Każdy z nas o nich słyszał. Prawda? Występowały w filmach, książkach, komiksach… Są bardzo wdzięcznym obiektem dla autorów fantastyki.  Ich wygląd, natura i zdolności ewoluowały przez wieki. Tak więc dzisiaj zajmijmy się tymi istotami.

Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie polecił kilku pozycji, z którymi warto się zapoznać, aby poznać temat lepiej. Porządne smoki można spotkać między innymi w:

Ziemiomorze

  • Hobbicie i Silimarilionie J. R. R. Tolkiena,

  • Eragonie Ch. Paoliniego,

  • cyklu Ziemiomorze U. K. Le Guin,

  • filmie Ostatni smok,

  • filmie Władcy ognia.

SmokSaphira

Dla osób zainteresowanych bardziej „naukowymi” opracowaniami mam dwie pozycje:

  • Rękopis znaleziony w smoczej jaskini A. Sapkowskiego – doskonałe opracowanie na temat szeroko pojętej fantastyki;

A. Sapkowski "Rękopis..."

  • Smoki. Urzeczywistniona fantazja – program zrealizowany przez National Geographic, prezentujący smoki z naukowego punktu widzenia.

W książce Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza mamy do czynienia z dość ciekawym podejściem do smoków – są one tworami oszalałego naukowca, który nie mając pojęcia o prawach fizyki, biomechaniki ani ogólnie nawet krztyny zdrowego rozsądku, próbuje je stworzyć przekształcając jaszczurki.

Podana wyżej lista to tylko kilka pozycji, które pod żadnym pozorem nie wyczerpują tematu smoków.

Dlaczego akurat „smok”?

Jedną z pierwszych rzeczy, którą widać wyraźnie, gdy spojrzymy na inne języki, jest unikalność polskiej nazwy. Dragon, Draco, Drake, дракон… Skąd się to wzięło?

Etymolodzy wskazują greckie słowo drákōn – czyli bystrooki. Smoki miały bowiem przede wszystkim charakteryzować doskonały wzrok, pozwalający im na obserwowanie ziemi podczas lotu.

Skąd w takim razie wziął się polski „smok”? Jak twierdzi Aleksander Brückner, polski filolog i slawista (specjalista od Słowian), żyjący na przełomie XIX i XX wieku, na początku było indoirańskie słowo oznaczające „połykanie”. Od niego zresztą wywodzi się „cmoknąć”.

Jeżeli chodzi o nazwy smoków Wschodu, to mam nadzieję, że wybaczycie mi brak informacji na ten temat. Ale kompletnie się na tym nie znam.

Smoki też ewoluują

Typowy smok

W dzisiejszej kulturze istnieją dwa główne wizerunki smoka. Mamy „naszego”, swojskiego smoka – czyli przerośniętą jaszczurkę, wyposażoną w nietoperzowate skrzydła i ognisty oddech, oraz smoka z kręgów kultury wschodniej – wężowata istota z pazurzastymi łapami, wąsatym obliczem i latających mimo braku skrzydeł.

Jak pisze Andrzej Sapkowski w Rękopisach znalezionych w smoczej Jaskini, początkowo wszystkie smoki były olbrzymimi wężami. I faktycznie, w starych tekstach określenie „smok” występuje wymiennie z „wąż” – pozwolę sobie odesłać do Biblii, czy na przykład opowieści o Złocie Renu, gdzie mamy do czynienia z Fafnirem, którego opis niezbyt przypomina gada będącego skrzyżowaniem krokodyla, jaszczurki i nietoperza.

Na początku, smoki najczęściej były prezentowane jako coś pośredniego pomiędzy wężem i skrzydlatą jaszczurką. Miało to być związane z tym, że jako jedne z istot pierwotnych, narodzonych z chaosu, istniejących przed powstaniem świata, były czymś innym i starszym od ludzkości, czy bogów – a zatem również praw natury, które mogłyby je „normalnie” ukształtować.

Skąd więc wziął się ten wizerunek, tak mocno zakorzeniony w naszej wyobraźni? Oddajmy głos mistrzowi polskiej fantastyki:

Dopiero w średniowieczu stał się smok uosobieniem Szatana, jako taki musiał być straszliwy i strasznym miano go malować. Skompilowano więc w ikonie smoka wszystko co najgorsze, co budzi zgrozę i wstręt. Gadzie łuski, postać jaszczurcza (jaszczurek i salamander bano się panicznie) i falliczna zarazem, wężowy rozwidlony język i jadowita ślina, wężowy ogon, zębata paszcza, na domiar złego ziejąca ogniem (oczywiście piekielnym), skrzydła nietoperza (którego też się bano). Krótko mówiąc – samo zło, sama ohyda, sama makabra. Identyczny zabieg zastosował później H. R. Ginger, tworząc postać Obcego (Alien) – skompilował wszystkie ludzkie fobie.

To się dopiero nazywa „czarny PR”.

Całkowicie odmienny wizerunek smoka wyłania się nam z legend Wschodu i to nie tylko w sensie przenośnym. Tamtejsze smoki wyglądają zupełnie inaczej: charakterystyczne, wężowe sylwetki, karpie łuski, tygrysie łapy i orle szpony. Niektóre mają nawet skrzydła. Nie zieją ogniem, ale potrafią sprowadzać deszcze, nie napadają na ludzi, ale bywa, że dzielą się z nimi wiedzą. Choć nie zawsze – najsłynniejszy chyba japoński smok, Yamata-no-orochi zdecydowanie zbytnio zapatrzył się na swoich zachodnich kuzynów. Osiem głów i osiem ogonów, cielsko zajmujące obszar górskiej doliny, upodobanie do pożerania pięknych dziewcząt… W skrócie rzecz ujmując, był jedną, wielką chodzącą (albo raczej pełzającą) katastrofą i dopustem bożym. I, podobnie jak większość europejskich smoków, głównym celem jego istnienia było zostać w odpowiednim momencie pokonanym przez prawdziwego bohatera. W tym wypadku zaszczyt ubicia gada (po uprzednim spiciu go olbrzymimi ilościami alkoholu) przypadł Susanoo, bogu mórz, burz i nawałnic, bratu samej Amaterasu. W jednym z ogonów smoka Susanoo znalazł Kusanagi no Tsurugi – miecz, który stał się z czasem jednym z regaliów rodziny cesarskiej.

Yamata no Orochi

To prowadzi nas do kolejnego tematu powiązanymi ze smokami, a mianowicie…

SMOCZYCH SKARBÓW

Niedawno miała miejsce premiera pierwszej części Hobbita, więc jest szansa, że więcej ludzi zapozna się z tym dziełem. Ci z nas, którzy przeczytali tę książkę wiedzą, że smoki mają w zwyczaju gromadzić skarby. I to nie byle jakie, ale całe góry złota, klejnotów i kosztowności. Co gady robiły z takim bogactwem? Z powodu władających nimi paranoi oraz chciwości nie opuszczały swojego skarbca i spędzały czas wylegując się na stertach złota.

Smaug

Smaug Ognisty Tolkiena bynajmniej nie był odosobnionym przypadkiem – jeden z najsłynniejszych mitów germańskich, Złoto Renu, kręci się wokół smoczego skarbu.

Smocze skarbce i ich zawartość stały się bardzo popularnym celem wypraw w średniowiecznych legendach, klechdach, bajkach i podaniach. Żaden szanujący się smok nie mógł się obejść bez co najmniej sterty złota, a najlepiej jaskini wypełnionej po brzegi drogocennym kruszcem, miłym dodatkiem do ręki królewny – tradycyjnej nagrody dla smokobójcy.

Jak stwierdza bard Jaskier w Granicy możliwości: „Jak wiadomo, smoki gromadzą skarby.” Otóż to. O tym, że smoki zbierają skarby wiedzą wszyscy. Wiedza ta stała się tak powszechna, że większość z nas miałaby zapewne problem z powiedzeniem SKĄD właściwie to wiemy. Stało się to dla nas równie oczywiste, jak fakt, że smok to olbrzymi, ziejący ogniem jaszczur. Skarbce pełne gór ze złota stały się integralnym elementem smoczego wizerunku.

Czarny Smok

Pamiętacie może starą, ale nadal wspaniałą grę, Heroes of Might and Magic III? Jednymi z najpotężniejszych istot w niej były Czarne Smoki (oraz ich słabsze, Czerwone wersje). Otóż, aby móc rekrutować te potężne istoty, trzeba było stworzyć Smoczą Jaskini wypełnioną złotem i innymi skarbami.

Nie wszystkimi smokami kierowały tak niskie pobudki jak gorączka złota:  japoński Watatsumi, smoczy bóg mórz i oceanów, miał w swoim podmorskim pałacu cudowną perłę, dzięki której mógł kontrolować przypływy i odpływy (choć inne mity twierdzą, że rozkazywał im poprzez podległe mu węże i smoki). Ponoć za jej pomocą Japonia obroniła się przed koreańską inwazją – najpierw perła wywołała odpływ, który osadził statki na mieliznach. Gdy żołnierze wroga pomaszerowali przez nagle suche morze, Watatsumi nakazał morskiej wodzie powrócić i zatopić wrogą armię.

Większość jednak smoków preferowała bardziej konwencjonalne kosztowności. Złoto, srebro, kamienie szlachetne – według legend było tego pełno w każdej smoczej jaskini. Nic dziwnego, że amatorów gadziej własności nie odstraszała perspektywa skończenia jako skwarki.

Dlaczego smoki tak naprawdę zbierały skarby? Teorii jest wiele. Jedna z najpopularniejszych mówi, że miało to na celu zwiększyć bezpieczeństwo gada. Otóż, wedle legend, smoczy brzuch, który w przeciwieństwie do pozostałych części ciała, nie był chroniony łuskami, miał być jedynym słabym punktem tych istot. Wylegiwanie się na kopcach złota i klejnotów miało doprowadzić do tego, że kosztowności wrosną w skórę i zastąpią pancerz. Zwykle jednak okazywało się, że któreś miejsce, zazwyczaj osłaniające jeden z żywotnych organów (np. lewa pierś u Smauga) nie zostało okryte drogocennym pancerzem. Efekty były łatwe do przewidzenia…

Ta teoria ma stosunkowo wielu przeciwników. Jednym z ich głównych argumentów jest ten, że znaczną część takiego pancerza stanowiłoby złoto – metal miękki, a zarazem ciężki, który jedynie ograniczałby mobilność smoka, nie dając mu przy tym żadnej realnej obrony.

Wśród innych wytłumaczeń smoczej „gorączki złota”, najpowszechniejsze jest chyba „Syndrom Sroki”. Co to oznacza, chyba każdy rozumie – gady, na podobieństwo tych czarno-białych „ptasich złodziei”, miały zbierać wszystko, co ładnie błyszczy.

Trafiłem na jeszcze jedną teorię, która mówi, że „smocze skarby” to w rzeczywistości to, co pozostało po nieszczęśnikach, którzy wcześniej starali się je zgładzić – pancerze, magiczny oręż… Warto pamiętać, że w średniowieczu zbroja rycerza była warta tyle, co kilka wsi więc kilka takich kompletów to naprawdę olbrzymi skarb.

Optymistycznie zakładamy, że nam smoka ubić się udało. Jednak możemy zyskać o wiele więcej, niż tylko zawartość jego jaskini…

O pożytkach z zabitego smoka

Zbroja

Choć może się to nam wydawać dziwne, kiedyś wierzono że spożycie części smoczego ciała może obdarzyć magicznymi zdolnościami. I tak na przykład, z pieśni o pierścieniu Nibelungów dowiadujemy się że:

  • smocze serce miało pozwalać na rozumienie mowy zwierząt;
  • krew, kiedy natarło się nią ciało, miała chronić przed ciosami. Zygfryd, podobnie jak Achilles, nie zdołał jednak zapewnić sobie całkowitej niewrażliwości. Bowiem kiedy nacierał się krwią, na plecach przylepił mu się mały, lipowy liść. Cios w to miejsce później doprowadził do jego śmierci…

Inne źródła mówią nam że:

  • smocze zęby, przyszyte do ubrania z koziej skóry, chronią przed czarami;

  • z oczu da się wykonać maść, która doda odwagi;

  • w głowie znajdziemy kamień, który rozmnoży nasze zbiory.

W bardzo wielu opracowaniach dotyczących „magii ludowej” pojawiają się kawałki smoczego ciała jako składniki zaklęć: tu dodajemy łuskę, tam pazur, gdzie indziej oko, ząb, kolec, kawałek skrzydła czy co tam komu przyszło do głowy.

Warto jeszcze wspomnieć, że zdaniem A. Sapkowskiego, smoczy ogon, upieczony nad ogniskiem, to rarytas nad rarytasy…

Z powyższego wynikałoby, że smok staje się pożyteczny dopiero po śmierci. Aż strach pomyśleć, jak bardzo ludzie byli kiedyś naiwni.

Smoki dobre…

Na szczęście nie wszyscy autorzy odznaczali się takim poziomem barbarzyństwa, aby smoki redukować do roli chodzącego stosu komponentów do zaklęć, czy przeszkód na drodze do awansu społecznego przez uratowanie księżniczki.

Trend, aby ze smoków robić postacie pozytywne jest stosunkowo młody – jak pamiętamy, w średniowiecznej Europie smoki były złem wcielonym, zaś w innych mitologiach, nawet jeśli nie były istotami wrogimi ludziom, to prędzej można by je określić jako „neutralne”. Owszem, dzieliły się wiedzą, ale coś więcej? Raczej nie, o ile nie dotyczyło to członków ich własnej rodziny.

Tu warto wspomnieć o dość istotnym fakcie, że smoki (przynajmniej na Wschodzie) nie miały nic przeciwko ślubom z ludźmi. W Japonii w ten sposób powstała zresztą linia cesarska – każdy kolejny Cesarz miał w sobie „smocze geny”. Mit ten stał się tak popularny, że w historycznych zapiskach możemy trafić na wzmianki o tym, że cesarz Ōjin miał smoczy ogon.

Smok z Dragon BallaSmok shinto

Generalnie rzecz ujmując, smoki Wschodu były istotami potężnymi, mądrymi i gotowymi – o ile się je wcześniej zjedna ku sobie – pomóc (a przynajmniej podzielić wiedzą). Jakieś przykłady? Proszę bardzo, chociażby Shen Long z Dragon Ball. Jako istoty władające wodą i zdolne sprowadzać deszcz, zajmowały ważną pozycję w mitologiach. W Japonii mamy świątynie poświęcone smokom – zarówno shintoistyczne, jak i buddyjskie, np. Itsukushima Jinja na wyspie Itsukushima – miała tam mieszkać córka Watatsumiego, władcy mórz.

Ze wszystkich krain Wschodu najbardziej zabiegane były chyba jednak Longi (chiń. smoki). Na początek może podam ich opis, żeby nikt nie miał wątpliwości jak niezwykłe są to stworzenia.

Głowa wielbłąda, nogi jelenia, uszy wołu (służą tylko ozdobie, bowiem long „słyszy” poprzez rogi), oczy demona, pokryty łuską tułów koguta (lub żaby), szyja i ogon węża, łapy tygrysa, szpony orła oraz kozia broda. Chodzący (albo raczej latający) miszmasz.

Longi były pierwotnymi mieszkańcami terenów, na których później miało powstać Państwo Środka. Biorąc pod uwagę szczątki dinozaurów, dość powszechnie występujące między innymi na pustyni Gobi – podejście dość logiczne. Po dziś dzień Chińczycy nazywają siebie „Potomkami Smoków” (龍的傳人, Lóng de chuánrén).

Podobnie, jak ich japońscy kuzyni, longi zajmowały się pogodą. Dbały o deszcze – miały więc znaczny wpływ na zbiory ryżu, podstawy chińskiej ekonomii.

W ich kompetencjach leżało też trzymanie pieczy nad dynastią cesarską. Dlatego ich wizerunki były wszędzie, gdzie mógł pojawić się Cesarz.

Uosabiały też pierwiastek Yang i równowagę. W przeciwieństwie do ich naturalnego wroga, czyli tygrysa, który był niecierpliwy i gwałtowny. Widać to na przykład w Kung Fu, w stylu Hu Lung Pai – po polsku, „stylu tygrysa i smoka”. Mamy tu do czynienia z elementami twardymi, agresywnymi uderzeniami (tygrys), oraz z miękkimi, płynnymi ruchami i chwytami (smok). Od tego dualizmu wziął się między innymi osławiony „Przyczajony tygrys, ukryty smok”.

Nie można też zapominać o tym, że smok jest jednym z dwunastu znaków chińskiego zodiaku. Piątym z kolei, aby być dokładnym. Long patronuje ludziom urodzonym w latach: 1928, 1940, 1952, 1964, 1976, 1988, 2000, 2012. Jeśli wierzyć astrologom, osoby urodzone w tych latach charakteryzują się wdziękiem i charyzmą, są oportunistami otwartymi na nowe pomysły, z jednej strony admirują przeszłość, a z drugiej – myślą o przyszłości i ewoluują.

Mimo to, biedne longi nie mają szczęścia i nie zostały docenione przez dzisiejszych chińczyków – jako symbole monarchistyczne, nie ma dla nich miejsca w dzisiejszym państwie komunistycznym, które sprzeciwia się wyzyskowi ludu pracującego przez arystokrację. Do tego władze ChRL wolałyby uniknąć wrażenia, że kultywują stworzenie agresywne.

Z tych powodów narodowym symbolem Chin jest panda wielka. Jednak smoki nie dały się zrzucić z piedestału bez walki – do dzisiaj cieszą się olbrzymią sympatią ludzi i pozostały w licznych powiedzeniach. O rodzicach, którzy mają olbrzymie oczekiwania wobec swoich pociech, mówi się, że chcą „aby ich dziecko zostało smokiem”. Wywodzi się to ze starej legendy. Otóż, pewien karp otrzymał od bogów zadanie: miał dostać się do źródła Huang-He. Na drodze stanął mu jednak wodospad (niektórzy twierdzą, że chodzi o słynny Żółty Wodospad, jedną z atrakcji turystycznych, mający 27 metrów wysokości). Kiedy w końcu ryba zdołała przeskoczyć przeszkodę i dotrzeć do celu, bogowie w nagrodę uczynili z niej smoka.

Taka mała dygresja: to właśnie dlatego w Pokémonach Magikarp może ewoluować w Gyaradosa.

W naszym kręgu kulturowym, na porządnie zachowujące się smoki musieliśmy czekać długo. Bardzo długo. Na szczęście, warto było: od Ziemiomorza Ursuli K. Le Guin, przez Eragona Christophera Paoliniego, aż po naszego własnego Tkacza Iluzji, wreszcie mamy własne, pozytywne smoki.

Jeżeli nie czytaliście Granicy możliwości Sapkowskiego, to polecam. Prezentuje bardzo ciekawy punkt widzenia na smoki. Poznajemy też „profesjonalnych smokobójców”, ich rywalizację z chłopskimi metodami (które postrzegają jako niebezpieczne… dla swoich zysków), dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy na temat złotych smoków – między innymi tego, że złote smoki to mit i nie mają prawa przetrwać.

Z kolei Pożeracz Chmur, jeden z dwóch głównych bohaterów Tkacza Iluzji to smok ze wszech miar niezwykły – przynajmniej dla nas. W swoim świecie jego wygląd jest jak najbardziej normalny. Gęste, białe futro, czerwone oczy, paniczny strach przed wodą… Do tego posiadał zdolności magiczne – potrafił komunikować się myślami z dowolną istotą, przybierać kształt najróżniejszych stworzeń(musiał najpierw zdobyć próbkę ich DNA, np kosztując kroplę krwi). Razem z Kamykiem, młodym magiem (tytułowym Tkaczem Iluzji) podróżuje po świecie. Mimo dość przerażającej opinii (większość ludzi smoków się boi) jest stworzeniem przyjacielskim – dzięki swojej zdolności „łączenia się” myślami zastępuje głuchoniememu chłopcu uszy.

Pożeracz chmur

Jak tu nie kochać takiego stworzenia? Pożeracz Chmur i jego siostrzyczka, Liska.

… smoki złe…

Nie da się ukryć, że po dziś dzień, smoki kojarzą się przede wszystkim źle. Przynajmniej nam. Duży, wredny, ziejący ogniem… I weź tu człowieku nie bój się takiego.

W dzisiejszej literaturze coraz mniej smoków jest jednoznacznie złych. Bardzo często bywa tak, że jaszczur, którego poznajemy jako definitywnie złego, okazuje się być tak naprawdę przyjacielskim stworzeniem, z którym nikt nie próbował się do tej pory porozumieć – takie na przykład są gady z Jak wytresować smoka. Początkowo szkodniki, a później najlepsi możliwi sprzymierzeńcy.

Jeżeli ktoś się stęsknił za starymi, dobrymi smokami, które pustoszą okolicę, powinien sięgnąć po Zabójcę smoków Williama Kinga, ewentualnie po inne pozycje z Czarnej Biblioteki. Słowo ostrzeżenia: to literatura z gatunku „dark fantasy” – czyli historia dość mroczna, ponura i okrutna. Tylko dla dojrzałych czytelników! Występujący tu Skjalandir, czyli starożytny smok ognisty, jest takim smokiem jakiego znamy z opowieści: wielki, wredny, wolne chwile między napadami na okoliczne wioski wypełniał spaniem w swojej jaskinie na stertach złota i, jak na porządnego złego smoka przystało, zginął od ciosu zaklętego miecza dzierżonego przez prawdziwego bohatera.

Dragon Slayer

Inną opcją jest sięgnięcie po klechdy, podania czy eposy ze średniowiecza. Tu jednak pojawia się inny problem – te dzieła są dostępne albo zapisane językiem z epoki i przekopanie się przez nie wymaga sporego wysiłku od większości z nas, albo jako bajki – napisane dziecinnie, w sposób bardzo utrudniający (albo wręcz uniemożliwiający) odbiór przez starszego czytelnika. Mamy tu na przykład podanie o naszym starym, dobrym Smoku Wawelskim, jak również legendę o Świętym Jerzym. Niestety, smoki które tu spotkamy są zarysowane w sposób schematyczny i jedynym celem jego istnienia jest przysporzenie sławy śmiałkowi, który zdoła go pokonać.

Smok wawelskiSmok i św. Jerzy

Następnym przykładem „złego smoka” jest Chaos Dragon Garv z mangi Slayers: Magiczni Wojownicy. Jako sługa Ruby-Eye Shabranigdu (wcielenie zła i zniszczenia, ogólnie rzecz ujmując) nie mógł być nikim sympatycznym. Wprawdzie Garv był Mazoku, istotą z japońskiej mitologii, której najbliżej do naszej koncepcji diabła/demona, ale ponieważ jego „prawdziwą formą” był jednak smok, więc zaliczymy go do tych ogniolubnych gadów.

W wyniku jednej z walk które stoczył, jego duch został związany z ludzką duszą. Przez lata obydwie dusze stały się jedną, co zamiast doprowadzić do całkowitego rozproszenia jego mocy, jedynie w znacznym stopniu je ograniczyło. Z tego powodu Garv, doznał konfliktu lojalności. Ruby-Eye miał w planach doprowadzenie do zniszczenia całego świata. Ponieważ Garv, ograniczony do ludzkiego ciała przepadłby razem ze światem, zaczął rzeczone plany sabotować. Nie przeszkodziło mu to w byciu okrutnym i pozbawionym serca draniem.

Dla ludzi, którzy poszukują prawdziwie wrednych i diabolicznych smoków w dzisiejszym wydaniu mam pewną alternatywę: gry komputerowe, a zwłaszcza cRPG. W dziełach studia BioWare (nie sądzę, aby trzeba było przedstawiać wielbicielom gatunku; dla reszty: to oni odpowiadają za takie sagi jak Baldur’s Gate, Neverwinter Nights, czy Icewind Dale) smoki przewijają się w niemal każdym dziele. I zazwyczaj są to wyjątkowo wredne gady, mające na celu co najmniej zjedzenie naszej dzielnej drużyny herosów.

Mała uwaga dla tych, którzy jeszcze nie grali w The Elder Scrolls V: Skrim, a zamierzają: ten akapit zawiera spoilery dotyczące głównego wroga w grze. Zostaliście ostrzeżeni. Ostatnim z wrednych jaszczurów które chciałbym przedstawić z imienia, jest Alduin, główny antagonista we wspomnianej grze. Przeniesiony w czasie smok zostaje wodzem wojsk Otchłani i jest głównym źródłem kłopotów, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Przez większość gry lata gdzie popadnie i wskrzesza inne smoki, przysparzając nam, biednym graczom, coraz więcej kłopotów – albo, patrzą na to z innej perspektywy, dając nam kolejne okazje do zdobywania bezcennego doświadczenia i skarbów.

Alduin

… i smoki w grach RPG

Chcę wyjaśnić jeden drobiazg: dla mnie gry RPG i ich komputerowa odmiana (zwana często cRPG) to dwie różne sprawy. Dlatego zdecydowałem się rozgraniczyć te kwestie. No dobrze, a wracając do tematu…

Dla twórców gier RPG smoki są wyjątkowo wdzięcznym materiałem. Ze względu na obydwa wizerunki oraz ich olbrzymią moc, są doskonałym materiałem zarówno na przeciwników dla graczy, jak i na ich nauczycieli.

Smok

Ponieważ o smokach w Legendzie Pięciu Kręgów już pisałem, teraz chciałbym zaprezentować Wam ich wizerunki w dwóch innych grach RPG. 

Na początek, Warhammer

SmokSmok chaosu

Ze wszystkich systemów RPG jakie znam, Warhammer jest jednym z tych nielicznych, które mimo zdecydowanie fantastycznego świata jest jednocześnie bardzo realistyczny. Jest to świat dark fantasy, czyli swoista przeciwwaga dla licznych systemów typu „heroic” (dla niewtajemniczonych w sekretny język erpegowców – przez określenie „heroic” rozumiem systemy, w których gracze stając naprzeciwko kolejnych wyzwań z czasem osiągają niemalże boski poziom).

Świat Warhammera jest mroczny, ponury i niebezpieczny. I takie też są tamtejsze smoki – wyjątkowo wredne i nieprzyjemne. Poza nielicznymi gadami sprzymierzonymi z elfami, reszta ma na celu skonsumowanie drużyny. A ponieważ jest to dark fantasy, w starciu smoka i drużyny, z postaci graczy zazwyczaj zostają smętne, dymiące resztki.

Wspomniana już tutaj książka, Zabójca Smoków, to z jednej strony znakomita powieść ze świata Warhammera, a z drugiej – doskonała prezentacja tego, jak wyglądają tamtejsze smoki.

Tutaj, smoki są słabsze jedynie od Większych Demonów – czyli istot stojących zaledwie o stopień niżej od Bogów Chaosu. Co to oznacza w praktyce? Ano, jeden taki gad jest w stanie zmierzyć się z regimentem armii. I wyjść z takiej konfrontacji zwycięsko.

Innym „gatunkiem” warhammerowskich smoków są Smoki Chaosu – zmutowane, dwugłowe bestie, dotknięte i przekształcone przez mrocznych i potężnych Bogów Chaosu. Oprócz wszystkich cech „normalnych” kuzynów, mają szereg innych, niezwykłych i często niepowtarzalnych zdolności. Jest ich jednak na tyle dużo, że nie dam rady ich tu opisać.

Warhammerowe smoki są wielkie, wredne i potężne. To prawdziwe smoki z dawnych opowieści.

D&D – Dungeons and Dragons

Prawdopodobnie najsłynniejszy system RPG na świecie. W założeniu, był stworzony do opowiadania o eksplorowaniu tytułowych lochów i walce ze smokami. Z czasem wyewoluował i stał się dużo bardziej wszechstronny, ale smoki pozostały jedną z jego ikon.

W dedeku (tak powszechnie się go nazywa) występuje dość ścisły podział: mamy metaliczne, dobre smoki (złote, srebrne, mosiężne, spiżowe i miedziane) oraz chromatyczne, złe smoki (czarne, czerwone, białe, błękitne, zielone). Jak to bywa w RPG, nic nie jest ostatecznie przesądzone – można tu trafić zarówno na porządnego zielonego, jak i na srebrnego dowódcę armii „tych złych”

Zielony smok

Jedną z najciekawszych opcji w D&D jest stworzenie postaci w jakiś sposób spokrewnionej ze smokiem – od kobolda, który miał gdzieś kiedyś jakiegoś gadziego przodka, przez dragonborna, aż do półsmoka, którego jeden z rodziców był skrzydlatą przerośniętą jaszczurką.

KoboldDragonbornPół-smoki

Cechą charakterystyczną dla dedeka jest ogromna ilość podręczników dodatkowych, poszerzających opcje rozgrywki. Smokom w edycji 3.5 poświęcono aż trzy: 

  1. Draconomicon, czyli kompendium wiedzy wszelakiej o smokach, 
  2. Dragon Magic, przedstawiający magiczną naturę tych stworzeń,
  3. Races of the Dragon, wprowadzający rozszerzone zasady dla grania smoczymi potomkami.

Dedekowe smoki mają pewną niezwykłą cechę: tylko dwa gatunki (czerwone i złote) potrafią ziać ogniem. Reszta też dysponuje „bronią oddechową”, ale nieco innej natury. Z ich paszczy wylatuje wszystko: błyskawice, gaz o naturze kwasowej mgły, czy dech tak zimny, że aż zamarza. Mnóstwo ciekawych zdolności. A gracze mają do nich dostęp. I choć nie jestem zbyt wielkim wielbicielem systemów heroicznych, to muszę przyznać, że możliwość grania smokiem jest baaaardzo kusząca…

Podsumowanie

Niezależnie od tego, jak bardzo chciałbym przeciągnąć ten temat, w pewnym momencie będę musiał skończyć. I choć jest jeszcze wiele aspektów powiązanych z moimi ulubionymi istotami fantastycznymi, myślę, że to dobry moment, aby przerwać. Opowiedziałem Wam co nieco o smokach. Mam nadzieję, że rozbudziłem choć trochę chęć poznania tych fascynujących stworzeń.

Smok

Podczas pracy nad tym tekstem wiele razy natrafiałem na różne, pseudonaukowe artykuły, których autorzy starali się udowodnić, że smoki nie istnieją i istnieć nie mogą. Jak każdy prawdziwy wielbiciel smoków wiem, że to nieprawda – smoki są na tyle wspaniałe, że na pewno gdzieś się ukryły i czekają, aż będą mogły powrócić.

Tak się składa, że znam losy kilku z nich. Jeżeli też chcecie się z nimi zapoznać, zapraszam do lektury „Wojny Trzech Światów”. 

I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć.

 

~Gomeroth

Komentarzy: 0 20 Wrzesień 2013