoro poruszył ten temat, to coś było nie tak. – Ile czasu minęło, odkąd odpłynąłem?
- Jest już późny ranek. Dziewczyna wciąż się nie obudziła.
- Minęła prawie doba… Marne szanse, jeżeli wciąż nie odzyskała przytomności. Wiesz o tym lepiej ode mnie, tak samo jak zdajesz sobie sprawę, że nie bardzo jesteśmy w stanie cokolwiek zrobić. Chyba, że masz jakiś pomysł.
- Kilka mam, ale większość jest awykonalna. Myślałem, czy nie sprowadzić Ślimaczycy, ale sam wiesz, jakie podejście ma do ludzi.
- Tja. Zabawne, biorąc pod uwagę że Klan Ślimaka jako taki pomaga ludziom. A ich daimyo robi co w jej mocy, by tego uniknąć…
- Co poradzisz, taki charakter. Inna rzecz, że pewnie by pomogła, gdybym ją poprosił…
- Może lepiej nie? Pamiętasz, czego ostatnio zażądała od Hebiego?
- Pamiętam. I tylko to mnie powstrzymuje.
- No to co robimy? – Yoshiro nie pozwolił, by w jego głos wkradły się skarżące nuty. – Nie zrozum nie źle. Sprawiła wrażenie miłej dziewczyny, jest w niej coś… czystego. Ale ja naprawdę nie mam najmniejszego pojęcia jak można jej pomóc. Nie w takiej sytuacji.
- Masz rację. W normalnych warunkach nie dalibyśmy rady nic zrobić. Ale te warunki nie są normalne. Jeżeli mamy mieć nadzieję na zwycięstwo w tej walce, musimy mieć ją po naszej stronie. Choćby miało to oznaczać sięgnięcie po zakazane techniki. Niestety, może się okazać, że do przebudzenia jej konieczne będzie, uzyskanie wglądu w wir.
Yoshiro nie mógł się powstrzymać. Zaklął dosadnie. Jeżeli dziewczyna da się złapać wirowi Chaosu, to już po niej. Był tylko jeden shinobi zdolny wyciągnąć ją stamtąd – jego dawny towarzysz, Iwashi.
- Myślę, że powinieneś wykorzystać to jako pretekst.
- Sądzisz, że to przejdzie?
- Mam taką nadzieję.
- Zobaczymy. – Yoshiro zamyślił się. – Nie twierdzę, że moje rodzeństwo czy reszta oddziału nie byłaby wniebowzięta, gdyby udało się go ściągnąć z powrotem, ale wiesz, jak inni na to patrzyli… Użył Techniki Wyklętej.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale bez niego może się nie udać. I musisz zająć się tym jak najszybciej. Pamiętaj, że im dłużej czekamy, tym bardziej nasi wrogowie rosną w siłę.
- Coraz lepiej, psiakrew… Dobra, wystrzel mnie z powrotem do mojego ciała.
- Będziesz potrzebował chakry? Zużyłeś praktycznie wszystko co miałeś.
- Mówiłeś, że jest późny poranek? Znaczy, przespałem całą noc… Nie pogardzę chakrą, ale myślę, że dam radę ruszać się o własnych siłach.
- Świetnie. Jak tylko wstaniesz, pójdź do tej dziewczyny i otwórz Oko.
- Do tego na pewno będę potrzebował twojej chakry.
- Nie ma problemu.
Słowa Togashiego jeszcze nie przebrzmiały, gdy Yoshiro poczuł, jak potężna siła zasysa go z Labiryntów.

Naruto zamrugał oczami. Powoli zaczynał odczuwać efekty braku snu. Ostatnio udało mu się zdrzemnąć dwa dni temu. Potem był nocny patrol, kiedy wrócili praktycznie od razu trafili na bitwę, a następnie ten szaleńczy lot… Słyszał odgłosy walki na dziedzińcu, ale nie odważył się opuścić Hinaty. Za bardzo się bał tego, co mogłoby zdarzyć się pod jego nieobecność.
„I co z tym zrobisz, dzieciaku?” zapytał jakiś irytujący głosik w jego głowie. W pierwszej chwili myślał, że to Kurama, ale nie – tan głosik był cieńszy, bardziej piskliwy, brakowało mu też tego… dostojeństwa, które zdawało się promieniować z Dziewięcioogoniastego. Kiedy nie był wściekły na cały świat, więc dość rzadko. Ale jednak.
„Co jest, panie jestem-taki-mądry-i-znam-odpowiedź-na-każde-pytanie? Nie raczysz odpowiedzieć?” Naruto w pierwszej chwili rozejrzał się po pokoju, ale nie zauważył nikogo.
- Kim jesteś? – rzucił w przestrzeń.
Wiesz, gdy ktoś zaczyna gadać sam do siebie, to zazwyczaj świadczy to o sporych problemach psychicznych.” – to definitywnie był głos Kuramy.
„Można zapytać, czego chcesz, lisie?”
Ja? Tego co zawsze.
„Czyli? Bo jakoś nic mi to nie mówi.”
Odrobiny rozrywki. Ale nie sądzę, żebym ją tu znalazł. Spodziewałem się po tobie więcej, niż toczenia rozmów ze sobą samym.
Naruto z trudem powstrzymał cisnącą się na usta złośliwą odpowiedź. Był wdzięczny lisowi za pomoc w ratowaniu Hinaty i zdążył podziękować mu co najmniej tuzin razy odkąd wylądowali w fortecy samurajów, ale teraz nie miał głowy do wysłuchiwania kąśliwych tekstów Bijuu.
Szkoda, że nie możesz jej pomóc. Sprawiała wrażenie całkiem miłej.” Tym razem ton Kuramy był jakiś… dziwny. Nie żeby był w nim ślad zainteresowania, co to, to nie, ale jakoś… nie było tej zwyczajnej kąśliwości. Lis sprawiał wrażenie zamyślonego, tak chyba można to było nazwać.
„A ty byś mógł?” Naruto nie robił sobie nadziei. Dobrze wiedział, że nawet gdyby coś takiego było możliwe, to Kyuubi by mu odmówił.
Co zaskakujące, odpowiedź nie nadeszła od razu. Młody shinobi poczuł, jak wstępuje w niego nieśmiała nadzieja.

Kurama potrząsnął głową. Zastanawiał się, co się z nim działo. Zaczynał się zachowywać jak jakiś dzieciak. Czy za długo przebywał w towarzystwie tego irytującego bachora Czwartego i jego żony? Możliwe. Zaczynał się robić miękki. Nie podobało mu się to, chociaż z drugiej strony… Ten dzieciak był inny. Inny niż cała ta cholerna banda Uchicha, która postrzegała go wyłącznie jako broń. Inny niż żona Pierwszego, której zależało na uśpieniu go. Inny nawet od swojej matki, która, choć miała dla niego jakieś współczucie, nadal postrzegała go wyłącznie jako bestię.
Ten szczeniak Uzumaki, mimo całej swojej naiwności, mimo taniego idealizmu, jakimś cudem odnosił sukcesy. Nikt nie wiedział lepiej od Kuramy jak wiele młody wycierpiał. A mimo to wciąż dbał o przyjaciół. Wciąż miał w sobie radość i otwartość. Wciąż wierzył w sentymentalne bzdury, takie jak przyjaźń, lojalność i oddanie. Kuramę to intrygowało. I, co odkrył ze zdziwieniem, zależało mu na tym. Nie chciał patrzeć, jak życie odbiera to dzieciakowi. To już samo w sobie było mało przyjemne dla demona, który z cynizmu i niezależności utworzył sobie niemalże religię. Co gorsza jednak, odkrył, że zależy mu na uznaniu chłopaka. Stwierdził, że coś w nim chce stworzyć takie więzi, jakie łączyły Naruto i jego przyjaciół. Podejrzewał, że wpływ na to miało spotkanie z tymi całymi Togashim i Yoshiro. Nie miał pojęcia kim byli – poza tym, że, w pewien bardzo odległy sposób, przypominali jego i Naruto – ale instynktownie czuł, że relacje tych dwóch były na zupełnie innym poziomie. A jego wręcz zżerała zazdrość, by samemu nawiązać takie relacje ze swoim jinchuurikim.
Potrząsnął głową. Te rozważania do niczego nie prowadziły. Musiał podjąć decyzję.

Zdarzały się momenty, w których chwilowo odzyskiwała pamięć kim jest, oraz jak się nazywa. Były jednak tak nieliczne i krótkie, że właściwie nie miały znaczenia. Miała wtedy świadomość, że jest gdzieś, gdzie nie powinno jej być i że musi wracać – ale po chwili pamięć znikała i ponowne dryfowała w morzu bólu. Gdy wiedziała kim jest, bała się chwili w której zapomni, oraz czegoś jeszcze – nie potrafiła powiedzieć czego dokładnie się obawiała, ale wiedziała, że to nie groziło jej. Groziło komuś innemu, komuś, kto był dla niej ważny, komuś…
Pustka. Czarna, bezkresna pustka, wypełniona bólem A w niej ona, zawieszona, trwająca, wieczna. Jak ból. Nic innego nie czuła. Nic innego nie pamiętała. Nic innego nie znała. Nic, poza bólem. I strachem.

Nie wiem, co jej jest, ani jak to uleczyć. Ale gdybym wiedział, to możesz być pewnym, że pomógłbym.” Głos Kuramy rozwiał nadzieję, zanim zdążyła się uformować. Naruto ogarnęło poczucie beznadziei. Zdał sobie sprawę, że lis wciąż coś do niego mówi. Potrząsnął głową.
„Wybacz, lisie, ale chwilowo nie mam nastroju na pogawędki.”
Wyczuł, że Kurama się waha.
Mogę coś dla ciebie zrobić?
W pierwszej chwili Naruto chciał odmówić, ale w tym momencie wpadł mu do głowy pomysł.
„Bądź tak dobry i dopilnuj, żeby nikt mi nie przeszkadzał.”
Pochylił się nad bezwładnym ciałem dziewczyny, która drugi już raz naraziła swoje życie, by chronić jego. Poczuł łzy. Nie mógł i nie chciał ich powstrzymywać. Teraz nie miało to już znaczenia.

Satsu podniósł zmęczony wzrok i spróbował skupić się na słowach siostry.
- Wybacz, Hitomi, nie słuchałem. Co mówiłaś?
- Mamy poważny problem.
- Jak zwykle. Co tym razem?
- Yoshiro wciąż się nie obudził.
- Zużył praktycznie całą chakrę, nic dziwne… Yoshiro? – dopiero teraz do niego dotarło. Yoshiro powinien być już na nogach. Szlag. Co znowu?
- No właśnie. – Hitomi pokiwała głową. Ona też ledwo trzymała się na nogach. – Leży nieprzytomny, a do tego zaczyna się z niego sączyć chakra Togashiego.
- Szlag. Szlag, szlag, szlag, szlag. Co tu się dzieje?
- Zdaniem Itsuruko wygląda na to, że kiedy był nieprzytomny Togashi próbował się z nim skontaktować. Najwyraźniej coś poszło nie tak…
- No po prostu cudownie… Zaraza by to wszystko… – urwał, zdając sobie sprawę z tego jak to brzmi. Potrząsnął głową. – Dobra, co robimy?
Hitomi wzruszyła ramionami. – Wysłałam zmianę do tamtej strażnicy, gdzie walczyli. Dwie jednostki liniowe. Powinni wystarczyć. Jednocześnie kazałam im zluzować Kachiko. Powinna tu być.
- Faktycznie. Pomijając wszystko inne, to ona jest specjalistką od technik czasoprzestrzennych. Może jej się uda.
- Oby, bo jedyną osobą, która lepiej od niej zna się na tych technikach, jest Iwashi.
Satsu skrzywił się. – Cóż, w ostateczności wykorzystamy to jako pretekst.
- Naprawdę sądzisz, że to przejdzie? – Hitomi nie była w stanie ukryć sceptycyzmu.
- Hej, mamy stan wojenny. Mogę wydać taką decyzję, nawet, jeżeli nie będę miał poparcia Rady.
- Obyś się nie mylił…
Satsu z trudem podniósł się. Nie dość, że jedyną przerwą w obradach, jakie ostatnio toczył było starcie z hordą Gakich, to wcześniej musiał odbyć męczącą podróż przez Bramę. „To będzie cud, jeżeli okaże się, że złapałem więcej niż dwie godziny snu”, przemknęło mu przez głowę, gdy wyruszył zobaczyć brata.

Tsunade nie wiedziała co robić. Z jednej strony, nie musiała martwić się o omawianie spraw związanych z funkcjonowaniem Sojuszu Shinobi – Shikaku był bardziej niż kompetentny. Do tego była jedną z najlepszych, jeżeli nie najlepszą medyczną kunoichi obecną w twierdzy samurajów. Powinna zajmować się rannymi, a nie stać bezradnie w drzwiach sali i patrzeć na dwie postacie…
Nie mogła nawet zbliżyć się do Naruto i go pocieszyć. Chłopaka spowijała chakra Kyuubiego, uniemożliwiając komukolwiek zbliżenie się.
Wiedziała aż za dobrze, jak chłopak musiał się teraz czuć. Przypomniała sobie, jak sama klęczała i patrzyła przerażona, jak życie wycieka z Dana, a ona nie mogła nic zrobić, aby go zatrzymać. Najgorsze było poczucie bezradności. I poczucie winy.
- Nie wygląda to najlepiej, prawda, Hokage-sama? – usłyszała głos za swoimi plecami.
Odwróciła się i spojrzała w oblicze młodego Kazekage. Ten, nie zważając, kontynuował. – Nie sądziłem, że zobaczę go kiedyś w tym stanie. Zawsze czerpał siłę ze swoich więzi, a teraz to ona go niszczy. – Podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy. – Zdajesz sobie sprawę, że on może tego nie wytrzymać?
Tsunade już otwierała usta, żeby zaprzeczyć, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Gaara miał rację. Jej samej pozbieranie się po śmierci Dana zajęło wiele lat, i zapewne nic z tego by nie wyszło, gdyby nie sam Uzumaki. Choć nie chciała się do tego przyznać, to głównie dzięki niemu widziała jakiś sens w życiu. Wolała nawet nie myśleć o tym, że mogłoby się to zmienić.
- Jest silny. Wytrzyma. – powiedziała, ale czuła, że sama w to nie wierzy.
- Oby. Nie jest sam, ale…
- Ale nie wiem, czy damy radę mu pomóc, jeżeli będzie tego potrzebował. Byłam tam – w tym miejscu, gdzie się trafia po śmierci ukochanej osoby. Ze świadomością, że nie potrafiło się ochronić tych, którzy byli dla nas ważni. Jeżeli czegoś nie zrobimy, to on pozostanie tam na zawsze. Z taką świadomością nie da się żyć.
- Boisz się, że się zabije? – głos Gaary był cichy.
- Nie wiem. I to przeraża mnie najbardziej.
Hokage i Kazekage w milczeniu stali i patrzyli na młodego shinobi.

Naruto nie potrafiłby powiedzieć, jak długo siedział. Czas nie miał znaczenia. Jedyne, co pozostało w jego świecie, to twarz Hinaty. W tej chwili pozostało mu niewiele emocji – głównie strach o to, czy dziewczyna przeżyje.
Zdawał sobie sprawę, że Hinata umiera. Wiedział to. Na poziomie intelektualnym. Wciąż odmawiał akceptacji tego faktu.
Gdyby tylko mógł cokolwiek zrobić. Cokolwiek… Nie tak siedzieć bez sensu i patrzeć, jak dziewczyna, która go kocha, umiera. Którą, jak zdał sobie sprawę, on kochał.

To zdarzyło się podczas jednego z tych momentów przytomności. Nie potrafiła powiedzieć, czy te chwile są częstsze czy wręcz przeciwnie – w miejscu, gdzie nie było czegoś takiego jak czas, takie określenie było pozbawione sensu.
W tamtej chwili wiedziała dokładnie kim była. Znowu czuła strach, ale tym razem przypomniała sobie, o kogo się bała – nie o siebie, o Naruto. Kiedy przypomniała sobie to imię, nagle tama niepamięci pękła i zalały ją wspomnienia. Pamiętała.
W następnej chwili ponownie zaczęła ogarniać ją fala nieświadomości. Tym razem jednak zaczęła walczyć. Nie mogła pozwolić sobie by znowu zapomnieć.

Kurama znowu to poczuł. Ktoś sięgał po jego chakrę. Ktoś, kogo nie kojarzył… Nie podobało mu się to. Przez głowę przemknęli mu wszyscy ludzie, którzy dysponowali jego chakrą. Nie było ich zbyt wielu. Miko, Bracia Kinkaku i Ginkaku, Kushina, prawdopodobnie Minato…Wszyscy byli martwi, więc to musiał być ktoś inny. Ale kto?
Inna kwestia, że tym razem odczucie było inne. Normalnie, Kurama miał wrażenie, że ktoś próbuje wyszarpać cząstkę jego samego. Tym razem, to było tak, jakby ktoś go prosił o pomoc… Jeszcze niedawno zignorowałby coś takiego.
Parsknął, zamknął oczy i skoncentrował się na tym doznaniu.

Kachiko biegła korytarzami samurajskiego zamku. W głowie kołatały jej się słowa wiadomości, które dostarczyli jej zmiennicy.
„Yoshiro nie doszedł do siebie. Leży w śpiączce.”
Niemal wpadła na Itsuruko, wychodzącą z jednej z sal dla chorych. Przyjaciółka spojrzała jej w oczy, odwróciła się i bez słów poprowadziła do pokoju, w którym leżał Yoshiro.
Widok był straszny. Całe ciało wojownika Ryuumaru spowijała zielonkawa chakra Togashiego. W rogu pomieszczenia stał Itsu. Spod kaptura nie było nic widać, ale obie znały go na tyle dobrze, by wiedzieć, że się martwi.
Nikt nic nie mówił, ale wszyscy mieli przed oczami ten sam widok: następny dzień po Bitwie pod Bramą Piekieł. Wtedy to Iwashi tak leżał, a oni czekali. Nikt nie powiedział tego głośno, ale wszyscy z nich obawiali się tego samego – że Yoshiro, tak samo jak Iwashi, nie powróci już do nich.
Kachiko osunęła się na stołek. Wiedziała, że nic jej stąd nie ruszy.

Poczuła jakąś zmianę. Nagle, niespodziewanie. Zupełnie, jakby ktoś próbował się z nią porozumieć. Ktoś uparcie ją wołał. Raz za razem ponawiał zew. Nie było w nim słów. Nie było w nim emocji. Była jedynie determinacja. Ktoś jej potrzebował. Poczuła że znowu zapada w odrętwienie i zaczęła z całych sił zwalczać to uczucie. Była potrzebna. Nie pamiętała, komu, ale wiedziała, że musi zacząć walczyć, albo pozostanie tu na zawsze.

Kachiko drgnęła budząc się. Nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że zasnęła. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie licząc Yoshiro, była sama. Itsuruko musiała zająć się innymi pacjentami, a Itsu dostał jakieś inne zadanie do wykonania.
Kiedy ponownie zwróciła wzrok na Yoshiro, coś się zmieniło. Nie była pewna, czy to nie gra świateł, ale gdy spojrzała uważniej, przekonała się że faktycznie chakra owijająca się wokół Yoshiro przybrała kształt głowy Togashiego. Oblicze starożytnego demona zwróciło się w jej stronę.
- Kachiko. Dobrze, że tu jesteś.
- Togashi-sama? Co się dzieje?
- Yoshiro jest ze mną w Labiryntach. Nic mu nie grozi. Przekaż to pozostałym.
- Oczywiście, Togashi-sama.
- Kazał cię pozdrowić i poprosić, żebyś się o niego nie martwiła. – nie była pewna, czy mówiąc to, Togashi się nie uśmiechnął. Nigdy nie potrafiła rozczytać jego mimiki. Ale to nie było ważne. Poczuła się tak, jakby z serca spadł jej olbrzymi ciężar. Tymczasem Togashi kontynuował. – Nie mam wiele czasu, więc słuchaj uważnie. Nie wiem, ile nam tu jeszcze zejdzie. Potrzebuję twojej pomocy.
- Co mogę zrobić?
- Zajmij się tą dziewczyną. Możliwe, że będziesz w stanie jej pomóc. Ona jest ważna.
Z tymi słowami głowa Togashiego się rozwiała. Kachiko wstała. Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie w stronę Yoshiro po czym wyszła. Miała zadanie do wykonania. Nie wiedziała co prawda, jak może pomóc dziewczynie, ale na pewno nie będzie z tego powodu bezczynnie siedzieć.

- Jak długo tak siedzi?
- Odkąd przybyli. – Tsunade potrząsnęła głową. – Nie śpi, nie je, tylko siedzi. Nie pozwala nikomu się zbliżyć. Nie odpowiada. Nie reaguje. Nie wiem, co robić dalej. Tracimy go, Gaara. I nie możemy nic zrobić.
Kazekage zamyślił się. Znał Naruto całkiem dobrze i wiedział, że sytuacja była naprawdę zła. Jeżeli coś się szybko nie zmieni, pomyślał, to szkody jakie poniesie jego umysł mogą okazać się nieodwracalne.
W tym samym momencie podszedł do nich Satsu w towarzystwie Hitomi i Kachiko. Skinął głową obojgu shinobi. – Witajcie, Hokage-sama, Kazekage-sama. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?
- Skąd, Satsu-sama. –potrząsnęła głową. – Rozmawialiśmy o tym, jak Naruto radzi sobie z… zaistniałą sytuacją.
- Rozumiem. – faktycznie rozumiał. Kiedyś sam był w podobnej sytuacji co młody jinchuuriki. – Obawiam się, że na razie nie możemy zrobić zbyt wiele. Ale – dodał, pozwalając sobie na lekki uśmiech – chyba mam dobrą wiadomość. Wygląda na to, że Yoshiro niedługo odzyska przytomność. A on może być w stanie jej pomóc.
- Poważnie? –nie wierzyła własnym uszom. – Mówiliście, że nie jesteście w stanie nic zrobić.
Po twarzy Itsuruko przemknął grymas irytacji. Nie lubiła, kiedy w sprawach medycznych ktoś miał do powiedzenia więcej niż ona, ale… – My faktycznie nie jesteśmy. Ale Yoshiro powinien być. Zna się na leczeniu meridian i chakry lepiej niż ktokolwiek.
Satsu spojrzał wgłąb pokoju. Naruto nadal siedział bez ruchu. – Możecie przekazać mu tą wiadomość?
- Z przyjemnością. – Tsunade uśmiechnęła się. Jeżeli potrafiła teraz znaleźć jakieś zalety bycia medykiem, to zdecydowanie należało do nich przekazywanie dobrych wiadomości.

Yoshiro czuł się, jakby w ogóle nie kładł się do łóżka. Bolał go każdy mięsień.
„I ty próbujesz mi wmówić, że przeleżałem prawie dobę? Togashi, mówiłem, że masz popracować nad poczuciem humoru, ale to już lekka przesada.”
Lekką przesadą można nazwać mój zakres tolerancji dla twojej impertynencji.
Yoshiro wyszczerzył zęby. „Mówisz tak tylko dlatego, że mnie lubisz, ty stara, przerośnięta jaszczurko.”
Coś w tym jest. Gdybym cię nie lubił, już dawno bym się wściekł i cię zabił.” Mimo poważnych słów, w które zresztą Yoshiro nawet przez chwilę nie wątpił, był w stanie wyczuć rozbawienie w głosie Togashiego. Pomijając sytuacje takie jak wizyta w Labiryntach, czy sytuacje w których musiał postępować oficjalnie, shinobi świetnie dogadywał się z demonem balansując na krawędzi poufałości i ostrożnego szacunku należnego istocie o wiele potężniejszej.
- Wstałeś, śpiochu?
- Cześć, siostra. Też się cieszę, że cię widzę. Pomożesz mi wstać?
- Aż tak źle? – Hitomi pokręciła głową, podchodząc do łóżka.
- Nawet gorzej. – Yoshiro z trudem powstrzymał grymas. – Mam wrażenie, że zaraz się rozpadnę.
- To po ciężką cholerę chcesz wstać? – zapytała, wyciągając rękę i pomagając bratu podnieść się.
- Nie mój wybór. Mam zerknąć na tą dziewczynę, która oberwała Zgnilizną. Polecenie z góry. A, póki pamiętam. Znajdź potem Satsu i poproś, żeby przyszedł do mnie.
- Był tu chwilę temu. Musiał odejść, bo przybył kurier z wieściami od Rady. Wziął ze sobą Kachiko, bo spotkaniu przewodniczy jej ojciec. Ale jak tylko będzie wolny… Czy ty kumulujesz chakrę?!
- Nie swoją. I nie wrzeszcz tak. – pokręcił głową. Czuł się jeszcze gorzej, niż wyglądał. – Muszę otworzyć Oko Togashiego. Nie chcę za bardzo obciążać meridian, więc kumuluję ją powoli.
- Wykończysz się, wiesz o tym? – westchnęła ciężko. – Dasz radę iść sam, czy mam ci pomóc? – zmieniła temat.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko, to myślę, że pomoc by się przydała.
- Co ja z wami mam. Jeden brat prawie się zabija, drugiemu Rada chce wejść na głowę…
- A smarkata siostra ma się za głowę rodziny. – dokończył z uśmiechem. Hitomi także się roześmiała.
Opuścili pokój w całkiem niezłych humorach.

- Naruto, chcę porozmawiać. Opuść powłokę chakry.
Nie słuchał. Nie reagował. Po prostu siedział i patrzył w przestrzeń.
Yoshiro westchnął. Miał szczerą nadzieję, że nie będzie musiał sięgać po cięższe argumenty. Oby Kurama posłuchał. Bo naprawdę nie miał ochoty wywoływać Togashiego… Już samo kumulowanie chakry w lewym oku było wystarczająco męczące. Konieczność łażenia z zamkniętym okiem była jeszcze lepsza. No nic, narzekanie nie miało sensu. To była część ceny, którą musiał płacić za wsparcie, które Togashi mu zapewniał.
Skoncentrował się na więzi łączącej go z demonem. Posłał wzdłuż niej swoją świadomość, aż znalazł się w miejscu, gdzie spotykały się ich jaźnie. Kiedy poprzednio nawiązywał kontakt z Kuramą, miał zadanie ułatwione o tyle, że wówczas mógł wykorzystać potencjał swoich oczu. Teraz wolał nawet nie myśleć o aktywacji.
Na szczęście, nie musiał. Kurama najwyraźniej wyczuł, że próbuje nawiązać kontakt i odpowiedział. Podążając za obecnością lisa, szybko trafił do niego samego.
- Yoshiro. Czego ode mnie chcesz?
- Cześć, Kurama. Też się cieszę, że cię widzę. A z nim co? – Yoshiro wskazał na Naruto, siedzącego bez ruchu i wpatrzonego w przestrzeń.
- Siedzi tak od dłuższego czasu. Poprosił, żebym dopilnował, żeby nikt mu nie przeszkadzał.
- Aha. – Yoshiro pokiwał domyślnie głową. – To teraz mam tylko jedno pytanie. Sam opuścisz powłokę chakry, czy mam poprosić Togashiego żeby cię do tego przekonał?
- Nie wyglądasz najlepiej, człowieku. Naprawdę sądzisz, że zdołasz mnie pokonać?
- Samemu? W moim obecnym stanie? Nie mam szans. Ale – dodał, uśmiechając się krzywo – mam po swojej stronie Togashiego. I mogę ci zaręczyć, że nie chcesz go spotkać kiedy jest wkurzony.
- Opuszczam powłokę. – stwierdził Kurama po chwili milczenia. Lis najwyraźniej zgadzał się z Yoshiro. Ten tylko kiwnął głową w podzięce i zaczął wycofywać swoją świadomość z powrotem do swojego ciała.
- Trzymasz się jakoś, braciszku? – Hitomi była zaniepokojona. Jakoś nigdy nie przywykła do tych pogawędek w umyśle, które Yoshiro prowadził z demonami.
- Myślę, że można tak powiedzieć. Przynajmniej na razie. Wygląda na to, że wreszcie da się z nim pogadać… – w pierwszej chwili Hitomi nie zrozumiała, o kim jej brat mówi. Potem zauważyła, że powłoka lisiej chakry, która jeszcze przed chwilą spowijała Naruto, teraz zaczęła opadać.
- Ugh… Ale się paskudnie czuję… No nic, do roboty. – Yoshiro z trudem wykrzywił twarz w grymasie, który chyba miał przypominać uśmiech. – Siostra, na wszelki wypadek cofnij się.
- Na wszelki wypadek, to ja mu mogę poprzebijać punkty meridianowe. – mówiąc to, zaczęła tworzyć na końcówkach palców kryształowe iglice, jednocześnie aktywując byakugana.
Yoshiro skrzywił się. Podszedł do Naruto i potrząsnął za ramię. Blondyn, nagle wytrącony z niemal transu, zwrócił na starszego shinobi spojrzenie pustych, martwych oczu. Yoshiro skrzywił się. Znał ten wzrok. Weterani nazywali go „spojrzeniem martwej duszy”. Tak patrzyli ludzie, w których poniesione straty zabiły chęć do dalszego życia. Sytuacja była gorsza, niż można było się spodziewać.
- Naruto, słyszysz mnie?! Spójrz na mnie! Popatrz mi w oczy! – ani okrzyki, ani potrząsanie nie przyniosły żadnego rezultatu. Jinchuuriki był nieobecny duchem. Szlag.
- No cóż, siostra… Wygląda na to, że trzeba będzie sięgnąć po terapię szokową. – stwierdził, jednocześnie otwierając lewe oko.

Hinata nie wiedziała, dlaczego zew zniknął. Na szczęście pamiętała już kim jest. Pamiętała, co musi zrobić. Naruto jej potrzebował. Cała reszta była nieważna. Z determinacją, o którą sama by siebie nie posądzała, parła dalej. Musiała się stąd wyrwać.

Hitomi skrzywiła się, widząc jak jej brat otwiera Lewe Oko Togashiego. Kiedyś, dawno temu, sama doświadczyła tego, co miało stać się udziałem Naruto. To Oko należało do Togashiego. Spojrzeć w nie, oznaczało spojrzeć w oko demona. Starożytnego i niemalże wszechmocnego. Już sama siła spojrzenia wystarczyła do wstrząśnięcia posadami ludzkiej psychiki. A kiedy Togashi skupiał swój wzrok…
Yoshiro tłumaczył jej kiedyś, że to wcale nie jest genjutsu. Po prostu ludzki umysł nie jest w stanie wytrzymać w takiej konfrontacji. Cóż, cokolwiek to nie było, powinno na tyle wstrząsnąć Naruto aby go przywrócić do… stanu używalności, jak to kiedyś określił Itsu.
Hitomi potrząsnęła głową. Te rozważania nigdzie nie prowadziły.
Minęło ładnych kilka chwil, zanim w Naruto zaszła jakakolwiek zmiana. Musiał być bardziej załamany niż sądziła… Albo to, albo był zbyt tępy, żeby dotarło do niego że coś się dzieje. W tym wypadku jedno jest równie prawdopodobne jak drugie – przemknęło jej przez głowę.
Z drugiej strony, kiedy już w końcu blondwłosy jinchuuriki drgnął, dość szybko zaczął dochodzić do siebie. Wreszcie. Gdyby to potrwało trochę dłużej, Hitomi spróbowałaby się wtrącić. Yoshiro nie powinien nadużywać jakichkolwiek technik, a już szczególnie takich, jak Lewe Oko Togashiego, które zużywało mordercze wręcz ilości chakry. Owszem, cała ta energia pochodziła od demona, ale nie zmieniało to faktu, że samo utrzymywanie aktywnej techniki było dla Ryuumaru nadmiernym obciążeniem.
- C… co jest? Co to jest? Co się dzieje?! Kim… – Naruto potrząsnął głową. Co tu się u diabła działo? Czym było to dziwne, złote światło, które go przed chwilą ogarnęło? Kto nim przed chwilą potrząsnął?
- Naruto. Spokojnie. Doszedłeś już do siebie?
- Hinata? Co z Hinatą?
Hitomi westchnęła ciężko. Jak mieli wytłumaczyć dzieciakowi, że dziewczyna nie przeżyje? Otworzyła usta i zaraz je zamknęła. W kącie pola widzenia mignęło jej coś pomarańczowego. Odwróciła głowę i wstrzymała oddech. Olbrzymi kokon chakry spowijał Hinatę. Hitomi usłyszała, jak jej brat chichocze i szepcze coś. Wytężyła słuch.
- Znowu racja była po twojej stronie, stara jaszczurko.

W mroku, którego nigdy nie miały rozświetlić promienie słońca, ktoś się poruszył. Zamknięte od lat oczy rozchyliły się pod pieczętującymi formułami. Ciało, skrępowane nie tylko więzami, ale także najpotężniejszymi znanymi ludzkości pieczęciami drgnęło. Na usta wypłynął uśmiech. Coś się zmieniło. Nie potrafił powiedzieć co, ani gdzie, ale wiedział. Jego czas nadchodził.
Praca własna Komentarzy: 6 12 Marzec 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • Mencio
    Mencio

    @Gomeroth: teraz już powinienes móc pisać - tylko nie pisz częściej niż raz na 5 minut ^^ bo znowu sie to stanie - naprawie to na stałe do paru dni.

  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth o to znany problem, zapominanie, że czytelnik może nie być świadom tego, co my doskonale wiemy. mi się zdaża niekiedy w drugą stronę, oznajmiam coś, co czytelnik i tak już od dawna wie i powtarzam to nie wiedzieć po co.

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu-san, powiedziałbym że nie powinieneś mnie nie doceniać, ale to byłoby kuszenie losu :) A poważnie mówiąc, mam tendencję do pomijania informacji które dla mnie są oczywiste. Staram się tego uniknąć, ale errare humanum est

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth jestem na bieżąco, więc z pewnością dam Ci znać, jakby co, ale uwierz, pisze opowiadania od ponad 10 lat i mąciłam tak wieloma przeplatającymi się nawzajem wątkami, że trudno doprowadzić do tego, żebym się pogubił ;D

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu-san: bardzo dziękuję. Staram się jak mogę, żeby czytało się miło i przyjemnie. Jeżeli zacznę w którymś momencie nadmiernie mącić, daj mi znać.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    walnę jeden komentarz, bo poprzednie części czytałem już wcześniej, a pamięć słaba ^^ najlepszy z fanicków! mimo wielowątkowości i dużej ilości nowych postaci, historii itd czyta się z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się kontynuacji. oby tak dalej!