Nowy początek
Naruto rozejrzał się po sali. Byli tu wszyscy obecni dzień wcześniej na spotkaniu u Hokage. Zgodnie z sugestią starali się obserwować shinobi z Klanu Smoka. Niestety, okazało się że z powodów bezpieczeństwa nikogo nie można było dopuścić na tyle blisko, aby obserwacja była w pełni skuteczna – o ile nie posiadało się byakugana.
Dlatego też był lekko zdziwiony, gdy rano otrzymał wezwanie. Ale stawił się.
Wyznaczony termin minął godzinę temu. Czyżby za organizację odpowiadał Kakashi-sensei? W tej samej chwili rozmyślania przerwało mu skrzypnięcie otwieranych drzwi.

Mina oderwała wzrok od Kiby i spojrzała na wchodzących. Piątka postaci, wszystkie w płaszczach o różnych barwach.
Pierwsza z nich, w ciemnoszarym płaszczu, miała na twarzy kaptur, który uniemożliwiał dokładniejsze określenie. Sądząc po sposobie poruszania się, raczej mężczyzna niż kobieta, ale Mina nie była pewna. W jego – lub jej – ruchach było zbyt wiele sztywności.
Następny był mężczyzna, albo raczej chłopak, niewiele od nich starszy, w ciemnozielonym płaszczu. Z rysów twarzy przypominał Ryuumaru Satsu i jego siostrę, których spotkali poprzedniego dnia. Tak jak oni miał ostre, drapieżne rysy twarzy, głęboko osadzone, zielone oczy, mocną budowę ciała… Roztaczał wokół siebie trudną do zdefiniowania aurę sympatii. W przeciwieństwie do rodzeństwa, jego włosy miały białe pasma, ciągnące się wzdłuż skroni. Był też od nich wyraźnie wyższy.
Zaraz za nim szła dziewczyna w czarnym płaszczu. Mina z podziwem patrzyła na nieznajomą. Z podziwem i zazdrością. Figura, szyk… Ta dziewczyna miała wszystko. I doskonale wiedziała co zrobić, żeby to wykorzystać. Niższa niż reszta grupy, długie, ciemne włosy nosiła rozpuszczone. Przesłaniały jedno oko. Drugie, ciemne, skryte za długimi rzęsami, patrzyło ciekawie i przyjaźnie na grupę shinobi.
Ciemnowłosa wyglądała po prostu świetnie, ale dziewczyna która szła za nią, była… oszołamiająca. Odziana w biel, miała włosy tak jasne, że niemal białe. Związane w kucyk, były krótsze niż jej koleżanki i wydawały się mienić w promieniach słońca. Oczy zdawały się być stworzone, aby się w nie wpatrywać. Twarz w kształcie serca, o miękkich rysach, delikatnie zarysowanych kościach policzkowych… Mina słyszała ożywione szepty innych – pełne podziwu chłopców i zazdrości dziewcząt. Najwyraźniej jasnowłosa też je usłyszała, bo uśmiechnęła się – olśniewająco – i zawiązała pieczęć rozproszenia. Mina zamrugała. Dziewczyna nagle wydała się dużo bardziej… zwyczajna. Nadal wyglądała świetnie, ale już nie przyćmiewała swoim blaskiem całego otoczenia.
Na końcu szedł shinobi w płaszczu o barwie nieco ciemniejszej niż krew. Oczy zasłaniały mu bandaże. Na twarzy błąkał mu się krzywy uśmieszek. Niższy od Szarego i Zielonego, drobniejszej od nich budowy, mimo zasłoniętych oczu poruszał się płynnie i pewnie. Podobnie jak Zielony, również on miał fryzurę którą najłatwiej byłoby opisać jako „chaotyczną”. Jeżeli Zielony sprawiał wrażenie przyjaznego, choć drapieżnego ptaka, to Czerwony był chytrym, przyjacielskim lisem.

Itsu przyjrzał się dokładniej grupie. Ponad trzydzieści osób. Sporo. A to nadal nie byli wszyscy.
- Nazywam się Raizuki Itsu, zwany również Stalowym Shinobi. To Ryuumaru „Ryuugan” Yoshiro, Iwashi o Oczach Chaosu, Aramoro „Kagehime” Kachiko, oraz moja siostra Raizuki Itsuruko. Z tego co wiem, zostaliście wytypowani przez Hokage jako potencjalni członkowie grup specjalnych, mam rację?
Odpowiedział mu chór potaknięć.
- Doskonale. O ile wiem, Ryuumaru Satsu zasugerował wam abyście najpierw się przyjrzeli jak walczymy, tak?
- Owszem, ale nie bardzo mamy jak. Nie możemy podejść zbyt blisko. – odpowiedziała mu jakaś dziewczyna. Przyjrzał się jej dokładniej. Rozpoznał ją z akt. Hyuuga Hanabi, młodsza siostra Hinaty. Określana jako „mająca większy potencjał”. Ciekawe, co za baran je oceniał.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że to utrudnia sprawę. Dlatego znaleźliśmy metodę która pozwoli na ominięcie tego problemu. Ktoś jest chętny zobaczyć, czym różni się nasze ninjutsu od waszego?
Oczywiście, takie postawienie sprawy oznaczać mogło tylko jedno – cała grupa była chętna. Wyszli więc z budynku i podążyli w stronę obszaru oddanego do dyspozycji Klanu Smoka.

- Hichibashi, naprawdę mało mnie wzrusza kto jest teraz zapisany. Mamy zaprezentować tutejszym nasze metody walki i zrobimy to tak czy owak. Naprawdę, wolałbym żebyś ty i twoi koledzy zeszli nam z drogi, bo lekko nam się spieszy. – Itsu nigdy nie był nadmiernym wielbicielem Hichibashiego. Jego zdaniem, młody arystokrata ucieleśniał wszystko, co najgorsze w Oddziałach Specjalnych – zadufany w sobie, arogancki do bólu, traktujący innych z góry i nadmiernie przywiązany do przepisów. Teraz też musiał się stawiać. Podobno teraz była kolej jego oddziału na prezentowanie sztuki nin Klanu Smoka. Itsu wziął głęboki oddech. Powoli wypuścił powietrze. Nie miał ochoty wywoływać awantury. Ale jeżeli ten szczeniak za chwilę nie da sobie przemówić do rozsądku…
- Nic mnie to nie obchodzi. – odparł tamten nadętym, pełnym wyższości tonem, który doprowadzał szturmowych do białej gorączki. – To nasza kolej i nie ustąpimy… a już szczególnie nisko urodzonym łajzom ze Szturmowych i przestępcom.
To było za dużo. Itsu nawet nie zdążył się zdziwić, że chłoptaś miał czelność tak się odezwać, gdy głos zabrał Yoshiro.
- Masz trzy sekundy, żeby zacząć przepraszać, smarkaczu. Potem będzie za późno. – tym razem w głosie Yoshiro nie było niczego, poza czystą, niczym niesplamioną obietnicą przemocy. – I radzę, żeby to zabrzmiało szczerze.
Właśnie ten moment wybrał Satsu żeby pojawić się znikąd.
- Jakieś problemy? – zapytał się uśmiechając jak kot na widok ptaka ze złamanym skrzydłem. Jak zawsze, towarzyszyła mu Hitomi. Ostatnio również Aramoro Shoju zdawał się nie odstępować głowy Klanu na krok.
- Satsu-sama. – Itsu schylił głowę w krótkim, oszczędnym ukłonie. Nigdy nie był formalistą, a dzięki swojemu statusowi weterana nie musiał już zwracać uwagi na takie wkurzające drobiazgi. – Chwilowo oczekujemy na przeprosiny Ryuumaru Hichibashiego za jego niezwykle obraźliwie i pogardliwie sformułowaną odmowę udostępnienia nam pola treningowego.
- Przykro mi to słyszeć. – odezwał się Shoju. Był dwulicową szują i oszustem, ale jednego nie można było mu odmówić - zawsze dbał o formę i kulturę. Nawet jeżeli w tej samej chwili wbijał komuś nóż w plecy. – Zdaję się, że już rozmawialiśmy na ten temat, nieprawdaż, Hichibashi?
- T… Tak, Shoju-sama. – zdołał wykrztusić zapytany. Nie było tajemnicą, że chciał poznać sztukę W Mroku Ukrycia. A ponieważ talentu – w przeciwieństwie do kultury – nie można mu było odmówić, został wstępnie zaakceptowany przez ród Aramoro. I tutaj zaczęła się jego droga przez mękę, bowiem jego nauczycielem został sam Shoju. Nieczęsto się zdarzało, aby daimyo rodu brał sobie ucznia. Pogłoski mówiły, że działo się tak tylko gdy uczeń miał potencjał i nic więcej.
Niezależnie od tego, jak było naprawdę, Shoju nie zamierzał przepuścić swojemu podopiecznemu jeżeli ten zachował się w sposób niezgodny z etykietą.
Hichibashi natychmiast uklęknął i skłonił się dotykając czołem ziemi. – Moje zachowanie oraz słowa były uwłaczające i nieprawdziwe! Pokornie błagam, czcigodni, o wybaczenie mi moich głupich, nieprzemyślanych osądów!

Podczas gdy Itsu i reszta sprzeczali się o coś, Naruto pozwolił myślom odpłynąć. Wczoraj nie miał okazji nawet na chwilę porozmawiać z Hinatą. Kiedy tylko wyszli od Hokage, musiała wracać do rodowej rezydencji. Dzisiaj rano, zanim zdążył ją znaleźć, otrzymał wezwanie na spotkanie. A potem ruszyli na pole treningowe. Natomiast na pocieszenie pozostawała mu świadomość, że kiedy Iwashi i pozostali zakończą swoją prezentację, wreszcie będzie mógł potrenować współpracę z Kuramą pod okiem Yoshiro. I razem z Hinatą. Dzień zapowiadał się całkiem ciekawie.

Itsu miał ochotę jeszcze to przeciągnąć, ale zauważył ostrzegawcze spojrzenie Satsu. Skinął więc krótko głową na znak, że przyjmuje przeprosiny.
- Jak już wspomniałem, potrzebny nam dostęp do pola treningowego. Musimy przygotować potencjalnych kandydatów do jednostek specjalnych. – wyjaśnił sytuację.
Shoju skinął głową. – Na chwilę obecną ta sprawa ma najwyższy priorytet. Który oddział jest obecnie zapisany na trening?
- Dziewiąty Oddział Specjalny, Shoju-sama. – odpowiedział Hitomi. To ona odpowiadała za ustalenie listy.
- Doskonale. Przenieś ich na pierwszy wolny termin. Przekaż wszystkim, że Szósty Szturmowy ma absolutne pierwszeństwo, ale tylko i wyłącznie jeśli trenują z trzecioświatowcami. – po wydaniu poleceń Satsu odwrócił się do Itsu. – Postarajcie się tego nie nadużywać, dobra? – zapytał ściszonym tonem.
- Pewnie. Dzisiaj, ewentualnie jutro zaprezentujemy im nasze sztuczki i uświadomimy o co tak naprawdę toczy się walka i przeciwko komu. Potem, jeżeli będą chętni, zaczniemy treningi w jakimś innym miejscu.
- Świetnie. – Satsu westchnął ciężko. – Całe te „pokazówki” są bez sensu. Nasi czują się jak podczas wystawy dziwaków, tamci przyglądają się nam z niedowierzaniem…
- Cóż, musimy udowodnić że ta walka będzie inna.
- Musimy. I możemy mieć mniej czasu niż nam się wydawało. Jak skończycie przyjdźcie do mnie.
- Od razu po pokazie i tłumaczeniach, czy trochę później? Pamiętaj, że Yoshi ma potem jeszcze te swoje treningi z jinchuurikim Kuramy.
- Racja, jeszcze to… Za dużo tego wszystkiego.
- Może połączymy to z kolacją? Podobno mają tu całkiem niezłe knajpy.
- Brzmi sensownie. – Na twarz Satsu wypłynął zmęczony uśmiech. – Ale nie mogę obiecać, że nie pojawią się jakieś sprawy wymagające mojego osobistego nadzoru.
- Nie ma sprawy. – odparł Iwashi niedbałym tonem. – Wykończymy każdego, kto będzie czegoś od nas chciał.

Naruto prawie podskoczył, gdy Yoshiro położył mu rękę na ramieniu.
- Naruto, Hinata, spadamy stąd. Opowiem wam o onido podczas treningu.
Chwilę później troje shinobi zajęło jedno z większych poligonów oddanych do dyspozycji Klanu Smoka. Yoshiro rozejrzał się krytycznym wzrokiem, oceniając wzmocnione ściany oddzielające obszar ich treningów od reszty okolicy. Najwyraźniej doszedł do wniosku że wytrzymają, bo zwrócił uwagę na dwoje młodych shinobi.
- Siadajcie. Najpierw muszę wam wyjaśnić parę spraw, a to może trochę zająć.
Sam skorzystał z własnej rady i usiadł u stóp sporego drzewa, opierając się o pień. Nie uszło jego uwagi, że Naruto usiadł tuż obok Hinaty. Uśmiechnął się do wspomnień siebie i Kachiko w ich wieku.
- Kurama słucha? – upewnił się jeszcze. Naruto w odpowiedzi skinął głową. – Dobrze. Znaczna część tego, co mam wam do przekazania dotyczy również jego. Zanim zaczniemy, musimy ustalić jedną rzecz – nie jesteście tu, by nauczyć się go kontrolować, tylko z nim współpracować. Różnica wbrew pozorom jest spora. Hmmm… Kurama, możesz się zwizualizować? Chciałbym mieć pewność, że mnie słuchasz.
Naruto momentalnie otoczył kokon chakry, która uformowała się w olbrzymi, lisi łeb.
Bardziej ostentacyjny chyba nie mógł już być.
„Oooo, cześć Togashi. Nie spodziewałem się że dołączysz już na pierwszych zajęciach.”
Nie bardzo mam wybór. Pamiętaj o przepowiedni. On jest ważny.
„Jasne. Pamiętam. Skoro nie podoba ci się jego forma, może zaprezentuj mu ostatni krzyk mody?”
W odpowiedzi chakra Togashiego zawirowała nad prawym barkiem Yoshiro, formując kształt smoczej głowy niewiele większej niż głowa Yoshiro. Spojrzenie gadzich oczu momentalnie osadziła Kuramę. Lis skurczył się do podobnego rozmiaru.
- Jak już wspominałem, najważniejsza będzie współpraca między wami a Kuramą. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że jeszcze nigdy nie zetknąłem się z przypadkiem by jeden demon miał jednocześnie jinchuuriki i Rękę. – przerwał, widząc że Naruto podniósł rękę. – Tak?
- Eeee… właściwie o co chodzi z tą całą Ręką? Co to oznacza?
- Racja… Zapomniałem, że wam ta terminologia nic nie mówi. No więc dobrze. Słuchajcie. Istnieją dwie główne metody, w jakie człowiek może zdobyć dostęp do chakry demona. Pierwszą jest zapieczętowanie demona w sobie, drugą – połączenie chakry swojej i demona. Obie metody mają swoje zalety i wady, o tym kiedy indziej. Ważniejsze, że pierwsza metoda pozwala tworzyć jinchuuriki i Opętanych, a druga – Oczy i Ręce demona. Ja sam jestem Okiem – czyli „agentem” demona, jego szpiegiem, posłańcem…
- Kompanem do rozmów.
- Też. – dokończył z chichotem. Po chwili spoważniał. – W zamian za chakrę, wiedzę i wsparcie Togashiego wypełniam jego polecenia. Podobnie zresztą jest z Rękami. Różnica między Okiem i Ręką jest dość umowna – jeżeli demon rezyduje w którymś ze światów, to jego agent jest nazywany Ręką, jeżeli rezyduje poza światami, to mamy do czynienia z Okiem.
- Ważne jest, że demon NIE jest w stanie oddziaływać bezpośrednio poprzez Oko czy Rękę– konieczna jest do tego specjalna technika, w przypadku moim i Togashiego –Lewe Oko Togashiego. Naruto zaznajomił się z nią w szpitalu, choć pewnie tego nie pamięta. Za to może bez problemu dokonać wizualizacji, jak zresztą widać. – wskazał na głowę z zielonej chakry, unoszącą się nad barkiem. Przerwał na chwilę, by zrozumieli powagę sytuacji. Najwyraźniej dotarło do nich – wpatrywali się w niego z szeroko otwartymi oczami. Przerwał, aby zebrać myśli. – Macie jakieś pytania?
Hinata skinęła głową. – Yoshiro-sensei, co oznacza bycie Ręką Kuramy… dla mnie?
- Po pierwsze, jak zapewne już zauważyłaś, twoja chakra uległa znacznemu wzmocnieniu. Powiedziałbym, że masz mniej więcej czterokrotnie większe zasoby niż wcześniej. A to tylko początek.
- Po drugie, możesz pobierać od Kuramy dodatkowe porcje chakry. Masz dostęp do jego zasobów, ale pamiętaj, że to działa w drugą stronę – on może korzystać z twoich.
- Po trzecie, podobnie jak Naruto, masz teraz mentalne połączenie z Kuramą. Zawsze będziesz w stanie się z nim skontaktować. Każdy kto zostanie Ręką lub Okiem szybko się uczy, że to nie oznacza że w każdej chwili możecie sobie pogadać – demon może być czymś zajęty, lub zwyczajnie nie w nastroju. Wtedy może zablokować próbę kontaktu. Z drugiej strony, Kurama jest zapieczętowany, więc domyślam się że raczej nie będzie miał zbyt wiele przeciwko pogawędce od czasu do czasu. – dodał z krzywym uśmiechem, po czym natychmiast spoważniał. – Nie oznacza to jednak, że możecie sobie pozwolić na traktowanie go jak służącego. Pewna doza szacunku jest… – urwał, nie mogąc znaleźć właściwego słowa.
- Zalecana. Ale nie zapominaj, Kurama, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć.
- Otóż to. – Yoshiro wstał i potarł szyję. Nie przywykł do tłumaczenia innym. Popatrzył na swoich nowych podopiecznych. Wyglądało na to, że przynajmniej Hinata zrozumiała o co chodzi. Naruto wyglądał jakby ktoś kazał mu recytować wiersze z pamięci. – Dobra. Dość teorii, czas na praktykę. – na te słowa blondyn momentalnie się rozpromienił.
Wygląda na to, że w jego wypadku godzina pokazu może zdziałać więcej niż rok wykładów.” zauważył Togashi z przekąsem.
„A ze mną było aż tak bardzo inaczej?” Yoshiro stłumił chichot. – Dobrze. Po pierwsze, zacznijcie kumulować chakrę Kuramy…

Sakura uniosła przedramię, aby osłonić oczy przed podmuchem. Ta dziwaczna technika Mrokiem Osłonięcia zdawała egzamin – nawet potężne techniki zdawały się po prostu przez nich przepływać – ale potężne fale uderzeniowe wywoływały całkiem silny wiatr.
Trzeba było przyznać, że efekty działań shinobi z Pierwszego Świata były imponujące. Olbrzymia skała, rozmiarami porównywalna ze starym stadionem Konohy, została rozcięta na dwie części. I to jednym atakiem. Sakura nie mogła wyjść z podziwu. Wątpiła, by nawet Tsunade dała radę rozbić taką bryłę jednym ciosem.
Gdy cienie, do tej chwili stanowiące ich pancerze opadły, podeszli bliżej aby lepiej przyjrzeć się efektom ataku. Zaczęli wymieniać półgłosem uwagi.
- To było jedno cięcie. Nie zauważyłem żadnej manipulacji czy nasączania miecza techniką z rodziny W Piorunie Ukrycia, a to jedyna metoda jaka przychodzi mi do głowy. – stwierdził Sasuke, oglądając ślad cięcia.
- Z drugiej strony, on nie skumulował jakichś niezwykłych ilości chakry. – dodał Neji. – Powiedziałbym nawet, że użył mniej niż do zwyczajnego wzmocnienia cięcia.
- Skumulował może niewiele, ale w samym uderzeniu było jej mnóstwo. – odparła Hanabi. – W momencie zderzenia w tym co wysłał na skałę było więcej energii niż wielu shinobi jest w stanie skumulować.
Do grupy podśpiewując pod nosem podszedł Iwashi.
- To jest świat, w którym przyszło nam żyć, a to są ręce które nam dano. Wstań i zacznij próbować, by to miejsce było warte życia w nim… – przerwał gdy zauważył ich zdumione miny. – Jak się podobał pokaz?
- Jak to w ogóle możliwe? Przecież…
- Powoli. Zaraz zaczniemy tłumaczyć.

- Tak naprawdę, to dość proste. – Yoshiro obrócił się, aby pewnie wylądować. Nie było po nim widać nawet śladu wysiłku. – Naruto, podobnie działa twój Tryb Mędrca. Gromadzisz energię z otoczenia, mam rację?
- Zasadniczo, tak. – wydyszał zapytany. Tempo, narzucone przez Yoshiro było naprawdę mordercze. Gdyby nie miał dostępu do chakry Kuramy, dawno by już padł. Z drugiej strony, wtedy taki trening nie miał by sensu…
- Ale… czy Tryb Mędrca nie wymaga pozostania w bezruchu? – Hinata, co zaskakujące, najwyraźniej trzymała się lepiej.
- Owszem. To główna różnica pomiędzy Senjutsu i onido. – choć wydawało się to niemożliwe, Yoshiro jeszcze bardziej przyspieszył. Chcąc nie chcąc, jego uczniowie musieli zmusić się do jeszcze większego wysiłku.

- Senjutsu ma swoje wady. Przede wszystkim, ludzie nie są przyzwyczajeni do korzystania z otaczającej ich energii. Niesie ona za sobą zagrożenia. Dlatego musieliśmy stworzyć coś innego. – Iwashi wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Głównym problemem było to, że jeśli nie udało się w pełni opanować chakry natury, zmienia ona wygląd, a wtedy ciężko poderwać panienki.
Rozległo się głuche łupnięcie, gdy głowa Iwashiego zderzyła się z pięścią Itsuruko. – Już nie żyjesz, kochany. – uśmiechnęła się czarująco. Odwróciła się do otaczających ją shinobi Konohy. – Tak naprawdę, onido to nie jest nic odkrywczego. Jak sama nazwa wskazuje, oryginalnie ta sztuka została stworzona przez Oni – czyli dzieci Pierwszego Kami. Jako istoty żyjące w bardzo ścisłym związku ze światem zbudowanym przez ich twórcę, Oni są w stanie czerpać energię z tego, co je otacza. W przeciwieństwie do Senjutsu, w onido nie gromadzi się energii w swoim ciele, aby następnie wzmocnić technikę. Zamiast tego, należy dopasować się do otoczenia, stać jego częścią, a następnie pozwolić, aby ono wzmocniło technikę już wykonaną. Opanowanie tego nie jest łatwe, ale też nie niemożliwe.
- Jest też inna metoda, bijuudo. Z jednej strony łatwiejsza, z drugiej bardziej ryzykowna, co zazwyczaj idzie w parze. – dodał Itsu. – Polega na skupieniu swoich emocji i wykorzystaniu ich niczym paliwa. Z tego, co widziałem, niektórzy z was mają pewne predyspozycje w tym zakresie.
- Jak wspomniał Itsu, Ścieżka Ogoniastych jest łatwa, ale ryzykowna. Istnieje groźba zatracenia się w emocjach. Mimo że daje wielką siłę, należy korzystać z niej z rozwagą. Ci, którzy nie potrafią się kontrolować, szybko stają się zagrożeniem – nie tylko dla siebie, ale również dla swoich towarzyszy. – po wcześniejszym rozbawieniu Iwashiego nie było nawet śladu. Jego głos był wyprany ze wszelkich uczuć. – Nauczymy was jej, jeżeli będziecie tego chcieli. Ale jednocześnie ostrzegam – każdy, kto pozwoli sobie na zatracenie się i narazi swoich towarzyszy, zostanie ostrzeżony tylko raz. Jeżeli powtórzy swój błąd, rozwiążemy tą kwestię definitywnie.
- Musicie zdać sobie sprawę ze stawki. – dodała Kachiko. – Przeciwnicy, z którymi przyjdzie nam się mierzyć, są gotowi zniszczyć wszystko, byle osiągnąć swój cel. Co gorsza, mają też środki by tego dokonać.
- Nie pozwolimy im na to. – dodał Itsu. – Staniemy do walki z nimi. Ale nie pokonamy ich sami. Potrzebujemy waszej pomocy.
- Możemy dać wam siłę, potrzebną do pokonania ich, wiedzę, by z niej korzystać i umiejętności, by przetrwać. – Itsuruko uśmiechnęła się szeroko. – Mogę też obiecać, że wszyscy którzy zdecydują się na szkolenie, przeżyją je.
- A ja, ze swojej strony, obiecuję, że szkolenie to będzie najgorszym rozdziałem waszego życia. Po nim, nic nie będzie w stanie was złamać. – Choć nikt tego nie widział, Itsu uśmiechnął się pod swoim kapturem. Do wspomnień.
- Jeżeli chcecie, możecie zostać, dalej obserwować. Jeżeli nie, możecie wybrać się do obozu naszego klanu, zapoznać z ludźmi z Pierwszego Świata. Jeżeli powołacie się na nas, nikt nie będzie robił wam problemów.

- …i tak to mniej więcej wygląda.
Naruto skinął głową na znak, że zrozumiał. Wiadomości było sporo, ale na szczęście układały się w logiczny łańcuch.
Po tym, jak przegonił ich po całym poligonie, zmuszając do wyczyniania najdziwniejszych cudów z chakrą, Yoshiro zafundował im jeszcze bardziej morderczy sparing. Sam stał nieruchomo, atakował ich jedynie ramionami uformowanym z chakry Togashiego. Oni mieli podjąć walkę w dowolny sposób.
Cóż, różnica poziomów była widoczna jak na dłoni. O ile Ryuumaru nie miał żadnych problemów z kontrolą, o tyle oni ledwo byli w stanie wydobyć od Kuramy dość chakry by otoczyć się powłoką…
Później nastąpiła seria tłumaczeń ilustrowanych przykładami. Najważniejszą rzeczą, jak im tłumaczył Yoshiro, było to, że demona NIE da się kontrolować – należy z nim współpracować.
- Nie zmusicie go, aby robił to, co chcecie. Musicie dojść z nim do porozumienia. – powtarzał bez końca.
Zdaniem Yoshiro, największym problemem było wzajemne podejście. Nie traktowali Kuramy jak partnera. Z drugiej strony, lis generalnie miał do nich mniej więcej tyle samo szacunku, zwłaszcza do Hinaty.
Nad Kuramą miał popracować Togashi. Naruto nie miał pojęcia dlaczego, ale miał wrażenie, że smoczy demon jest kimś więcej niż mogłoby się wydawać.
- W takim razie na dzisiaj skończymy. – Yoshir zerknął na słońce. – Idzie wieczór. Wiem, że chcielibyście poćwiczyć jakieś techniki, ale dopóki nie nauczycie się współpracy, więcej czasu przeznaczymy na pokonywanie trudności w komunikacji niż na cokolwiek innego. – westchnął. – No nic. Jutro zobaczymy, co z tego wyniknie. – wstał. – Rano zgłoście się do szpitala. Będę musiał wam coś pokazać. Do tej pory, macie wolne.
- Yoshiro-sensei…
- O co chodzi, Hinata?
- Ja… chciałam podziękować.
- Podziękuj Naruto. I Kuramie. Bez ich pomocy nigdy by nam się nie udało. – uśmiechnął się. – Zresztą, z tego co słyszałem, całkiem nieźle wam się układa, mam rację?
Zachichotał i zniknął, zanim którekolwiek zdążyło odpowiedzieć. Naruto odwrócił się do Hinaty.
- Wiesz… mamy jeszcze trochę czasu zanim trzeba będzie wracać, tan teges… Co powiesz na to, żeby się przejść?
Jej uśmiech wystarczył za odpowiedź.

- Co sądzisz, Yoshi?
Satsu, Hitomi i członkowie Szóstego Szturmowego siedzieli dookoła stołu w całkiem niezłych nastrojach.
- Masz na myśli tą dwójkę? Cóż, zaczynam rozumieć, jak czuł się mistrz Mitsu, kiedy wbijał mi do głowy zasady postępowania z Togashim. – uśmiechnął się krzywo. – Chociaż ja już wcześniej zdawałem sobie sprawę z tego kim jest mój… permanentny towarzysz. A tutejsi… mam wrażenie, że dla nich bijuu to bezrozumne bestie, istniejące tylko po to, by zabijać, niszczyć i siać chaos.
- A co, są inne? – Itsu skrzywił się. Siedzieli sami w pomieszczeniu odciętym od reszty budynku zasłoną, więc zdjął kaptur. – Dobra, może i nie jestem obiektywny, ale jakoś ten opis świetnie pasuje do większości bijuu które spotkaliśmy na froncie. – dodał, usprawiedliwiając swoją wypowiedź.
- Możliwe. Ale nie wszystkie takie były. Pamiętasz Rimę? – Iwashi rozmarzył się.
- Rima? Która to była? – w oczach Itsuruko zabłysnęły złowrogie ogniki.
- Sanbi no kitsune. Specjalizowała się w genjutsu obejmujące całe pole bitwy.
- Pamiętam. – Satsu skrzywił się. – Jej sława już ją wyprzedzała, gdy trafiłem na przeszkolenie. Trafiłem kiedyś na nią. Anniko przez miesiąc nie chciała przyjąć do wiadomości że to nic takiego…
Cała grupa wybuchnęła śmiechem. Rima faktycznie była sławna. A raczej jej genjutsu – mężczyźni na wyścigi zgłaszali się do grup pościgowych, jeśli była szansa natrafienia na tą lisią nimfomankę…
Zanim wszyscy ostatecznie porzucili aktualne tematy, by pogrążyć się we wspomnieniach, przez głowę przemknęła im jedna myśl. Potrzebowali ochotników. Ciekawe, ile spośród tych dzieciaków zgłosi się do szkolenia.

Podobne pytania nurtowały wiele osób. Od tych zajmujących wysokie pozycje w wojskach nowego sojuszu – Hokage, Kazekage, Mifune – po ludzi którzy mieli wkrótce stanąć na linii frontu i podjąć nierówną walkę o ocalenie wszystkich trzech światów.

Następny dzień zapowiadał się wspaniale. Pogoda powodowała, że każdy kto tylko był w stanie znaleźć wystarczająco dobrą wymówkę wybrał się na zewnątrz, skorzystać z pięknego dnia. Naruto i Hinata nie mieli tyle szczęścia.
- Mam nadzieję, że szybko się uwiną, niezależnie o co im chodzi, ten teges. – wymruczał wyraźnie niezbyt szczęśliwy blondyn. – Co powiesz na piknik po tym wszystkim, Hinata?
Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, podeszły do nich Itsuruko i Hitomi.
- Witajcie, moi drodzy! – Hitomi była w doskonałym nastroju. Zresztą, patrząc na Itsuruko, ona również.
- Hitomi-san, Ituruko-sensei, witajcie. – Hinata uśmiechnęła się witając osoby które uratowały jej życie. Naruto kiwnął głową.
- Cześć! Co tam ciekawego, ten teges?
- Ciekawie, to dopiero będzie, Naruto. – rozległ się głos zza jego pleców. Odwrócił się, żeby spojrzeć na Yoshiro. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
-Wchodźcie do środka.
Wewnątrz Itsuruko poprowadziła ich do jednej z sal zabiegowych.
- Zanim zaczniemy, słowo wyjaśnienia. – zaczęła, wskazując jednocześnie miejsca żeby usiąść. Zauważyła, że Yoshiro zaczął malować swoją krwią na rękach symbole konieczne do przywołania Togashiego. Wróciła spojrzeniem do swojej pacjentki. – Hinata, jak już wspominałam, wszystko wskazuje na to, że masz pewne, dość rzadko spotykane schorzenie meridian. Jednym z głównych objawów są silny ból przy kumulowaniu chakry, mam rację?
Hinata kiwnęła głową. Nigdy nikomu o tym nie wspominała, ale to była jedna z przyczyn jej niechęci do podejmowania wyzwań i skłonności do poddawania się. Każda próba kumulacji chakry była bardzo bolesna. Z czasem nauczyła się przezwyciężać to uczucie, ale wcale nie zmniejszyło to uciążliwości.
- Otóż to. Z tego co wiem, ból jest tylko efektem ubocznym. Głównym skutkiem są poważne problemy w kontrolowaniu chakry. Przejrzałam kilka zwojów na ten temat w bibliotece medycznej mojego Klanu i muszę przyznać, że jestem zaskoczona że w ogóle jesteś w stanie używać juukena.
- Natomiast dobra wiadomość – wtrąciła się Hitomi – jest taka, że jesteśmy w stanie to wyleczyć. Zazwyczaj stosuje się zwyczajną akupunkturę, ale odniosłam wrażenie że u ciebie to schorzenie rozwinęło się za daleko. Dlatego jest tu Itsuruko, a za chwilę dołączy do nas…
- Oni kuchiyose no jutsu!
- Togashi. – dokończyła, gdy huk przywołania przebrzmiał. Z chmury dymu ponownie dał się słyszeć gromowy głos obwieszczający przemianę i po chwili do piątki shinobi podeszła zakapturzona postać.
- Wszystko gotowe?
- Zaraz będziemy mogli zaczynać, Togashi-sama. – Hitomi ukłoniła się. W przeciwieństwie do brata, ona zawsze czuła do demona wyłącznie respekt.
- Za chwilę zaczniemy. Jeszcze jedna kwestia. – wtrącił się Yoshiro. Podszedł do Hinaty. – Nie chciałem marnować czasu, więc kiedy będziesz pod narkozą, zabiorę ciebie i Naruto do Labiryntów. Tam będziecie musieli zmierzyć się z mrokiem, który czai się w głębi waszych dusz. Dopóki nie uda wam się podbić tego, co tkwi w was, nie będziecie w stanie w pełni nawiązać współpracy z Kuramą.
Wyraz twarzy Naruto jasno wskazywał, że ten nie ma najmniejszego pojęcia o czym mowa. – A co to są te całe Labirynty?
- Racja, ciągle zapominam, że nie wytłumaczyłem wam wszystkiego… Jak by to najłatwiej ująć…
- Labirynty to miejsce leżące poza czasem i przestrzenią. Są siedliskiem wielu spośród najpotężniejszych istot, wliczając w to kilku onigamich. – wtrącił się Togashi. – Jednocześnie Labirynty są na tyle blisko Chaosu, że można tam uzyskać doskonały wgląd we własną duszę.
- Dokładnie. - Yoshiro skinięciem głowy podziękował Togashiemu. – Nie będę się zagłębiał w dokładne tłumaczenia. Uwierzcie mi, one tylko zagmatwałyby sprawę jeszcze bardziej. Ujmując całość w skrócie – będziecie mogli tam oddzielić mroczną część swojej duszy i stawić jej czoło. Bez tego, całe szkolenie będzie bez sensu.
Zakończywszy tym stwierdzeniem swój wywód, Yoshiro podszedł do Hinaty i kilkoma szybkimi ruchami nakreślił jej na czole dość skomplikowaną pieczęć. Następnie powtórzył całą procedurę z Naruto. – Gotowe. Dzięki temu będę w stanie zabrać was ze sobą. Naruto, znajdź sobie jakieś miejsce i usiądź wygodnie. To może zająć chwilę.
- Długą? – Naruto wyraźnie się stropił. – Bo wiesz, sensei, chcieliśmy…
- To zależy tylko i wyłącznie od was. – Yoshiro z uśmiechem kiwnął głową. Domyślał się co chciał powiedzieć Uzumaki. Faktycznie, gdyby mógł, sam wybrałby się na spacer z Kachiko. Co za pożałowania godne marnotrawstwo tak cudownie zapowiadającego się dnia…
- W porządku, jeżeli jesteście gotowi możemy zaczynać. – odezwała się Hitomi. Na końcówkach jej palców błyszczały już kryształowe iglice, gotowe do użycia w akupunkturze.
- Ja jestem gotów. – potwierdził Togashi. Odwrócił głowę w stronę swojego Oka. – Jesteś pewien, że poradzisz sobie sam w Labiryntach?
- W najgorszym wypadku otworzę Oko. – zapytany wzruszył ramionami. – Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. W końcu Komnata Zwierciadła Duszy jest terenem neutralnym…
- Teoretycznie. A wiesz, czym różni się teoria od praktyki.
- Tak, wiem. W teorii niczym. – Yoshiro zaśmiał się. – A właśnie! Zapomniałbym. Pamiętajcie – zwrócił się do Naruto i Hinaty – prawdopodobnie nas rozdzieli. Zostańcie tam, gdzie traficie i poczekajcie na mnie. Znajdę was bez większych problemów, dzięki tym pieczęciom. – wskazał na krwawe znaki na ich czołach. – Dobra, ja jestem gotów. Zaczynajmy imprezę!
- Dziwną masz definicję imprezy, braciszku. – Mruknęła Hitomi, pewnym ruchem wbijając pierwszy kryształowy senbon.
Praca własna Komentarzy: 5 23 Marzec 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • SasukeU
    SasukeU

    @Gomeroth aha spoko ale i tak 10/10 ;)

    Każdy człowiek żyje, wierząc w to, co wie, oraz w to, czego doznaje. Sumę tych doświadczeń zwie rzeczywistością. Lecz wiedza i poznanie to pojęcia niejednoznaczne, są niczym więcej jak tylko ułudą, iluzją wykreowanego przez siebie świata.-Itachi Uchiha
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @SasukeU: o jakim filmie mówisz? Bo jeśli chodzi ci o "Wojnę Światów" (nawiasem mówiąc, najpierw była książka, dopiero później powstał film), to nie ma z moim fanfikiem nic wspólnego.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • SasukeU
    SasukeU

    jak by to powiedzieć tytuł jest chyba troszeczke zgapiony z takie filmu takkk? ale ogulnie jest bardzo okkk. ;)

    Każdy człowiek żyje, wierząc w to, co wie, oraz w to, czego doznaje. Sumę tych doświadczeń zwie rzeczywistością. Lecz wiedza i poznanie to pojęcia niejednoznaczne, są niczym więcej jak tylko ułudą, iluzją wykreowanego przez siebie świata.-Itachi Uchiha
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @fin-chan: ... Jakby to powiedzieć... Też bym chciał zobaczyć anime. Jak znasz kogoś, kto potrafi takie robić, to daj mi znać :D
    Co do tekstu - zgadza się całkowicie. Zdziwiłem się, bo przetłumaczyłem fragment "Land of Confusion", autorstwa Genesis, ale teraz odkryłem, że identyczny fragment jest w podanym przez ciebie utworze. Tak więc jak najbardziej, uznaję.
    Muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się, że dzięki tej zabawie sam poznam kilka nowych, ciekawych utworów.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • fin-chan
    fin-chan

    @Gomeroth
    Ahhh!! Twoje fanfiction jest niesamowite!! Wciąga bardziej niż najlepszy kryminał hehe... jedyne czego mi brakuje to anime!! Anime na podstawie tej historii było by.. *brak mi słów :3*

    A piosenka którą nuci Iwashi to Alcazar - 'This Is The World We Live In', jeden z moich ulubionych utworów.
    Pozdrawiam i oby tak dalej!

    "Wojny rodzą się z naszego pragnienia ochrony bliskich. Tak długo, jak istnieje miłość, będzie też istnieć nienawiść."