Chmury się gromadzą
Sakura czuła, że jeżeli niedługo nic się nie zmieni, to z nerwów wyjdzie z siebie. Od czasu walki w strażnicy minęło pięć dni. Dwa, odkąd wrócili do Konohy i jeden od powrotu czcigodnej Tsunade. I nadal nie wiedziała co się dzieje z Naruto czy Hinatą. Zdołała jedynie wydobyć od Shizune informacje, że „dołączą później”. Zaraz potem Piąta zamknęła się w biurze z radą osady i od tamtej pory nie wychodziła.
Jeszcze w strażnicy próbowała wydobyć jakieś wiadomości od kunoichi która z nimi została, ale najpierw musiała zająć się rannymi, a kiedy rano próbowała nawiązać rozmowę, przybyli jacyś inni shinobi, którzy zajęli jej miejsce. W efekcie nie zdołała dowiedzieć się niczego.
W swoich poszukiwaniach informacji nie była bynajmniej osamotniona. Sasuke, Kiba i Neji razem z nią starali dowiedzieć się czegoś więcej na temat losu Naruto i Hinaty. Nadaremnie. Kiedy wrócili do osady, dołączyli do nich Konohamaru i Hanabi. Wciąż bez efektu.
Teraz nareszcie zostali wezwani przez Hokage. Wszystkie trzy drużyny z ich rocznika, cztery z rocznika starszego, w tym ci od Gaia, oraz trzy inne, niedawno awansowane. Do tego drużyna Hebi. Mnóstwo ludzi.
Już z daleka słychać było podniesione głosy. Najwyraźniej Hokage się z kimś kłóciła. Chociaż nie… nie słyszała czcigodnej Tsunade. Za to wyraźnie rozpoznawała głos Kiby… i Naruto? Przystanęła, zdziwiona i wsłuchała się uważniej. To na pewno był głos Naruto. Zdumiona, przyspieszyła kroku.
Kiedy tylko przekroczyła próg, przekonała się, że słuch jej nie zmylił. Naruto stał na środku pomieszczenia, naprzeciwko Kiby i najwyraźniej był w samym środku zażartej kłótni.
-… więc z łaski swojej odtenteguj się ode mnie, Kiba. Nie ode mnie zależało, kiedy wrócimy, ten teges. – uniósł wzrok i zauważył wchodzącą Sakurę. – O, cześć Sakurka.
To była kropla, która przelała czarę. Powoli podeszła do niego, czując że musi dać upust temu wszystkiemu, tym nerwom, napięciu, strachowi… A kiedy ona się zamartwiała, on najwyraźniej świetnie się bawił. „Cześć, Sakurka”. Zaraz bałwan oberwie…
Kiba, najwyraźniej przeczuwając na co się zanosi, odsunął się jej z drogi. Rozsądnie. Jej celem był Naruto. W momencie, gdy już miała palnąć go w ten pusty baniak, jednocześnie wydarzyły się dwie rzeczy.
Po pierwsze, blondyna momentalnie spowił kokon czerwonej chakry. W tej samej chwili pomiędzy Naruto i Sakurą pojawiła się Hinata.
Młoda medyczka była tak zaskoczona, że odruchowo cofnęła się o krok. Sama nie wiedziała, co zaskoczyło ją bardziej – nagła erupcja chakry Kyuubiego, fakt, że najwyraźniej Naruto świetnie nad nią panował, czy reakcja Hinaty. Kiedy później się nad tym zastanawiała, doszła do wniosku że to ostatnie – z jednej strony pamiętała, jak rzuciła się między Naruto i Paina. Z drugiej… Jakoś się tego nie spodziewała. Tak samo jak dziwnego błysku w oku Naruto. A może to był tylko refleks chakry?
Zanim Sakura zdążyła się otrząsnąć z zaskoczenia, do akcji wkroczyła Tsunade.
- Skoro wszyscy już są – spojrzała wymownie na swoją uczennicę – możemy przejść do poważnych spraw. Chcę wam przedstawić czcigodnego Ryuumaru Satsu, głowę rodu Ryuumaru. Pochodzi z miejsca nazywanego Pierwszym Światem. O ile się orientuję, część z was spotkała już tamtejszych shinobi, prawda?
Sakura zmarszczyła brwi. O co mogło chodzić jej mistrzyni? Chyba, że…
- To ci, którzy pomogli nam w strażnicy przy granicy z Krajem Traw. – stwierdziła Karin.
No jasne! W duchu Sakura sklęła się za niedomyślność. Powinna była na to wpaść. Co gorsza, ta czerwonowłosa zołza najwyraźniej punktowała u Sasuke. Nie mogła na to pozwolić.
- Dziękuję, Tsunade-sama. – mężczyzna nazwany Satsu wstał. Mężczyzna? Sakura przyjrzała mu się uważniej. Wyglądał na niewiele starszego od niej. Mógł mieć ile, dwadzieścia lat? Raczej nie więcej, pewnie mniej.
Mimo młodego wieku, widać było po nim zdecydowanie i doświadczenie. Jego ruchy były spokojne i oszczędne, głos cichy, ale najwyraźniej zaznajomiony z przedzieraniem się przez bitewny zgiełk – czuć w nim było siłę.
Shinobi był nieco niższy od Hokage – nie na wiele, tak, że różnica była widoczna ale nie rzucała się w oczy. Nosił prosty, tradycyjny strój – kimono przepasane obi, hakama i haori – wszystko to ozdobione drogimi, wymyślnymi haftami przedstawiającymi tańczące smoki. Musiało być warte fortunę. Twarz nieznajomego była ostra – szczupła, przypominała nieco drapieżnego ptaka. Wrażenie pogłębiały oczy – głęboko osadzone, czujne, zielone niczym szmaragdy.
Ryuumaru wyglądał, jakby przydał mu się odpoczynek – jego strój był wygnieciony, a ciemne włosy potargane i w nieładzie. Mimo znużenie, które było wręcz namacalne, ten człowiek promieniował wręcz energią. Przypominał pod tym względem Naruto – wydawał się mieć niespożyte zasoby sił. Jednak o ile Naruto regularnie zachowywał się jak dziecko, które roznosi energia, Satsu przypominał bardziej lodowiec – majestatyczny, dostojny, powolny i niepowstrzymany. Jak zresztą później odkryli, jego ulubionym żywiołem było W Lodzie Ukrycie.
Obserwując nieznajomego, Sakura zwróciła uwagę na dwie rzeczy – po pierwsze, za pasem nieznajomy trzymał dwa miecze. I choć saya każdego z nich była elegancko zdobiona, dorównując ozdobnością reszcie stroju, sugerując ceremonialne znaczenie, rękojeści mieczy różniły się od siebie znacząco. Jedna doskonale pasowała do stroju, wyglądała na część broni paradnej, nie przeznaczonej do walki. Zapewne był to miecz ceremonialny. Druga rękojeść nosiła wyraźne ślady użytkowania – prosta, bez zbędnych ozdób, wyślizgana od trzymania.
Drugą rzeczą, albo raczej osobą, która przykuła wzrok Sakury, była kobieta – a właściwie dziewczyna, na oko mniej więcej w wieku Satsu – stojąca pół kroku za nim. Podobieństwo było wprost uderzające. Zapewne jego siostra, przemknęło Sakurze przez głowę. Przyjrzała się nieznajomej uważniej.
Jej rysy twarzy były zdecydowanie łagodniejsze, sprawiała jednak wrażenie bardziej niedostępnej. Z całej jej postawy i sposobu w jakich czujnie obrzucała wzrokiem otoczenie można było wywnioskować, że szuka czegoś… Jakiegoś zagrożenia? Paranoiczka? W przeciwieństwie do domniemanego brata nosiła dużo bardziej funkcjonalne ubranie, pozbawione haori, za to uzupełnione o ochraniacze na przedramionach. Nie wyglądała na zbyt przyjazną…
Jakby czując spojrzenie Sakury odwróciła głowę i zmierzyła ją spojrzeniem. Medyczna kunoichi zmieszała się i spuściła wzrok, ogarniając figurę nieznajomej. To był błąd. Wystarczyło, że zazdrościła Hinacie. No, może trochę Tsunade. Ale teraz miała trzeci obiekt zazdrości… która, co musiała niechętnie przyznać przed samą sobą, wyglądała od niej znacznie lepiej. Oby tylko nie spodobał jej się Sasuke! Wystarczyło, że ta cała Karin próbuje zawrócić mu w głowie.
Wszystkie te obserwacje i wnioski zajęły Sakurze raptem kilka chwil. W tym czasie Satsu wyszedł na środek biura Hokage i rozejrzał się po wszystkich obecnych.
- Skoro wszyscy już są, myślę, że możemy zaczynać. Zapewne zastanawiacie się, czemu was wezwano? – rozejrzał się pytająco. Kilka osób pokiwało głowami. – Sytuacja jest dość skomplikowana. Obawiam się, że wyjaśnienia zajmą trochę czasu, więc usiądźcie. – wskazał gestem na ustawione w półkole krzesła. Kiedy każdy zajął miejsce kiwnął głową z aprobatą i kontynuował. – Zanim zacznę wam to wyjaśniać, muszę was ostrzec, Nie ma sensu tłumaczyć kim jestem i skąd pochodzę – to by tylko wprowadziło zbędny zamęt. Powiem więc tylko tyle, że pewna grupa niezwykle niebezpiecznych przestępców nawiązała ostatnio kontakt z grupą zwaną Akatsuki. Jak rozumiem, nie jest to dla was zaskoczenie?
Potrząsnęli głowami. Jedenastka Konohy już jakiś czas temu zorientowała się, że Akatsuki zdobyła gdzieś nowych członków. Wszystko wskazywało na to, że jedynymi ze „starych” byli Zetsu, Kisame i ten cały Tobi, którego zresztą nie było w zapiskach od Kabuto. Z pozostałych członków Akatsuki, Konan przewodziła Ame-gakure, Itachi leżał w szpitalu Konohy w śpiączce, a reszta nie żyła.
- Problem polega na tym, że każdy z tych ludzi ma co najmniej siódmą rangę. – Satsu rozejrzał się i skrzywił, widząc brak zrozumienia na twarzach obecnych. – Przepraszam. Chciałem powiedzieć, że choć nie są aż tak potężni jak, powiedzmy, Bijuu, to jednak każdy z nich jest w stanie pokonać standardowy oddział liniowy, a przekładając to na waszą nomenklaturę – są znacznie silniejsi niż Kage.
Tym razem reakcja była znacznie bardziej żywiołowa. Podenerwowane głosy, gorączkowe dyskusje… Sakura sama nie była w stanie w to uwierzyć. Gdyby nie widziała na własne oczy co zrobili tamci dwaj w strażnicy, nigdy by nie uwierzyła…
- Co w takim razie robimy tu my? – rozległ się czyjś głos z końca sali. Sakura odwróciła głowę. Mana. Dziewczyna Kiby. Medyczna kunoichi, tak jak ona sama. Młodsza od niej o jakiś rok, była zdolna, ale jedyną osobą, która miała mniej śmiałości od niej była Hinata. Chociaż… Sakura posłała w jej stronę badawcze spojrzenie. Siedziała obok Naruto i najwyraźniej coś się zmieniło. Sakura wiele by dała za to, aby dowiedzieć się co się stało gdy tamta dwójka była nieobecna.
Potrząsnęła głową. Nie powinna się rozpraszać. Ponownie skupiła się na słowach Satsu.
- To doskonałe pytanie. Chcemy zorganizować oddziały których zadaniem będzie nawiązanie z nimi równorzędną walkę. Nie wiemy zbyt wiele o ich celach, ale kiedy ostatnio byli na wolności, wywołali wojnę.
- Wojnę?!
- Owszem. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że są w stanie szybko zorganizować znaczne siły, czego dowodzi atak na zlot Kage.
- Jaki atak? – Sakura rozumiała coraz mniej.
- Oddziały pomniejszych demonów zaatakowały twierdzę samurajów. Chociaż Iwa, Kiri i Kumo nie są jeszcze do końca przekonane, Konoha, Suna i samurajowie zdecydowali się zawiązać sojusz z Klanem Smoka. Oznacza to, że wprowadzony zostaje stan wyjątkowy. – wyjaśniła Tsunade. – A niedługo, zapewne wojenny.
- Jeszcze jedna sprawa. Wspomniałem, że są znacznie silniejsi od Kage. Wynika to głównie z tego, że walczą w sposób który dla was jest całkowicie niezrozumiały. Możemy was tego nauczyć. Niestety, większość shinobi o większym doświadczeniu zostanie przydzielona do jednostek liniowych. I tak naprawdę, jest to główny powód dla którego zebraliśmy tu was – zdaniem waszych przełożonych jesteście najzdolniejszymi shinobi swojego pokolenia. Potrzebujemy was.
Sakura rozejrzała się. Słowa Satsu zadziałały lepiej niż najlepsze genjutsu. Miał ich pełną, niepodzielną uwagę.
- Nie twierdzę, że to będzie łatwe. Po rozmowie z Hokage zdecydowaliśmy, że przyjmiemy tylko ochotników, oraz – uniósł rękę powstrzymując wszystkich, którzy chcieliby się zerwać z okrzykiem – nie wcześniej niż za trzy dni. Dzisiaj przybędą shinobi Klanu Smoka. Będziecie mogli zobaczyć jak walczą i jak trenują. Dopiero potem, po zastanowieniu się, będziecie mogli podjąć decyzję. Nie zamierzam nikogo oszukiwać – trening jest morderczy. U nas odpadało siedem osób z dziesięciu. Niemniej, nie sądzę, żeby tu też tak było.
- Jeżeli nie ma więcej pytań, to wszystko. Jeżeli są pytania, to możecie poczekać pod gabinetem i zadać je kiedy skończymy. Hinata, Naruto, wy dwoje zostańcie tutaj chwilę. – Hokage dała do zrozumienia, że spotkanie jest skończone.

Kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim wychodzącym, Hokage spojrzała na dwójkę pozostałych shinobi.
- Zdajecie sobie sprawę, że ze względu na waszą dość… specyficzną sytuację będziecie musieli przejść szkolenie Ryuumaru? – zapytała.
Naruto przełknął ślinę. Sam nie miał nic przeciwko treningom, ale ostatnio zaczął się mocno martwić o Hinatę.
- Nie będzie tak źle. – wtrąciła się Hitomi. Do tej pory milczała i pilnowała pleców brata, teraz się uspokoiła i usiadła na krześle pod ścianą. – Jeżeli nie będą chcieli wziąć udziału w szkoleniu, to jestem pewna że Yoshi zajmie się nimi oddzielnie.
- Fakt. – Satsu skinął głową. On też nagle się rozluźnił. I uśmiechnął. – Ale myślę, że powinniśmy spytać go o to osobiście. Wygląda na to, że wrócił. – Spojrzał na Tsunade. – Hokage-sama, dziękuję za wszystko. Jeżeli pozwolisz, resztę wyjaśni mój brat. Powinien zaraz się pojawić.
- Oczywiście, Satsu-sama. – Tsunade kiwnęła głową, po czym przeniosła spojrzenie na dwójkę swoich podopiecznych. Potarła twarz. – Jak się czujecie?
Naruto wzruszył ramionami. – Normalnie.
- A ty, Hinata?
Dziewczyna uśmiechnęła się. – Całkiem dobrze, Hokage-sama.
- Dobrze to słyszeć. Muszę przyznać, że mocno się obawiałam o waszą dwójkę. – Niedopowiedzenie roku. Nawet kiedy medycy Klanu Smoka zapewnili, że dziewczynie nic nie będzie, nie przestała się o nią martwić. Ani o Naruto – zdawała sobie aż za dobrze sprawę z tego, w jak wielki niebezpieczeństwie był Uzumaki. Gdyby dziewczyna zmarła, Naruto byłby stracony na długie lata. Tsunade pamiętała, ile czasu zajęło jej otrząśnięcie się po śmierci Dana. Zresztą, gdyby nie ten dzieciak, pewnie nadal by się nad sobą użalała. Miała wobec niego wielki dług…
- Cóż, rozumiem że wydobrzeliście już wystarczająco, żeby nie trzymać was na obserwacji. Przynajmniej pod względem medycznym. Nie podoba mi się to tak samo jak wam, ale Klan Smoka zasugerował, a ja nie mogę się nie zgodzić, że dopóki nie nauczycie się w pełni panować nad mocą Kyuubiego… znaczy, Kuramy, ktoś powinien mieć cię na oku. – Naruto już chciał powiedzieć, że świetnie sobie poradzi bez jakiejkolwiek opieki, ale Tsunade nie zamierzała dać sobie przerwać. – Hinata, zdaję sobie sprawę, że to mało przyjemne, ale… Szlag, my tak naprawdę nie wiemy CO ci się stało.
- Rozumiem. – kunoichi kiwnęła głową. Naruto nie zamierzał jednak przejść nad sprawą bez słowa.
- Zaraz, chwila, ten teges. Co to znaczy „mieć na oku”? Co jest, jakiś pacan ma wszędzie za nią łazić?
- „Jakiś pacan”? Tak to mnie jeszcze nikt chyba nie nazwał. – rozległ się głos od drzwi. Brzmiała w nim nuta… rozbawienia? Chyba tak, choć nie można było powiedzieć tego z pewnością. Naruto gwałtownie się obrócił. Na progu stała piątka postaci w płaszczach. Czwórkę z nich kojarzył – to oni pomogli im w strażnicy… i później. Piąty z nich, odziany w płaszcz barwy krwi, stał nieco z tyłu. Tak jak pozostałym, twarz zakrywał mu kaptur, wobec czego ciężko było powiedzieć o nim cokolwiek więcej.
Zielony płaszcz, Yoshiro – bo to on się odezwał – podszedł bliżej i złożył krótki, formalny ukłon. – Hokage-sama. – Tsunade kiwnięciem głowy przyjęła powitanie. Yoshiro zdjął kaptur i odwrócił się do Satsu. – Cześć, braciszku. – a więc faktycznie byli rodzeństwem. Na końcu spojrzał na Naruto i Hinatę. – Nie mogę powiedzieć, że cię nie rozumiem, Naruto. Też bym się wściekł, gdyby ktoś miał cały czas łazić za moją dziewczyną. – zerknął na Kachiko. Naruto początkowo chciał zaprzeczyć ale na szczęście zdążył ugryźć się w język. Dziewczyna? Czemu nie? Spojrzał na Hinatę, tylko po to by złapać jej wzrok. Dziewczyna zaczerwieniła się i spojrzała w dół. Poczuł, że na usta wpływa mu lekki uśmiech. Yoshiro kontynuował. – Zawrzyjmy więc umowę. Wy będziecie brać udział w treningach ze mną, a w zamian ja będę się trzymał tak daleko jak tylko będzie to bezpieczne. Zgoda?
Naruto kiwnął głową. Propozycja brzmiała sensownie. Kiedy tylko przestał się zamartwiać o życie Hinaty, chciał porozmawiać z Yoshiro i poprosić go o pomoc w porozumieniu się z Kuramą. Niestety, jak na złość, Ryuumaru przepadł jak kamień w wodę.
- Dobra jest. To by załatwiało jeden z największych problemów. – Yoshiro ciężko westchnął. – Jeden z głowy, zostało tylko sto tysięcy innych.
- Yoshiro-dono, czy coś jest nie tak? – Tsunade spojrzała zaniepokojona/
- Można tak to ująć. Niestety, nie mam najlepszych wieści… – zawahał się. – Hinata, Naruto, możecie zostawić nas samych?
Kiedy za dwójką młodych zamknęły się drzwi, Yoshiro zrzucił kaptur, podobnie jak jego towarzyszki. Nie wyglądali najlepiej. Tsunade zaczęła się zastanawiać, czy oni po prostu nie mieli tak stale – jakoś nie mogła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek sprawiali wrażenie całkowicie wypoczętych. Yoshiro wydawał się nie dostrzegać jej dylematu. – Niestety, Klany nie są tak jednomyślne jak mieliśmy nadzieję. Wielu nie podoba się współpraca z Upadłym. Żuraw wprost zapowiedział, że jego wojska nigdy nie staną po tej samej stronie.
- Yoshiro-dono…
- Hokage-sama, proszę, bez takich ceremoniałów.
- Tylko jeżeli to będzie działać w obie strony. – Tsunade uśmiechnęła się.
- Zgoda.
- Fajno. Znaczy, mogę se klapnąć i nikt się nie obrazi? – Iwashi nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z okazji by zachować się w sposób możliwie najbardziej niestosowny.
- Wracając do tematu… Czym dokładnie jest „Upadły”?
- O, w mordę… Hokage, zakładam że mój brat opowiedział ci o wojnie między Trzema Kami?
- W skrócie, ale tak.
- A o powołaniu Onigamich?
- Też.
- Dobra, to sporo nam ułatwi. W dużym skrócie, upraszczając i pomijając sporo żywotnych szczegółów, Upadły to Onigami który dał się skazić Drugiemu. To on dowodzi legionami demonów wszelkich rang – od Gakich i Bakemono po youkai i Bijuu. Generalnie jego domeną jest Drugi Świat, gdzie stara się zmusić te cholerstwa do stworzenia czegoś na kształt społeczeństwa.
- Próba z góry skazana na porażkę. – burknął Itsu. Jak każdy weteran jednostek frontowych, miał wyrobione własne, niezbyt pochlebne zdanie na temat Mrocznego Klanu.
- Możliwe, ale faktem jest, że gdyby nie jego działania mielibyśmy regularną wojnę, a nie potyczki z grasantami. – wzruszyła ramionami Kachiko.
- Rozumiem, że nie jest to szczególnie popularny temat? – zapytała Tsunade.
- To nie tak. – Satsu pokręcił głową. – Podczas Wielkiej Wojny Demonów, Upadły był jednym z najpotężniejszych onigamich. W kwestii czystej siły ustępował chyba tylko Krabowi, ewentualnie Lwu, a w dziedzinie wiedzy i sprytu rywalizować z nim mogli tylko Smok i Skorpion. Problem polega na tym, że Upadły wierzył że trzeba korzystać z każdej techniki, byle tylko pokonać wroga. Zaczął więc studiować W Mroku Ukrycie. Podążył tą ścieżką zbyt daleko – dopadła go Skaza. Nigdy oficjalnie nie stanął przeciwko reszcie klanów. Ale jakoś większość nie może mu wybaczyć że wybrał mrok.
Satsu przerwał dla zaczerpnięcia tchu. Z okazji skorzystała Kachiko. – To nie jest tak, że każdy kto korzysta z W Mroku Ukrycia, czy W Cieniu Ukrycia zostaje opętany przez Skazę. Mój ród prowadzi od pokoleń badania nad tymi naturami chakry, i choć więcej przed nami niż za nami, zdołaliśmy dość dokładnie określić granicę. Ja sama nawet się do niej nie zbliżyłam. – dodała z uspokajającym uśmiechem.
- Cóż, jeżeli Klany dalej będą wykorzystywać sytuację do rozgrywek między sobą, będziemy mieli poważny problem. Bez wsparcia armii Klanów nie mamy najmniejszych szans sprzeciwić się Armii Demonów.
- Zdawało mi się, że Upadły stoi po naszej stronie… – Tsunade wyraźnie nie nadążała.
- Upadły tak. – zgrzytnął zębami Itsu. – Niestety, wygląda na to, że nasi przeciwnicy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie nastroje panują wśród demonów, bo zdołali przeciągnąć na swoją stronę większość ich po trzykroć przeklętych Legionów.
- O jakich siłach mówimy? – Tsunade była więcej niż zaniepokojona.
- Ogólnie, czy w skali Trzeciego Świata?
- Trzeciego Świata.
- Ciężko powiedzieć… – Itsu zamyślił się. – Nie jestem specjalistą od technik czasoprzestrzennych… Iwashi?
- Co, spec potrzebny? – zawołany parsknął śmiechem. Po chwili jednak spoważniał. Podobnie jak Itsu, nie zdjął kaptura, przez co ciężko było mieć co do tego pewność, ale z jego głosu zniknęło wszelkie rozbawienie. – Biorąc pod uwagę, że nie ma tu żadnych Bram prowadzących bezpośrednio do Drugiego, nie ma co liczyć na jakieś wielkie armie. Powiedziałbym, że tranzytami i przywołaniami mogą ściągnąć jakieś piętnaście – dwadzieścia tysięcy Bakemono, dziesięć Gakich i odpowiednio mniej innych… Nie więcej niż dziesiątka Bijuu, i to raczej dwu- do czteroogoniastych. Przeliczając to na wasze standardy, łącznie byłby to odpowiednik około stu-stu dwudziestu tysięcy shinobi… Góra. Pewnie mniej, bo mam tendencję do zawyżania wyników. Problemem by było, gdyby dali radę stworzyć Bramę. Nie mówię, że to proste, ale jak najbardziej wykonalne, o ile masz geniuszy od nin czasoprzestrzennego… A oni mają.
- Rumiko. – mimo że twarz Itsu była niewidoczna, nie dało się przegapić ziejącej nienawiści, z jaką wymówił to imię.
- Dokładnie. A to oznacza, że mamy jakieś cztery miesiące, żeby ją znaleźć.
- Czemu cztery miesiące? – Tsunade spojrzał zdziwiona.
- Bo tyle czasu zajmuje stworzenie Bramy. Ja dałbym radę w trzy, ale ja mam swoje oczy. – tym razem w parsknięciu Iwashiego nie było nawet śladu rozbawienia. – To mój dar i klątwa. Ona nie ma takich oczu, więc będzie potrzebować minimum czterech.
- Rozumiem… – Hokage kiwnęła głową. Zaczynała powoli rozumieć, z jakimi siłami się zetknęli. – No cóż, dziękuję wam za wyjaśnienia. Co teraz?
- Musimy znaleźć Shoju i przekazać mu te informacje… Yoshi, pójdziesz ze mną.
- I wyspać się. – burknęła Itsuruko. – Nie wszyscy z nas przywykli do gonienia na skraju sił.
- Nikt nie kazał ci wracać do cywila, siostra. – Itsu skierował się w stronę drzwi. Kiedy je otwierał, Tsunade zadała jeszcze jedno pytanie.
- Z jakimi siłami mamy do czynieni… ogólnie?
- Podczas poprzedniej Wojny, Legion liczył około dwóch milionów demonów wszelkiego rodzaju. Klany mogą zebrać około siedmiuset tysięcy wojowników. Ze wsparciem Upadłego, pewnie koło miliona.
- To nie tak źle…
- Niestety, Legion jest znacznie liczniejszy niż był. – Yoshiro skrzywił się, kierując do wyjścia. – A znaczna część wojsk Klanów… nie do końca zasługuje na to miano.
Kachiko, wychodząca jako ostatnia odwróciła się i spojrzała na Tsunade. – Chciałabym, aby wieści, które przynosimy były lepsze, Tsunade-sama.
- Nie martw się. Bywaliśmy w gorszych opałach. – Tsunade zdecydowanie próbowała robić dobrą minę do złej gry. Jednak gdy tylko drzwi się zamknęły, opadła na fotel z uczuciem jak gdyby straciła wszystkie siły.
Jeżeli szybko nie wymyśli jak przekonać pozostałych Kage, Konoha będzie w poważnych opałach.

Ponieważ stadion Konohy oberwał równie mocno jak cała reszta osady, shinobi Klanu Smoka przystosowali jeden z poligonów treningowych na teren swoich treningów. Młodzi shinobi z Konohy szybko trafili na miejsce.
Kiedy zbliżyli się do wejścia, drogę zastąpił im potężnie zbudowany wojownik.
- Można wiedzieć, co tu robicie? Ten teren został przeznaczony dla shinobi Klanu Smoka.
Kiba momentalnie się nastroszył. Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, głos zabrała Mina.
- Zostaliśmy skierowani tutaj przez Ryuumaru Satsu. Mieliśmy zobaczyć na czym polega sztuka shinobi z Pierwszego Świata.
Strażnik nie wyglądał na zachwyconego. – To nie są jakieś pokazy dla dzieciaków.
Ponownie, Kiba nie zdążył odpowiedzieć na lekceważące słowa. Tym razem uprzedził go Sasuke. – Jeśli to taki problem, na pewno możesz zapytać czcigodnego Satsu. O ile nie ma nic ważniejszego na głowie…
Wściekły, strażnik skapitulował. Poprowadził ich nieco naokoło.
- Całe to „obserwowanie” nie ma większego sensu. Raczej nie zobaczycie zbyt wiele. Nie możemy was dopuścić zbyt blisko. Względy bezpieczeństwa. – w tym momencie gwałtownie się zatrzymał.
- O w mordę… zaraz zrozumiecie, co miałem na myśli. – wskazał gestem na poligon.
Naprzeciwko siebie stały dwie osoby. Z tego dystansu ciężko było powiedzieć cokolwiek więcej.
- To weterani z Oddziałów Specjalnych, jednej z najbardziej elitarnych formacji frontowych. – wyjaśnił im strażnik. – O ile dobrze pamiętam, ci należeli do Piątego… Patrzcie uważnie.
Jedna z postaci zaatakowała serią błyskawicznie zmieniających się technik ognia i wiatru. Przeciwnik odpowiedział formując przed sobą ściany z ziemi, kierując wir płomieni w górę. Zanim napastnik zdążył zmienić metodę natarcia, ściany najeżyły się kolcami i zaczęły przewracać. Niedawny atakujący stał się celem. Zamiast jednak próbować uników, otoczył się barierą z błyskawic, które rozbijały kamienne płyty zanim te się do niego zbliżyły.

Sasuke z trudem powstrzymywał okrzyk zdumienia. Nigdy nie widział, aby ktokolwiek poza Naruto był w stanie stosować tak chakrożerne techniki. Podejrzewał, że nawet wypoczęty, mając do dyspozycji naprawdę dużo czasu, nie byłby w stanie skumulować połowy tej ilości energii jaką ci dwaj pakowali w pojedyncze techniki. A przecież żaden z ich ataków nie był rozpaczliwym poświęceniem całych zasobów w desperackiej próbie pokonania przeciwnika…

Satsu westchnął ciężko. Możliwe, że ich sytuacja mogła być gorsza, ale szczerze mówiąc, nie miał pojęcia jak.
- Jeżeli Klany nie połączą sił, mamy poważny problem.
- Powiedz mi coś czego nie wiem, braciszku. – Yoshiro skrzywił się. Bez armii Klanów zabezpieczających Bramy w Pierwszym Świecie nie będą mogli skoncentrować się na walce ze zbiegami. A bez ich wsparcia, trzecioświatowcy będą bez szans.
- Nie da się im przemówić do rozsądku? – Shoju przeglądał raporty w niezbyt dobrym nastroju.
- Niezbyt. Żuraw uważa, że współpraca z Upadłym byłaby poniżej jego godności. Zdaniem Lwa, taka kolaboracja nie licuje z honorem onigamiego. Ci dwaj sprzeciwiają się najgłośniej, ale jak sami wiecie mają spore grono popleczników.
- Więcej niż spore. Ponura prawda jest taka, że to te dwa Klany w największym stopniu wpływają na politykę Pierwszego Świata. No, może razem ze Skorpionem. – Shoju sprawdził coś w jednym ze zwojów. – Rozumiem, że bez wsparcia Upadłego nie damy sobie rady?
- Wątpliwe, w najlepszym razie. – Satu ciężko wypuścił powietrze. – Z tego, co pamiętam, według wyliczeń Togashiego mają siłę uderzeniową porównywalną z połączonymi armiami wszystkich Klanów. A my też potrzebujemy posiłków. Nawet z trzecioświatowcami jesteśmy zbyt słabi.
- Problemem nie jest brak chęci współpracy, tylko brak zaufania. Nikt nie chce stanąć obok demona na linii walki. Poza Cieniami Skorpiona, ale ich też się wszyscy boją. No, i pomijam kwestię Węża i Pająka, oni niemal kolaborują…
- Więc ściągnijmy demony tutaj. – zaproponował Yoshiro. Podniósł wzrok i spojrzał na zdumione twarze rozmówców. – Poważnie. Skoro nikt nie chce walczyć razem z nimi, to wykorzystajmy ich tutaj, zamiast angażować Kraba, Wilka czy kto tam miał być naszym drugim mieczem.
Shoju otworzył usta, by zaprotestować, po czym zamknął je bez słowa. Zamyślił się. Propozycja Yoshiro była szalona, ale w tym szaleństwie była metoda. Zgromadzenie zjednoczonej Armii Klanów miało dwa główne cele. Po pierwsze, miało umożliwić skonsolidowaną obronę wszystkich Bram obecnych w Pierwszym Świecie, po drugie miało umożliwić wydzielenie korpusu wsparcia który działałby w Trzecim razem z Klanem Smoka. W sumie to, kto będzie im towarzyszył nie miało większego znaczenia. Problem był tylko jeden.
- Pomysł jest niezły, braciszku, ale jeżeli ściągniemy demony tutaj, to czy tamci sobie poradzą?
Tym razem to Yoshiro na chwilę umilkł. Jednak on nie rozmyślał, tylko komunikował się z Togashim. Po chwili uniósł wzrok. – Zdaniem Togashiego, jeżeli połowa demonów dołączy do nas, to Klany zgodzą się włączyć pozostałe do swoich struktur.
- To by rozwiązywało nasz problem. – przyznał Satsu. Zamyślił się. – Dobra. Shoju-san, zajmij się proszę załatwieniem tej kwestii. Jeśli to wszystko, to udam się na spoczynek. – z tymi słowami wstał i opuścił pokój.
- Spoczynek… brzmi kusząco. – mruknął Yoshiro. On również wstał i skłonił się Shoju. – Jeżeli będę potrzebny, będę w swojej kwaterze.
Shoju nie podniósł głowy znad zwoju. – Pozdrów moją córkę… albo, lepiej nie.
Yoshiro, nic już nie mówiąc, wyszedł.

Minął cały dzień, zanim zdołali znaleźć Naruto. Całkiem skutecznie unikał całej ich grupy, podobnie jak Hinata. No, ale z pomocą Kiby w końcu go znaleźli.
Siedział na monumencie Hokage, zatopiony w myślach.
Nie dali się zbyć.
Wyciągnięcie całej historii zajęło im trochę czasu. Pod badawczym spojrzeniem Sakury opowiedział o podniebnym locie, o walce o życie Hinaty, o niekończących się godzinach czuwania nad jej łóżkiem, o radości, jaką odczuł, gdy się obudziła i znowu mógł spojrzeć w lawendowe oczy.
Sakura wyczuła, że czegoś im nie mówi. Jednak to Kiba był szybszy.
- Taaaa… Wszystko fajnie, tylko czemu mam wrażenie, że jest w tym coś jeszcze?
- Kiba, ktoś ci już mówił że strasznie się czepiasz? Nie bardzo mogę o wszystkim opowiadać. Kilka spraw jest tajnych.
Nadal nie była to pełnia prawdy, Sakura to czuła.
- A może nam wyjaśnisz, czemu nas unikasz, młotku? – Sasuke zdecydował się dołączyć do przesłuchania.
- Powiedzmy, że muszę nauczyć się paru nowych rzeczy w związku z Kuramą.
Tym zbił ich z tropu.
- Kuramą?
- Kim?
- Jakim Kuramą?
- O czym ty mówisz, matołku?
Naruto popatrzył na nich zdziwiony, po czym palnął się w czoło. No tak. Oni nie wiedzieli. Wyglądało na to, że czekają go długie wyjaśnienia…

Gdyby ktoś zapytał Itsuruko która noc była w jej życiu najwspanialsza, odpowiedziałaby pewnie, że ta kiedy po przybyciu do Konohy zostali zluzowani wczesnym popołudniem. Pierwsza od pięciu lat, gdy znowu miała obok siebie Iwashiego.
Rozejrzała się po pomieszczeniu w pierwszych promieniach słońca. Spali w domku wzniesionym przez Hitomi z kryształów. Ściany, choć nieprzejrzyte, przepuszczały pewną ilość światła, dzięki czemu w środku panował lekki półmrok.
Iwashi leżał obok, wciąż zatopiony we śnie. Nadal nie zdecydował się zdjąć bandaży z oczu. Wyglądał identycznie jak pięć lat temu, kiedy go zabierali strażnicy Piekła. Przypomniała sobie ich reakcję. Przez krótką chwilę myślała, że reszta eksploduje. Yoshiro sprawiał wrażenie gotowego sięgnąć po Bogobójcę. Kachiko tylko sekundy dzieliły od zalania okolicy Mrokiem. Itsu o mało co nie sprowadził Byakko. Ona sama była zbyt załamana, aby myśleć trzeźwo. A on… Iwashi tylko się roześmiał. Podszedł do strażników i kiedy go pieczętowali, nie przestawał rzucać głupimi, świńskimi kawałami, jak zwykle robił po walce. Kiedy mieli go zabrać, odwrócił się do niej i lekkim tonem rzucił „do zobaczenia później, mała”. Przez te pięć lat wmawiała sobie, że to tylko poza, że rzucił tym tekstem tylko po to, by ich powstrzymać… No, może też po to, by podtrzymać swój wizerunek. A jednak, gdzieś w głębi duszy wiedziała, że to była obietnica, że widział to w Chaosie.
Okazało się, że naprawdę tak było.
Uśmiechnęła się, patrząc na zatopioną we śnie twarz swojego chłopaka. Zabawne. Dopiero kiedy Iwashi został zamknięty w Piekle, Itsu przestał rzucać im kłody pod nogi. Bynajmniej nie dlatego, że go aresztowano i nie mogła się z nim widywać…
Usłyszała jakieś poruszenie za drzwiami. W tym samym momencie Iwashi się podniósł. Nie potrafiła powiedzieć, czy obudził się wcześniej, czy miał niezwykle lekki sen.
- Proszę wejść.
Do pokoju weszła Kachiko. Sądząc po jej minie, ona również spędziła ją w towarzystwie. Ciekawe, czy Yoshiro wreszcie zdecydował się podjąć bardziej zdecydowane działania…
- Cześć wszystkim! Dobrze się spało?
- Cześć, Kachi. Zapomniałem jak wygodnie się śpi na leżąco… A już zwłaszcza z taką ślicznotką obok. Hmmmm… zakładam, że nie dołączysz do nas?
Obydwie dziewczyny zachichotały. Zdążyły odwyknąć od poczucia humoru Iwashiego.
- Obawiam się, że mój narzeczony mógłby mieć coś przeciwko, cwaniaczku. Ale to teraz nieważne. Zbierajcie się, mamy robotę.

Iwashi był pierwszy. Rozejrzał się po okolicy. Mimo zasłaniających oczy bandaży, widział doskonale. Zanucił pod nosem.
- Witaj ciemności, stara przyjaciółko, przyszedłem znów z tobą pomówić. Bo wizja delikatnie się skrada, pozostawiając swe nasiona gdy śpię, a wizje, które wyrosły w mym umyśle pozostały…
Krótko później zebrali się na placu. Cała piątka. Każde z nich w swoim płaszczu weterana, z zawieszonym na szyi starym, wytartym kryształem Szóstego Oddziału Szturmowego. Ponownie razem. Świat mógł zacząć się obawiać.
Praca własna Komentarzy: 8 19 Marzec 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Buster-san: tytuł się zgadza, chociaż ja osobiście wolę oryginalną wersję Simon&Garfunkel. Tak czy owak, dobra robota.
    Wiem, że trochę długie te rozdziały. Ale dobrego nigdy dość.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Buster
    Buster

    @Gomeroth: The Bates - Sound of Silence, jak dobrze pamiętam. Co do opowiadania to może w święta znajdę czas na przeczytanie całości, bo jest trochę tych części i są dość długie ;)

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu-san: niestety nie. Sprawdziłem tekst i nie mogę też uznać, że jest wystarczająco podobny.

    Minął tydzień, nikt nie rozpoznał tekstu... Albo nikt nie chce się bawić. Nie wiem, co gorsze...
    Tak czy owak, oto oryginalna wersja tekstu:
    "Hello darkness, my old friend,
    I've come to talk with you again,
    Becouse the vision softly creeping,
    Left is seeds while I was sleeping,
    And the vision, that was planted in my brain still remains"

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth Requiem for a dream?

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu-san: dzięki. A to że Satsu jest kurduplem, cóż... nie każdy sięga głową chmur.
    Zastanawiam się, czy nikt nie rozpoznaje tekstu, czy nie chce się bawić w rozpoznawanie...
    A, i dobra wiadomość. Powinienem być w stanie wrzucić jeszcze jeden rozdział najdalej do niedzielnego poranka.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    Satsu nieco niższy od Tsunade? Piąta ma 163.1 cm! Ale on musi być maleńki ^^
    uwielbiam uwielbiam Twoją historię ;)

  • liverix
    liverix

    No trudno poczekam :)

  • Gomeroth
    Gomeroth

    Obawiam się, że to będzie jedyny rozdział fanfika w tym tygodniu. Mam sporo zaległości, które muszę nadrobić. Obiecuję, że się postaram wrzucić 8 czapterek, ale wątpię, czy mi się uda. :(

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.