Najtrudniejsze starcie
Hinata rozejrzała się po okolicy, jednocześnie masując zdrętwiałą szyję. Wyglądało na to, że nawet tutaj, w tym „miejscu poza czasem i przestrzenią” odczuwała skutki akupunkturowego znieczulenia. Miała tylko nadzieję, że drętwota szybko minie.
- Nic ci nie jest?
Odwróciła się, gotowa do walki i zobaczyła Yoshiro. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, jego oczy rozbłysnęły zielenią i przybrały kształt rombów. Przekrzywił głowę, przyglądając się jej, po czym, wyraźnie uspokojony, podszedł bliżej.
- Hinata. Wszystko w porządku? Dobrze się trzymasz?
- Tak. – kiwnęła głową. Drętwota szyi minęła, oszołomienie spowodowane nowym otoczeniem przeszło… W tej samej chwili zakręciło jej się w głowie i osunęła się na ziemię.
Yoshiro momentalnie znalazł się tuż obok.
- Nie powiedziałbym, żeby to było „wszystko w porządku”… Co ci jest?
Potrząsnęła głową. – To nic takiego. Zakręciło mi się tylko w głowie.
Yoshiro nie wyglądał na przekonanego. – Czujesz się już na tyle dobrze, żeby wstać?
Kiwnęła głową, więc wyciągnął rękę i pomógł jej się podnieść. Ruszyli, szybkim krokiem przemierzając niekończące się korytarze Labiryntów.
Hinata patrzyła zachwycona. Ściany korytarzy pokrywały liczne, bajecznie wręcz skomplikowane malunki. Chciałaby mieć trochę więcej czasu, żeby dokładniej im się przyjrzeć.
Chwilę później, wpadli na Naruto. Oraz Kuramę.

Naruto rozglądał się zdezorientowany. Nadal nie miał pojęcia gdzie był, ani skąd wziął się tu Kurama. I co, do diaska, robił w formie lisa, a nie zapieczętowany wewnątrz.
W tej samej chwili zza jednego z zakrętów wynurzyli się Hinata i Yoshiro.
- Cześć, Naruto. Jakieś problemy?
- Yoshiro-senpai? Skąd mam wiedzieć, że to ty?
- Właściwe podejście. – Yoshiro uśmiechnął się z aprobatą. – Może zaczniemy od tego, że to ja cię tu ściągnąłem?
To byli oni. Naruto podbiegł do Hinaty i uścisnął ją.
- Martwiłem się.
Dziewczyna oddała uścisk.
- Ja o ciebie też, Naruto-kun.
- Nie chcę przerywać tej sielanki, ale robi mi się niedobrze od samego patrzenia.
- Cześć, Kurama. A ciebie kto tu zaprosił? – Yoshiro nie wydawał się być zdziwiony, prędzej zaintrygowany.
- Co, miałem przegapić taką okazję do pośmiania się? Chyba śnisz.
- Masz mocno spaczone poczucie humoru, gdyby ktoś mnie pytał, lisie… – Yoshiro rzucił okiem na parę shinobi, nadal nie widzących świata poza sobą. – W sumie to nawet lepiej, że jesteś. I tak chciałem cię tu ściągnąć.
- A można wiedzieć po co?
- Możesz zgadywać trzy razy. Pierwsze dwa się nie liczą. – odpowiedział Yoshiro ze złośliwym uśmiechem.
Kurama zastanowił się. Ten człowiek już nie raz udowodnił mu, że stanowi siłę, z którą należy się liczyć. Poza tym… To definitywnie musiała być starość, ale coś w samym pomyśle współpracy z tymi dzieciakami było… pociągające. Potrząsnął głową. To bez sensu. Był lisim demonem, wielowiekowym ucieleśnieniem nienawiści! Od czasów staruszka Rikudo nikt nie traktował go jak osoby. Zawsze dla wszystkich był tylko bronią. To, że ten dzieciak go rozumiał… czy nawet częściowo przypominał Rikudo Sennina… nie oznaczało, że powinien zachowywać się jak szczeniak, któremu ktoś pomachał przed nosem obietnicą ciastka.

Yoshiro w milczeniu obserwował Kuramę. Domyślał się, co się dzieje w jego głowie. Sam przez długi czas był postrzegany przez innych jako broń, jako narzędzie bez własnych uczuć czy pragnień. Trzeba było połączonych wysiłków Szóstego Szturmowego, oraz wsparcia rodzeństwa (no, i Togashiego) żeby zdecydował się zaufać innym.
- Kurama. – zaczął cicho. Demon popatrzył na niego… wilkiem? W wypadku lisa brzmiało to dość dziwnie…
- Nie ma nic złego w zaufaniu innym. Złe jest skazywanie się na dobrowolne wygnanie.
Lis parsknął w odpowiedzi. Nie wyglądał na przekonanego.
- Jak chcesz. Idziesz z nami, czy zostajesz?
- Idę.
- Hej, ruszcie się! Musimy jeszcze dojść do Komnaty Zwierciadła Duszy.
Ani Hinata, ani Naruto najwyraźniej nie zauważyli, że cokolwiek dzieje się dookoła. Yoshiro zrezygnowany, choć jednocześnie rozbawiony, pokręcił głową. – O, bracie… miłość młodych…
- I co, będziemy tak siedzieć i czekać aż wpadnie coś wystarczająco silnego, żeby nas wykończyć?
- Nie łódź się, nie ma zbyt wielu takich istot. – Yoshiro podszedł bliżej do pary w objęciach. – Hej! Pobudka! Wydawało mi się, że chcieliście wybrać się na spacer?
Naruto, choć z widoczną niechęcią, zdołał się oderwać. – Eeee… co? Co jest, ten teges?
- Ziemia do zakochanych, jesteście tutaj? – Yoshiro starał się zamaskować swoje rozbawienie. Bardzo się starał. Pamiętał, jak sam zaczynał chodzić z Kachiko. Ale jednocześnie przypominał sobie żarty które stroili sobie z niego pozostali członkowie oddziału.
Hinata najwyraźniej nie wiedziała, co zrobić ze sobą. Wzrok błądził jej po wszystkim, znowu zaczęła stukać palcami… – Yoshiro-sensei, my tylko…
- Wy tylko, wy tylko… nie martwcie się. Rozumiem. Ale to wam powinno zależeć na tym, żeby to jak najszybciej skończyć. – uśmiechnął się. – Bo nie zdążycie na piknik.
- Może już wystarczy tego słodzenia? Spadajmy stąd.
Yoshiro spiorunował lisa wzrokiem. Cholerny Kyuubi zdecydowanie wiedział, jak zabić nastrój.
- Idziemy. Wolałbym tutaj nie siedzieć zbyt długo. Mimo wszystko.

Komnata Zwierciadła Duszy była imponująca. W przeciwieństwie do korytarzy, którymi do tej pory szli, ta sala była olbrzymia – wyglądała, jakby cała Konoha z przyległymi lasami mogła spokojnie się zmieścić, a nadal pozostałoby więcej wolnego miejsca niż byłoby zajęte.
Samo Zwierciadło swoją skalą dorównywało komnacie. Znacznie wyższe niż monument Hokage, wykonane z niezwykłego, czarnego kryształu, sprawiało wrażenie zamglonego.
Yoshiro zatrzymał się kilka kroków od tafli, po czym odwrócił do dwójki shinobi.
- Posłuchajcie mnie uważnie. Teraz zaczynają się schody. Musicie wejść w zwierciadło, przekroczyć taflę. Traficie w miejsce, które będzie odbiciem waszych dusz. Napotkacie tam na swoje… na mrok, który zamieszkuje w waszych duszach. Jeżeli chcecie choćby myśleć o współpracy z Kuramą, musicie najpierw poznać samych siebie. Musicie przekonać się, czy jesteście wystarczająco silni, aby pokonać samych siebie. – Cofnął się, wskazując na chłodną, zamgloną powierzchnię Zwierciadła. – Nie wiem, co na was tam czeka. Nic nie mogę obiecać, poza tym, że to wykonalne. Mnie się udało.
Naruto i Hinata zawahali się. To było ryzykowne. Ale nie po to zaszli tak daleko, żeby teraz się wycofać. Wyczytali to nawzajem ze swoich oczu. Ścisnęli się mocniej za ręce, a później ruszyli w kierunku górującego nad nimi zwierciadła.

- Ile czasu to zajmie?
- A skąd mam wiedzieć? Już zaczyna ci się nudzić, lisie?
- Powiedzmy…
- No, to mam dla ciebie złą wiadomość. Zapowiada się dłuższe oczekiwanie. Chyba, że chcesz samemu spróbować… – zawiesił głos.
Kurama spojrzał na niego z nieukrywaną niechęcią, po czym powoli, niechętnie ruszył w kierunku tafli.
- Oby to było warte całego zachodu.
Kiedy również Kyuubi przekroczył lśniącą barierę tafli, Yoshiro oparł się wygodniej o kolumnę i założył ręce za głowę. Zapowiadało się długie oczekiwanie…

Hinata zamrugała, zdezorientowana. W pierwszej chwili wydawało jej się, że wróciła do rezydencji Hyuuga – otaczały ją znajome ściany. Po chwili jednak zaczęła dostrzegać drobne, niemal niezauważalne różnice, które zapewne przeoczyłby każdy, kto nie mieszkał w tym domu. Ściany miały niewłaściwy odcień, meble były poprzesuwane… Im dłużej się przyglądała, tym więcej szczegółów zauważała.
- No proszę, jaka bystra się znalazła… Brawa, normalnie. Czego tu szukasz, wywłoko?
Obróciła się na pięcie. I zamarła. Patrzyła na siebie. Siebie… a jednocześnie jakąś inną.
Ta druga Hinata, mimo że wyglądała jak jej siostra bliźniaczka, była zdecydowanie inna. Nawet nie chodziło o strój – pozornie ta sama lawendowa kurtka, tyle że rozpięta, odsłaniająca mocno kusą koszulkę i spodnie. Największą różnicę stanowiło ogólne wrażenie pewności siebie, graniczącej z pogardą dla otoczenia, którym dziewczyna wręcz emanowała.
- K-kim ty jesteś? – z trudem wyjąkała Hinata. Miała wrażenie, że znowu jest dzieckiem, słabym i całkowicie pozbawionym wiary we własne siły.
- Laska, ale ty niekumata jesteś… Jestem tobą. A właściwie, to twoją lepszą stroną. – odparła nieznajoma, uśmiechając się złośliwie. – Więc z łaski swojej zejdź mi z drogi, a ja pójdę zobaczyć się ze swoim chłopakiem.
- Co? – to było jedyne, co przyszło Hinacie do głowy.
- Jak rany, ty naprawdę jesteś beznadziejna. Spójrz na siebie, myszko. Zastanów się, co możesz zaoferować Naruto. A potem zejdź mi z drogi.
- Co… O co ci chodzi? Co ty planujesz?
- Jeszcze się nie ogarnęłaś? Zamierzam przejąć kontrolę nad twoim – naszym – życiem. I żyć tak, jak powinnam, a nie ciągle się chować, mdleć na widok tego matoła, który powinien już dawno jeść mi z ręki. Więc sorry, ale…
Nieznajoma nie zdołała dokończyć. Hinata zaatakowała. Bez żadnego ostrzeżenia, kierowana wyłącznie furią. Mogła wiele znieść. Ale nikt nie będzie obrażał Naruto w jej obecności. Nikt! Nawet ona sama.

Naruto odskoczył, unikając ciosu który mógłby się dla niego źle skończyć. Potrząsnął głową, i spróbował skoncentrować wzrok na nieznajomym.
Gościu wygląda nawet podobnie, ten teges – przemknęło mu przez głowę. Faktycznie, gdyby pominąć ubiór, czarne włosy nieznajomego oraz fakt że w jednym oku miał sharingana, wyglądaliby jak bliźniacy.
Szkoda tylko, że ten cały Manma, jak się przedstawił, zamiast cokolwiek wyjaśnić zaatakował go kiedy tylko go dostrzegł. Krzyczał coś o „kontrolowaniu własnego losu”, czy czymś takim…

Yoshiro zmełł w zębach przekleństwo cisnące mu się na usta. Było źle. Bardzo źle. Gdyby nie pewność, że jego interwencja doprowadziłaby do nieodwracalnych zmian w ich psychice, ruszyłby pomóc. Niestety, ludzki umysł i dusza są bardzo wrażliwe – wystarczy drobny, z pozoru nic nie znaczący impuls, by dokonać przerażających zniszczeń. Mógł więc co najwyżej zacisnąć zęby i obserwować jak sobie radzą.
Nagle usłyszał, że ktoś się zbliża. Znieruchomiał, jednocześnie aktywując Ryuugana. Zaczął nasłuchiwać. Cokolwiek się zbliżało, nawet nie próbowało ukryć swojej obecności.
Dźwięki, które przed chwilą go zaalarmowały, stały się wyraźniejsze. Ktoś… śpiewał? Zdziwiony, Yoshiro nadstawił uszu.
- Mknąc pośród piorunów i gromów jeszcze raz, ubijemy bestię, zakończymy to wszystko: teraz, gdy opuściliśmy królestwo potępionych: bohaterowie dzisiaj, legendy na wieki!
Rozluźnił się. Znał tylko jedną osobę, która mogłaby dostać się do Labiryntów, a przy okazji fałszowała niemal tak bardzo, jak on sam.
Gdy zakapturzona sylwetka wyłoniła się z cieni, powitał ją uniesioną dłonią.
- Cześć, wyjcu.
- Zero szacunku dla kultury. – wyburczał Itsu, odpowiadając na powitanie. Podszedł do przyjaciela i usiadł obok, również wpatrując się w taflę Zwierciadła. Yosiro zauważył, że ten już nie nosił bandaży.
- Jak im idzie?
- Nie najlepiej. – odparł Yoshiro z westchnieniem. – Paradoksalnie, najlepiej z nich radzi sobie Kurama. On przynajmniej ma świadomość, że jego Mrokiem jest Nienawiść.
- Orientujesz się, co u pozostałych? – Iwashi ruchem głowy wskazał na zamglone postacie wirujące za zamgloną taflą.
- Powiedziałbym, że u Naruto Mrokiem będzie Egocentryzm. No i spora dawka Samotności. Ale nie jestem pewien, co jeszcze.
- A co z dziewczyną?
- Wygląda mi to na Żądzę, ale mam wrażenie, że to coś więcej.
- To nie tylko Żądza. – Iwashi pokręcił głową, a jego oczy zapłonęły perłowym blaskiem, gdy zaczął przyglądać się odbiciom poprzez pryzmat Chaosu. – Widzę też Nadmierną Pewność Siebie… Ale też Władzę. – zamilkł. jego oczy przygasły, ponownie przybierając swój zwyczajowy, zmienny wygląd. – Wiesz co, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Ani o niczym takim nie słyszałem.
- To także Samotność. Tyle tylko, że ona sama się na nią skazała.
- Togashi-sama. – Iwashi wykonał niski ukłon. Nawet mu do głowy nie przyszło, żeby zachowywać się jak zwykle. Labirynty wymuszały szacunek. Nawet u niego.
- Togashi. – Yoshiro ograniczył się do czegoś pośredniego pomiędzy pełnym ukłonem, a skłonieniem głowy. Znał demona na tyle dobrze by wiedzieć, że to wystarczy. W jego wypadku.
Togashi pochylił się, aby lepiej przyjrzeć się odbiciom. W swojej naturalnej postaci wydawał się wypełniać znaczną część Komnaty, a jednocześnie sprawiał wrażenie w żaden sposób nie skrępowanego ograniczoną przestrzenią.
- Kurama wychodzi.
Togashi momentalnie zawiązał pieczęcie i dokonał przemiany. Yoshiro dawno termu zapytał go, czemu praktycznie nigdy nie pokazuje się w swojej prawdziwej formie. Całe szczęście, że był wówczas dzieciakiem i mógł tłumaczyć swoją niedomyślność młodym wiekiem i brakiem doświadczenia.
Togashi nie mógł ryzykować ujawnienia tego, że bezpośrednio współpracuje z ludźmi należącymi do Klanu Smoka. O ile Yoshiro się orientował, żaden inny demon jego rangi nie miał Oka. Może poza Bayushim. A z ludzi prawdę o Togashim znali tylko Satsu i Szósty Oddział Szturmowy. Nawet Shoju nie miał pewności kim NAPRAWDĘ jest Togashi – aczkolwiek pewnie wiedział. Jak to on.
Rozmyślania przerwał mu Kurama, wynurzający się ze Zwierciadła. Lis wyglądał na zadowolonego z siebie.
- I jak poszło, lisie? – Iwashi przekrzywił głowę. W stosunku do bijuu nie czuł nawet cienia respektu. Gdyby ten zdawał sobie sprawę ze swojej potęgi, to co innego…
Kurama obrzucił go złowrogim spojrzeniem. – Kusisz los, człowieku…
- No, jeżeli chcesz spędzić resztę życia przekonany że jesteś dwuletnim dzieckiem, to śmiało, spróbuj swoich sił. – Iwashi wzruszył ramionami. Pod względem siły nie mógł mierzyć się z bijuu w żaden sposób, ale biorąc pod uwagę, że specjalizował się w genjutsu, nie było to konieczne.
W tym momencie przerwał im Togashi.
- Przestali walczyć.
Cała trójka momentalnie skupiła uwagę na taflę zwierciadła.

Naruto potrząsnął głową. Co by nie robił, nie mógł pokonać tego całego „Menmy”. Drań był co najmniej tak samo szybki i sprawny jak on, w dodatku dysponował identycznymi technikami i taktyką. Naruto z trudem łapał oddech. Musiał być jakiś sposób, żeby go pokonać. Po prostu musiał…
W tej samej chwili poczuł znajome, mentalne szarpnięcie. Kurama próbował się z nim skontaktować.
„Co jest, lisie? Jestem jakby trochę zajęty.”
„Togashi chce, żebyś się wycofał. Ma wami do pogadania.”
Naruto westchnął. Wyglądało na to, że nie rozstrzygnie tej walki. A przynajmniej nie teraz.
Z ciężkim do wytłumaczenia poczuciem zawodu wycofał się.

Kiedy Naruto wynurzył się z tafli Zwierciadła, Iwashi kończył opowiadać Kuramie jeden ze swoich dowcipów. Najwyraźniej trafił na pokrewną duszę. Yoshiro pokręcił głową. Skąd brało się tak spaczone poczucie humoru? Pozostawało to dla niego zagadką. Był całkiem zadowolony, że blondyn powrócił i odwrócił jego uwagę od tej dwójki…
- Naruto. Dobrze, że jesteś. – Togashi chyba też chciał przejść do sedna. – Co z Hinatą?
Yoshiro zmarszczył brwi. Faktycznie, dziewczyna powinna już tu być. Zerknął na taflę Zwierciadła i poczuł zimny dreszcz. Hinata nadal walczyła. Najwyraźniej nie mogła oderwać się od swojego alter ego. Niedobrze. Wymienił spojrzenia z demonem. Jeżeli ktokolwiek spróbuje interweniować, umysł Hinaty może się rozpaść. Szlag by to trafił.
Kurama wybrał właśnie ten moment, żeby zacząć udawać, że śpi.

Hinata potrząsnęła głową, próbując się skoncentrować. Niezależnie od tego, jak bardzo się starała, nie mogła nawet dotknąć tej drugiej. Przypominało jej to pojedynek z Nejim podczas pierwszego Egzaminu na Chuunina. Tyle tylko, że wtedy był tam Naruto-kun, który potrafił zagrzać ją do walki, a teraz… teraz była sama. Sama przeciwko dziewczynie, która nie tylko miała wszystkie jej umiejętności, ale też potrafiła zrobić z nich lepszy użytek… tak samo jak z wyglądu. A co, jeżeli Naruto bardziej spodobałaby się ona?
„Dziewczyno, masz za mało problemów? Musisz koniecznie wynajdywać nowe? W dodatku całkowicie bezsensowne?”
„Kurama-san?”
Odniosła wrażenie, że lisi demon zawahał się. Najwyraźniej nie przywykł do tego, że ktoś zwracał się do niego w ten sposób.
„Jeżeli już musisz się o coś zamartwiać, to skoncentruj się na tej walce.” burknął. Czy to było tylko jej wrażenie, czy chciał zatrzeć zmieszanie? „Ona wcale nie jest od ciebie lepsza. Co najwyżej bardziej pewna siebie. Ale wiesz, jak sobie przypomnę niektóre z twoich akcji… zwłaszcza to, jak byłaś gotowa oddać życie żeby go uratować… to odnoszę wrażenie, że nie powinnaś mieć z tym problemów.”
Hinata zamarła ze zdumienia. Wszystkiego mogła się spodziewać, ale nie tego, że Kurama będzie ją pocieszał. I to skutecznie.
Uniosła głowę. Musiała się uspokoić. Tamta najwyraźniej zdawała sobie sprawę, że ich siły są równe, więc celowo starała się wyprowadzić ją z równowagi, aby zdobyć przewagę. Co gorsza, nieźle jej to wychodziło.
Odskoczyła od walki. Tamta przemieściła się, jakby chciała odciąć jej drogę ucieczki. Głupia. To w tej chwili nie było ważne. Hinata zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech. Musiała się uspokoić. Musiała myśleć. Co w jej sytuacji zrobiłby Naruto-kun?
„Wiesz co, mam wrażenie że to twoja walka, nie jego. Powinnaś się zastanowić co TY byś zrobiła.”
Zamrugała ze zdumienia. Rada Kuramy była jak najbardziej sensowna. Nadal nie wiedziała CZEMU demon jej pomaga, ale na pewno nie zamierzała odrzucić dobrego pomysłu.
Skoncentrowała wzrok na swojej przeciwniczce. Nie pozwoli wodzić się za nos jakiejś… jakiejś lafiryndzie.

Kurama nadal udawał, że śpi. Ciekawe, czy celowo prowokował Togashiego, czy robił to nieświadomie? W tej chwili Yoshiro miał ważniejsze sprawy na głowie, ale nie mógł przestać rozmyślać nad tą kwestią.
Sytuacja była naprawdę kiepska. Naruto, nie zważając na żadne wyjaśnienia, wskoczył z powrotem w taflę Zwierciadła. Czy naprawdę sądził, że zdoła dotrzeć do dziewczyny? Jakby mało było problemów.
- Jak ci idzie? – tok rozmyślań Yoshiro przerwał głos Iwashiego
- Nie najlepiej. – odparł zapytany. – Nie mogę w żaden sposób znaleźć przejścia.
- Próbuj dalej. Wiem, że to mało prawdopodobne, ale to najlepsze, co możemy zrobić. – Togashi był równie podenerwowany jak oni. Może nawet bardziej – w końcu on coś WIEDZIAŁ na temat tego, jaką rolę dziewczyna miała do odegrania.
Yoshiro potrząsnął głową. Nie powinien się rozpraszać. Skoncentrował się na Zwierciadle i swoich próbach otwarcia tego samego przejścia, którym podążyła Hinata.

Kurama po raz kolejny zastanawiał się, czemu pomaga tej dziewczynie. Gdyby musiał to komuś wytłumaczyć, pewnie by nie potrafił. A zresztą, czy to naprawdę było ważne? Postanowił że jej pomoże i tak będzie. A jeśli komuś się to nie podoba, to jego problem. On nie będzie się tym przejmować.
Skoncentrował się na słabym połączeniu z umysłem dziewczyny. Dobrze, że nie zawracali mu głowy. Mógłby nie wytrzymać i komuś przyładować. Nie lubił, kiedy ktoś mu przeszkadzał.

Naruto rozglądał się zdezorientowany. Nie miał najmniejszego pojęcia gdzie się znajduje. Nie było to miejsce, w którym był poprzednio. Nie było to też miejsce które widział w odbiciu. Co u diabła…
Odwrócił się gwałtownie słysząc poruszenie za plecami. Z trudem powstrzymał się od soczystego komentarza na widok Menmy.
- Nie dokończyliśmy poprzednio naszej małej dyskusji. Kontynuujmy. – oświadczył ten z sardonicznym uśmieszkiem.

- Jak to wygląda, Togashi-sama? – Iwashi przyglądał się odbiciom, ale niewiele rozumiał z tego, co widział. Nawet jego oczy nie były w stanie spenetrować zawirowań tafli. Możliwe, że byłby w stanie dokonać tego Ryuugan Yoshiro. Rzucił okiem na przyjaciela. Nie zazdrościł mu zadania – teoretycznie, możliwe było podążanie za każdą osobą, która weszła poprzez Zwierciadło w głąb własnej duszy. Ale odnalezienie takiego przejścia było ekstremalnie trudne, o ile nie szło się tuż za daną osobą.
- Nie najlepiej, Iwashi. Ale też nie tak źle, jak mogłoby być. – Togashi pokręcił głową. Sytuacja była co najmniej dziwna. – Chłopak najwyraźniej zdołał dokonać częściowego dopasowania.
- To w ogóle możliwe? – Iwashi otworzył szeroko oczy ze zdumienia.
- To… wykonalne. Ale możliwe tylko w niezwykle rzadkich wypadkach. – syknął, wyraźnie niezadowolony. – I praktycznie nie da się czegoś takiego przewidzieć.
- Coraz mniej z tego rozumiem. – Iwashi potrząsnął głową. To przeczyło wszystkiemu co wiedział o Zwierciadle Dusz.
- Uwierz mi, nie chcesz wysłuchiwać teraz tłumaczeń. Ostatni taki przypadek o którym wiem miał miejsce coś koło trzydziestu lat temu.
- Dobra, nie naciskam. A co z nimi?
- Nie najlepiej. Naruto chyba zbyt dosłownie potraktował termin „pokonaj własną słabość”. Tylko że on próbuje ją pokonać w walce.
Kurama zachichotał. Nie mógł dłużej udawać, że śpi, ale nadal nie otwierał oczu. – Jego głupota zazwyczaj jest dobijająca. Ale czasami jest rozbrajająco śmieszna.

Togashi obrzucił lisa uważnym spojrzeniem. W przeciwieństwie do pozostałych, on zdawał sobie sprawę z tego, że Kurama utrzymuje mentalne połączenie z dziewczyną. Tylko i wyłącznie dlatego bijuu jeszcze nie oberwał.
Z drugiej strony, lis najwyraźniej bez większych problemów był w stanie wyjść z konfrontacji z negatywnymi aspektami własnej duszy. To budziło pewien podziw. Togashi doskonale pamiętał jak sam przekroczył barierę czarnego Kryształu. Nigdy by nie przypuszczał, że drzemie w nim tyle Niechęci do ludzi. Czy Pogarda do wszystkich poza nim samym. Albo Zazdrość względem Kamich.
Z pierwszej wizyty wewnątrz siebie zapamiętał głównie swoje zmieszanie. I to, że musiał uciekać. Dopiero później zdał sobie sprawę z jeszcze jednej własnej słabości, która się nie pojawiła. To Arogancja kazała mu stanąć tam do walki.
Ciekawe, co spotkał Kurama.

Hinata pozwoliła sobie na przelotny uśmiech. Odkąd zaczęła stosować się do porad lisa, jej starcie stało się znacznie łatwiejsze. Kurama był chodzącą encyklopedią i skarbnicą wiedzy dotyczącą starć shinobi. Podziękowała mu już raz, ale musiała pamiętać, żeby podziękować raz jeszcze, kiedy to wszystko się skończy.
„Nie martw się, przypomnę ci.”
Stłumiła chichot. Podczas całego starcia, Kurama robił co mógł, aby mimo pomocy, której jej udzielił, zachować swój image ponurego, nienawidzącego całego świata demona. Ona wiedziała lepiej. Ale nie zamierzała się narzucać.

Naruto pozwolił sobie na pełen wyższości uśmieszek. Był teraz wdzięczny losowi za te kilka sparingów z Sasuke które zdążyli odbyć podczas patrolu w strażnicy. Nauczył się kilku sztuczek dotyczących walki z posiadaczem sharingana. Teraz w pełni z nich korzystał.
Menma był groźnym przeciwnikiem, to musiał przyznać. Naruto zaczął się zastanawiać jak skuteczny byłby on, gdyby samemu posiadał kopiujące oko.
- Coś nie tak, przystojniaczku? – zaszydził przeciwnik.
- Chciałbyś, bałwanie. – Naruto wyszczerzył się w złośliwym uśmiechu. Zdążył zauważyć, że jego przeciwnik z jednej strony najwyraźniej nie jest przyzwyczajony do wsparcia, które zapewnia sharingan, a z drugiej najwyraźniej to na nim opierał swoją metodę walki. Techniki, choć podobne, też nieznacznie się różniły. Wszystko to razem było bardzo ciekawe, ale niestety nie przybliżało go nawet o krok do rozstrzygnięcia tej walki.

Kurama zamyślił się głęboko. Wyglądało na to, że nie tylko dziewczyna potrzebowała jego pomocy. Co się z nim działo? To zdecydowanie starość. Robił się miękki. Co gorsza, to zaczynało wyglądać sensownie… Przypomniał sobie jak się czuł, gdy odszedł Rikudo Sennin. Czy Yoshiro miał rację? Czy naprawdę popełnił błąd? Za nic by się do tego nie przyznał, ale prawda była taka, że zaczynał tak sądzić. Owszem, ludzie nigdy nie dali mu powodu do zaufania – dla nich był tylko bronią. Z drugiej strony, ta dziewczyna naprawdę traktowała go z szacunkiem…
Potrząsnął głową, a właściwie potrząsnąłby, gdyby nie przypomniał sobie, że udaje sen. To przestawało mieć sens. Otworzył oczy, wstał i podszedł do pozostałej trójki.
- Cześć, Kurama. Już wstałeś? – Iwashi nawet na chwilę nie oderwał oczu od czarnego kryształu. W tej chwili w jego głosie nie było nawet śladu rozbawienia, choć Kurama nie mógł mieć stu procentowej pewności – nigdy nie był dobry w odczytywaniu emocji ludzi.
- Bardzo śmieszne. Nawet jak na ciebie. – warknął, pochylając się nad taflą. Obrazy wyglądały… dziwnie. Zamglone, skaczące, zmieniające barwy… – Co do cholery? Wcześniej wyglądało to inaczej.
- Zakłócenia. Naruto zdołał w jakiś sposób połączyć odbicie swojej duszy z odbiciem Hinaty. Tylko któreś z nich widziałoby obraz czysto. My mamy z tym problem. – w głosie Togashiego brzmiała złość.
- A czemu jest to problemem?
- Bo wkraczanie w czyjąś duszę bez przygotowań jest cholernie niebezpieczne. Dla obu.
Kurama potrząsnął głową. – Co możemy zrobić?
- Mieć nadzieję, że nie spieprzą niczego. Nie damy rady się tam dostać.
- Czyli jeżeli obojgu uda się pokonać swoich przeciwników…
- To nie takie proste. – wtrącił się Yoshiro. Szukaniem przejścia zajmowały się teraz klony. – Ci przeciwnicy to tak naprawdę aspekty ich samych. Jak można pokonać samego siebie?
- Ten cały Menma nie sprawia wrażenia „aspektu” Naruto. – Kurama nie był przekonany…
- Niekoniecznie. On reprezentuje sobą to, czego Naruto pragnie, boi się, czemu się sprzeciwia… To jego „zły bliźniak”.
- Zaraz, czegoś nie rozumiem… Jeżeli nie jest w stanie go pokonać, to po co go tam wysłaliście?
- A ty jak sobie poradziłeś? Bo odnoszę wrażenie, że nie walczyłeś ze swoim „bliźniakiem”. – odparł Yoshiro.
Kurama zadrżał na samo wspomnienie lisa którego spotkał wewnątrz Zwierciadła. Wyglądał podobnie do niego, tyle tylko, że miał o wiele ciemniejsze futro. Przedstawił się jako „Czarny Kurama”. Najciekawsze jednak było coś innego…
- Ja nie walczyłem, tylko rozmawiałem. Tyle, że to było… dziwne. Zupełnie jakbym jednocześnie był sobą i tym drugim mną.
Togashi pokiwał głową ze zrozumieniem. – To dlatego, że u ciebie światło i mrok są przemieszane w niemal równych proporcjach. Gdyby któreś z nich było znacząco silniejsze, postrzegałbyś to z tej konkretnej perspektywy.
W tym momencie Yoshiro przerwał dyskusję. – Połączenie zakończone. Zaraz na siebie wpadną.
Cztery postacie w milczeniu pochyliły się nad czarną taflą, śledząc losy dwójki shinobi.

- Wiesz co, ty naprawdę nie myślisz. – Menma pokręcił głową w udawanym geście rozpaczy, odskakując przed ciosem Naruto. Od dłuższej chwili starał się rozwścieczyć blondyna, po kolei nabijając się z jego oddania przyjaciołom, jego nindo, a teraz – z jego głupoty.
- Uważaj, żebyś zaraz nie oberwał, ten teges.
- Odgrażasz się tak już od dłuższego czasu, bałwanie, więc nie myśl, że mnie przestraszysz. – zadrwił w odpowiedzi Menma.
W chwili gdy Naruto miał się rzucić na przeciwnika, jego uwagę przyciągnęło poruszenie kawałek za nimi. Odwrócił się i zobaczył…
Właściwie to nie miał pojęcia kto to tak naprawdę jest. Dziewczyna wyglądała podobnie do Hinaty, ale jednocześnie zdecydowanie nią nie była.
Menma najwyraźniej ją rozpoznał.
- Cześć, skarbie. Zaraz do ciebie dołączę, tylko skończę z tym tutaj.
Naruto zdezorientowany patrzył to na swojego przeciwnika, to na dziewczynę. – Znasz ją? – zapytał z głupią miną.
- No pewnie. To moja dziewczyna. – Menma uśmiechnął się obleśnie. – Prawdziwa Hinata. Tak samo jak ja jestem prawdziwym tobą.
W tej samej chwili za dziewczyną poruszył się jakiś cień. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, nastąpiło potężne uderzenie, po którym nieznajoma osunęła się na kolana, a następnie na ziemię.
Hinata spokojnie przekroczyła znieruchomiałe ciało swojej mroczniejszej osobowości i obrzuciła spojrzeniem Naruto i Menmę. Uśmiechnęła się szeroko.
- Nikt nie będzie mi psuć reputacji. A już zwłaszcza taka lafirynda.
Naruto przełknął ślinę. Ta dziewczyna wyglądała jak Hinata. Ale było w niej coś, czego nie rozpoznawał.
„Pewnie dlatego, że wreszcie pozbyła się tego niezdecydowania, które ją krępowało od dawna.”
„Kurama? O czym ty mówisz? Wydawało mi się że już dawno to przezwyciężyła.”
„Te wasze ludzkie umysły są niesamowicie złożone. Z tobą jest tak samo – myślałem, że już dawno temu przezwyciężyłeś poczucie samotności i zazdrości. A najwyraźniej teraz zbierasz od niego baty.”
Naruto zamrugał. Popatrzył na Menmę jeszcze raz. To miał być on? Czy do tego prowadziła ścieżka, którą niemal podążył? Czy tam zaprowadziłaby go droga, którą podążałby gdyby nie Iruka-sensei? Jakby w odpowiedzi na te myśli, Menma uśmiechnął się złośliwie.
- W końcu zrozumiałeś, młotku. – rozejrzał się, kalkulując swoje szanse. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że samodzielnie nie pokona dwójki przeciwników, więc odwrócił się w zaczął zagłębiać w cień zalegający korytarz za nim. Jego sylwetka zaczęła niknąć w oczach. Zanim kompletnie rozpłynął się wśród cieni, wyszeptał jeszcze ostrzeżenie.
- Pamiętaj, jeżeli zgubisz drogę, powrócę. A wtedy możesz nie być w stanie mnie powstrzymać.
Naruto nie był pewien, czy nie wyobraził sobie tych słów. Powoli podniósł głowę i spojrzał na Hinatę. Odpowiedziała mu uśmiechem. Ona w niego nie wątpiła. On też nie powinien.
Niezależnie od wszystkiego, wiedział jedno – już nie groziła mu samotność. Nigdy.
Praca własna Komentarzy: 14 28 Marzec 2013
Dodane przez: Gomeroth
  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu: daj znać, jeśli dojdzie. Jeśli nie, to trzeba będzie kombinować inaczej...

    Widzę, że nikt nie rozpoznał utworu. Tytuł to "The Chosen Ones", ja osobiście znam wersję zespołu Dream Evil. Świetny podkład do Warhammera 40.000

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth ok, doszło. wcześniejsze jest w spamie o dziwo o.o ok, zaraz obczaje i Ci odpowiem w mailu ^^ dziękować

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu, wysyłałem... a że nie dostałem wiadomości o błędzie to byłem pewien, że doszło. Wysłałem jeszcze raz, powinno zaraz być. Jak nie będzie, to znaczy że muszę z innego konta spróbować

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth i gdzie na moim mailu opisy postaci?! : <

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu-san, z chęcią wyślę, tylko na jaki adres? Bo na razie widzę tylko numer gadu-gadu, a sam nie korzystam z tego komunikatora... Jakoś nigdy nie odczuwałem potrzeby.
    Co do metody prezentacji, w komentarzu pod rozdziałem (albo 10, albo, jak się wyrobię, to już pod 11, powinien być gotowy za dwa, góra trzy dni), będzie link do strony - albo do pobrania, albo, jak znajdę sposób, to będzie tam opis w formie on-line. Opis będzie zawierał wygląd i kilka najważniejszych cech charakteru, historie pojawią się w pewnym momencie w fanfiku - więc na razie nie będę spoilować. :D

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth równie dobrze możesz pod nowym rozdziałem wrzucić albo wysyłać zainteresowanym na maila, czyli możesz mi jeszcze dzisiaj wysłać :D uwielbiam opisy postaci czytać.

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @shimetsu-san: pomysł całkiem dobry, muszę tylko pomyśleć jak to zrobić. Niestety nie ma możliwości dodania oddzielnych plików, ale coś wykombinuję.
    Jeżeli chodzi o mnogość imion... Cóż, prawda jest taka, że z jednym wyjątkiem żadnego z tych imion nie wymyśliłem sam. Część to imiona postaci którymi ja i moi przyjaciele graliśmy w Legendę Pięciu Kręgów, reszta pochodzi z tła fabularnego tego systemu RPG. Ponieważ znam ten świat całkiem dobrze, stosuję te imiona z nieco większą swobodą niż zapewne by wam pasowało.
    Plik z opisami zrobię jeszcze dzisiaj, pokombinuję co zrobić żeby wrzucić go tak, aby nie psuł mi listy rozdziałów. Porządek musi być :D

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • shimetsu
    shimetsu

    @Gomeroth a może stworzysz tutaj plik, który poświęcisz tylko i wyłącznie na chociażby krótkie opisy postaci Pierwszego Świata. Krótko wygląd, zdolności i charakter, czy też nawet historia. To będzie znacznie łatwiejsze, bo czasami już mi się myli i muszę na chwilę się zatrzymać i zastanawiać kim była ta postać. Przykładowo Itsuruko i Itsu, czasami zapominam o Itsu i myślę, że to po prostu skrót imienia dziewczyny ;)
    Genialnie piszesz, jak już wspominałem i za każdym razem nie mogę doczekać się kontynuacji, jednak mnogość Twoich autorskich pomysłów w tym fanficku, nie pozwala na zapamiętanie wszystkiego, dlatego jeszcze raz uśmiechnę się o te opisy postaci :)

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Buster-san: ujmę to tak: Sakura jest jedną z najlepszych medyczek w osadzie, jeżeli dobrze pamiętam, to w którymś momencie Tsunade określiła ją jako równie zdolną lub nawet zdolniejszą niż Shizune.
    Co do ilości osób biorących udział w dialogach - pracuję nad tym. Ale stworzenie kilku oddzielnych stylów to, przynajmniej na razie, to dla mnie zbyt wielkie wyzwanie. Nadal pracuję nad warsztatem, to moje pierwsze poważne dzieło.
    Jeśli chodzi o opisy, to do tej pory zwyczajnie nie było na to miejsca - początkowo za dużo się działo i nie chciałem wprowadzać więcej zamieszania. Kiedy akcja nieco zwolniła, uznałem że mogę wrezcie dokładniej opisać ludzi, których trzecioświatowcy zawsze widzieli w długich do ziemi płaszczach.
    Tłumaczenie JPFu po prostu mi się podoba, choć kilka technik ma oryginalne nazwy (jakoś nie mogę przekonać się do "wirującej sfery"), a jedyny powód dla którego zdecydowałem się na tłumaczenie w ogóle jest taki, że nie znam japońskiego i nie potrafiłbym wymyślać własnych nazw technik.
    A co do przydomków... No cóż, moim zdaniem po prostu pasują do tych postaci. Zastanowię się nad wykorzystaniem zwrotów takich jak "Pan", "Czcigodny", i inne, ale jakoś nie jestem przekonany...
    Niemniej jestem bardzo wdzięczny za recenzję. Na pewno postaram się, żeby konwersacje były klarowniejsze i nad wypracowaniem różnych stylów wypowiedzi dla różnych postaci. Nie wiem, jak to wyjdzie, ale zrobię co się da.
    Na zakończenie dodam jeszcze tylko, że znaczną część błędów wyłapuję. Niestety, jedna osoba nie da rady zauważyć wszystkiego, więc obawiam się że takie literówki będą się jeszcze pojawiać. Mam tylko nadzieję, że nie zepsują nikomu przyjemności z zapoznawania się z historią Yoshiro i jego przyjaciół.

    Minęło 10 dni od premiery chapterka i nikt nie rozpoznał utworu Iwashiego. W takim razie tłumaczenie:
    "Riding through thunder and lighting once again,
    We slayed the beast, we brought an end
    Now we have left the kingdom of the damned,
    Heroes of the day, Legends forever"

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Buster
    Buster

    Ponieważ udało mi się przeczytać wszystkie rozdziały - sam jestem zaskoczony, że tak szybko - to napiszę tutaj jedną zbiorową recenzję zamiast rozbijać się na drobne. Masz bardzo dobry warsztat, rozdziały są bardzo dopracowane, nie występuje zbędne przedłużanie, pomimo znacznej długości czyta się je bardzo szybko i z dużą przyjemnością. Zdecydowanie jest to najlepszy fanfick jakiego czytałem – i mam nadzieję nadal czytać – na stronie.
    Co do wad – bo one też się ujawniły - w niektórych rozdziałach występowały problemy z nadążeniem za tym kto jest kim, miejscami bohaterów było zwyczajnie za dużo, a właściwie zbyt dużo było postaci aktywnych, każdy wypowiadał swoją kwestię, coś wykonywał itp. Akcja była żywsza, ale kwestie się zbyt mieszają i trudno określić kto kiedy mówi. Może gdyby bohaterowie mieli charakterystyczną składnię, byłoby to łatwiejsze do rozróżnienia. Kolejna sprawa z bohaterami, o ile opisami bohaterów rodem z mangi nie trzeba opisywać, bo wszyscy wiedzą jak wygląda Naruto, czy Hinata to opisem wyglądu shinobi z Pierwszego Świata zająłeś się dopiero w 8-9 rozdziale, do tego momentu nie przypominam sobie byś poświęcił więcej czasu na opis tychże postaci, za wyjątkiem opisów charakteru. Kolejna kwestia to moim zdaniem denerwujące, nie pasujące do języka polskiego przyrostki –kun, -chan, -dono, -senpai itd. O ile zwrotów –kun, -chan nie bardzo idzie zastąpić, to określenia Pani, Mistrzu już są moim zdaniem lepsze. Widać też, że czytasz mangę z tłumaczeniami JPF, bo stosujesz ich styl tłumaczenia technik, a także sławetne ten-teges. Wiem, jesteś autorem, masz prawo używać słownictwa jakie uznasz za najlepsze, ale mnie to po prostu nie leży. Zdarzyło Ci się tez popełnić kilka błędów przy odmianach wyrazu, nawet kilka ortograficznych, ale nie aż tak rażących. Z przykładów podam wyraz z tego lub poprzedniego rozdziału „łódź” – z kontekstu wynikało, że chodziło ci o „łudź”, od słowa łudzić się – Word tego nie mógł podkreślić, bo oba słowa są poprawne, ale znaczenie mają inne ;).
    Nie będę się natomiast czepiał samej historii i prowadzenia postaci – jako autor masz pełne prawo do ustalania własnych reguł rządzących światem, który stworzyłeś , ale dla mnie umieszczenie Sakury wśród najzdolniejszych młodzików to jakieś nieporozumienie xD Nie mniej jednak czekam na kolejne rozdziały, nie masz się co spieszyć, ważne by trzymały poziom poprzednich.

  • liverix
    liverix

    Mi pasuje.

  • Gomeroth
    Gomeroth

    @Mencio-san: domyślam się, biorąc pod uwagę, ile czasu zabiera mi pisanie :) Niemniej, widzę, że komuś coś nie przypadło do gustu, więc chciałbym wiedzieć co...

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.
  • Mencio
    Mencio

    Gomeroth powolutku :P wiesz jak ciężko jest przeczytać tyle części?:D

  • Gomeroth
    Gomeroth

    Miałbym małą prośbę - jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia do treści, coś mu się nie podoba, uważa że coś należy poprawić - niech o tym napisze. Ciężko mi poprawiać błędy, z których nie zdaję sobie sprawy, a jakieś muszą być, skoro ten rozdział ma stosunkowo niską ocenę - przynajmniej w porównaniu z pozostałymi.

    Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Ale nie próbuj mówić mi, co mam myśleć.